Jak przeżyć liceum i nie zwariować

By Alicja Kaczmarek - 9/29/2017

A więc, jesteś już prawie miesiąc w nowej szkole i zaczynasz tracić zmysły, a jedyne, na co masz ochotę, to siąść i płakać. Cóż, lepiej weź się w garść, bo jeszcze daleka droga przed tobą.

Na szczęście, jak zwykle zresztą, masz mnie, a ja mam dla ciebie dobre rady. I to całkowicie na serio.

Prawdopodobnie nie spodziewacie się tu faktycznych RAD, ale ja naprawdę zamierzam dobrze radzić. Osobiście myślę, że perspektywa osoby, która jeszcze jest przed tą nieszczęsną maturą jest trochę bardziej adekwatna niż perspektywa osoby po maturze. Bo naprawdę wszyscy wiedzą, że "po maturze cały ten egzamin zupełnie traci wartość, a stres wydaje się bezsensowny", ale to niczego nie zmienia - i tak się stresujemy i nie śpimy po nocach. Więc trochę moich doświadczeń, które pomagają mi nie odejść od zmysłów. Jak coś wam się podoba, to bierzcie i jedzcie, ale nie wszystko musi wam pasować, jak zwykle.


1. Korzystaj z godzin aktywności swojego mózgu.
Nie mówię, że poza tymi godzinami aktywności nie powinniście nic robić, ale jeśli macie marnować czas na Youtubie to wtedy, kiedy i tak niewiele się nauczycie, a w czasie godzin aktywności zróbcie wszystko to, co najgorsze. Nie martwcie się, jeśli wasze godziny wam nie pasują, po prostu bierzcie to, co macie, nie ma innych opcji. Ja też wolałabym robić wszystko przed 17 i mieć spokój, ale nie wszyscy tak mogą.
To odnosi się też do sławnego zarywania nocy - niektórzy nie śpią do czwartej i zakuwają, inni o czwartej wstają, a jeszcze inni nie nadają się ani do jednego, ani do drugiego. Oczywiście, najlepiej w ogóle nie zarywać nocy, ale pewnie któregoś dnia się o to pokusisz - klucz to znajomość siebie. Ja się do zarywania nie nadaję i np. szybciej nauczę się na przerwach w szkole niż o pierwszej w nocy. Chociaż przyznaję, że raz wstałam o 5 i robiłam zadania na angielski. Raz jeden jedyny.

2. Nie marnuj czasu w szkole.
Jeśli dojeżdżasz i jesteś szybciej, to głupio marnować ten czas na głupoty, zrób zadania czy jeszcze się poucz. Nie powinnam do tego namawiać, ale tak samo wykorzystaj bezużyteczne lekcje, o ile oczywiście nauczyciel przymknie na to oko. Nie chcesz się narazić, ale jeśli na przyrce, religii, PP czy jeszcze czymś innym tylko patrzysz w ścianę, głupio to marnować.

3. Zrób dobre pierwsze wrażenie.
To jest największa zasada dobrego ucznia. Dobrym uczniom zawsze więcej uchodzi na sucho. A wiesz, jak najłatwiej zostać dobrym uczniem? Zrobić dobre pierwsze wrażenie. Zobaczysz, że to ci się opłaci.
I nie chodzi wcale o podlizywanie się, po prostu o staranie się. Wklejanie kserówek, zapisywanie wszystkiego, co trzeba, mówienie Dzień dobry, regularne uczenie się i robienie zadań domowych. Przynajmniej przez pierwszy miesiąc nie powinna ci się zdarzyć żadna wpadka, a potem na tej dobrej opinii możesz śmigać przez trzy lata. Bez kitu, robię to od podstawówki.

4. Nie musisz odzywać się w klasie.
Naprawdę. Jeśli czujesz, że cię to przerasta,  nie odzywaj się bez pytania. Przeżyjesz bez tych głupich plusów za aktywność, a na maturze i tak cię nikt o to, ile razy rzucałaś/łeś się do odpowiedzi na lekcji historii nie zapyta.

