Jak napisać autoparodię, czyli Szklany tron jako naprawdę epickie opko fantasy

By Alicja Kaczmarek - 6/15/2018

Jestem ekspertem od epickich sag fantasy, co może udokumentować mój poradnik, w którym wyjaśniam, jak samodzielnie przygotować i napisać epicką sagę fantasy!! który opublikowałam już trzy lata temu.


Niespodziewanie w roku pańskim 2018 dostałam w ręce Szklany tron Sarah J. Mass, który jest idealnym przykładem wzorowego epickiego fantasy. Oto dowód.
Zacznijmy od okładki, która nijak nie ma się do treści książki, bo wszyscy tam chodzą w tunikach, a nie crop topach i skórzanych kurtkach, ale czyż tak nie robi dużo większego wrażenia??
W sumie to nie.

I trochę mnie bawi, że można się zasugerować, że tą Piękną, niebezpieczną i skazaną na zwycięstwo jest Sarah J. Mass.

Nie oznacza to jednak, że nie można się dobrze bawić przy lekturze - co to, to nie, ja bawiłam się wyśmienicie, bo przeczytałam cudowną w swej naiwności parodię gatunku fantasy. Zupełnie niezamierzoną parodię.


Skąd wniosek, że to parodia? Może nie wskazuje na to sama główna bohaterka, którą znacie doskonale, jeśli czytaliście jakikolwiek fanfic o wrednej Ślizgońce, która pyskuje nauczycielom - to jest ta bohaterka, w której z jakiejś przyczyny każdy się kocha i która jest wielki dzieckiem, a przy okazji uważa, że jest super wygadana i sprytna. Może nie wskazuje na to fakt, że każdy, absolutnie każdy poza jedną postacią, jest w tej książce przystojny i piękny. Nie, to mogą być zupełnie prozaiczne symptomy słabej książki.

Ale ciężko poważnie traktować książkę, kiedy wita cię MAPĄ, mimo że bohaterowie podróżują przez jakieś kilkadziesiąt stron, a potem nie ruszają się z miejsca. Wiecie, gdzie mapa ma sens? We Władcy pierścieni i Hobbicie, gdzie bohaterowie się przemieszczają, w Opowieściach z Narnii, gdzie każda część pokrywa inny kawałek wielkiego terenu i niektóre opowiadają o wędrówkach. W Morderstwie w Orient Expressie, gdzie rozkład przedziałów ma kluczowe znaczenie w śledzeniu akcji. Gdzie mapa nie ma sensu? W Szklanym tronie, gdzie bohaterowie siedzą 400 stron w zamku i nawet nie wyściubiają nosa za jego mury.

Więc nie będziemy tej książki traktować poważnie. BO TO W KOŃCU EPICKA SAGA FANTASÝ!

Mówi nam o tym nie tylko wspomniana wyżej mapa, ale też imiona bohaterów, których nie przytoczę, bo ich nie czytałam (rzucałam okiem na pierwszą literę), aczkolwiek były wystarczająco skomplikowane, aby ich nie czytać, mimo że imię głównej bohaterki rozpoczyna każdy (każdy) z jakichś pięćdziesięciu rozdziałów.

Niestety, nie są wystarczająco epicko-fantastyczne, bo nie mają epickich liter (á, č, é, í, ú, ů), za to nazwy często zawierają podwójne samogłoski, co zawsze przyjemnie zwiastuje epicką przygodę lub język fiński.

Ciekawym zjawiskiem, które można zaobserwować w Szklanym tronie, jest tzw. Erilea, która nie jest ani krajem, ani kontynentem, ani światem, w którym dzieje się akcja, ponieważ istnieją dialogi, które zaprzeczają tym tezom (nie przytoczę dokładnie, ale w stylu "zagrozi całej Erilei, a nawet całemu światu"). Jest to niewątpliwie jakaś chytra intryga, która będzie rozwiązana w kolejnych częściach sagi. Czyżby Erilea była wielki żółwiem, na której grzebiecie rozmieszczone są znane z mapy państwa? Być może, na pewno chętnie zobaczę, jak rozwija się ten wątek.


Co do nazewnictwa, wielkie litery dodają Powagi wszystkim Aspektom Życia bohaterów. Wartym odnotowania przypadkiem jest Główny Bibliotekarz, dzięki czemu nawet praca w bibliotece (a to małą, plot twist!) jest Ekscytująca.

Nie można odmówić książce przebiegłości, z jaką rezygnuje ze sztampowych elfów i krasnoludów - nasza epicka drużyna składa się tylko z ludzi, ponieważ magiczna rasa Fae została wymordowana, a magia się obraziła, od kiedy panujący tyran ją wyklął. Obraziła się i poszła, tak jest napisane w książce. To niespodziewany plot twist, ponieważ jak się okazuje, tajemnicze znaki Wyrda, mimo tego że są magiczne, tak naprawdę nie są magiczne i odporne na pójście sobie magii. Kolejne ciekawe zerwanie ze schematem fantasy!!

Poza tymi magicznymi rozmowami z ludźmi (a raczej Fae, którzy są w sumie elfami, ale Fae, chociaż Fae to niby to samo, co wróżka, ale tutaj to są elfy. Lub Elfy) martwymi od wieków i mitycznymi kreaturami i bramami do innych wymiarów i tajemniczymi siłami Z Góry i naszej heroinie będącej Wybraną Do Ocalenia Świata (Erilei?) Bo Tak.

Ale ogólnie to nie ma magii.


Wreszcie dochodzimy do fabuły, która oscyluje wokół zadań, aby wybrać Obrońcę dla głównego tyrana, tymczasem większość zadań jest skwitowana prostym "wydarzyły się i chodziło w nich o to", dzięki czemu oszczędzamy cenny czas, który można wykorzystać do

a) grania w bilard
b) trójkąta romantycznego
c) spacerów
d) intryg planowanych przez tę laskę na K, która szalenie wszystkich obchodzi, a szczególnie jej romans z tym oblechem (planowanych intryg, ale nigdy nie wprowadzonych w życie, bo tak jest ciekawiej)

Romantyczny trójkąt to zdecydowanie najciekawszy wątek powieści, jako że nic z niego nie wynika i dziesięć stron po zarzekaniu się przez księcia, że heroinę kocha i nic nie stanie mu na drodze do bycia z nią, wrzuciła go do friendzonu. Ten drugi ziomek nawet się nie przyznał, co do niej czuje, więc po raz kolejny - PLOT TWIST!!! WCALE NIE ZMARNOWANE KILKASET STRON!!!

Ponieważ tak ciężko nam się rozstać z tą bandą dwuwymiarowych bohaterów, z których każdy jest piękniejszy od drugiego, a nas bardzo obchodzą ich losy, książka kończy się przez jakieś pięćdziesiąt stron, przez co trzyma nas bardzo w niepewności, bo już myślisz, że to koniec, a tu jeszcze ten wątek nie dostał zakończenia! I ten! I ta bezsensowna rozmowa! To moja ulubiona taktyka - prowadzenie każdego jednego wątku aż do końca, dzięki czemu wszystkie trzeba zamykać po kolei w tym samym momencie powieści. Nie wiadomo, na którym wątku naprawdę skończy się książka. To jest coś!

Tak więc bardzo polecam, ponieważ ze świecą szukać czegoś tak bardzo napisanego w duchu epickiej sagi fantasy.

Jak już wspomniałam wcześniej - zabawa przednia. 

  • Share:

You Might Also Like

8 komentarze