EMMET OSOBIŚCIE NOKAUTUJE TOKSYCZNĄ MĘSKOŚĆ W STYLU ONE-PUNCH MANA - LEGO. Przygoda 2

By Alicja Kaczmarek - 2/13/2019

Musicie iść do kina. Teraz, zaraz, dzisiaj. Już. I weź swoje rodzeństwo.

Kiedy recenzowałam pierwszą część, ten blog jeszcze nie istniał, ale szczerze wyrażam nadzieję, że chociaż z jedna osoba pamięta, jak bardzo się nią zachwycałam. To jeden z najbardziej kreatywnych, najzabawniejszych i oryginalnych filmów, który łączy fanów LEGO od lat i tych, którzy dopiero co składają swoje pierwsze zestawy - a swój wielki sukces odniósł zupełnie zasłużenie. Świadczy o tym najlepiej fakt, że Playmobil robi własny film (który będzie słaby, mark my words).


Byłam też z logicznych przyczyn niezdrowo wręcz podekscytowana myślą o sequelu - bo nie mam w zwyczaju od razu mówić, że druga część będzie beznadziejna, bo tak. Często jest, ale byłam pełna nadziei.

I przez pierwszą połowę filmu nie mogłam uwierzyć, że LEGO naprawdę zrobiło tak średni sequel, powielający szkodliwe stereotypy i do tego bez słusznego następcy Everything is Awesome. Jak możecie się spodziewać po tytule - wpadłam od razu w sidła filmu, który jak najbardziej chciał, żebym czuła się właśnie w ten sposób.

Żeby potem w wielkim stylu One-Punch Mana mógł te wszystkie okropne wyobrażenia zmiażdżyć - i to przy pomocy nikogo innego, a właśnie Emmeta, głównego bohatera. Ale po kolei.

Jeśli chodzi o stronę techniczną, to nie sądziłam, że Lego będzie w stanie przebić samych siebie, ale to naprawdę są jedne z najpiękniejszych animacji tej dekady - dbałość o szczegóły po prostu jest powalająca. Od maleńkiego logo LEGO na każdym elemencie, na którym powinno się znaleźć, przez rozerwane kaski astronautów aż po zadrapania na włosach Żylety - wszystko jest absolutnie rozbrajające. To nie jest animacja inspirowana figurkami LEGO - to są figurki LEGO, które się poruszają. Jeśli wykonują ruchy dla nich niemożliwe, to zawsze w taki sposób, aby i tak wydawało się to naturalne (nie tak, jak figurki Playmobil, które w swoim filmie perfidnie zginają łokcie - wow) i nigdy nie rzucało się w oczy.


Druga część jednak dla mnie trochę przebija pierwszą - nie tylko dlatego że mamy tam wszelakie serie LEGO wrzucone razem, a i tak wszystko wygląda pięknie (i jak prawdziwa zabawa klockami! szczególnie ten totalnie realny brokat - no jakbym widziała swoje zabawki), ale dlatego że przy kilku różnych okazjach, wykorzystuje zupełnie inne style animacji. Nie musi tego robić - to krótkie przerywniki, które trochę mogą przelecieć nad głową, ale efekt jest dzięki temu naprawdę piękny. Ludziki poruszające się w świecie ludzi także wyszły świetnie - dokładnie tak, jak poruszałyby się trzymane dziecięcą ręką.

Jedyne, czego żałuję, to że LEGO Belville jeszcze nie doczekało się swojego cameo. Od zawsze wiedziałam, że szanse są marne, bo to marka niekontynuowana i zastąpiona przez Friends (które swój udział w tej części mają), ale to z tymi zestawami ja dorastałam i za jedno ujecie rzuciłabym może w LEGO znowu swoimi pieniędzmi. Nie chcę być stronnicza, ale Friends nie dorasta do pięt Belville. Fight me. Ogólnie więcej retro zestawów w filmie (a przecież już kilka ich pokazali), to nie jest wcale taki głupi pomysł.


