5 powodów, dla których Król Szamanów to NAJLEPSZE ANIME

By Alicja Kaczmarek - 2/28/2019

Mam kompletnego świra na punkcie Króla szamanów. To nie jest żadna przesada. Nie wiem, kim by była, gdyby nie to anime, jest tak nierozerwalną częścią mnie, że potrafię sobie nawet wyobrazić momentu, kiedy nie będzie dla mnie ważne.

Jest jednak pewien problem: to jest shounen. Absolutnie typowe anime skierowane do chłopców, w których główną składową fabuły jest nawalanka, wielkie miecze i dziwne monologi w środku walki. Gdzie wrogów pokonuje się siłą przyjaźni, a często im większy miecz, tym większy lans na dzielni (tylko do momentu!). Jeśli kojarzycie Naruto, Bleach, Dragon Balla, cokolwiek z tego typu, to wiecie, o czym mówię. Shounen.

Nie szkodzi. To jest najlepsze anime, bez wyjątków. Zawsze będzie dla mnie najlepsze - nie tylko dlatego że mam ogromny sentyment. To nie jest Miś Uszatek, ja naprawdę wciąż regularnie Króla oglądam i czerpię z seansu wielką przyjemność. Nie tylko dlatego że jest absolutnie przezabawny. Mam totalnie legitne powody. Absolutnie subiektywne i osobiste.




1. Yoh Asakura

Król szamanów to gama świetnych postaci, bo nie ma tam postaci papierowych, postaci-krzaków. Czy część jest sztuczna? Oczywiście, ale każdy ma charakter, osobowość, cel i przeszłość. Dlatego fakt, że dla celów komediowych są często w jedną czy drugą przerysowani, pozostaje dla mnie sprawą kompletnie bez znaczenia.

Jest jednak postać, która wybija się ponad pozostałe i na zawsze króluje w moim sercu - Yoh Asakura, notabene główny bohater. Nie ma postaci, którą uwielbiałabym bardziej lub choć w połowie tak bardzo. Oczywiście, że się wytłumaczę.

Zacznijmy od tego, że Yoh to zupełne przeciwieństwo normalnego rozwrzeszczanego bohatera shounena. Yoh nie ma też rodziców do pomszczenia, wioski do uratowania czy głodującego ludu. Nie jest wybrańcem rodziny (znaczy - jest, ale nie bardzo miał też konkurencję, co nie), nie ma utraconej miłości, nie ma miejsca na świecie do odnalezienia. To wszystko mają jego towarzysze podróży. Motywacją Yoh do wygrania turnieju szamanów już chęć życia w spokoju i lenistwie. To jest powód, dla którego ciężko trenuje, by wygrać najważniejszy turniej na świecie - i to bez przesadyzmu, bo tytułowy król szamanów, zwycięzca turnieju, to w zasadzie bóg, który może uratować świat lub kompletnie go zniszczyć. Yoh jest więc do tej roli idealny - nie tylko ze względu na wszystkie jego heroiczne cechy, które omówię zaraz, ale ponieważ nie ma celu, który przyświecałby mu szczególnie, ludu, który by faworyzował, egoistycznej pobudki, dla której potrzebuje wielkiej mocy. Yoh jest w stanie zagwarantować wszystkim istotom równie spokojne życie. Idealny bohater. Naprawdę. To jest tak genialne w swojej prostocie, że za każdym razem jestem pod wrażeniem.


Największą siłą Yoh jest jego spokój i poczucie humoru, ponieważ dzięki temu jest w stanie zachować czystość umysłu podczas każdej walki, ale także zjednywać sobie ludzie, co jest tak niesamowicie ważną kwestią w kontekście całej fabuły. Jego duch stróż nie jest duchem przyrody - więc technicznie powinien być na straconej pozycji, ale nadrabia wyjątkową więzią, jaką mają między sobą. Yoh czerpie siłę z tak cudownie pozytywnych rzeczy: jest jedna scena, kiedy Lodowa Drużyna atakuje go zamiecią śnieżną, która wcześniej powaliła jednego z przyjaciół Yoh, jednak jego atak nie jest w stanie trafić, ponieważ jest w stanie zignorować atak - tak jak bolesne słowa. Jeśli nie pozwolimy, aby czyjeś gadanie nas zabolało, to tak się nie stanie. Może to brzmi głupio, kiedy to opisuję - ale to naprawdę mocna scena, która odcisnęła na mnie wielkie piętno.

