Simy w czasach zarazy: The Sims (2000)

By Alicja Kaczmarek - 3/20/2020

Niezależne badania przeprowadzone przeze mnie (oglądając Instagram story różnych ludzi) dowodzą, że kwarantanna sprzyja popularności serii The Sims. Tak się składa, że jestem wytrawnym graczem serii The Sims, a jako że to prawie moja rówieśniczka, miałam przyjemność grać w każdą część nie tylko wiele lat po premierze (czyt. ostatniego lata i w tym tygodniu), ale też "na gorąco".

W krótkiej serii postów pisanych specjalnie z okazji wyjątkowej sytuacji na świecie, przyjrzę się uważnie kolejnym częściom serii The Sims, aby pomóc wam wybrać odpowiedni umilacz czasu w domu (#zostańwdomu) w tym ciężkim okresie, a także abym mogła czuć się lepiej z tym, że nie robię zadań z egipskiego.

A tak serio, to już kilka lat temu (tak, wiem) chciałam zrobić ranking wszystkich części, ale wyszło na to, że mam za dużo do powiedzenia i lepiej zrobić każdej osobny post. Bo dlaczego nie?

Jak już mam wreszcie chęć do pisania, to trzeba z niej skorzystać. Oby została na długo.

No to tego... sul sul!


Grało się kiedyś baaardzo dużo w The Sims, zwane też czasem The Sims 1 dla rozróżnienia. A potem dorwało się do The Sims 2 i kolejny raz w pierwsze Simsy zagrało się piętnaście lat później.

Mam jeden problem z pierwszą częścią Simów - nie pasuje do mojego typu rozgrywki. Jako człowiek, którego lojalność leży przy The Sims 2 (sorry, fani trójki!), lubię w Simsach robić dynastie, rozbudowane drzewa genealogiczne, tworzyć skomplikowane historie i ludzkie dramaty. W oryginalnych Simsach, simy się nie starzeją. No więc przypał. Ostatnie, czego mi trzeba, to banda bachorów, które się nigdy nie wyprowadzą. Koszmar! Nie polecam więc zakładać rodziny.

Jednak dzięki temu, że simy się nam nie zestarzeją, pierwsza część nadaje się najlepiej do gromadzenia bogactwa i zdobywania szczytu kariery. A jest to, nie będę ukrywać, TRUDNE. Pierwsza część gry to zdecydowanie i bez dwóch zdań najtrudniejsza część. A że mamy tendencję spadkową, jeśli chodzi o poziom trudności, fakt ten nie powinien ulegać wątpliwości.


Simy w pierwszej części mają szalenie wysokie wymagania co do swoich potrzeb, szczególnie jeśli chodzi o wystrój (tutaj: "Pokój"). Także na zewnątrz. I potem ten wystrój zewnętrzny im psuje humor na cały dzień i weź tu zdobądź awans. Koszmar.

To mi przypomina moją pierwsza rozgrywkę w życiu, kiedy wydałam wszystkie pieniądze na tapetę w łazience (i to nawet nie na wszystkie ściany, bo nie umiałam obrócić kamery, lol) i moja simka umarła z głodu. Mroczny Kosiarz mnie straumatyzował tak, że nie mogłam spać, ale nie przeszkodziło mi to grać już następnego dnia.

Ogólnie ciężej zaspokoić simom potrzeby i utrzymać je na tym poziomie. Ciężko zdobyć przyjaciół i ciężko tych przyjaciół zatrzymać przy sobie na dłużej. W konsekwencji ciężko zdobyć awans. Dobrze, że życie jest długie (nieskończone), bo dużą jego część sim spędzi w biedzie.

Dzięki Bogu, że nie ma tu nastrójników.

Wracając do kamery, to jest koszmarna. Sterowanie kamerą wymaga bardzo dużo silnej woli i oduczenia przyzwyczajeń, ale da się. Najprostszy sposób na przetrwanie to po prostu powstrzymywanie się od dotykania kamery. Niech będzie tak jak jest.

Co może szokować, jeśli się nigdy lub dawno w tę część nie grało, to fakt, że to nie jest tak infantylna gra, jak jej następczynie. Można tu kupić tancerkę w torcie. I tancerza też, żeby była równość. Generalnie gra stawiała na większy realizm, a mniejsze podobieństwo do kreskówki, co widać na przykład po teksturach obiektów domowych, a także podejściu do wątków nadnaturalnych (które są bardzo znikome).


Ogólnie są tancerki w torcie, ale dzieci rodzą się przez całowanie, hm...

Zabawę simom urozmaiciły dopiero dodatki, ale nadal nie doświadczymy tam legendarnego "bara-bara", a jedynie jakieś pospolite "Graj". Ja się nie domyśliłam, co to jest za opcja w pierwszej chwili, ale może to tylko ja.

W konsekwencji opadają nam też inne trudy życia: ciąża, opieka nad dzieckiem, nastoletni bunt, niezgodna biologicznie ciąża z kosmitą, możliwość wyboru kołyski dla dziecka, przywracanie życia członkom rodziny, spadające z nieba satelity, no wiecie, znany z życia standard.