5. Znajdź coś, co cię relaksuje.
I mam tu na myśli coś totalnie nietwórczego, okropna strata czasu, ale cię wycisza i nie jest to przeglądanie fajesbuka i głupie filmiki na YouTubie, bo te raczej nie wyciszają.
Ja ostatnio hoduję wirtualne jednorożce i działa.
Nie żartuję.
To co prawda nie są moje jednorożce, ale BooCV to ostatnio szczyt mojej kreatywności i chciałam się podzielić.
(PS: mam to konto z siedem lat, więc tak, 3/4 wirtualnych koników ma imiona i przyrostki, których należałoby się wstydzić, ale pfff)

6. Wybierz swoje priorytety.
Niekoniecznie od razu związane z kierunkiem, jaki masz zamiar studiować, bo może jeszcze nie masz pojęcia. Po prostu chodzi o to, że czasem fizycznie będzie trzeba coś olać albo do czegoś przyłożyć mniejszą wagę. Wybierz swój priorytet. Podpowiedź: niezależnie od profilu, planów i zdolności, wybierz matematykę.
W ogóle warto już od pierwszej klasy oglądać wymagania na jakieś potencjalnie interesujące cię kierunki. Tak tylko dla stworzenia pewnego obrazu.

7. Nie bój się odpuścić.
Jeśli nie czujesz się na siłach, weź dzień wolny. Jeśli nie dajesz rady, zawal jeden sprawdzian. Świat się nie skończy, a tobie będzie lepiej. To ważne, aby zawsze znać swoje możliwości.

8. Olej czerwony pasek.
Od początku w ogóle edukacji trzeba było te paski olewać, ale uwierz mi - to nigdy nie jest Jeszcze jeden rok. U mnie to jest Jeszcze ten jeden raz już od sześciu lat. Gdybym odpuściła kiedyś wcześniej, teraz nie robiłoby mi żadnej różnicy czy mam, czy nie mam. A teraz to - ODPUŚCIĆ TEN JEDEN, OSTATNI RAZ? I wierzcie, chciałabym. Ale OSTATNI RAZ?!
Więc zrób sobie przysługę i nie spinaj się z paskiem, który w pewnym momencie nie jest wyróżnieniem, a narzędziem opresji. Liczy się i tak tylko matura.

9. Wiedz, czego od ciebie wymagają.
Jak napisać wypracowanie na egzaminie z danego przedmiotu, czego od ciebie wymagają w danym typie zadania, jak co jest punktowane. Ostatecznie trzeba umieć ten cholerny egzamin zaliczyć.
Znaj kartę wzorów i kontroluj, czego w niej nie ma (błędów bezwzględnych/względnych, trójkąty 30 60 i wielu innych rzeczy), więc nie trać czasu na uczenie się na pamięć tego, co masz podane na tacy. Kup sobie taki kalkulator, który możesz wnieść na maturę i korzystaj z niego. Jeśli będzie dobry, wytrzyma i zabierzesz go jeszcze na egzamin. Nie ma sensu korzystać z bardziej rozbudowanych, bo potem poczujesz się bez pewnych opcji jak bez ręki, ani z mniej rozbudowanych, bo marnujesz czas na robienie pewnych rzeczy na piechotę. Ja mam jakiś do księgowości, bo dość ciężko w gruncie rzeczy taki kalkulator upolować, więc rozejrzyj się odpowiednio wcześnie.
Dowiedz się, na ile musisz porozwijać zagadnienia w zadaniach na ustnej z języka. Jedno zdanie nie przechodzi.
W ogóle ostatnio nasza anglistka powiedziała nam, że za sformułowanie "sth has advantages and disadvantages" w rozprawce jest wręcz ODEJMOWANY jeden punkt. Podobno tłumaczeniem jest "banalność formy" i w gruncie rzeczy pewnie niewiele osób o tym wie. Więc warto mieć w rękawie jakąś ciekawszą formułką, bo głupio tracić punkt na takiej niewiedzy.
W ogóle w kwestii angielskiego czy innych języków to warto mieć w rękawie takie rzeczy, jak sztuka Szekspira, jakiś ciekawy naukowiec, krótki przepis, w którym jest jakieś ciekawe słownictwo i wynalazek, a poza tym tuż przed maturą warto przejrzeć ostatnie katastrofy naturalne. Znaczy podobno, tak mi mówią, ja jeszcze przed maturą. Tak czy siak uczenie się formuł i dialogów na pamięć to nie oszustwo, tak się uczy języka.
Ach, a na polski, jeśli chcesz wykorzystać film, to należałoby znać reżysera. Dlatego ja wszędzie wpycham Gwiezdne wojny, bo nie znam reżyserów. Warto o tym pamiętać, bo nie zawsze tekst kultury jest dowolny.