To nie tylko to. Jest mnóstwo cudownych scen Yoh i nie jestem w stanie pominąć mojej absolutnie ulubionej, kiedy wstawia się za "wampira" Borysa, który był zwolennikiem czarnego charakteru i prawie powybijał całą wesołą ferajnę. Yoh jednak usiłuje zmusić Wyrzutków (o tym zaraz)  do zostawienia go w spokoju i dania drugiej szansy, wypowiadając najbardziej niesamowitą kwestię w całej serii (cytuję cały dialog dla lepszego kontekstu):

  [Borys] miał swoje powody. A kto wie, może jeszcze się zmieni? Ale nie będzie miał takiej okazji, jeśli go bezmyślnie wykończycie. I dlatego będę walczył w jego obronie. 
 Rozumiesz powody, dla których trzymał z Zekiem. No i dobrze, i co to zmienia? Nadal jest zły, więc musi zostać wyeliminowany. Dlaczego miałbyś ryzykować swoje życie dla niego? Może dlatego że sam jesteś po stronie Zeke'a? (...) Na świecie istnieje tylko dobro i zło. Jeśli nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam.  
 Borys przyłączył się do Zeke'a, bo ludzie go zdradzili. Wiem, bo uważnie słuchałem. Myślę, że w taki sposób zwalcza się zło  poprzez zrozumienie powodów, dla których się je wyrządza, a nie przez zwykłe wyeliminowanie człowieka jakąś tam szpanerską bronią.   

To jest dla mnie niewyobrażalnie potężna scena - nie tylko budująca cały późniejszy wątek Lyserga czy poważnie zarysowująca trójosiowy konflikt całego anime, ale przede wszystkim przez to jedno, wytłuszczone zdanie.

Yoh jest dla mnie postacią idealną, ukochaną i praktycznie idolem (jak tylko animowana postać może być idolem), bo jest tak prawdziwie dobry, bo ma "rzadką umiejętność" dostrzegania w każdym człowieku dobra, bo jest niewymuszenie magnetyczny dla wszystkich postaci dookoła, bo może komuś przyłożyć, ale zaraz potem wyciąga do tego kogoś dłoń. Bo ma rację. To jest dla mnie najpiękniejszy przekaz całości: nie trzeba być dobrym od zawsze, ale trzeba zawsze dawać szansę się komuś zmienić.

A przy tym wszystkim, to jest postać z krwi i kości, absolutnie pełnowymiarowa, przechodząca przemianę, na początku tak tragicznie zagubiona (kiedy gdzieś w pierwszych odcinkach Yoh myśli, że jego mottem powinno być Nie można poświęcić czegoś dla przyjaciół, jeśli się nie ma przyjaciół, a potem w finałowej walce dzieje się ta cała akcja z ptakami? niesamowite). Takich protagonistów, tak naturalnie dobrych, jest tak niewielu, a tak bardzo są potrzebni.

Nie chcę pisać książki telefonicznej na ten temat - jeszcze nie - więc przejdę do drugiego punktu.



2. Hao Asakura/Wyrzutki

W cytacie wyżej podawałam zamerykanizowaną wersję imienia Hao - Zeke, bo tak też jest w cytowanej scenie po polsku - ale to jest ta sama postać, po prostu Fox Kids go skrzywdziło. Na użytek własny mówię Hao (i pozostałe imiona również zachowuję oryginalne), przepraszam za jakiekolwiek problematyczności w tekście z tego wynikające.

Hao jest zatem głównym antagonistą, który jest drugim moim ulubionym czarnym charakterem w historii, zaraz po księżniczce Azuli. Jest naprawdę fantastycznie napisany, ponieważ to jest ten rodzaj postaci, o której wiemy, że jest pokręcona - ale generalnie ma rację. Bo to prawda, że ludzie są zatruciem dla planety, że są słabi, że nie zasługują na to, co mają, a ich cywilizacja to zbrodnia przeciwko naturze. Po prostu Hao się za którymś razem trochę za daleko zapędził, jak to często bywa, i zamiast na planecie, skupił się bardziej na eliminowaniu ludzi (i w kolejnym stopniu - "słabych szamanów").

