Super istotny post, czyli moje ulubione języki (w oprawie głównie disneyowskiej)

By Alicja Kaczmarek - 11/27/2018

Wszystkich to oczywiście bardzo interesuje, więc się dziele moim wąskim zasobem słów komplementującym brzmienie :).

Tylko ścisła czołówka.

Honorowo wspominam: hindi, hiszpański, islandzki, hebrajski, słowacki, serbski, koreański



Polski


A jak! Uwielbiam język polski, mimo że tak strasznie świszczymy. Jest cudownie plastyczny, poetycki, majestatyczny. Nic po angielsku nie potrafi brzmieć tak wzniośle, tak patetycznie lub tak kiczowato, jak najlepsze zdania po polsku.

Bawię się językiem polskim, to jest to, czym jest moje hobby. Pisanie. Dobieranie odpowiednich słów, aby przekazać jak najdokładniej to, co sobie wymyśliłam. I cóż to jest za bajeczna zabawa! Nigdy nie potrafiłabym pisać po angielsku, jak to robią niektórzy. Po prostu nie umiem. Nie bawi mnie to, nie "czuję" tego w podobny sposób.

Kocham polski.

Tym bardziej bolą coraz bardziej leniwi tekściarze, którzy ostatnio piszą piosenki Disneyowi. Błyszczeć mogło być zdecydowanie dużo lepsze.

Ponieważ wszyscy dobrze znamy polski, moja ukochana Beata w roli przykładu, bo zapewne tej wersji nie słyszeliście.


Angielski


Ach, robią nowego Króla Lwa, więc pora przypomnieć sobie jedną z dwóch fajnych piosenek z tego filmu.

Ach, lingua franca.

Zaczęłam się uczyć angielskiego dopiero w gimnazjum i w odróżnieniu od niemieckiego, bardzo chciałam go umieć, bo wszystko było po angielsku. Czułam potrzebę znajomości angielskiego, a przy tym wchodził mi tak pięknie do głowy, że to nie była nauka.

Odczuwam wielką dumę z mojej znajomości angielskiego. Że dogoniłam ludzi, którzy uczyli się go sześć lat przede mną, że to do mnie znajomi zwracali się z prośbą o tłumaczenie gramatyki i z moich 100% na maturze. Może to "tylko" angielski, ale to jedna z tych niewielu rzeczy w szkole, z których wiedziałam, że jestem dobra i wspominam dobrze wszystkie moje nauczycielki. 

Zawsze dobrze się bawiłam, ucząc się gramatyki i często wkuwając słówka, nawet tak głupie, jak "półka nad kominkiem".

I niektórzy z was nawet nie zdają sobie sprawy, jakie to uczucie, kiedy w radiu leci piosenka, do której kiedyś wymyślało się pseudo-angielskie słowa, a teraz słyszy się te właściwe. Niesamowite.


Rosyjski


Tekst tej piosenki mam wydrukowany. Wydrukowałam go trzy lata temu, odręcznie zaznaczyłam akcenty i przetłumaczyłam sobie go z angielskiego. Okropne, niebezpośrednie tłumaczenie, bo trzy lata temu ledwie składałam sylaby po rosyjsku. Wtedy łatwiej mi się czytało tę transkrypcję niż właściwy tekst, a teraz zabij mnie, a nie przeczytam tej transkrypcji.

Mam z rosyjskim taką trochę relację love-hate. Nie uważam, że to najpiękniejszy język słowiański (umówmy się, wszystkie są brzydkie i świszczą), jest okropnie mylący, jak się go próbuje porównywać do polskiego pod względem gramatyki (bo to przecież to samo! - spoiler, w ogóle nie to samo i nie rób tak), ma zdecydowanie za długie słowa i uczenie się ich to katorga (ale przecież polski jakie ma?), a z drugiej strony odczuwam tak wielką satysfakcję, kiedy widzę postępy i tak bardzo lubię oglądać coś po rosyjsku i sama sobie przybijać mentalnie piątkę, bo rozumiem, i zamykać ludziom hejtującym mój wybór lektoratu (bo to wcale nie takie ładnie i nieprzydatne i głupi moment na nowy język!), mówiąc "ale przecież ja jestem na B2, więc nie rozumiem problemu?", albo na pytania ludzi ze wschodu, czy mogę pogadać, odpowiadać, że w sumie tak.

Mogę sobie pogadać!

Chociaż chciałabym jednak znać więcej słówek, a tak bardzo nie chce mi się ich uczyć.