10. Czytaj lektury.
W gimnazjum przeczytałam wszystkie lektury poza Krzyżakami, a liceum to jedna wielka klęska za klęską. I żałuję. Czytajcie lektury, życie wtedy jest prostsze i o wiele mniej stresujące.

11. Nie bój się rozbudowanych działań na matmie.
W 99% przypadków (mam na myśli oczywiście podstawę, liczę, że matfizy żadnych równań się nie boją) jest taki duży, bo ma cię nastraszyć, a w rzeczywistości pięknie się skraca. Jeśli się bać, to króciutkich, bo tam zawsze trzeba wszystko na piechotę.
A najlepiej w ogóle się nie bój, maturę i tak da się zdać na podstawianiu do wzorów z karty (tylko trzeba umieć to robić, a potem wyliczyć). Matma jest jak najbardziej do ujarzmienia, tylko trzeba walczyć, jak to powtarza moja korepetytorka (mówi też ale siara i wstyd, Ala, wstyd). Poza tym przydaje się spokój, uporządkowane działania i metodyczność.

12. Nie wstydź się bycia człowiekiem.
Wiecie, co mi się przydarzyło na chemii kiedyś? Na kartkówce z kwasów coś mi się zaćmiło i w każdym jednym wzorze zamieniłam miejscami H i C. Naprawdę. Oczywiście wpadłam w panikę na początku, ale od razu po dzwonku podeszłam do nauczycielki i powiedziałam, co się stało i poprosiłam o możliwość poprawy. Kartkówkę napisałam jeszcze raz i nie dostałam oceny za tę pierwszą.
Albo zaproponuj, że być może konieczność zaliczenia czegoś można sobie wymienić na coś innego, jakąś dodatkową pracę. Oczywiście to zadziała raczej w niematuralnych przedmiotach, ale jeśli się nie wyrabiasz - możesz spytać. Ja tak zrobiłam z informatyką w pierwszej klasie, a nauczycielka nawet odetchnęła z ulgą. Zaliczanie informatyki to dramat organizacyjny. Ostatnio też ktoś rzucił propozycją, żebyśmy recytowali wiersz zamiast pisać sprawdzian z rosyjskiego. Przeszło. (Ja i tak muszę pisać sprawdzian, a teraz doszedł mi wiersz, więc żadna łaska, ale pewnie ktoś się ucieszył).
Nauczyciele to też ludzie i nie wszyscy czyhają na twój błąd. O ile oczywiście nie będziesz tego nadużywać, bardzo możliwe, że zrozumieją, jeśli będziesz mieć słabszy dzień. Musisz tylko się przełamać i porozmawiać, wytłumaczyć się. Czy to niesprawiedliwe? Dla wielu pewnie tak, ale korzystanie z czyjegoś zrozumienia nie powinno być czymś złym. Nikt nikomu nie broni przecież prosić.

13. Pakuj się wieczorem.
Naprawdę, ja dopiero w tym roku zaczęłam się pakować wieczorem, ale to rzeczywiście ułatwia życie. Niesamowite.

14. Wybieraj tematy, na które masz coś do powiedzenia.
Wbrew pozorom trudny, ale fascynujący temat, jest prostszy do zrealizowania niż pozornie prosty, o którym nie wiadomo co mówić. Dlatego przy najważniejszych wynalazkach daję sobie spokój z kołami i żarówkami, a mówię o monokrysztale, a na projekt z geografii wybrałam wygląd fashion dolls w zależności od regionu, do którego są kierowane. Teraz również wybrałam na historię projekt, który mnie interesuje i nie mogę doczekać się, kiedy będę mogła do niego przysiąść. Serio, czerp z takich zadań jak najwięcej przyjemności, nie ma sensu dokładać sobie bólu.

15. Nie mów "nie wiem".
Nic tak nie drażni nauczycieli. Czasem lepiej strzelić gafę czy nie mówić nic niż powiedzieć "nie wiem" i to jeszcze tym okropnym, olewatorskim tonem. Właśnie na takiego olewacza portretuje cię to stwierdzenie. Niestety, ale naprawdę tak jest.

