Moje NAJLEPSZE opowiadania

By Alicja Kaczmarek - 2/24/2019

Z okazji otrzymania przez zbyt bajkowo własnej domeny, nabrałam ochoty na podzielenie się z wami rzeczami, z których jeszcze jestem dumna. Tak naprawdę.

Prawda jest taka, że topka na zb to jakiś żart i bardzo słabo reprezentuje to, co faktycznie uważam, że zasługuje na tysiąc wyświetleń. Dlatego to jest tak ode mnie. Jeśli chcesz poczytać coś mojego i przytłacza cię, jak bardzo nieczytelne jest zb - bierz wszystko stąd.


Opowiadanie celebrity, w którym usiłowałam uniknąć bólu zębów przy czytaniu. Czy wyszło, nie mnie oceniać, choć teraz kilka rzeczy bym zmieniła.
Scena przy sklepie z elektroniką objawiła mi się w nocy, a resztę opowiadania niemal słowo po słowie stworzyłam sobie w głowie w autobusie ze szkoły. To był naprawdę dobry, twórczy czas, dlatego tak bosko mi się to opowiadanie pisało. Postaci są super, a momenty, kiedy dobrze się bawią, to esencja tego, co kocham pisać i za co kocham czytać fanfici. Wbrew mojej obiegowej opinii, naprawdę najbardziej kocham szczęśliwe sceny.
Jedna nieertoyczna scena zapoczątkowała tradycję, która jeszcze nie miała szansy kontynuowania, ale trzymam ją cały czas z tyłu głowy i wierzcie mi - pojawi się. Tak więc jest to ważne dzieło.
Tak czy siak to jest kawał niezłego opowiadania. Bez szału, ale przez chwilę byłam bardzo dumna.


9. Jutro

To chyba moje najmniej popularne opowiadanie (tam wisi jeden komentarz i to jakiś mocno po czasie), ale jaka ja jestem dumna z tego pomysłu. Z wykonania mniej, myślę, że trzeba to było napisać jeszcze raz i potem zredagować ze dwa razy, bo to był ciężki temat, ale nie zrobiłam tego, bo nienawidzę redagować i przepisywać. Wisi więc takie, jakie wisi.
Pomysł przyszedł do mnie podczas słuchania Czerwonego Kapturka w wersji Bajek z Ramą, naprawdę. Tam jest taka kwestia stracha na wróble w stylu: "krzyczę na nie [kruki] asio! wynocha! ale co mam zrobić, przecież je kocham". Ja, jak to mam w zwyczaju, przekręciłam to w sytuację tragiczną i mój strach na wróble jest bardzo dobrym strachem - tylko nadal kocha swoje kruki, które boją się do niego zbliżyć.
Ale może jutro będzie inaczej.


Nie sądziłam kiedykolwiek, że będę się tak pozytywnie wypowiadać o tym shorcie, z którego nadal totalnie planuję utkać serię, tak z sentymentu dla Percy'ego. W każdym razie - czytałam je ostatnio z jakiegoś powodu, i muszę przyznać, że jest naprawdę porządnie napisane. Fabuła to akurat w tej sytuacji sprawa drugorzędna. Bardzo podoba mi się silna charakteryzacja wszystkich postaci - nawet Steve'a, który się przecież nie pojawia - ale przede wszystkim jestem dumna ze stylu. Bardzo lubię taki prawie-że-podwórkowy styl, bardzo luźny, bardzo prosty, ale ten jest do tego prawie zabawny. Bardzo podobało mi się użycie nawiasów, głupie wstawki Andy i po prostu wszystko to miało w sobie sporo podobnego uroku, co pierwsza seria o Percym. To jest wielki plus tego opowiadania, wiec ostatecznie jestem z niego zaskakująco dumna.


7. Piekło

Dwie rzeczy popchnęły mnie do napisania o tej wizji piekieł - głupie wypowiedzi pseudo ateistów w internecie i pierwszy film z Winx. Takim jestem typem człowieka.
W każdym razem, ja naprawdę wierzę, że w piekle nie ma żadnych kotłów i ogni, ale twoje największe lęki. To jest mój, opisany w drugiej osobie.


6. Corps de ballet

Napisałabym to jeszcze raz, gdybym miała za dużo wolnego czasu. Nie mam, więc tak sobie jest, ale zawsze kiedy je wspominam, usiłuję nie myśleć o tym, jak często pojawia się tam słowo unosić.
Tak czy siak to pierwsze opowiadanie na zb i trochę nadało kształt mojemu pisaniu na następne cztery lata minimum. Dramatyzm, plot twist, dobry tytuł, tragizm - wszystkie moje ulubione rzeczy.
To jest naprawdę dobre opko.
Choć może machnę je od nowa, kiedy w końcu zapiszę się na balet.