No i nie jest ten rosyjski wcale taki brzydki, jak mi się wydawało, zanim się go uczyłam :).


Niemiecki


Och, niemiecki, moja nemezis, ostatni wrogu, który zostaniesz pokonany, koniu, którego złamię, ziemio, którą podbiję!

Uczyłam się niemieckiego dwanaście lat.
Nie mówię po niemiecku.

To jest dla mnie tak okropny ból, że sobie nawet nie wyobrażacie. Po pierwsze dlatego że zmarnowałam dwanaście lat. Po drugie, bo pół mojej rodziny to germaniści. Mój własny, osobisty ojciec chrzestny niedawno obronił doktorat z germanistyki! Rozumiecie, co to dla mnie znaczy, nie umieć otworzyć gęby i złożyć zdania po niemiecku?

Tym bardziej, że ja naprawdę kocham ten język. Jest bardzo ładny (pobijcie mnie, francuski się chowa), bardzo logiczny, ma stosunkowo prostą gramatykę, którą, przynajmniej w gimnazjum, bardzo dobrze znałam na wymaganym poziomie. Nie mam więc pojęcia, skąd ta blokada. Dlaczego umiałam trzaskać ćwiczenia i kończyć niemiecki z samymi piątkami, ale nigdy nie potrafiłam go używać i traktować jak żywego języka.

Ale zmienię to. Jeszcze nie teraz. Wszystko po kolei. Ale nie ma takiej opcji, że skończę studia i nie będę mówić po niemiecku.

No i arabista bez niemieckiego to jakieś nieporozumienie.


Norweski


Norweski, miłości moja.
Bez konkurencji mój ulubiony język skandynawski.

Norweski brzmi jak śmieszne połączenie francuskiego z niemieckim (jest piękny), do tego jest naprawdę prosty. Przynajmniej na tym poziomie, do którego zdążyłam go poznać przez ten niezobowiązujący i hobbystyczny roczny kurs, o którym mówiłam, że jest "na odstresowanie".

To z krwi i kości język germański. Są nawet słowa, które są toczka w toczkę zaczerpnięte z angielskiego i tylko przepisane "po norwesku". Nietrudna zagadka dla was: co to za słowo ålreit?

Pewnie, że nie mówię po norwesku, ale mój Netflix jest po norwesku i daję radę (ustawiłam go tak, żeby móc oglądać Świnkę Peppę po norwesku i nie chce mi się co chwilę przemieniać) i nie mam na to zupełnie presji. Przyjdzie czas, że przysiądę i się nauczę.

A na razie się bawię.

I wkurzam się, kiedy ludzie nie potrafią przeczytać "norsk". Kochani, to jest "noszk". Przykro mi.

Jeg er Peppa gris. Chrum!


Arabski


Jakiś purysta zaraz mi tu przyleci i prosi o doprecyzowanie, więc powiem, że każdy i co. Piosenka, oczywiście, po kairsku.

O arabskim pisałam w ostatnim poście, więc nie będę się wyżywać znowu. Powiem tylko tak: z pełną świadomością i naumyślnie wybrałam sobie do studiowania język, w którym wszystko - gramatyka, fonetyka, pismo, dosłownie wszystko - jest odjechane.

Jak kiedyś dojdę do jakiegoś poziomu płynności, to zrobię sobie plakietkę Amazing Linguist/Genius.

Cudowny język.

Tajski


Wybór piosenki na 100% właściwy, bo nieźle obrazuje, za co kocham tajski: brzmienie. (Poza cudownym alfabetem, oczywiście, jest taki śliczny).

Czy da się krzyczeć po tajsku? Czy da się być złym po tajsku? To brzmi, jakby się mówiło bąbelkami. Coś cudownego.

Poczekajcie na kwestie Roszpunki. Sama słodycz <3.

Już od wielu lat powtarzam, że tajski to będzie mój "projekt na emeryturze". Zobaczymy. Pewnie dam znać na tym blogu ;).


Japoński


Nie mogę dłużej walczyć z demonami przeszłości... tak, byłam mangozjebem.

Uwielbiam wtrącać okropne japońskie słowa w rozmowy bardzo irytującym głosem i obserwować, jak moi znajomi się krzywią. Nie dlatego że jestem takim okropnym otaku i noszę kocie uszka, to raczej bardzo zaawansowana i wielopoziomowa słaba komedia.