Co lubię najbardziej, to krótkie ujęcia, kiedy z Hao wychodzą emocje - kiedy krwawi, kiedy krzyczy na Opacho czy wybucha śmiechem z bezradności. To są naprawdę krótkie ujęcia, ale urzeczywistniają postać, pokazują, że to nie jest po prostu zwyrol - to bardzo bezradny, zagubiony człowiek, dla którego nie bardzo jest już nadzieja, bo sam do tego nie dopuści. Ja mu się zresztą nie dziwię - dostaje ostry łomot od ponad tysiąca lat, pomimo faktu bycia najpotężniejszym szamanem w historii świata.


Mimo że to ten nieśmiertelny typ, który nie rozumie siły miłości, to to jest naprawdę piękne zbudowana postać. Od motywacji i backstory, po drobne elementy, które każą nam się z nim zgadzać czy z nim sympatyzować. Jego relacja z Opacho to przecież najcudowniejsza rzecz na świecie - a to nadal koleś, który usiłuje dokonać masowej zagłady ludzkości!

To jest ta jedna strona barykady. Ale jest też druga.

Wspomniałam już moich ulubionych Wyrzutków. To taka grupa szamanów, trochę zakrawająca o sektę, która za swój nadrzędny i jedyny cel obrała zniszczenie Hao - jako tego złego, który chce zniszczyć ludzkość. Szczytny cel, szkoda tylko że tak samo jak czarny charakter - zapędzają się w swoich działaniach zdecydowanie za daleko, aż do punktu, gdzie każdy, kto nie należy do ich grupy i wchodzi im w drogę, jest automatycznie poplecznikiem Hao - więc trzeba go wyeliminować. To jest dokładnie to samo radykalne myślenie, co u naszego głównego antagonisty, tylko w białych rękawiczkach. To jest absolutnie genialny zabieg, który stawia w świetle dnia zło zamaskowane jako takie pseudo-dobro. Nie ma na świecie tylko dobra i zła - tak nam mówi serial, kiedy Wyrzutki nieuchronnie tracą członka za członkiem. Nie jest to jednak najlepsze, co ich wątek ma mi do zaserwowania.

Nienawidzę Lyserga każdym włóknem mojej duszy. Ale, rany, czy jego wątek to nie jest najbardziej niesamowita rzecz na świecie?

Lyserg jest przyjacielem Yoh, który jednak przeżywa ciężkie chwile w jego grupie i nie zgadza się z jego ideologią - Lyserg pragnie przede wszystkim i za wszelką cenę pokonać Hao. Rozumiecie, spory konflikt charakterów się tu rodzi i wątek Lyserga to chyba najdłuższy wątek w całym anime, ale jest naprawdę genialny i nadaje całemu serialowi dużo poważniejszy ton, który osobiście łykam jak pelikan.

Swoista triada stron: Hao-Yoh-Wyrzutki, spektrum wyborów, między którymi zawieszone są wszystkie postaci (Lyserg i Ren na czele, ale także wszystkie postaci pojawiające się góra na dwa odcinki) to naprawdę dojrzałe podejście do odwiecznych problemów świata, a także tych nowych, spowodowanych postępem i cywilizacją.

Jeśli nie dla nawalania się, jeśli nie dla Yoh i jeśli nie dla humoru, to wątek Wyrzutki-Lyserg jest prawdziwą perłą fabularną serii - i dlatego warto dać Królowi szamanów szansę.



3. Najlepsze wątki odkupienia

Cały sens Króla szamanów to odkupienie - wszyscy, wszyscy! przyjaciele Yoh z jego grupy zaczynali jako jego rywale. Więksi (Faust) czy mniejsi (Horohoro), ale ciągle rywale, przeciwnicy, często wrogowie, bądź, jak Chocolove, po prostu niechciani w grupie. Zjednywanie sobie tych ludzi czasem przychodziło całkiem łatwo, a nieraz zajmowało trzydzieści odcinków. Czasem trzeba było kogoś odkupić dwa razy. W każdym razie: druga szansa jako najważniejszy motyw w Królu objawia się szczególnie w tym właśnie aspekcie.