16. Poprawiaj oceny odpowiednio wcześniej.
Nie licz, że ktokolwiek się uśmiechnie, jeśli przyjdziesz z poprawą na dwa dni przed wystawieniem ocen. Zacznij zerkać na oceny co najmniej w maju i nie tyle poprawiaj stare, ile dbaj o nowe, żeby były co najmniej takie, jaką chcesz na koniec. Być może nie będzie trzeba niczego poprawiać.
Poza tym warto zainteresować się jakimiś prezentacjami i pracami pisemnymi na dodatkową ocenę, żeby wyrównać wpadkę. Ale ponownie - nie w czerwcu!

17. Szanuj innych ludzi.
Po prostu. Kolegów i koleżanki z klasy, spoza klasy, nauczycieli i pracowników szkoły. Koledzy wysyłają ci notatki i mówią, co będzie na sprawdzianie, nauczyciele odpytują przy tablicy i często idą na rękę. Pracownicy szkoły pomagają szukać zgubionych rzeczy, podpowiadają, którą wersję lektury warto wypożyczyć i potem rozwiewają twoje wątpliwości w kwestii deklaracji maturalnej. Nie ma sensu robić sobie dookoła wrogów i kłócić się o wszystkie pierdoły. Czasem warto zacisnąć zęby. A zawsze warto kontrolować swój ton i słownictwo. Krzykiem niczego się nie załatwi, nigdy i nigdzie. Niestety, ale w szkole to ty jesteś na niższej pozycji, więc zawsze proś. I spełniaj prośby. To potem wraca i się przydaje, bo pamiętaj, że w szkole tak naprawdę najważniejsze są opinia i obraz, jaki zbudujesz na temat swojej osoby.

18. Używaj kolorowych pisaków.
Wiem, że się nie chce, ale to naprawdę pomaga w szybkiej powtórce. Od razu wiadomo, gdzie zwrócić wzrok. A jeśli jesteś wzrokowcem, to już w ogóle nie ma o czym mówić, kolorowe pisaki to twoi najlepsi przyjaciele.
Poza tym wklejaj kserówki. Przez cały rok. To naprawdę potem wraca i się przydaje.

19. Kup linijkę, która mieści ci się w piórniku.
Po prostu, żadnej filozofii. Warto mieć linijkę zawsze przy sobie, bo nie wiadomo, kiedy będzie potrzebna, a nie będziesz jej mieć, jeśli nie zmieści się w piórniku, nie łudź się. Podobnie z kalkulatorem, ale tu już są ważniejsze kwestie niż kompatybilność.

20. Dbaj o zaostrzony ołówek.
Ołówek przydaje się zawsze, ale któregoś dnia przychodzi rysować wykres, a tu zoink, masz ogryzek a nie ołówek. Z zaostrzonym pracuje się milion razy lepiej. Ja mam teraz super elektryczną temperówkę i wszystko mam zawsze zaostrzone, bo korzystanie z niej to czysta przyjemność. Polecam.

21. Nie kupuj podręczników z wyprzedzeniem.
Połowa i tak ci nie będzie potrzebna, językowe zamówisz w szkole, a w ogóle to drugie części potrzebne są na za kilka miesięcy. Wstrzymaj się z kupnem ten pierwszy tydzień szkoły, nikt cię za to nie ukaże, a nie wydasz pieniędzy w błoto.
Drugie części kup z wyprzedzeniem jednak, bo za ich brak jednak ktoś się może zdenerwować. Ale niekoniecznie we wrześniu. Wrzesień i tak niesie wystarczająco dużo wydatków, a książki są horrendalnie wręcz drogie.