Ta część ma też piosenki. Takie musicalowe, z czego film trochę się śmieje, ale powiem wam, że naprawdę nie są złe. W polskiej wersji nawet lepsze niż oryginał, bo Gotham City Boys to ewidentnie najlepsza piosenka z tych kilku musicalowych numerów, a po angielsku w ogóle mi nie siadła. Liczę na soundtrack po polsku, tak w ogóle. Kocham też Everything's Not Awesome, a szczególnie dużo kreatywniejsze podejście polskiego tłumacza, który zaserwował nam W życiu różnie bywaaa. Iconic.

Jak już jesteśmy przy tłumaczeniu, to zrezygnowanie z podtytułu po polsku to kompletnie niezrozumiała dla mnie decyzja. Zupełnie nie rozumiem.

A nie odbiegając za bardzo od piosenek w filmie, to piosenka przy napisach końcowych to absolutny geniusz i czekam, aż ta jej wersja pojawi się w sieci, bo krótsza wersja z soundtracku kompletnie mnie nie zadowala. W każdym razie polecam sobie na niej wysiedzieć i posłuchać, co tam rapują.


Ale to wszystko to dodatek, bo absolutnie najlepszą rzeczą jest, jak LEGO. Przygoda gra z naszymi oczekiwaniami wobec męskich bohaterów i byciem sobą i twardym. Jak podsuwa nam pod nos popularną muzykę i mówi: ten bohater używa tego do prania mózgu, po to, żeby potem wskazać na nas palcem i wytknąć, czego się spodziewamy. Że wytyka nam, jak śmiejemy się z oryginalnego koloru włosów Lucy, i jak nieprzyzwyczajeni jesteśmy do oglądania tego archetypu postaci jako złego charakteru. 

To wszystko jest genialne i tak bardzo potrzebne.

Nie potrafię też przejść obojętnie obok wątku rodzeństwa, bo sama mam starszego brata, z którym bawiłam się Lego. Dlatego ich wspólne sceny, ogólnie wszystkie segmenty live-action i ogólny przekaz filmu rozpuściły mi serce. To w ogóle chyba najlepszy wątek rodzeństwa, jaki widziałam od lat.

Za to kocham te filmy: widać, że robią je ludzie, którzy nie tylko kochają i znają Lego, ale przede wszystkim tacy, którzy się nimi bawili i dla których to ważne i stale pielęgnowane wspomnienie.

Moje wszystkie ludziki Lego na przykłady sprzedawały mleko, kiedy bawiliśmy się z bratem. Bo właśnie kartony z mlekiem przypominały mi pojedyncze klocki. Ale, tak jak w przypadku Bianki, mój brat nie bawił się ze mną zestawami Belville. A nasze "męskie" zestawy miały jedną (1) postać kobiecą. I to dopiero po długim czasie.


LEGO. Przygoda 2 to prawdziwa jazda bez trzymanki chwilami - czy widzieliście kiedyś brokatowy ślub Batmana? Takie rzeczy tam się dzieją. Może nie aż tak zabawna, jak część pierwsza, ale bez wątpienia dla każdego człowieka - dużego, małego, popkulturowego eksperta i "za starego na te pierdoły". Nawet moja mama by się dobrze bawiła, ale nie dała się skupić. Ze względu na osobiste przywiązanie i wspaniałe ujęcie czarnego charakteru - to jest dla mnie też ważniejsza część niż pierwsza. 

2019 to rok kontynuacji, jeśli chodzi o animacje. Czeka nas jeszcze Jak wytresować smoka 3 (w piątek!), Kraina Lodu 2, a nawet Toy Story 4. Ale myślę, że jeśli Jak wytresować smoka nie podniesie stawki, to ja już mam swojego faworyta na ten rok.

Dlatego idźcie tłumnie do kin. I weźcie swoje rodzeństwo.

  • Share:

You Might Also Like

2 komentarze

  1. No to chyba obejrzę !

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie polubiłam się za bardzo z częścią 1, szczególnie zanim pojawiła się wstawka live action, ale za to lubię bat mana. Po twojej recenzji idę jutro z bratem do kina, wrócę z komciem po seansie, jak będę miała coś sensownego do napisania :).

    OdpowiedzUsuń

Szanujmy się nawzajem.