Nie mogę pozostać obojętna wobec wątku Ryu, który zaczyna jako gangster szukający swojego miejsca w świecie, a kończy na pięknej przemowie, że cały świat będzie jego miejscem, jeśli Yoh będzie królem. Moje serce zawsze mięknie, kiedy Ren z odcinka na odcinek coraz bardziej otwiera się na świat. I wreszcie, Boże, Faust! Faust, który straumatyzował mnie jako dziecko, tak że do tej pory mam awersję do odcinków piętnastego i szesnastego, a który ostatecznie udowadnia swoją wartość aż w odcinku czterdziestym dziewiątym. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że punkt wyjściowy Faust ma niemal identyczny, jak Snape, tylko jeden wątek jest genialny, a drugi skopany po całości. O, czekajcie, aż napiszę post ich porównujący.

Wątki odkupienia w Królu szamanów nie robią z bandy zwyroli rumianych króliczków, które rozrzucają kwiatki i szczęśliwość. Nie robią tego, bo to dobre wątki i bo część z nich to żadni zwyrole. Te postaci to generalnie ci sami ludzie - gburowaci, mrukliwi, odpychający, zbyt pewni siebie, głośni, co tam sobie chcecie. Jedyne, co się zmienia, to ich punkt widzenia, to, za co walczą i jak walczą. Rozumieją swoje błędy - ale nie zmieniają się sami w sobie. Bo nie ma nic złego w byciu sobą na swój sposób, jedyne, co jest złe, to ich pobudki czy cele.

Często zresztą przecież to nie z ich winy są tacy, a nie inni - rodzina, ludzie, przeszłość, które popychają ich do okropnych czynów. Tak, niejeden z głównych kumpli Yoh nawet zamordował człowieka. To są poważne rzeczy, których nie da się odkupić ot tak. Ale te postaci płacą swoją cenę, rozumieją swoje błędy, są w stanie ruszyć do przodu i przede wszystkim - wybaczyć też sami sobie. Jedyne, czego potrzebują, aby zacząć proces leczenia, to ktoś, kto potrafi w nich uwierzyć i dostrzec, że to wcale nie wszystko było tak, jak można by się spodziewać na pierwszy rzut oka.

Boże, to jest takie dobre.



4. Jedyna słuszna siła przyjaźni

Jeśli ktoś ma alergię na siłę przyjaźni - w każdym wydaniu, bo od Harry'ego Pottera po Kucyki - to to jestem ja. Uważam, że to okropne pójście na łatwiznę i najprostsze wyjście z wielu sytuacji.

Ale nie tu. To jest tak jedna siła przyjaźni, która została zrobiona dobrze. To się bezpośrednio łączy dla mnie z poprzednim punktem, bo bez pokazywania, jak przyjaźń zmienia ludzkie życia i w konsekwencji świat, to całe to gadanie o jej sile można sobie o kant dupy rozbić. Przy czym to naprawdę zajmuje czas - nie trzy zdania i złe kucyki magicznie transformują się w kolorowe i dobre kucyki. To nie tak tu zupełnie działa.

Tak, główna walka rozwiązana jest dzięki sile przyjaźni - ale w sposób dosłowny, niemal namacalny. A Yoh, ze wszystkich postaci, zasłużył na to, żeby tę siłę dostać.

Poza tym przyjaźń Manty jest dla Yoh ratunkiem na samym początku - więc to jedyne logiczne symboliczne rozwiązanie konfliktu głównego.

Nie ma sensu tu pisać nie wiadomo jakich elaboratów. Dobrze wyegzekwowana, dobrze umotywowana i głęboko zakorzeniona w historii siła przyjaźni to nie tylko zjadliwa siła przyjaźni - ona jest naprawdę bardzo dobra i nie leniwa. W żadnym, naprawdę żadnym stopniu.

Wyrosłam na kogo wyrosłam, bo to jedyna pełnoprawna kobieca postać w Królu - a to kawał niezłego charakteru


5. Każdy odcinek to złoto

To jest fakt. Nie ma absolutnie żadnego odcinka, którego nie mam ochoty oglądać. Jeśli nie kluczowy dla historii, to po prostu szczerze zabawny, rozczulający, ekscytujący.

Jeśli to filler, to zawsze rozwija nam ładnie świat szamanów albo na samym końcu zawiera scenę kluczową, w jakiś sposób na przykład zapowiadającą przyszłych przeciwników.

