A takie głupie marzenie

By Alicja Kaczmarek - 10/06/2019

Jestem osobą, która - jeśli ma ochotę czegoś spróbować - to po prostu to robi.

Wydaje mi się, że próbowałam w życiu wielu rzeczy. Jeździłam konno, grałam na gitarze, zaczęłam szyć, bawiłam się grafiką, montażem i stronami internetowymi. Usiłowałam nauczyć się rysować, śpiewać i grać. Nie wszystko wyszło, nie wszystko ze mną zostało - większości tych rzeczy nie robiłam od lat. Nie żałuję za to, że próbowałam. Mimo wszystko, są takie rzeczy, których nie miałam okazji spróbować.

Tańczyłam. Zawsze tańczyłam, to nie tak że nie. Najpierw przed lustrem i przed telewizorem. Czy to z Barbie, czy z Bellą Baleriną, czy ze wstążką - tańczyłam. Szafa w sypialni moich rodziców ma lustro od sufitu do podłogi - ileż ono widziało choreografii! Jedyny świadek mojego rozwoju artystycznego ;). Spory wycinek swojego życia poświęciłam na flamenco, ale nigdy nie zagrzało miejsca w moim sercu. To było tylko zastępstwo, pocieszenie, imitacja.

Ja chciałam tańczyć balet. Zawsze. Odkąd pamiętam chciałam tańczyć balet. Nie profesjonalnie, wcale nie. Dla siebie.

Beto Franklin
Był mały problem: najbliższe zajęcia z baletu (jakiekolwiek!), kiedy byłam małą dziewczynką, prowadzone były we Wrocławiu. Ja do Wrocławia mam jakieś 70 kilometrów. Zajęcia dwa razy w tygodniu. To się nie mogło udać - i czasowo, i finansowo, po prostu nie było takiej opcji.

Kiedy zrobiłam się duża, balet przyszedł do mojego miasta, ale - jak to zwykle bywa - dla dzieci. Grupa do lat siedmiu. Ja miałam jakieś dwa razy tyle - jak zwykle pod górkę. Wydawało się, że to już zawsze zostanie dla mnie tylko takie głupie marzenie, bo przecież wiadomo, że balet trzeba trenować od dziecka. A ja zdecydowanie przestawałam być dzieckiem, a do tego moja kondycja nie istniała.

Ale każdy wiedział, że to jest coś, czego mi zawsze bardzo brakowało - kiedy moja mała kuzynka zaczęła trenować balet, nikt mi o tym nie powiedział przez całkiem długi czas, żeby mi się przykro nie zrobiło. Naprawdę.
Później byłam jeszcze większa i nagle zrobił się popularny balet dla dorosłych. Cudownie, prawda? Zgadnijcie, gdzie był najbliższy.

I myślałam, że tak musi być - to takie głupie marzenie, z gatunku tych, które powtarzają otaczające mnie dorosłe kobiety.

Chciałam zawsze nauczyć się malować.

Chciałam pójść na studia.

Chciałam osiągnąć coś więcej.

Chciałam tańczyć balet.

Chyba każdy musi mieć coś takiego, prawda? Nigdy nie chciałam dopuścić, żeby pisanie było takim marzeniem. Ale jakiś tam balet? Idealny kandydat.

Ale jeśli o czymkolwiek mogę powiedzieć, że "zadrą we mnie tkwi" - to będzie właśnie ten balet. Nie tylko dlatego że to małe niespełnione marzenie z dzieciństwa, ale dlatego że nigdy nie potrafiłam sobie znaleźć aktywności fizycznej, która dawałaby mi przyjemność. Szukałam wszędzie - wierzcie mi. Ja po prostu wiedziałam, że muszę iść na balet. Inaczej będę taką samą kluchą jak zawsze.

Sprawdziło się.

Nawet nie wiem, kiedy minęła ta godzina moich pierwszych zajęć. I tak, dołączyłam na piąte zajęcia jak zagubiona owca i jestem ewidentnie najmniej rozciągniętą osobą na sali i jeszcze miałam okres.

I dało mi to tyle radości. Nawet sobie nie wyobrażacie. Jasne, od czwartku ledwo się ruszam i jak usłyszałam, że mam zarzucić nogę na drążek, to myślałam, że zejdę jeszcze zanim spróbuję.