Mamy za to pałętające się po działce i domu ZWIERZAKI. PEŁNO ZWIERZAKÓW. Kto wymyślił, żeby łaziło ich tak dużo?! Tak, wiem, że jest znak, który je przepędza, ale ja po prostu chciałabym, żeby mi nie właziły do domu... Pomocy, tonę w zwierzakach.


Ciężko porównywać tryb budowania czy CAS (tryb tworzenia sima), kiedy pierwsza część wyszła w 2000, a czwarta czternaście lat później. Nie jestem też w stanie cofnąć się w czasie i wyobrazić sobie oceniania tych elementów, kiedy były nowe. Być może dlatego że w 2000 roku miałam cały roczek na koncie, ale ciężko powiedzieć na pewno.

Inna sprawa, że ja nie lubię budować i urządzać domów. Zawsze robię to po łebkach i nigdy nie zapewnia mi to żądanego rezultatu. Dlatego nie narzekam na tryb budowania w pierwszej części: można postawić ściany (bez fundamentów, ale rzadko z nich korzystam), można dom pomalować, położyć podłogę i umeblować. Żadnych udziwnień, żadnych pomocy. Brak automatycznego dachu.


Ale! Tryb kupowania uwielbiam! Nie dlatego że jest taki przejrzysty (bo nie jest), ale dlatego że jest tam tyle naprawdę fantastycznych, klimatycznych obiektów, które nigdy później nie wróciły. W pierwszej części serii można było tworzyć naprawdę klimatyczne wnętrza o różnym charakterze. Czwórka może się schować.

CAS to co innego, bo jest... słaby. Nie różni się za bardzo tym, co oferują nam inne gry z tego okresu: wybór twarzy i osobno wybór ciała/ubioru. Postać do tego nazywasz i ustawiasz znak zodiaku. Done. To jest twój sim. Przykro mi, że ma brzydkie klapki. Musisz z tym żyć, bo jeszcze długo nie wybierzesz simowi butów. Albo nadasz mu cechy. Albo sprawisz, że będzie wyglądał inaczej niż 20 innych twoich simów. I tak dalej. Ale można dodać opis do sima, z jakiegoś powodu.


Nie będę omawiać poszczególnych dodatków, bo od tego macie Simspedię, żeby zobaczyć, co wam się podoba. Aczkolwiek ja je lubię. Dodają sporo rozgrywki i możliwości, z których co prawda ciężko skorzystać, bo simom wiecznie spadają potrzeby. Zdecydowanie prezentują dużo wyższy poziom niż dodatki do czwórki (o tym w swoim czasie), a zapewniają wszystkie ulubione opcje. Poza porami roku. Brak pór roku w "jedynce", ale można wyjechać na wakacje do zimowego otoczenia i jeździć na snowboardzie. Albo na plażę. Albo do lasu na kemping, czego nie ma później dłuugo.

"Gwiazda" to dodatek, któremu do pięt nie dorósł żaden jego następca (co prawda nie grałam w wersję z The Sims 4, ale szanujmy się i nie spodziewajmy kokosów po dodatkach do czwórki). No wiecie, nie przypominam sobie, żeby w "Zostań gwiazdą" można było spotkać Avril Lavigne.... To coś znaczy.

Klimatyczne wnętrza o różnym charakterze
A tak na serio, to cały system zdobywania sławy jest dla mnie dużo ciekawszy niż ten w trójce, a także: system nagród, kariera modela i aktora, fakt, że można kontrolować poczynania simów, a nie tylko wysyła ich się do pracy... To jest fajne i zdecydowanie wyprzedzające swoje czasy. Dwójka can't relate, jeśli chodzi o ten aspekt. Trójka i czwórka też, no ale dwójka bardziej.

Graczy czwórki pragnę poinformować, że w The Sims nie skończą wam się działki po dwóch dniach grania. Jest ci ich u nas dostatek (jeśli masz Światowe życie)!

Czy The Sims zapewnia rozgrywkę na długie godziny? Tak. Czy jest pełne ciekawych smaczków do odkrycia? Tak. Czy stanowi pewne wyzwanie? Również tak.


Ma jednak różne ograniczenia, jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do nowocześniejszej rozgrywki w Simsach. Myślę, że to gra, w którą należy jednak zagrać kiedyś w życiu, szczególnie jeśli odpowiada typowi rozgrywki, jaki prowadzisz (bo każde Simsy nadają się najlepiej do innego rodzaju, tak moim zdaniem) albo jeśli nie lubisz simsów, bo są infantylne, bezcelowe i tak dalej. Te są trochę mniej.

Mają też unikalne elementy, których próżno szukać w kolejnych częściach. I, co tu dużo mówić, dają masę zabawy. Boże, jak mnie ta gra bawi. Jest wyborna.

To tyle.

Już niedługo wespniemy się na wyżyny serii, a potem zjedziemy z nich szybko w dół. Zostańcie ze mną, bo czeka nas mnóóóóśtwo zabawy.

  • Share:

You Might Also Like

9 komentarze