Czytamy Lament, bo minęły dwa lata

By Alicja Kaczmarek - 1/31/2019

Tak naprawdę od pierwszej wersji Lamentu oceanu to minęły cztery lata. Długie, długie cztery lata, a to jednak dużo dla nastoletniego twórcy. Dlatego patrzę teraz na Lament i jasne, jestem z niego cholernie dumna. Ale Boże, ile ja bym tam rzeczy inaczej zrobiła teraz, kiedy jestem stara i mądra.

Jak (nie jeśli, jak! mamy 2019 i wierzymy w siebie) już będę sprzedawać bestsellery i padnie pytanie o mój debiut, to zawsze będę wracać do Lamentu. Przedtem nie było nic, co by mnie tak pisarsko wychowało, wymęczyło i jeszcze potem wypluło. Jestem mu bardzo wdzięczna i nadal cholernie z siebie dumna.

Jest tylko kilka podobnych momentów w tej mojej "karierze": kiedy nauczycielka historii czyta na głos moje opowiadanie o greckim teatrze i mówi mi, że mam talent, którego nie wolno mi zmarnować, kiedy drukują mój wiersz w zbiorze, kiedy w gimnazjum wybierają mnie w przeglądzie talentów i płaczę przed całą klasą, kiedy mogę prezentować swoje własne trzy zdania na koncercie w centrum kultury, kiedy czytam prolog Kotka przed połową szkoły i dostaję brawa na stojąco. I kiedy dostaję pozytywne reakcje na temat Lamentu i płaczę. Boże, ile ja wtedy płakałam.


Dużo więcej jest momentów negatywnych. Kiedy wysłałam opowiadanie na konkurs i dowiedziałam się, że jest "poprawne i nic więcej", kiedy opublikowałam Paciorki i zebrałam tęgie baty, kiedy zaproponowałam swoje opko ocenialni i dostałam 3, bo miałam ładny szablon, kiedy przyniosłam do szkoły swoje pierwsze opowiadania i cała klasa się z nich śmiała, kiedy powiedziałam koledze, że piszę książkę, a ten do mnie "znowu? kiedy sobie dasz wreszcie spokój?", kiedy ludzie mówili mi, że nie znoszą Sagary, więc czułam się, jakbym gdzieś popełniła super poważne błędy, kiedy, o jak dawno temu, powiedziałam, że w przyszłości chciałabym dostać literackiego nobla, a w odpowiedzi usłyszałam "ale co chcesz robić?", kiedy opublikowałam te przesłodzone opisy pierwszego pocałunku i potem przez kilka tygodni słyszałam, że są okropne, bo przesłodzone (no wiem, takie było założenie?), kiedy kiedy kiedy...

Nie będę udawać - dalej mnie to boli. Ale to nic. To nic przy tym, jak się czułam w tych dobrych chwilach. Nie ma w ogóle porównania. Ta jedna chwila, z tym opowiadaniem o Grecji, wciąga nosem wszystkie te negatywne powiązania. Tylko dla tej jednej chwili przecież przez nie wszystkie przebrnęłam. I w ogóle dlatego tu jestem.

Nie wygrałam nigdy żadnego konkursu literackiego. Nie jestem w żadnej antologii. Nie zebrałam nigdy setek komentarzy i nigdy nie byłam internetową sensacją. Ale ciągle tu jestem. Bo lubię to robić. Bo to jedyna rzecz, o której wiem, że jestem w tym dobra. Bo bez pisania, nie mam nic. Bo bez pisania, kim w ogóle jestem? Bo to mój sposób na wyrażanie piękna i brzydoty tego świata, na zmienianie go i na zostawienie czegoś po sobie. Bo to, cholera, bardzo lubię.

Dlatego dzisiaj świętujemy i śmiejemy się z dzieła mojego życia. Bo tak się składa, że właśnie piszę nowe, więc to dobry moment na śmianie się z aktualnego :).