Biłam się ze sobą, czy tutaj powinno być Ta jedna noc w roku czy Bo te święta są gorzkie, ale wystarczy tych świąt (chociaż klimat tam jest super, nie będę kłamać)! Wybrałam więc pierwsze opowiadanie z mojego Nowego Pokolenia, które o mało co nie było ostatnim przy okazji. W ostatniej chwili jednak zmieniłam zakończenie i Rose i Scorpius mają swój pierwszy pocałunek nadal przed sobą - ale głęboko wierzę, że około czwartej rocznicy ich życia w tej odsłonie, wreszcie się to ziści.
Opowiadanie, które dało podwaliny największej przyjemności, jaka mnie spotkała w tym życiu, czyli opisywaniu przygód tej bandy kretynów. Czasem uroczych, czasem okropnie sztucznych, czasem dramatycznych (no, jeszcze nie, ale to nadchodzi też). Po raz kolejny uwielbiam charakteryzację postaci - Laurel co prawda coraz bardziej odrywa się od sztampowej dziewczęcej koleżanki, choć zawsze w jakimś stopniu nią będzie, a Riley nadal nie doczekał się zbyt wiele czasu w świetle reflektorów, ale dzięki temu jest struktura. Zupełnie bez przemyślenia narzuciłam sobie granice, w obrębie których muszę się poruszać do tej pory - a wyrosło mi z tego tak ogromne uniwersum, że nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam to wszystko spisać.
Chociaż ostatnio odkryłam, że Riley jako postać o tym samym imieniu (i nazwisku), istniał w moich Next Genach już od 2011. To jest najlepsza rzecz, jakiej się dowiedziałam o sobie.
Nieczytanie moich Next Genów to naprawdę błąd, są takie bezproblemowe (jeszcze) i tak bardzo je lubię! A najlepsze jest to, że o ile nie ma cyferki w tytule, to totalnie można je czytać jak samodzielne shorty.


4. List

Nie do końca nawet wiem, jak opisać, o czym to jest. O miłości, to na pewno. Napisałam to o trzeciej w nocy, uznałam, że to kicz, a potem wrzuciłam i tak.
Dostałam przynajmniej pięć wiadomości prywatnych od znajomych, że jest super. Moi znajomi nie czytają moich opek, więc to co najmniej ewenement.
Ale kimże ja jestem, żeby się spierać. Jak super to super.


3. B.U.N.T.

To są najlepsze opowiadania w świecie Pottera, jakie napisałam. Co prawda nie ma jeszcze finałowej części, a drugą wrzuciłam wczoraj, tylko dwa lata po pierwszej, ale i tak to wiem. To jest to. Klimat, różnorodność postaci, wspaniałe relacje między nimi - to jest to, co lubię najbardziej. To jest też to, za co uwielbiam Next Geny - nie za Scrose, choć też, ale za to, że mogę ten świat rozwinąć. Przede wszystkim - bezproblemowość. Moje dzieci nie mają Voldemorta na karku i dyktatorów do obalenia, a ponieważ w HP zawsze najbardziej lubiłam sceny życia codziennego - tym przeładowuję swoje opowiadania, starając się nie tracić magicznego klimatu. Ale Next Gen pozwala mi na coś jeszcze. Pozwala wziąć to, co mi się totalnie nie podoba i wcisnąć Albusowi w ręce, żeby poprowadził rewolucję i to zmienił. I nikt mi nie powie, że to nie jest kanon, tylko jakieś AU, bo dla mnie już teraz jest. I nikt nie może być out-of-character, bo, no cóż, to są moje postaci, tylko nazwane przez Rowling.
Och, przepraszam? Przeklęte Dziecko?
Sorry, J.K., ale pisałam Next Geny na długo przed tobą, a ten jeden konkretny zaczął się caluśki rok przed twoim Dzieckiem. Nie będę też udawać - uważam, że mój Next Gen jest lepszy.
Jaki byłby sens go pisać, gdybym tak nie uważała?


2. Czerwony Kapturek

To jest bardzo dobry tekst. Jestem z niego naprawdę dumna. Dobre użycie drugiej osoby, ciekawy koncept, ambitna paralela. Krótkie, ale dobitne. A do tego to mroczny twist na temat klasycznej baśni - czy jest coś, co lubię robić bardziej?


1. Wrzaski i szepty (i reszta Lamentu)

No, to a propos mrocznych baśni.
Lament trzeba czytać w całości i to najlepiej w wersji poprawionej, która jest ładnie zebrana w e-booku. Pisałam o nim tyle razy, że nawet nie ma sensu robić tego kolejny raz. Mówiłam też już wiele razy i powiem jeszcze raz - Wrzaski są najlepsze. To jest tak dobre opowiadanie... Bez dwóch zdań najlepsza rzecz, jaką napisałam.
Dzieło mojego życia.
Jeszcze.


Jeśli czytacie moje opka i macie czelność nie zgadzać się z tą topką, to bardzo mi miło i trzeba się tym podzielić w komentarzu!
Pamiętaj też, że jestem na zbyt bajkowo aktywna od czasu do czasu i nie warto go ignorować :).

  • Share:

You Might Also Like

11 komentarze