Znowu musiałam przeczytać W pustyni i w puszczy...

By Alicja Kaczmarek - 3/15/2020

Poniższy post to praca napisana na zaliczenie i z przyczyn lenistwa w takiej okołonaukowej formie go wrzucam. Z powodu ograniczenia liczby znaków nie zostały poruszone wszystkie wątki, a ponieważ została zadana na konkretny temat - nie przedstawiałam i nie mam zamiaru przedstawiać kontrargumentów. Nie obchodzi mnie, czy ktoś uważa, że nie można Stasia oceniać z perspektywy późniejszej - można, taki jest temat tej pracy. Koniec, kropka. Zupełnie nie chodzi o to, czy Staś albo czy Sienkiewicz myśleli, że robią coś złego - nie myśleli. Nie ma to znaczenia. 
Pracę pokazuję, bo jak już musiałam tę książkę przemęczyć, to niech te moje wynurzenia ktoś przeczyta chociaż, i bo tematyka wydaje mi się ciekawa. Może umili Wam kwarantannę. #zostańwdomu


 Analiza powieści „W pustyni i w puszczy” z perspektywy postkolonialnej


W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku rozpoczął się okres dekolonizacji, podczas którego kolejne państwa uniezależniały się od metropolii europejskich. Wraz z tymi wydarzeniami zarysowują się początki krytyki postkolonialnej, za której źródło uważa się książkę Frantza Fanona „Wyklęty lud ziemi”. Jako ukształtowana już postawa metodologiczna, postkolonializm funkcjonuje od lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. W swych badaniach skupia się na analizie sposobu, w jaki dominujące centrum wyobraża sobie świat i jak przedstawia podległe im kultury.
Analizując dorobek polskiej literatury można doszukać się utworów, które – mimo że nie są pisane bezpośrednio z perspektywy dominującego – przyczyniają się do kreowania i upowszechniania dyskursu nad Orientem. Jednym z takich utworów jest powieść młodzieżowa Henryka Sienkiewicza wydana w 1911 r. pod tytułem „W pustyni i w puszczy”, której akcja rozgrywa się w Afryce Północnowschodniej, w czasach powstania Mahdiego. Utwór opowiada o dwójce europejskich dzieci – Stasiu Tarkowskim i Nel Rawlison – którzy zostali porwani z Egiptu do Sudanu. Dalsza część powieści skupia się na ich wędrówce w głąb kontynentu, wraz z pomocą dwójki niewolników – Kalego i Mei.


Dynamika panująca między Europejczykami a Arabami zostaje zarysowana już na pierwszych stronach powieści. Zarówno narrator, jak i bohaterowie, swoje opisy zaczynają od zaznaczenia, jak bardzo „dzicy” są ludzie miejscowi. Stosunek do arabskiej kultury metaforycznie oddaje pierwszy opis pustyni, umyślnie skontrastowany z okolicą zamieszkiwanego przez bohaterów Port-Saidu. Podczas gdy region wokół Kanału Sueskiego tętni życiem, pustynia zostaje opisana jako głucha, złowroga i martwa. Wreszcie narrator podsumowuje: „tam, na arabskim brzegu, była jakby kraina śmierci”. Opis ten już na samym początku powieści zarysowuje nam przewijającą się przez resztę utworu dynamikę, według której cywilizacja europejska niesie oświecenie, życie i dobro, a lokalne kultury Afryki oznaczają tylko zniszczenie i rozlew krwi.


Arabowie, z którymi stykają się Staś i Nel, to przede wszystkim ich porywacze – między innymi bracia Idrys i Gebhr. Jeszcze zanim uprowadzają dzieci, bohaterowie i narrator określają ich jako „dzikich ludzi”, „barbarzyńców” i „wrodzonych kłamców”. Od początku jest też jasne, że porywaczami nie kieruje, jak twierdzą, wiara, lecz chciwość i chęć zysków materialnych. W miarę jak karawana podróżuje w głąb kontynentu, można poznać coraz więcej cech porywaczy. Idrys, jako przywódca bandy, jest z nich wszystkich najinteligentniejszy, tymczasem jednak Staś, trzynastoletni chłopiec, ustawicznie zbija go z tropu i ośmiesza przed karawaną, z powodzeniem udowadniając głupotę Arabów. Idrys, podobnie do reszty swojej grupy, nie jest w stanie pojąć chociażby konceptu depeszy i nieustannie nazywa ten sposób komunikacji „słowami lecącymi po miedzianym drucie”. Gebhr reprezentuje drugą cechę miejscowej ludności – okrucieństwo. Jest wyjątkowo brutalny wobec niewolników, a także już na pierwszym postoju usiłuje zabić Stasia poprzez biczowanie. To także jego okrucieństwo prowadzi w końcu do zabójstwa porywaczy, ponieważ Staś nie widzi innego sposobu obrony, kiedy Gebhr grozi poderżnięciem gardeł Kalemu i dzieciom, a następnie rzuceniem ich ciał lwu.