Przypomnijmy chronologię, bo jest ciekawa:

wrzesień-październik 2015 - robię zwiastun Lamentowi, wtedy jeszcze samodzielnemu opowiadaniu, które potem wrzucam na zbyt bajkowo, a ten dziad bije wszystkie moje rekordy i nabija sobie prawie 2000 wyświetleń i prawie 40 komentarzy. Na blogu, który obserwowało wtedy niecałe dziesięć osób. Dostaję masę cudownych słów i czyta tego kloca kilkanaście osób z mojego otoczenia. Wszyscy, włącznie ze mną, chcą więcej. Więc robię więcej.

grudzień 2015 - Ocean lamentuje, moim skromnym zdaniem - najgorsze opko ze zbioru, wypływa na powierzchnię po tym, jak przez dwa miesiące pisania usiłowało mnie zabić. Myślałam, że to będzie prostsze do napisania. Naprawdę. Ocean zbiera sporo krytyki, zasłużenie. Poprawiona wersja jest minimalnie lepsza.

kwiecień 2016 - Szpony głębin zostają opublikowane. Bardzo kontrowersyjne opowiadanie pod względem faktu, że mamy tam Jamesa i Jima. Otóż spieszę po całym tym czasie z wyjaśnieniem, że Jim nie ma na imię James. Ma na imię Jim. Dziękuję bardzo.
To jest w ogóle ciekawa sprawa, bo to jest opowiadanie, które samo z siebie najbardziej odsunęło się od tego, co dla niego zaplanowałam. To miał być kryminał. Nie jest. To też opowiadanie, które chyba najbardziej odbiega stylem od moich regularnych prac. Znaczy, jasne, Lament jest bardzo stylizowany, ale w zupełnie inną stronę - pisało się to dużo łatwiej. Wyniosły styl Jamesa doprowadzał mnie do szału. Dobrze, że im dalej w las, tym coraz luźniejszy się stawał - a przynajmniej o taki efekt się starałam. Nie wiem, jak wyszło, bo nikt się nigdy do tego nie odniósł.
Z tego miejsca pozdrawiam kolesia, który w jakiś sposób przeczytał Lament (opko) i przyleciał na mój prywatny profil na fb udzielać mi rad, że jak będę pisać gimnazjalnym slangiem, to nigdy się nie wydam. Osobom z takimi poradami radzę przeczytać moje inne rzeczy. Tak na wszelki wypadek.

czerwiec 2016 - Piórko na wietrze. Pierwszy raz widzę, jak spiąć wszystkie opowiadania w całość. Zawiera moją ulubioną scenę w całym zbiorze, kiedy Baxter oferuje Donnie kakao.

listopad 2016 - w ramach NaNoWriMo kończę tę kobyłę, jaką były Wrzaski i szepty i wydaje się, że teraz już z górki.
To jedyne opowiadanie, które nadal uważa za bardzo dobre. Jest naprawdę dobre. Co ja wam będę oczy mydlić. Jestem z niego dumna, o.
A najlepsze jest to, że jest takie dobre tylko w całym kontekście. Bo nie byłoby wcale w połowie tak ciekawe jako samodzielne opowiadanie.

styczeń 2017 - po dwóch miesiącach płaczu i zgrzytania zębów, wypuszczam w świat moje ukochane dziecko i nawet moja mama je czyta.

Tak więc, masa miesięcy pracy. Dużo potu. Dużo zgrzytania zębów. Setki zawalonych terminów i chyba nawet nie zawaliłam żadnego sprawdzianu tamtego listopada. Jak się teraz na to patrzy, to aż niesamowite, że tyle czasu na to poświęciłam. Naprawdę. Wow.

Chciałam dzisiaj zrobić jakąś analizę i się wspólnie z wami pośmiać z pierwszego Lamentu, ale jutro mam egzamin i nie wyrobiłam się. Lajf.

Za to mogę wam powiedzieć, jak śmieszny język jest w tym opowiadaniu. Jak słabo zarysowany jest świat przedstawiony. Miałam ku temu powody - nie to było ważne i próbowałam nadać trochę baśniowości w ten sposób. Ale może jednak trzeba było zrobić z tego porządne fantasy i ten świat od początku do końca zarysować. A może nie. Teraz tego nie zmienię i nawet bym nie chciała.

I jak mało tam jest opisów! Jasne, Wrzaski i szepty mają ich całkiem przyzwoitą liczbę, ale pozostałe? Zero. Nie wiadomo, co te postaci otacza właściwie. Dramat. Więcej opisów to jednak podstawa.

Jest kompletnie niedopracowane, bo opuścili mnie wszyscy moi pomocnicy przy redakcji. Robiłam wszystko sama. Wszystko, poza ilustracją na okładce, która jest oczywiście dziełem Amelii. Od pierwszej litery do ostatniej kropki to tylko i wyłącznie moja praca. Ba! Są ludzie, którzy mieli mi to cuda sprawdzać, a do tej pory tego nie przeczytali. Tak się zdarza. Takie jest życie. To tylko jakieś opko do internetu, nawet w połowie nie przykładałam do niego tak dużo pracy, jak powinnam byłaby, gdyby szło do druku.