W każdym razie od czasu, gdy jeszcze słuchałam Kanon Wakeshimy i oglądałam z wielką miłością Vampire Knight (w ogóle oba sezony są na Netflixie i tak mnie kusi, ale wiem, że to zły pomysł), uważałam, że ten język jest naprawdę niesamowity. Powiedziałam to mojej mamie, a ona mi odpowiedziała "To się go naucz". Bo tak to działa dla mojej mamy!

Prawda jest taka, że japoński to taka konieczność dla mnie, bo nie spocznę, dopóki nie przeczytam i nie obejrzę Króla szamanów bez tłumaczeń i napisów. To jest naprawdę mój główny powód. Bo drugi język, który wydał najwięcej serii, to bodajże włoski. No to już wolę polecieć od razu w oryginał.

A teraz wszyscy razem...

sugoiii~~


Chiński


Wiecie, co mi się zawsze marzyło? Rozumienie starochińskiej poezji. Oczywiście, jest to dla mnie zupełnie poza zasięgiem, ale jakie by to było niesamowite!

Na razie może uda mi się kiedyś rozumieć arabskie kasydy. Też by było fajnie. Ale aż mi słabo na myśl o całej tej robocie w tym celu!

Języki azjatyckie mają to do siebie, że funkcjonują na zupełnie innej płaszczyźnie. Niestety, żadnego nie rozumiem, więc dokładnie tego nie wytłumaczę, ale bądźcie pewni, że jeden czy drugi się w końcu w moim repertuarze znajdzie.

A ponoć chińskie mają bardzo prostą gramatykę, nic tylko się uczyć.

Jeszcze żebym rozróżniała te chińskie od siebie, ale to mój problem z każdym językiem, więc luzik.


Turecki


Och, jak wielką mam nadzieję, że jako drugi język jednak dostaniemy turecki, a nie perski... szanse bardzo mierne, ale nadzieję mieć można. Perski jest bardzo okej, po prostu turecki należy do zupełnie innej grupy, i alfabet inny, a ja lubię różnorodność.

Jest tak odmienny, tak ładny, tak bardzo lubię te odjechane litery! Bardzo mi się kojarzy z wzniosłością i jakimś takim patetyzmem. Nie mam pojęcia, czy słusznie.


Sanskryt


Sanskryt to moja ukryta miłość. Kiedyś czytałam, że istnieje tam sześćdziesiąt słów na śnieg, jak cool to jest? Chociaż arabski za to pewnie może się pochwalić podobnym wynikiem określeń na wielbłąda.

Uwielbiam sanskryt. To, że jest tam ekskluzywny, że ma ten piękny alfabet i że ma sześćdziesiąt określeń na śnieg.

Mam taką fantazję, że jeśli studia mnie nie dobiją w ciągu tych trzech lat, to rąbnę sobie jednak tę indologię jeszcze. Pewnie ze względów praktycznych wybrałabym hindi na specjalizację (też cudo!!), ale chociaż trochę tego sanskrytu też dostanę.

Fiński


Cudo. Kolejny tak inny, tak piękny język. Cudowny nadmiar samogłosek, śliczne brzmienie i pokręcona gramatyka. Same dobre rzeczy.

Jak wszyscy dobrze wiemy, mam obsesję na punkcie jednej fińskiej piosenki już od kilku dobrych lat, i to była w sumie moja pierwsza styczność z tym językiem i od tamtej pory jestem głęboko zakochana.

Nic nie poradzę.


Grecki


I wracamy do korzeni.

Wszyscy jakoś zawsze zapominają o greckim, mimo że starogrecki to taka ważna składowa europejskiej kultury. Tak po prostu nam umyka gdzieś między włoskim a hiszpańskim, kto tam by pamiętał o takim wyjątkowym rodzynku, jak grecki?

Błąd.

Posłuchajmy, poczytajmy i wspólnie stwierdźmy, że nie należy omijać greckiego :).



Proszę się dzielić swoimi typami, ale od razu uprzedzam pytania "a gdzie francuski??". Ni mo :).




PS: Jak ktoś jest z Warszawy i chciałby wyskoczyć na kawę/ciastko ze mną i kilkoma innymi zainteresowanymi ludźmi, to proszę pisać na Facebooku :).