Ale przecież nie odwalę jakiejś szopki na pierwszych zajęciach, że nie umiem nogi podnieść. Podniosłam. Myślałam, że pęknę, ale wytrzymałam (nie wyprostowałam nogi co prawda, na to polecenie odpowiedziałam elokwentnie "Nie", ale wiecie, małe kroczki, ostatnio rozciągałam się na poważnie w gimnazjum).

Ivandrei Pretorius
Jest we mnie bardzo dużo miłości dla baletu. To może temat na inny post - nie jest to na pewno najbardziej wyzwolona sztuka ani może też i nie najpiękniejsza. Ale na pewno pełna elegancji, gracji i moich dziecięcych marzeń. No i to naprawdę dobry trening, a czasem trzeba się poruszać ;).

Więc będę ćwiczyć. Nie jest to tanie, nie mam na to czasu ani zdecydowanie mnie wizja rozciągania na drążku.

Ale skakanie było bardzo fajne. Muzyka była super (widzieliście kiedyś grupę dorosłych kobiet skaczących do Careless Whisper granym na pianinie? Nie? To nie widzieliście wszystkiego w życiu), prowadzący jest bardzo miły. A usłyszenie, że wchodzimy na półpalce w piątej pozycji?

Magiczne.

Może to tylko takie głupie marzenie. Ale ja nigdy nie chciałam być baleriną. Chciałam po prostu tańczyć, bo to mi daje radość.

  • Share:

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Żadne marzenie nie jest głupie! Bardzo się cieszę, że udało Ci się znaleźć dla siebie zajęcia. Rozciąganiem nie ma się co przejmować, to w końcu tylko kwestia czasu :) Mogę zapytać, gdzie tańczysz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się absolutnie nie przejmuje, jeszcze będę robić szpagaty XD. Tylko w swoim, odległym, czasie :p
      Mój wybór padł na Akademię Baletu Masterclass Izabeli Milewskiej, jak się okazało, że to jest 200 metrów od mojego mieszkania, to uznałam to za znak z nieba ;).

      Usuń
    2. No pewnie, że będziesz. Trzyman kciuki ❤

      Usuń
  2. O jejku, jak cudownie! Mnie też od zawsze ciągnęło do baletu, ale tak jak w twoim przypadku, w mojej okolicy nie było żadnych zajęć. Dopiero kiedy poszłam do liceum do większego miasta, miałam okazję spełnić to marzenie. I okazję wykorzystałam, ale z pewnych powodów musiałam odejść z grupy po trzech miesiącach. Do dzisiaj boli mnie widok starych baletek pod łóżkiem, ale pocieszam się faktem, że za rok studia i może wtedy uda mi się powrócić do baletu :D
    W każdym razie cieszę się, że w końcu ci się udało i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś ten temat pojawi się na twoim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, jak cudownie �� sama marzę o balecie w sumie odkąd pamiętam, ale właśnie z powodu odległości, stanu zdrowotnego (byłam bardzo chorowitym dzieckiem), a później właśnie z powodu wieku nigdy nie miałam okazji. A balet jest tak pięknym tańcem ❤️ pełen gracji, siły, elegancji, wytrzymałości i tego pięknego perfekcjonizmu, który tak bardzo pociąga. Teraz zaczęłam studia w Krakowie i mam cichą nadzieję, że uda mi się znaleźć coś taniego oraz że czas na to pozwoli (ah ta farmacja, już teraz wydaje się być ciężka xd no i chcę się udzielać na uniwerku, chór akademicki, Bractwo Czapki Studenckiej i PTSF byłyby uboższe beze mnie przecież xddd). Życzę wytrwałości w ćwiczeniu i mnóstwa radości ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia z tym wszystkim! W Krakowie podobno są świetne miejsca do nauki, więc goń za marzeniami :)

      Usuń
  4. Co prawda nigdy o balecie nie marzyłam, ale i tak naprawdę świetnie się czyta takie posty, bo niby wszyscy gadają, że trzeba spełniać marzenia, ale jakoś brakuje przykładów ludzi, którzy rzeczywiście się nie poddali. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aww, ale super. Bardzo miło czytało się ten post, cieszę się twoim sukcesem!

    OdpowiedzUsuń

Szanujmy się nawzajem.