Bo nikt nie chce o tym filmie pisać - The Breadwinner

By Alicja Kaczmarek - 4/22/2019

Dzisiaj znów recenzja, bo tak już czekam dwa lata, aż ktoś ten film przybliży szerszej polskiej publiczności, no ale nie zanosi się, więc czas wziąć sprawy w swoje ręce.

Zazwyczaj o takich filmach tu nie piszę, bo nie czuję się nigdy kompetentna, ale może najwyższa pora się przekonać i trochę dojrzałej tematyki tu wpuścić. No to po kolei.


Kabul. Dosłownie kilka tygodni przed rozpoczęciem wojny w Afganistanie. Ojciec dwóch córek i syna w wieku niemowlęcym zostaje niesprawiedliwie aresztowany, w efekcie czego jego rodzinie zagląda w oczy śmierć głodowa. Mała Parvana obcina więc swoje włosy, aby móc w ogóle wyjść z domu, a także zapewnić rodzinie przetrwanie.

Wiem, jakie lampki zapalają wam się w głowie - Mulan, prawdopodobnie. Ale to nie jest film dla dzieci, który ukazuje nam Parvanę jako wzór i bohaterkę, która za swoje zasługi otrzymuje nagrody. Momentami brutalny, pozbawiony cukru (bo i jaki cukier może nam serwować film o kobietach w Afganistanie?), a nawet pozytywnego zakończenia (choć to kwestia sporna), podaje nam pełnokrwistą opowieść o współczesnej (!) udręce afgańskich kobiet, wartości rodziny i tym, co druga osoba potrafi zrobić dla najbliższych, a nawet i obcych.


Ponieważ to film animowany, swoją historię przedstawia nawet dosadniej niż zrobiłby to film aktorski - do cierpienia, bólu i ran na ciałach aktorów jesteśmy przyzwyczajeni. Te same elementy na rysunkowych twarzach postaci kojarzonych z filmami dla dzieci, są w swoim charakterze jeszcze bardziej traumatyczne i przerażające. Ludzie, którzy byli oczarowani stylem animacji Song of the Sea, zakochają się także w technicznej stronie The Breadwinner, który kunsztem wizualnym nie ustępuje swojej siostrze, ale historia przedstawiona przez Żywiciela jest dużo bardziej godna uwagi.

Element filmu, który może trochę przelatywać przez głowę, a który odnotowałam z satysfakcją, to fakt, że za zbrodnie talibów nie wini się islamu ani kultury. Na szczęście. Bo żadne z tych okropnych praw nie ma swojego oparcia w Koranie. Nie ma więc wątpliwości - zbrodniarzami są ludzie, a ich ofiarami wszyscy, nie tylko kobiety, bo nawet okropny Idrees ostatecznie przez krótki ułamek sekundy zdobywa nasze współczucie.


Ostatecznie, co najbardziej uderza po głowie, to fakt, że to się dzieje w 2001 roku. To jest XXI wiek. Dopóki film nam tego dosadnie nie uświadamia - wybuchem wojny i przelotem samolotów - można się nawet trochę łudzić, że to przecież niemożliwe, żeby takie miejsca istniały w tym stuleciu, we współczesnym świecie. Nawet jeśli się wie o afgańskich burkach i prawach zakazującym wychodzenia kobietom z domu - zobaczenie tego na ekranie to jednak trochę co innego. 

Żywiciel to film przepełniony silnymi obrazami, które trochę nie zgadzają się z utrwalonymi w naszej europejskiej głowie schematami. Kiedy siostra Parvany pomaga jej obciąć włosy, kiedy Parvana czyta list do kupca (btw. niesamowite uczucie, kiedy się widzi te litery i je zna - nawet jeśli język nie ten), czy kiedy Sulejman wreszcie opowiada swoją historię, a dziewczynki marzą o białej plaży. Trochę bierze się nasze drobne i podświadome wyobrażenia o świecie (i filmie) i obraca.


To jest doskonała kinematografia - historia prowadzona bardzo inteligentnie, bez jednego zbędnego słowa czy jednej informacji za dużo. Zakończona w idealnym momencie. Przepełniona nie tylko doskonałą animacją (w dwóch stylach! jak ja to lubię), świetną muzyką i dialogami, ale przede wszystkim podsuwająca pod nos coś, o czym zazwyczaj nie chcemy myśleć. Nie chcemy wiedzieć, a jeśli wiemy, to nie chcemy widzieć.

Na świecie są wojny. Są polityczne walki i ideologiczne fanatyzmy, które w wielkim obrazie tworzą konflikty, o których uczymy się w szkole. Ale tak naprawdę po prostu niszczą ludzi. W Kabulu obala się reżim talibów, a przy okazji zabija niewinnych ludzi. Pozornie uwalnia się kobiety, a na front posyła młodych chłopców.
Nie powinniśmy nie chcieć tego wszystkiego widzieć tylko dlatego że nas nie dotyczy.

Zrób sobie przysługę i obejrzyj ten film. Jest dostępny na Netfliksie. Zrób to szczególnie, jeśli za "bajkami" nie przepadasz i nic nie wiesz o Afganistanie. Od tego są takie filmy.


Raise your words, not your voice.

  • Share:

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Wygląda świetnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam, polecam <3
    Cudowny post, nie mam nic do dodania!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten film jest na mojej liście "Do obejrzenia" na Netflixie stanowczo za długo! Chyba po tym poście w końcu po niego sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wracam z komentarzem po obejrzeniu, jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń

Szanujmy się nawzajem.