Ktoś mógłby się ze mną kłócić, że odcinek pięćdziesiąty drugi (Jak to z ryżem było) to totalna strata czasu, ale to odcinek, który oglądam najczęściej! Miasto duchów, na które tak często narzekam (bo WIECZNIE leciało na Polsacie, ten jeden odcinek w kółko), dostarcza mi kultowych cytatów, których używam niemal codziennie. Wielki kurort jest kluczowy dla rozwoju Lyserga. Atak wampira/Skrzydlaci niszczyciele zaognia konflikt Yoh-Wyrzutki. Dzień Treya, jak nazwa wskazuje, przybliża nam punkt widzenia Treya (i daje legendarne drzewko kucki kucki drzewko kucki kucki, ta scena ratuje moją duszę). I tak dalej. To nie są fillery per se, bo nie są puste w swojej roli wypełniacza. Wręcz przeciwnie - nie ma bez nich pełnego zrozumienia postaci.

Tu nie ma odcinków, które mogłabym bez większej szkody dla samej siebie wyrzucić z programu. Absolutnie każdy dostarcza mi masę przeróżnych emocji i tego niesamowitego klimatu. Jak wyrzucić Sprawy rodzinne bez szkody dla odbioru Rena? Jak wyrzucić Lodową drużynę i nie poczuć, że traci się ważny element Yoh? Można tak bez końca.

To jest shounen, ale nigdy nie był bezmyślnym tasiemcem. Zawsze szanował czas swojego odbiorcy i to jest najlepsze, co anime może mi dać. Bo ja jestem z tych, co oglądają każdy filler. I czasem to bardzo okropna cecha charakteru.


Prawdopodobnie mogłabym tak bez końca. I prawdopodobnie zrobię kiedyś drugą część, bo mam jeszcze mnóstwo aspektów, których nawet palcem nie tknęłam - Anna Kyouyama, która jednym palcem wychowała mnie na zołzę, którą jestem. Niesamowicie bogaty świat duchów, wspaniałe odniesienia do kultury japońskiej (Osorezan!), świetne choreografie walk (pojedynek w odcinku 61 to jedna z moich ukochanych animowanych walk ever), a nawet nie tknęłam faktu istnienia cenzury i tego, że to właściwie dwa seriale.

I nawet słowem nie pisnęłam o mandze.

Zdecydowanie nie powiem, że to coś dla każdego, bo tu nie o to chodzi. To nie jest dla każdego. To jest dla wybranych. Ale

jeśli w sobie to masz

jednym z nich się stań.

  • Share:

You Might Also Like

11 komentarze

  1. Nie oglądałam ani jednego odcinka Króla Szamanów, ale bardzo przyjemnie mi się czytało twój post. Naprawdę widać, że się na tym znasz i przedstawiasz dobre powody. I czuć, że mogłabyś pisać i pisać na ten temat - i można by cię czytać i czytać. Jestem ciekawa twoich kolejnych postów o Królu. Szczególnie intryguje mnie porównanie Snape'a do Fausta (nieee, wcale nie dlatego, że przynajmniej w połowie wiem, o co chodzi...)!
    Niestety ani nie mogę się zgodzić, ani zaprzeczyć - komentarz jest dosyć krótki :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Muszę sobie odświeżyć mangę i będę się mogła brać za Snape'a. Na drodze stoi mi tylko gramatyka :(.

      Usuń
  2. Widzę, że nie tylko mnie Anna zmieniła w zołze ❤❤ Miło jest poczytać punkt widzenia innych ludzi co do tego anime 😍 Pozwala się wzbogacić o nowe przemyślenia😄 Szamańska wioska pozdrawia 👻👻

    OdpowiedzUsuń
  3. No i zasnęłam bez czytania, a chciałam poprawić sobie humor.
    O M G, dobry czarny charakter chroniący środowisko!!!2111! say no more, idę oglądać. Serio nie sądziłam że aż tak mnie zachęcisz. Każdy punkt jest dobrze uargumentowany (tak mi się wydaje, nobo jeszcze nie oglądałam) i przekonujący. Jeśli obejrzę, a mam taki plan na ten weekend, to tu wrócę, tradycyjnie :). Czuję, że się nie zawiodę, trzymam kciuki za samą siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, łatwo zachęcić, jak się pomija wady. Nie wiem, ciężko mi powiedzieć, czy się zawiedziesz, naprawdę. Ale trzymam kciuki, że jednak nie.

