Dlaczego nie wielbię Yuri!!! on Ice, czyli Ala kontra anime

By Alicja Kaczmarek - 3/09/2017

Problem z oglądaniem po tym, jak bum minie, jest taki, że ma się bardzo wysokie wymaganie - czymże się ten świat tak zachwycił, to musi być genialne. A potem zaczyna się krew z nosa i fanserwis i dostajesz kubłem zimnej wody. Nie oglądajcie rzeczy po czasie. Nawet, jeśli wam się spodobają, to jednak... zawód zostanie.

Ostatnio anime oglądałam trzy lata temu. To było Ao no Exorcist, przy czym obejrzałam chyba trzy odcinki i już nigdy do tematu nie wróciłam. (Nie liczę do tego oglądanego tylko i wyłącznie dla żartów Junjou Romantica - a i tak wysiadłyśmy po trzech odcinkach). Dlatego nie ma co ukrywać - Yuri on Ice jest w pewnym sensie przełomowe dla mnie. To nie tylko pierwsze anime od bardzo dawna, które w ogóle zaczęłam oglądać, ale też jedno z niewielu, które skończyłam. Bo wiecie, mimo faktu, że śmiałam nazywać się otaku przez jakiś tam okres mojego życia, nigdy nie oglądałam zbyt wiele anime, zdecydowanie wolałam mangi. Miałam wielkie chęci i ogromne listy rzeczy do obejrzenia, ale wiecie, jak to jest z moim oglądaniem seriali. Więc lista rosła, a ja nic nie oglądałam. Standard.

To nie jest tak, że obecnie mam coś przeciwko anime - wręcz przeciwnie. Sądzę, że jest mnóstwo takich, które zasługują na uwagę, nieszablonowych i dojrzałych. Przy czym poodcinane kończyny i krew w każdej scenie to nie jest dojrzałość, jak część fandomu usiłuje wmawiać. Jednym z powodów, dla których zakończyłam moją przygodę z M&A, jest fakt, że ja nie mam ani czasu, ani chęci, na wyszukiwanie tych dojrzałych i ambitnych perełek. Bo ja nie jestem fanką tej klasycznej, niemal stereotypowej stylistyki w anime, nie lubię wszystkich klisz, które przewijają się przez większość popularnych produkcji. No wiecie - panty shots, krew z nosa, siedzenie blisko okna w klasie, niebieskie włosy, side ponytail dead mom, "boob grab accident", głupie tytuły i wreszcie - bishe, czy może ogólnie stylistyka idealnych, pięknych i bez skazy postaci, które w każdej produkcji wyglądają tak samo. Myślę, że wszyscy, którzy choć trochę siedzą w temacie, pamiętają tę scenę w Kuroshitsuji, kiedy Sebastian wiąże Cielowi gorset - właśnie o tym mówię. Zwyczajnie mnie to odrzuca, no nic na to nie poradzę. 
Zabawna sprawa jest taka, że moja ulubiona manga to najbardziej sztampowy romans i to w dodatku ecchi. Po prostu względem anime jestem bardziej wymagająca (chociaż w mandze sena z gorsetem też by mnie odrzuciła). Prawdopodobnie dlatego że czuję, że na anime tracę więcej czasu i liczę, że mnie zaciekawi na tyle, żeby ten czas nie okazał się zmarnowany.
Żeby nie być gołosłowna, to z tego miejsca pragnę się przyznać, że oprócz Króla Szamanów, czyli mojego najukochańszego serialu animowanego na całym świecie, na którym się wychowałam i który wielbię, a który jest (uwaga!) anime, mam inne ulubione anime, które podbiło moje serce i które wątpię, aby zostało zdetronowane kiedykolwiek. Nawet mimo zaspoilerowania go sobie i faktu, że nie lubię absolutnie ani jednej postaci z niego (może Mami, ale ona była za krótko, żeby cokolwiek o niej powiedzieć), zaskoczyło mnie swoją dojrzałością, mrokiem i przede wszystkim - finałem. Mimo że nie przepadam za normalną kreską (oczy, fe), zachwyciło mnie zderzenie trzech stylistyk i sprzedałam mu duszę. Wreszcie - całkowite odwrócenie konceptu magicznych dziewczynek, które podbiło cały świat. Na pewno zrobię sobie latem rewatch. Mowa, oczywiście, o Madoce, czy tam Mahou Shoujo Madoka Magica (albo Puella Magi Madoka Magica). Okropnie znane anime, a wybranie go na ulubione to chyba najbardziej sztampowa rzecz, jaką można zrobić (a nie, sorry, można jeszcze wybrać Death Note, Shingeki no Kyojin albo Sword Art Online - ale to ostatnie wybrać to chyba aktualnie wstyd; btw. uwielbiam Death Note też, nie znęcajcie się nade mną), ale zdaję sobie sprawę, że mnóstwo osób, które tu zagląda, anime nie ogląda, a ja o anime nie piszę, więc jeśli mam wam polecić jedno - niech to będzie to.