Trochę innymi postaciami jest pozostała trójka Arabów z karawany – Chamis i dwóch Beduinów. Chamis odgrywa kluczową rolę w porwaniu – odprowadza Stasia i Nel na pociąg, który zabiera je na pustynię. Jednak tutaj jego rola się kończy, przez całą podróż pozostaje bierny i nie okazuje wobec dzieci ani reszty porywaczy żadnych uczuć – tak samo pozytywnych, jak i negatywnych. Mimo wszystko umyślnie nie bierze udziału w egzekucji Stasia i świadomie odwodzi Beduinów od chęci zamordowania psa – Saby. Narrator wprost przypisuje to latom, które Chamis spędził na służbie u ojców Stasia i Nel. Tym samym sługa białych ludzi ma lepiej wykształcone ludzkie odruchy – zachowuje wyższość moralną nad ludźmi w całości zakorzenionych w kulturze arabskiej. Warto skontrastować jego postać z Beduinami, których jedyną cechą jest okrucieństwo. Postaci te pojawiają się w książce tak samo często, jak pozostali porywacze, a przy tym są tak bardzo „arabscy”, czyli w rozumieniu powieści dzicy, że nie dostają nawet imion. Jest to jedna z kilku metod dehumanizacji ludów rdzennych, jakie wykorzystuje autor. W rezultacie „Beduini” to nie „ludzie”, a w hierarchii bytów plasują się wręcz poniżej zwierząt. Podczas gdy nawet słoń zostaje przez dzieci nazwany – i od tego momentu nazywany jest przez narratora Kingiem, a nie słoniem – Beduini od swojego pojawienia się, aż do śmierci, określani są tylko jako „Beduini”.

Podobne podejście widać w charakterystyce osób czarnoskórych – Sudańczyków i plemiennych ludów Afryki.  Im bardziej dana postać jest europejska, poddana ludziom białym i ich kulturze – tym bardziej jawi się czytelnikowi jako „ludzka”. Z kolei ludzie wierni swoim własnym tradycjom zostają określeni jako dzicy i zwierzęcy. Narrator mówi wręcz: „groziły im napady dzikich zwierząt i dzikszych jeszcze Murzynów”.


Na końcu swojej wędrówki Staś i Nel natrafiają na „prawdziwych dzikich”, czyli plemienne ludy Afryki. Szczegółowy opis jednego z takich plemion przedstawia ich jako zdeformowanych i zeszpeconych. Wszyscy byli wytatuowani, mieli rozciągnięte płatki uszu od kawałków drewna lub kości noszonych jak kolczyki. W dolnej wardze każdy nosił wielkie krążki, a co poniektórzy szyje mieli rozciągnięte przez metalowe kołnierze z drutu. Chodzą też niemal nago, a dzieci porównane są do pcheł. Opis ten ma wyraźnie na celu nakreślenie obrazu człowieka czarnoskórego jak najdalszego od obrazu człowieka europejskiego. Służy to jednocześnie podkreśleniu „egzotyki” czarnoskórych, a także dalszą ich dehumanizację, ponieważ nawet nie przypominają ludzi.


Osoby czarnoskóre ustawicznie ukazywane są jako gorsze od białych, do których przynależą. Staś naśmiewa się z ich obyczajów, wielokrotnie podkreślana jest ich głupota – nawet następuje rozróżnienie na czarny i biały mózg, gdzie ten pierwszy jest oczywiście równoznaczny z głupotą i ograniczeniem. Mea, niewolnica Nel, jest tutaj najjaskrawszym przykładem. Została dziewczynce podarowana, a ta „ucieszyła się z takiego podarku”. Niewiele znanych jest czytelnikowi przemyśleń Mei, jednak wydają się być one kluczowe dla zrozumienia świata przedstawionego. W pewnym momencie powieści Kalemu zostaje podarowany naszyjnik z paciorków. Następnie Mea porównuje ów dar do obroży Saby i również pragnie otrzymać swój naszyjnik – utożsamiany przez nią samą z obrożą, symbolem własności. W innej scenie dziewczyna opisana jest jako „rodzona siostra szympansa”. Wreszcie, najważniejszym momentem okazuje się być scena chrztu, po którym Mea dziwi się, dlaczego po przyjęciu białej wiary, nie wybieliła jej się skóra. Wówczas Nel pociesza ją, że skórę nadal ma czarną, ale duszę już ma białą, tym samym po raz kolejny stawiając ludzi białych i ich wartości ponad czarnoskórych.