22. Korzystaj z możliwości, jakie daje ci szkoła.
Dodatkowe zajęcia? Za darmo? Widzicie, jak głupio brzmi niekorzystanie z nich. Tak właśnie wylądowałam na maturze z rosyjskiego. Po prostu - dwie godziny w tygodniu dodatkowych lekcji w trzyosobowej grupce. Za darmo. A języki to jedna z moich pasji, więc poleciałam bardzo chętnie na ten układ, mimo że nie miałam pojęcia, czy będę potrzebować tej matury czy nie.
Tak samo wszelkie wyrównawcze i inne pogotowia - jeśli potrzebujesz, to dlaczego je omijasz?
Warto korzystać z zastępstw i wymieniania wychowawczej czy innego durnego zapychacza czasu na coś, co naprawdę może się przydać. Robicie to tylko dla siebie i to wam powinno zależeć. Matmy na podstawie jest tyle, co kot napłakał, a raczej tyle, co wfu, każde zastępstwo i inną możliwość naprawdę warto brać z otwartymi ramionami.
Poza tym, jeśli masz ochotę, zaangażuj się we wszelką aktywność pozalekcyjną. Jeśli nie zadbasz o to w pierwszej klasie, to nigdy nie zadbasz. Nie czekaj aż "poznasz szkołę". Po prostu korzystaj, jeśli masz ochotę. Łap okazje.

23. Jeśli możesz - rysuj linie falowane.
Nie powiedziałam krzywe, właśnie dlatego że chodzi mi o wszystkie sytuacje poza matematyką. Tabelki? Osie? Inne rzeczy, które wymagają linii prostych? Linijka nie mieści się w piórniku, więc jej nie masz, a twoja ręka ma, ale trzęsawki? Czujesz krople potu na czole? Nie martw się.
Nie rysuj prostej linii, tylko właśnie falowaną. Tak nie widać, że jest krzywa, a do tego ładnie wygląda i wszystko jest schludne.

24. Prowadź ładny zeszyt.
Naklejki, pisaki, ładne okładki, czego ci trzeba, żeby przyjemnie korzystało ci się z twojego zeszytu. Ja mam w tym roku naklejki z kotkami i pieskami w rakietach. Nie żartuję. Są śliczne.
Ładny zeszyt to naprawdę połowa sukcesu w nauce. No, 1/4.

25. Zaopatrz się w planer.
Taki planer, jaki ci jest potrzebny, zwykły kalendarz, planer z krwi i kości wielkości podręcznika czy, mój patent z gimnazjum, zeszyt z tabelką z przedmiotami, gdzie zapisujesz wszystkie zadania domowe i daty kartkówek itd., a jak zrobisz, wykreślasz. To był jeden z moich najlepszych pomysłów w życiu i serdecznie polecam.

26. Naucz się planu albo wydrukuj go 10 razy.
Ja się nie uczę planu. Mam lepsze rzeczy do zapamiętania, ale mam jeden w notatkach w telefonie, jeden obok biurka, jeden w planerze i jeszcze czyste w szufladzie, jakby trzeba było mieć więcej. Posiadanie planu pod ręką naprawdę sprawia, że funkcjonowanie w szkole jest prostsze i to żadna filozofia.
Zadbaj też o to, żeby plan był ładny. Głupio mieć plan, na którego widok się krzywisz z jakiegoś innego powodu niż liczba lekcji.

27. Korzystaj z pomocy naukowych.
Skrypty, opracowania i, na Boga, SŁOWNIKI. Nie wiem, jak można uczyć się języka bez fizycznego słownika, tylko z translatorem Google. Tanie słowniki kupuję zazwyczaj w namiotach na targach książki, płacę grosze, a PRZYDAJĄ SIĘ. Poza tym w cenie są wszelkie opracowania lektur ze streszczeniami i warto mieć więcej niż jedno. I może jeszcze repetytoria, gdzie zadania są rozwiązane, a nie tylko podane suche odpowiedzi.
Jeśli masz za dużo pieniędzy i piszesz rozszerzenie z języka, niegłupim zakupem będzie słownik angielsko-angielski czy jaki tam język. Dlaczego? To prosta sprawa: języki nie działają w przełożeniu jeden do jednego. Dlatego w szkole językowej podadzą ci do ręki nie słownik francusko-polski, tylko francusko-francuski. A jeśli nie, to zmień szkołę językową.


Wow, wyszło więcej, niż planowałam. To tyle na dzisiaj. Część to banały, część mam nadzieję, że nie. Dajcie znać, czy coś wam się spodobało i dorzucajcie swoje pomysły. A ja, jeśli uzbieram odpowiednio dużo nowych złotych myśli, zrobię drugą część.


  • Share:

You Might Also Like

19 komentarze