I to tyle z rzeczy nie na temat, bo miałam pisać o Yuri on Ice! A raczej o moim problemie z nim.

Po pierwsze: podobało mi się. Naprawdę mi się podobało i szalenie cieszę się na drugi sezon. Po drugie czuję się wewnętrznie oczyszczona i zebrałam ochotę na obejrzenie kilku anime, których myślałam, że już nigdy nie tknę (Cowboy Bepop!!), bo wydawało mi się, że się już na dobre od anime odwróciłam. Więc za to mogę być wdzięczna wobec Yuri on Ice.

Ale Yuri nie wielbię i wielbić nie będę. Pozwólcie, że powoli przeprowadzę was przez wszystkie moje problemy z tym anime.

Po pierwsze - początek. Jest zwyczajnie słaby, moim skromnym zdaniem. Anime rozkręca się naprawdę długo, a cały wątek z nadwagą i początkową rywalizacją z Jurijem jest chyba trochę za długi. Albo w ogóle niepotrzebny. I szczerze mówiąc, pierwszy odcinek w ogóle mnie nie zachęcił, wręcz przeciwnie. A sam powód, dla którego Victor postanowił trenować Yuriego? To o tej muzyce? Pls, powiedzmy sobie szczerze: fabuła tego wymagała. Prawdę mówiąc, tym, co mnie zachwyciło najbardziej w pierwszych kilku odcinkach, był smartfon i jego animacja i rola. Bardzo świeże.
Po drugie - Yuri. A raczej większość postaci. Są zdefiniowane praktycznie tylko przez jedną cechę i do tego są bardzo typowe. I to, co ciekawe, niekoniecznie dla sportówek (nie wiem, nie oglądam sportówek z reguły), ale raczej dla... shounenów. Serio. Yuri-nic-mi-nie-wychodzi-porażka-życiowa-pure-and-innocent, Victor-wesołek-zboczuszek-wysoki, Jurij-wściekłość-wewnętrzna-wielka-ambicja-niszcz-albo-zostaniesz-zniszczony, milczący-i-niedostępny-Otabek, zbereźny-i-obrzydliwy-Chris, wesoły-i-przyjazny-Phichit, ambitny-i-zadufany-JJ. I ten Włoch. Jego wątek był dziwny. Ale okej, to jeszcze nic, bo część naprawdę da się lubić i przynajmniej jakoś się wyróżniają. Chociaż kiedy nawet Ala bardziej kibicuje antagoniście niż głównemu bohaterowi, to gdzieś popełniono błąd (poza tym mam naturalną awersję do postaci w okularach w anime, nie mam pojęcia dlaczego).
ALE TE KOBIETY Z DRUGIEGO PLANU. W ogóle ich nie odróżniam. Na przykład nie czaję, czy Yoko to też matka tych trojaczek czy siostra czy co (teraz sprawdziłam: matka)? Czy Minako to ta sama osoba, która kibicowała na trybunach na każdych zawodach, czy to tylko jakaś randomowa postać? I kim do cholery jest ta kobieta, która pali papierosa i żyje w domu rodzinnym Yuriego? Nie mam pojęcia. I wszystkie są absolutnie bez charakteru, może poza Minako. Ale charakter Minako nie jest szczególnie złożony, prawda?