W tym momencie należy wspomnieć o traktowaniu niewolników. Choć Staś kilkukrotnie zapewnia, że woli umrzeć niż popaść w niewolę, sam czuje się uprzywilejowany do posiadania czarnoskórych niewolników. Co więcej, wyraźnie uważa, że ponieważ traktuje ich, w jego mniemaniu, dobrze, to należy mu się ich wdzięczność i szacunek. Stąd nazywa Kalego niewdzięcznikiem, kiedy ten pozornie ucieka. Mimo że Kali wykonuje większość ciężkiej pracy w obozie – takie jak wyprawianie skór, pętanie koni, kompletowanie zapasów i wody – jest wielokrotnie nazywany leniwym i krytykowany za marzenia o tym, aby być „próżniakiem”. Najbardziej wychwalaną w powieści cechą niewolnika jest jego przywiązanie. Stąd ma czytelnika wzruszać scena, kiedy Kali postanawia iść z dziećmi aż do oceanu, a mały Nasibu, dwunastoletni zaledwie niewolnik, płacze po śmierci swojego pana, ponieważ kochał go szczerze. Tymczasem było to po prostu dziecko, przywiązane do swojego opiekuna – prawdopodobnie jedynego, jakiego mogło znać. Wymowna jest też scena, w której miejscowa ludność składa pokłon „wielkiemu białemu panu” i Nel, którą biorą za dobrego ducha. Bycie sługą wydaje się być tak wpisane w psychikę tych postaci, że Faru, przywódca jednego z plemion, składa Stasiowi przysięgę wierności i wręcz pragnie zostać jego niewolnikiem.


Pod koniec powieści Kali okazuje się być królem, lecz fakt ten wydaje się bohaterom śmieszny. Jego zwyczaje są bez zastanowienia odrzucone i wyśmiane, a Staś, chłopiec, którego inteligencja jest wielokrotnie podkreślana, powstrzymuje śmiech w czasie tradycyjnych rytuałów. Zamiast więc poznawać lokalną kulturę, Staś i Nel wykładają swoją religię swoim niewolnikom, a ci ochoczo ją przyjmują, choć nie rozumieją jej w pełni, czego przykładem będzie wiara w to, że Nel jest bożkiem, nawet po chrzcie. Książka to postępowanie nazywa „oświeceniem”. Tak samo nazywane jest oszukiwanie lokalnych społeczności, które szczerze wierzą w Nel jako bożka, i wysyłanie ich na pewną śmierć przez pustynię, mimo że nikt z nich nie chciał iść z dziećmi do oceanu. Za takie samo oszustwo, lokalnych szamanów spotykają srogie kary i są oni ukazani jako postaci negatywne.


Podejście do lokalnych kultur i religii najlepiej oddaje scena chrztu czarnoskórego oddziału Lindego. Żołnierze ci chorują na śpiączkę i aż do śmierci mają się nie przebudzić. Nie znają więc wiary chrześcijańskiej i nie wyrażają woli, aby do niej przystąpić, są jednak mimo wszystko chrzczeni przez Stasia, kiedy pozostają nieprzytomni. Warto skontrastować tę scenę z inną, podczas której na audiencji u Mahdiego, Staś odmawia przyjęcia islamu, nawet za cenę życia. Pozostanie przy swojej wierze jest więc czynem bohaterskim, jednak tylko wówczas, gdy wiarą to jest chrześcijaństwo. Według bohaterów i narratora, jest to jedyna wiara i kultura niosąca pokój i oświecenie, co jest wyraźnie podkreślone, kiedy w zakończeniu narrator opisuje dalsze losy Kalego, który włada, ale pod protektoratem angielskim, i szerzy chrześcijaństwo wśród „dzikich szczepów”.


Zaprezentowany w powieści „W pustyni i w puszczy” obraz Afrykańczyków jest więc zakłamany i zdecydowanie negatywny. Dla postaci każdego koloru skóry, naturalnym i pożądanym wydaje się być ład społeczny, gdzie biali ludzie rządzą wszystkimi, a inne rasy mu służą. Przedstawiona Afryka, jej mieszkańcy i kultury okazują się nie tylko odmienne, ale przede wszystkim gorsze i „niecywilizowane” w stosunku do kultury judeochrześcijańskiej. Autor nieustannie kontrastuje Europę z Afryką, podchodząc całkowicie bezkrytycznie do postaci Stasia, symbolizującego wszystkich Europejczyków, a wobec ludów afrykańskich stosuje zabieg odczłowieczania i używa negatywnie nacechowanego języka. Wiele elementów opisywanych przez autora jest orientalizowanych i tworzy fałszywy obraz, który jest następnie upowszechniany w świadomościach czytelników aż po współczesne nam czasy.



Wszystkie ilustracje to kadry z filmu "W pustyni w puszczy" (2001), reż. Gavin Hood.

  • Share:

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Oj, nie mogłabym się bardziej zgadzać. Mój brat właśnie przerabiał tą lekturę i przypomniał mi jak się męczyłam czytając ją w podstawówce. Już wtedy byłam zdegustowana, teraz pewnie nie byłabym w stanie przeczytać tych kolonialnych seksistowskich wypocin.
    Jak miło znów komentować!
    PS. Prześcignęłam Cię na TV time C:

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że nie tylko ja miałam problem z przeczytaniem tej książki za młodu. Nie wiele już z niej teraz pamiętam, choć na pewno nigdy nie patrzyłam na nią z punktu widzenia przedstawionego w tym poście. Jestem zaskoczona, że takie rzeczy omawiane są w szkołach bez odkrywania ich prawdziwej twarzy. Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń

Szanujmy się nawzajem.