      Usuń
  4. Wychowałam się na Królu Szamanów i tak przyjemnie mi się czytało twojego posta. Jak zobaczyłam sam tytuł to aż mi się znowu zachciało go obejrzeć. Może nie jestem wielką fanką fillerów (W ogóle) to się z Tobą zgadzam pod każdym względem. I o ile bardzo wielu głównych bohaterów książek, filmów czy seriali jest po prostu najzwyczajniej w świecie irytująca, o tyle Yoh chyba nie da się nie lubić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam sobie obejrzeć, warto!
      Ja też nie, ale to są takie fillery w stylu tych z Legendy Aanga - no żal je pomijać. Dobre fillery są potrzebne, ale wtedy to już nie są stricte fillery :).
      Yoh jest najlepszy!

      Usuń
  5. Cześć! Jestem z Szamańskiej Wioski(Zuza,administrator xD albo sprzątacz wioski,jak wolisz xD). W każdym razie... Napisałaś tu fakty, o których wiem od wielu,wielu lat. Mimo tego, że to wszystko jest mi znane czytało się to świetnie. Pomyślałam,że to właśnie tutaj napiszę Ci komentarz bo jako autorka bloga pewnie ucieszysz się z tego bardziej niż gdybym wygłosiła opinię pod postem na grupie:))... Sama też tak mam^^ Napisałaś w jednym z punktów,że "Fox kids" zniszczyło imię Hao... Wnioskuję, że jesteśmy w podobnym wieku, bo ja też pamiętam Fox Kids...ba!Pamiętam, jak przerodziło się w Jetix...i pamiętam jak upadł cały kanał. Teraz już nie ma takich dobrych bajek. Dzieciom niszczą mózgi. Ale my miałyśmy naprawdę niesamowite dzieciństwo!!! Ja jeszcze pamiętam, jak były te naklejki z chipi cao(tych rogalików podobnych do seven days ) z Króla szamanów...Jak ciężko kiedyś było mieć gadżet z ulubionego anime...ba! Nie dało się. Naklejka czy magnes na lodówkę to był szczyt marzeń. Teraz jest wszystko. Klika się w internecie i można mieć torby,przypinki,kubki.Brakuje mi tamtych czasów:))) Twój opis bardzo pobudził moje wspomnienia. Jesteś wspaniała! Dziękuję, że przypominasz ludziom o tak ważnych animacjach,mimo tego że powoli się starzeją. Dla mnie Yoh również jest ważny. Można się śmiać, ale sądzę, że prowadzi mnie przez życie:)

    http://asakura-no-uta.blogspot.com/2012/11/spokojny-jak-wiatr.html -to post na blogu który znalazłam specjalnie dla ciebie haha, tylko się nie śmiej,napisałam to jak byłam jeszcze dzieciaczkiem:) Ale gdy to czytam to sądzę, że dziś po prostu lepiej ujęłabym to w słowa. Napisałam w 2017 roku opowiadanie o Basi(drugiej administratorce bloga i mnie) jak pojechałyśmy do Izumo.- To zmyślona historia, ale odzwierciedla to co obecnie czuje gdy myślę o Yoh. Jeśli masz czas to możesz przeczytać. Nazywa się " Kimkolwiek jesteś, życzę ci dobrze".


    :) Pozdrawiam, wrzucaj drugą część:) Chętnie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie za komentarz <3.
      Dalej mam jedną naklejkę z chipicao, z Jun. Chciałam ostatnio kupić prawie pełny album na olx, ale ktoś mnie ubiegł :(. Pamiętam jak wczoraj genialną reklamę tych naklejek. Chłopiec przebrany za Yoh śnił mi się po nocach, haha :D.
      Ja o Yoh mówię, że to (nomen omen) mój duchowy przewodnik, więc piona!
      Rzucę okiem na pewno, dzięki za link!

      Też pozdrawiam <3.

      Usuń
  6. Jakoś nigdy nie myślałam o Annie, jako o tej, która nauczyła mnie być taką... No, typową Anną, ale to ma sens, może rzeczywiście xD
    Podpisuję się pod wszystkim, co napisałaś. Jest kilka tekstów kultury, które wywarły na mnie bardzo duży wpływ i SK z całą pewnością do nich należy. Całkiem spory kawałek życia "spędziłam" z szamanami, ucząc się ich determinacji, wybaczenia, refleksji nad światem.
    Bardzo dobra analiza.

    OdpowiedzUsuń

Szanujmy się nawzajem.