Po trzecie: animacja. Nie czaję tych zachwytów zupełnie. Już pomijam takie zwyczajne sprawy typu dokładnie taka sama publiczność na każdych zawodach. Mnie rozczarowała animacja jazdy na łyżwach. Okej, refleksy są bardzo ładne, ale raził mnie jakiś dziwny brak płynności i czasem musiałam się domyślać, co postacie robią, żeby w ogóle się połapać, jak wygląda układ. Plus, momentami wyglądało to tak, jakby postaciom brakowało trochę ruchu do pełnego obrotu, jakby zapominali się obrócić z tyłu i od razu przeskakiwali z jednego boku na drugi. Takie odniosłam wrażenia.
Ale animacja miała też plusy: refleksy, elektronika, Victor z długimi włosami ( ͡° ͜ʖ ͡°). I nawet łyżwy jakby się wyrobiły pod koniec, bardziej mi się podobały.

Po czwarte: finał. Najbardziej podobał mi się odcinek jedenasty, a sam finał był dość zwyczajny i mało satysfakcjonujący. Nie chcę spoilerować, ale nie podoba mi się do końca ułożenie podium (nie chodzi mi o Yuriego), a także wydaje mi się, że seria trochę cierpi na klątwę sportówkową, czyli absolutny brak zaskoczenia. Sportówki nie mają wielu opcji - wygrywasz albo przegrywasz i obie wersje są tak samo przewidywalne. Myślę, że w tworach opartych na rywalizacji to, co czyni je zaskakującymi i przyciągającymi, są wątki poboczne, a nie ewentualne złoto lub jego brak. A o tym w następnym punkcie.
Po piąte: relacja Yuri-Victor. Nie zrozumcie mnie źle, to byłaby naprawdę piękna relacja i kibicowałabym jej całym sercem, gdyby nie została wepchnięta mi do gardła przy ich pierwszym spotkaniu. Gdyby nie beznadziejna seksualizacja ich pierwszych kilku rozmów. Gdyby przy pierwszym spotkaniu Victor miał chociaż ręcznik. Gdyby dano im się rozwijać powoli, gdyby relacja miała szansę rozkwitnąć, całkowicie podbiłaby moje serce. Ale ona wybuchła jak jakiś fajerwerk tuż przed moją twarzą. Przez to nie mam zielonego pojęcia, co oni w sobie nawzajem widzą. No nie wiem.
Chociaż wydaje mi się, że w tej ocenie jestem osamotniona i wszyscy ich wielbią. Dlatego czekam na sezon drugi i na rozwinięcie tego, co jest między nimi. Głęboko wierzę, że mnie kupią.

To jest właśnie to, co odciąga mnie od uwielbienia dla Yuri on Ice. Najzwyczajniej w świecie oczekiwałam dzieła idealnego, genialnego i wspaniałego, bo w odróżnienie np. od Shingeki no Kyojin, czytałam tylko same zachwyty i peany, więc uznałam, że naprawdę coś musi w tym być.

To właśnie mnie zgubiło, bo gdybym się nie nastawiała, gdybym nie uwierzyła tym wszystkim ludziom, którzy mówili mi, że absolutnie zwali mnie to z nóg, jestem pewna, że oglądałoby mi się to z o wiele większą przyjemnością. Bo to nie jest złe anime - w żadnym razie, widziałam milion razy gorsze. Ba! W pewnym momencie nawet uruchomiło we mnie jakieś emocje i naprawdę waliło mi szybciej serce przez to całe Grand Prix. A ja przecież nie lubię sportówek.

Problem mam właśnie chyba z tą relacją, bo od strony sportowej wydaje mi się, że byłoby o wiele ciekawiej, gdyby to Jurij był głównym bohaterem. A wątek romantyczny (bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że to relacja romantyczna?) nie potrafił przyciągnąć mnie do wizji Yuriego jako głównego bohatera dostatecznie mocno. Z drugiej strony wcale nie mówię, że ten wątek jest zły czy niepotrzebny - nigdy w życiu. Po prostu sposób poprowadzenia go nie do końca przypadł mi do gustu - to nie mój typ.
Konkluzja - to anime jest bardzo w porządku, nie irytuje i nawet zaciekawia, a ciężko mnie zaciekawić. Ośmielę się nazwać je dobrym i wiernie będę czekać na drugi sezon (mam nadzieję, że ten romans się zarysuje bardziej romantycznie, bo jak Boga kocham, na początku myślałam, że to tylko fanserwis). Ale nie wskoczy do czołówki ulubionych.

Trochę szkoda.

Bo miałam apetyt na zdecydowanie więcej.

  • Share:

You Might Also Like

13 komentarze