Wszystko, o czym wam w tym roku nie napisałam... [2]

By Alicja Kaczmarek - 12/31/2018


Co ja tu mogę odkrywczego... część druga poprzedniego posta.

To oczywiście nie wszystko, co widziałam i czytałam w tym roku, ale to, o czym chciałam napisać i o czym już napisać nie będzie okazji.


Miraculous, sezon 2


Ach gdyby tylko Miraculous zdołało wychodzić jakoś regularnie, a nie trzy odcinki co tydzień, a potem pół roku pustki. Przez to ledwo pamiętam, jak się ten sezon zaczął.
Mój ogólny werdykt: jest lepiej, ale nie aż tak dobrze, jakbym chciała. Domrocznić to trochę i będzie już prawie idealnie!

Szkoda przede wszystkim fillerów. Ich liczba jest zatrważająca i w sumie nic nam nie dają. Nowe moce pojawiały się tak rzadko, że to aż przykre (już zrobili nowe modele, to mogli z nich korzystać!), relacje Marinette-Adrien poprawiają się raz na milion lat, od czasu do czasu przynajmniej brali kogoś do pomocy.

Końcówka sezonu była za to bardzo blisko tego, czego bym od tego serialu chciała: Queen Wasp to przecież dwa odcinki, gdzie drugi jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego! W o w. A finał był absolutnie cudowny. Ostatnio czułam się w ten sposób na pierwszych Avengers, więc hype był naprawdę duży. To ewidentnie najlepsze odcinki sezonu. Szkoda tylko, że nasze główne gwiazdy dalej nie znają swojej tożsamości, ech. No nic. Ja jestem cierpliwa. Ale w zamian mam duże wymagania.

Tak więc ogólnie jest DUŻO lepiej niż w pierwszym sezonie. Fabuła powoli, ale posuwa się do przodu. W międzyczasie bardzo dużo fillerów. Miłym dodatkiem są wrogowie, z którymi Biedronka i Kot coraz częściej sobie nie radzą i muszą do swoich problemów podchodzić bardziej kreatywnie.

Moja wish lista na trwający już sezon trzeci? Prawdziwe odkupienie Cloe, mniej fillerów, więcej nowych mocy, częstsze pojawianie się nowych bohaterów, więcej problemów, trochę dramatyzmu, odkrycie tożsamości. Dajcie nam chociaż złudzenie, że każdy odcinek nas do czegoś przybliża...

Hm, chyba pora na post o dobrych fillerach.


Mamma Mia! Here We Go Again


Piszę o tym jeszcze raz tylko po to, aby stanąć w opozycji do każdego recenzenta, jakiego obserwuję w sieci. Nie jestem fanką pierwszej Mamma Mii!, nawet jej nie lubię, szczerze mówiąc, i jedynym dla mnie dobrym tam elementem jest Pierce Brosnan (<3).

Tymczasem absolutnie uwielbiam część drugą. Po prostu widać, że powstała tylko po to, żeby się dobrze bawić. Scenarzyście się dobrze bawili, stara obsada się dobrze bawiła, nowa miała zabawę życia, Cher się też świetnie bawiła.

To nie jest ambitny film. Czy ma fabułę? Nie. Czy ma wciskające w fotel, nowe wersje piosenek Abby? Nie. Raczej hity powtórzone z oryginału i trochę trzecioligowej muzyki Abby.

Ale mi to kompletnie nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Po prostu cudownie się na tym filmie bawię. Brakuje mi tylko jakieś wesołego duetu Sama i Donny, ale nie można mieć wszystkiego.

Mamy za to finałowe Super Trouper, gdzie wszyscy noszą obciachowe ciuchy. Muszę przyznać, że nigdy nie byłam Team Sky, ale w sumie rozumiem potrzebę posiadania faceta, który założy jakiś okropny trykot i będzie ci robił chórki przy Super Trouper. Mój typ, totalnie.

