NAJGORSZE Jak wytresować smoka?

By Alicja Kaczmarek - 2/22/2019

Finał tej pięknej trylogii widziałam już tydzień temu, więc pozwólcie, że krótko podzielę się wrażeniami.


Ja naprawdę nie lubię pisać recenzji, co dziwi, patrząc na Deszcze w tym miesiącu. Nie będę jednak kłamać i chyba niedługo znowu się to zmieni, bo to jest naprawdę najgorsze, co mogę pisać. Bleh. Walić recenzje - i tak najmniej chętnie je czytacie. Liczby nie kłamią.

Tak czy siak zrecenzowanie ostatniej części Jak wytresować smoka uważam niejako za swój obowiązek, więc oto jestem. Nawet jeśli przez moje kochane zatoki, tydzień później niż planowałam i by wypadało.

Byłam przerażona przed seansem - to nie jest przesada. Druga połówka dla Szczerbatka wydawała mi się tak okropnym pomysłem, że nie mogłoby z tego wyjść nic dobrego. Dodatkowo jej design - brakuje w sumie tylko dwóch wypukłości i wielkich rzęs, żeby umrzeć z zażenowania. No, nie podobało mi się to.


Trochę miałam rację. Za to w magiczny sposób i kompletnym przypadkiem Jak wytresować smoka 3 i Raplh Demolka w Internecie poruszają dokładnie ten sam motyw: rozstania z przyjacielem. Jeden robi to dobrze, a drugi jest beznadziejny. Hmm.

Finałowa część trylogii nie poprawia poprzednich, jest za to bardzo piękną klamrą kompozycyjną - i dzięki Bogu, że nie będzie więcej filmów, choć przecież wszyscy je kochamy. No nie, to już ta pora, żeby zamknąć te wspaniałe, cudowne filmy. Najlepsze kreacje, jakie wyszły od DreamWorks, bez dwóch zdań (no, może jeszcze Książę Egiptu, ciężka sprawa).

Za to, szczerze, to była najgorsza część.


Punkt kulminacyjny, finałowa walka, wyszedł w trochę dziwnym momencie, tak że przyszedł i poszedł, bez szału. Chociaż nie ukrywam, że główny zwyrol był ciekawy jako narzędzie w historii, to sam w sobie był nudny, a jego design to zwyczajnie Mrok ze Strażników Marzeń, ale inaczej pokolorowany. To nawet nie jest żart, to jest dosłownie ta sama postać.

Tak samo starszy Czkawka mógłby się postarzeć jakoś bardziej ambitnie niż zapuścić brodę.

Czasem sygnalizowany jest problem (na przykład: Valka mówi "musicie nauczyć się walczyć jako drużyna, za bardzo polegacie na swoich smokach), a potem nie za bardzo coś z tego wynika. Spodziewalibyśmy się jakiejś sceny treningu albo chociaż walki, gdzie tą pracą zespołową nasza drużyna się wykazuje - ale nie. Nie ma tego.

Ukryty Świat, który jest tytułowy przecież, pojawia się, ale zaraz znika, jakoś też przelatując mi kompletnie przez głowę. Zresztą, sekretne miejsce smoków pojawia się w KAŻDYM filmie. Ile one ich mają?

Humor nie do końca siadł. Był bardzo niezręczny i nie do końca wpasował się w moje gusta. Śledzik ma jedną kwestię, co jest dla mnie osobistą obrazą. Fajnie za to, że Mieczyk ma ich trochę więcej wreszcie. Valka odzywa się jakieś cztery razy i to nie głosem Danuty Stenki, co jest dla mnie dużo więcej niż obrazą, to potwarz i zniewaga.

Pojawiły się też głosy niezadowolenia w kwestii muzyki, ale szczerze mówiąc nie zwróciłam uwagi, bo się kompletnie na tym nie znam, więc widocznie nie było tak źle.


Chciałabym, żeby Biała Furia miała trochę więcej własnego charakteru, który nie pochodzi ze Szczerbatka i archetypu tej kobiecej, kokieteryjnej wersji postaci. Po prostu.

Film nie zaskakuje w taki sposób, jak część druga, co jest jednocześnie złe - bo tego oczekiwałam - i dobre, bo dzięki temu będę w stanie do niego wracać. Do dwójki nie wracam. Nigdy. Nie umiem. Zostałam straumatyzowana.

Za to nie potrafię powiedzieć, że to zły film. Pewnie, to są bardzo poważne mankamenty, ale Boże, jak ja się dobrze bawiłam i ile łez wylałam! W Berg czuję się już jak w domu i Czkawka to taka cudowna postać, z którą można było dorastać. Uwielbiam Jak wytresować smoka! Owszem, marzy mi się lepszy tytuł, ale nie można mieć wszystkiego.

Uwielbiam, jak sequele pokazały mi, że można kochać Astrid. Jest szczególnie wspaniała w tej właśnie części i, rany, jak ja kocham moje dzieci.


Kocham, jak dojrzałe podejście ma Czkawka do swojego problemu ze Szczerbatkiem - kompletne przeciwieństwo Ralpha Demolki, dzięki Bogu. Naprawdę, Disney, tak to się robi. A Szczerbatek nawet nie mówi! Dużo, dużo bardziej satysfakcjonujące zakończenie, po którym nie ma się poczucia, że zostało się oszukanym czy że to nie powinno tak być - pewnie, serce boli, ale nie szkodzi. Jest dobrze. Ralph może się schować z tym swoim durnowatym zakończeniem bez sensu.

Kocham animację, choć nie jestem fanem realizmu, jeśli o nią chodzi. Za to dzisiaj oglądałam sobie pierwszą część i wow, poprawili się. Włosy czasem na moje oko zachowywały się wygodnie bryłowato, ale poza tym - wow. Jest co chwalić.

To jest po prostu tak piękny film, który może nie trzęsie moim światem w posadach i nie rozwala stereotypów, ale daje mi satysfakcjonujący finał całej trylogii. Jak wytresować smoka 3 nie jest takim arcydziełem, jak poprzednicy, ale nie jest porażką w żadnym stopniu. Jestem wdzięczna za ten finał, bo oglądanie problemów Czkawki jako lidera, pięknej relacji między postaciami, pięknych paralel między filmami, wspomnień Stoicka, gdzie przecież malutki Czkawka to najbardziej urocza rzecz na świecie, jest po prostu tak pięknym i satysfakcjonującym przeżyciem, że tak - widzę poważne wady... Ale mam je gdzieś. O, no i ten absolutnie fantastyczny epilog, który wypełnia wszystkie znamiona mojego ulubionego rodzaju epilogu.

To jest film wynikający z miłości do swojego świata i swoich postaci i dający im spokojną, jasną przyszłość - a tego chcemy od finałów serii. Niech tak zostanie. Ja jestem cholernie zadowolona z seansu i niesamowicie wzruszona, patrząc wstecz. Tak wiele zawdzięczam tym filmom. Naprawdę je uwielbiam i choć finał może nie dorósł do moich wygórowanych oczekiwań - nie zawiódł mnie. A po dramatycznej dwójce - właśnie taka trójka była nam potrzebna.


Jestem pewna, że kto miał, ten na pewno już widział Jak wytresować smoka 3, ale być może jesteś tą jedną osobą, która nie widziała żadnej części. Szybko więc nadrób i leć do kina. Podziękuj mi później.

  • Share:

You Might Also Like

13 komentarze