Co oczywiście planuję robić przy tej małej cegielce, którą właśnie cisnę i którą być może, tak nieśmiało, chciałabym do druku gdzieś opchnąć. Nie wiem, co z tego będzie, więc mówię to bardzo półgłosem. Ale tak sobie myślę, że kurde, dobrze by było. Kiedy pisałam Lament, miałam szesnaście lat. A w tym roku skończę dwadzieścia. Nie chcę debiutować po czterdziestce jednak. Trzeba schować dumę w kieszeń, uznać, że nigdy się nie będzie wystarczająco dobrym i spróbować.

Położę wszystko na tę szalę. A jak się nie uda, to przynajmniej będę mieć to za sobą. Pierwsze zerwane plastry, koty za płoty i rany w boku.

Zawsze do przodu, bo za jest mocniejsze niż przeciw.

Jak się nie uda, to dam wam następnego e-booka i będę mieć taki ładny slider z boku, jak zawsze chciałam :).

Dlatego pozwolę sobie raz jeden poprosić was: jeśli lubicie czytać, co ja tam sobie wypocę, czy to na Deszczach, czy bardziej fabularnie i znacie kogoś, kto może też by lubił, to mu coś podrzućcie. To jest dla mnie szczególnie istotne, skoro nie mam żadnych wygranych konkursów. Naprawdę, nie chcę wam ściemniać. Potrzebuję coś wpisać w biogram za jakiś, długi, czas :).

I na zakończenie: dziękuję wszystkim za wsparcie, za miłe słowa, za to, że czytacie i czekacie, aż ruszę swoje leniwe dupsko i coś sklecę tutaj. A wiem, że to czasem okropnie długie czekanie, więc jesteście wszyscy razem i każdy z osobna cudowni.

Jeszcze dwie minuty do północy. Wyrobiłam się.

  • Share:

You Might Also Like

10 komentarze

  1. A moje ulubione jest piórko na wietrze ;). To takie miłe czytać, jak lubisz pisać! U mnie niestety rysunek zdążył porosnąć pajęczynami. Ta nieuchronnie zbliżająca się 20 na prawdę mnie przeraża, czy ja umiem w ogóle być duża? I jejku, aż mi się wierzyć nie chce że to dwa lata temu było, bardzo się zżyłam z twoją internetową działalnością, nie przestawaj pisać :).
    PS. Ha! Wiedziałam że zdążysz <3.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam w takim razie kciuki za nowe wielkie dzieło!
    Nie mogę uwierzyć, że od tamtego czasu minęły już 2 lata :o

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, to już CZTERY lata! Przecież ja się praktycznie na tym wychowałam. Dużo dużo miłości <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle czasu już minęło... Wow.
    A przy okazji się starzejemy, 20 lat wydawało mi się kiedyś strasznie dużo XD
    Wczoraj, kiedy czytałam twój post przed spaniem strasznie się wzruszyłam. Mam teraz wielką ochotę przeczytać od nowa twój ebook - postaram się w ten weekend, ale akurat mam teraz strasznie dużo pracy. Ale przeczytam niedługo, odświeżę sobie twoje piękne dzieło <3
    Ważne jest to, że dużo pracujesz, próbujesz i się nie poddajesz!
    Oczywiście uważam, że zasługujesz na najwyższe nagrody i mam nadzieję, że więcej ludzi pozna twoją twórczość! Życzę ci powodzenia w rozwijaniu tej nowej cegiełki, nie mogę się doczekać, by ją przeczytać - najlepiej pięknie wydaną! Naprawdę mam nadzieję, że ci się uda, zasługujesz na to i więcej ludzi powinno cię odkryć i zachwycać się nad twoim talentem. Bo masz talent i świetnie go używasz, a ja jestem przeszczęśliwa, że mogę cię czytać. Nie myśl sobie, że mnie tu nie ma! Nadal wszystko śledzę i czytam. (Gorzej tylko z komentarzami, ale to między innymi przez problemy techniczne...)
    Mam nadzieję, że w przyszłości będziej miała wiele tych dobrych chwil <333
    Ściskam cię mocno i pozdrawiam serdecznie!
    Take care xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że dalej tu jesteś <3. Jesteś przekochana, dziękuję!

      Usuń
  5. No to czekam na tę cegiełkę! Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń

Szanujmy się nawzajem.