To jest bardzo słaby film, ale przy tym bardzo cudowny. Ja to kupuję, bo potrzebuję więcej pozytywnych rzeczy.

(Aha, i najlepsza piosenka/choreografia/scena? Waterloo)


Insatiable


Jeśli ktoś czytał recenzję Zwierza, to ja się ogólnie bardzo z nią zgadzam. Wciągnęłam Insatiable, kilka razy byłam bardzo w szoku, ale trzeba mieć odpowiednie nastawienie do tego serialu. Jeśli ogląda się go jako teen dramę - jest bardzo słaby. Jeśli jako jakąś pokręconą parodię - jest całkiem niezły. O to chodzi, że to jet bez sensu i powykręcane. Bardzo powykręcane.

Nie chcę tutaj powtarzać po innych i lepszych, więc po prostu przeczytajcie to. Bo się zgadzam.


Siren vs H2O



Obejrzałam oba seriale o syrenach w tym roku, choć oczywiście H2O wystarczy kropla to tak duża część mojego dorastania, jak Hannah Montana, więc w sumie to rewatch.

Nie wiem, czy zauważyliście wzrost popularności, jeśli chodzi o syreny w popukulturze, od czasu, kiedy napisałam syrenki? Jestem trendsetterem.

Jeśli ktoś się zastanawia, to to jest jeden i ten sam serial, tylko w jednym brakuje oświetlenia, ma gorsze efekty specjalne i ktoś się ewidentnie nie przyłożył do designu syren. Nie mówię o H2O.

Przy czym H2O streściło całą fabułę Siren w trzech odcinkach.

Ogólnie ta ciekawa przygoda objawiła mi tylko tyle, że syreny zawsze portretuje się dokładnie tak samo, a wszelkie odchylenia od normy zupełnie nie wpływają na ogólny wydźwięk. Może kiedyś ktoś wymyśli coś oryginalnego. Zobaczymy.


Jeszcze dzień życia


Mimo że to nie jest film w pełni animowany, to i tak najlepsza animacja tego roku. Dosłownie wcisnęła mnie w fotel i powinna zgarnąć jeszcze trzy razy tyle nagród.

Przepraszam, że nie napisałam recenzji na czas, jak obiecywałam, ale wiecie. Życie. Naprawdę mi zależało, ale cóż. Jednym z moich mocnych postanowień jest to zmienić, więc moim drugim (albo nawet pierwszym, zobaczymy) postem w 2019 będzie recenzja nowego Spider-Mana. Tymczasem Jeszcze dzień życia? Jak macie okazję gdzieś zobaczyć, to musicie. To jeden z tych filmów, który jest animowany nie dlatego że jest familijny, tylko dlatego że może dzięki temu być piękniejszy.

Więcej takich filmów.


Warsaw Comic Con


Miałam (nie)przyjemność być w tym roku wolontariuszem na tzw. warszawskim Comic Conie. Powiem wam tak: nie warto. Totalnie. Po tym, jak Andrew Scotta przełożyli na kolejny rok to nie było w sumie żadnej interesującej mnie gwiazdy, stoiska dokładnie takie same, jak w każdym innym miejscu, a do tego ktoś dał mikrofon lasce przy stoisku Zabójczych Maszyn. Szło się wściec.

No ale nie poszłam się tam bawić, tylko pracować, żeby nie płacić za wstęp. Więc jak to wyglądało w tej sferze? Cały piątek stałam przed wejściem i mówiłam ludziom, że znaki nad wejściami mają rację i ta kolejka dla karnetów, a ta dla jednodniówek. Do przeżycia. Myślałam, że to będzie coś innego, ale nie narzekałam. Przyszłam w sobotę. Usłyszałam, że nie ma dla mnie pracy i mam siedzieć w "kantorku" i czekać, aż ktoś nie będzie mnie potrzebował. Przez dziesięć godzin. Nie będę udawać, ok. 12 się zmyłam. W niedzielę nie przyszłam wcale. (Nie musiałam już, ale technicznie miałam wolny wstęp. Po prostu nie skorzystałam, bo to totalnie nieinteresująca impreza).

Czy mają tam taki burdel organizacyjny, jak wszyscy mówią? Tak. Na przykład: powiedziano nam, że mamy prawo stanąć w kolejce po autograf, jeśli jest mało ludzi. Jak ktoś to zrobił, to przyszła inna osoba i wyleciał na kopach z tej kolejki. Nie wspominajmy tez o burdelu organizacyjnym, jakim był ten konkurs cosplay z koralikami. To się nie miało prawa udać. Ktoś to wygrał w ogóle?

Ogólnie nikt tam nic nie wie, ciągle ktoś gdzieś biega, nic nie można się dowiedzieć ani nic zrobić. "Szkolenie" trwało 5 minut i polegało na tym, że pokazano nam, gdzie mamy stać. Żadne BHP ani nic. Nawet jak co działa, na wypadek, gdyby ktoś nas pytał. Bo pytają. Bo tego ludzie chcą od wolontariuszy - informacji. A ja jedyne, co wiem, to że kasa prawdopodobnie jest przy drugim wejściu, bo tak mi przekazał inny uczestnik.

Najciekawsze jest to, że nikt ze mną nie podpisał żadnej umowy. Na żadnym etapie.


DuckTales


Jestem co prawda bardzo do tyłu z nowymi Kaczymi Opowieściami, bo sobie je zostawiam, aż mi będzie źle w życiu, ale mogę wam powiedzieć, że to perełka zarówno w zeszłym roku, jak i w tym. Rzadko się Disneyowi tak kreskówka udaje, a ta zawiera w sobie całą magię i miłość do oryginału, a do tego go poprawia. Wychodzi prawdziwe cudo, do tego cholernie zabawne.

Damn, nawet czołówka jest super. A pomyślałby kto, że nowa wersja tak legendarnej piosenki nie ma prawa się udać.

Tak więc jeśli macie obejrzeć jedną disneyowską kreskówkę z tego stulecia, to niech to będzie ta. Naprawdę.


Iniemamocni 2


To jest ten film, który uświadomił mi, jak często Pixar pokazuje broń palną w filmach. I alkohol. Pixar naprawdę ma jaja.

To był dobry film. Nie tak dobry dobry, jak oryginał, ale nadal bardzo dobry. Najbardziej urzekła mnie jednak recenzja z jednego poważanego portalu pewnego recenzenta płci męskiej, który zarzekał się, że ten film jest nieodkrywczy i niepotrzebny, bo nikogo już nie szokuje, że kobieta może mieć karierę i sukcesy. Panie, pan nigdy nie był dziewczynką, nie masz pan prawa głosu w tej sprawie. Potrzebujemy, bardzo potrzebujemy, walczących kobiet, które nie błyszczą przy tym brokatem i nie pomagają im słodkie zwierzątka. Potrzebujemy kobiet. Kropka.

Myślę, że fakt, że mamy tego samego reżysera w jedynce i dwójce bardzo pomaga, choć dwójka nie ma tej samej energii. Iniemamocni, ci pierwsi, byli przełomowi pod względem techniki, ale też sposobu opowiadania historii. Tam jest tempo. Każda klatka jest wykorzystana, bo to był za drogi film, żeby jakichś klatek nie wykorzystywać. Drugi film czasem trochę marnuje swój czas, a chwilami trochę się gubi. Porusza tak wiele problemów, a czasem nie do końca coś z nich wynika.

Ale ogląda się wspaniale. Przywrócił mi trochę wiary w Pixara. Może się jeszcze w moich oczach odkupi.


Sekrety morza


Czterdzieści lat po czasie nadrobiłam film z 2014 roku, którym swego czasu wszyscy się jarali i co druga osoba okrzyknęła go najlepszą animacją świata.

Nie podzielam opinii. Nawet nie wiem do końca, o co ten hype.

Ja bardzo, bardzo nie lubię filmów animowanych, w którym jest dużo jakiegoś czary-mary, ale nic z tego się nie tłumaczy. Domyśl się. My sobie to tak wrzucimy w film, a ty się głów, o co tu, kurde, biega. Należą do tej kategorii jeszcze np. Kubo i dwie struny albo Czerwony żółw (tego filmu to już kompletnie nie czaję). To jest trochę ten level fantasy, kiedy bohaterowie rzucają wydumanymi metaforami odnoszącymi się do ich świata dla klimatu, a ty się człowieku denerwuj, że ich nie rozumiesz. Ten film nic nie tłumaczy. Tak po prostu jest i tyle.

Ładna animacja za to.


Best of Broadway


Na koniec jedna z najlepszych rzeczy, jakie mnie spotkały w tym roku, czyli ten głośny koncert z Raminem Karimloo.

Szłam na to ze znajomą. Kiedy wyraziłam swoją chęć towarzyszenie jej na tym wspaniałym wydarzeniu, musiałam przy okazji wyspowiadać się ze swojej znajomości musicali. Nie mam pojęcia o musicalach. Żadnego. Ale obejrzałam sześć sezonów Glee, więc przynajmniej mogę fake it till you make it, co nie.

Dla niezorientowanych: mówimy tu o koncercie mającym miejsce w Teatrze Polskim, gdzie główną gwiazdą był właśnie Ramin Karimloo. Śpiewało jeszcze kilkoro wspaniałych polskich artystów.

Nie będę kłamać, jeśli powiem, że miałam ciary przez prawie cały koncert, rozpoznałam nawet kilka piosenek (brawo ja), poryczałam się na It's All Coming Back To Me Now (serio), tak naprawdę największe wrażenie zrobił na mnie Maciej Pawlak, a to było najlepiej wydane chore pieniądze w tym roku.

Och, no i prowadzenie to było złoto.

Jak cię nie było, to masz czego żałować.



Oczywiście, to ostatni post w tym roku, więc, oczywiście znów, życzę wam wszystkim szczęśliwego nowego! Żeby zawsze było tylko lepiej.

Sobie zaś życzę klawiszy do komputera, bo N i M dalej mi wypadają.

  • Share:

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Czy Sekret Morza to ta animacja o Selkie? Bo coś mi mówi ten tytuł i kadry, ale nie wiem do czego to przyporządkować. ;)
    Nie życzyłam przy poprzednim poście, to pożyczę dzisiaj: udanego 2019 roku! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. W tej części mam sporo mniej do powiedzenia, może nie będę pisać komentarza ponad pół godziny przynajmniej ;).
    Oj tak, Biedronka mogłaby wychodzić bardziej regularnie, zdecydowanie. Mam nadzieję że ten trzeci sezon popchnie fabułę i relację romantyczną do przodu, bo już jestem trochę zmęczona tym pitu pitu przez dwa sezony. Ale generalnie podobało mi się, kotek jest cudny.
    Och, jak ja żałuję, że nie udało mi się dorwać Jeszcze Jednego Dnia z Życia :C. Może uda się w internecie kiedyś, ech.
    No mnie Iniemamocni trochę rozczarowali jednak, wolałabym żeby fabuła zaczynała się kilka lat później, no i żeby villan był barwniejszy.
    Song of the Sea nie oglądałam, ale ostatnio nadrobiłam Kubo, i byłam trochę zdezorientowana, skąd te zachwyty. Film co najwyżej poprawny moim zdaniem.
    O, tym koncertem wszyscy się jarali, a ja nie widziałam o co chodzi.
    Na koniec chciałam podziękować za kolejny blogowy rok, było super. Cieszę się z tego jednego tekściku na zb, nawet nie wiesz jak bardzo!
    Jak tam teścik z arabskiego? Czekamy na obiecane posty!

    OdpowiedzUsuń

Szanujmy się nawzajem.