  • Share:

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Rozumiem że jestem już zgłoszona?
    A ja nie lubię języków obcych. :(. To znaczy-nie lubię się uczyć, i bardzo ale to bardzo powoli mi wchodzą do głowy. Wolniej niż fizyka. Umieć to oczywiście że chciałbym umieć, ale to należy do tej kategorii chcenia co nie wiem, sporty ekstremalne.
    A jeśli chodzi o brzmienie, to bardzo lubię słuchać języków których nie znam. Kto by pomyślał że grecki jest taki przyjemny :).
    Ja zmarnowałam po trzy lata na rosyjski (gimnazjum) i niemiecki (liceum). Ani słowa, przysięgam. Jedyny plus jest taki, że po 5 minutach drapania się po głowie mniej więcej wiem co ozmacza twój opis do zdjęcia na insta :D.
    Za to bardzo lubię język polski! Zgadzam się z tobą, tak wiele mozna wyrazić! Jak dobitnie! No i jeszcze mój ulubiony przypadek-wołacz<3.
    Zawsze podziwiałam poliglotów. Powodzenia w nauce tego wszystkiego! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja osobiście akurat bardzo lubię francuski. Może to i "basic", ale bardzo mi się podoba jego brzmienie. Ale zgadzam się, że automatyczne podawanie go jako najładniejszego języka jest kompletnie bez sensu.
    Ostatnio coraz bardziej przytulam się do szwedzkiego, co jest w sumie niezłe, zważywszy na to, że go studiuję :D (Pozdrawiam znad składania najbardziej krindżowego na świecie filmiku o pieczeniu szwedzkich pierniczków!). Ale ogólnie znajomość języków obcych to fantastyczna sprawa. Nie tylko możesz mnóstwo rzeczy zrozumieć i dogadać się, ale to jakoś tak... poszerza granice myślenia. Przecież są takie rzeczy, które da się wyrazić tylko w jednym języku, a w innych już nie. Dlatego tak bardzo bawi mnie tłumaczenie (choć, tłumacząc piosenki, wściekam się na język polski, że są w nim tak okropnie długie słowa).
    Ostatnio na przykłąd na wykładzie z niemieckiego usłyszeliśmy taki wiersz:

    "Als mein Vater
    mich zum ersten Mal fragte
    was ich werden will
    sagte ich nach kurzer Denkpause:
    „Ich möchte glücklich werden.“
    Da sah mein Vater sehr unglücklich aus
    aber dann bin ich doch
    was anderes geworden
    und alle waren mit mir zufrieden."

    No i czy to nie jest fantastyczne? <3

    PS Ja to już pisałam na facebooku, ale oczywiście jestem bardzo chętna na spotkanie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Greit, greit, greit, men jeg vet ikke hvor er det beste slovakiske språket?

    OdpowiedzUsuń
  4. Też bardzo lubię mandaryński! Ten język jest taki melodyjny i tak śmiesznie brzmi... raz włączyłam jakiegoś nieinteresującego vloga po chińsku tylko po to, by posłuchać tego języka.
    Z koreańskim jestem już bardzo osłuchana i naturalnie zaczęłam to lubić. Uwielbiam w nim takie miękkie spółgłoski, to po prostu miód na moje uszy.
    Nie przepadam za to za hiszpańskim. Jednym z dziwniejszych języków dla mnie jest portugalski: kosmos.
    Pozdrawiam ����

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzozu, mam dokładnie takie sam odczucia co do polskiego i angielskiego. Tj. absolutnie kocham ten drugi, ale jestem w nieustannym zachwycie nad moim ojczystym językiem i nad tym z jaką łatwością mogę za jego pomocą zmieniać to jak postrzega mnie środowisko. Jak wiele emocji można wyrazić w jednym zdaniu. Jak użycie synonimu jednego słowa o tak nieznacznie innym zabarwieniu emocjonalnym, zmienia cały sens. Jak mogę żonglować poszczególnymi słowami w jednym zdaniu i ustawiać je tak jak mi się podoba! No i jak mogę celowo używać niektórych form niepoprawnych, w celu osiągnięcia poszczególnych efektów. Czuję się jakbym pisała teraz esej szkolny, haha, ale jestem superfanką polskiego i nic na to nie poradzę! A no i oczywiście najbardziej kocham, gdy ktoś z zagranicy prosi, żeby nauczyła go czegoś po polsku, a do moje 'cześć' od razu się wycofuje!
    No i co do angielskiego - dokładnie to samo. Jestem tak niesamowicie dumna z mojego poziomu angielskiego, mimo że ciągle wiem, że do ideału wiele mi brakuje. Ale tak samo jak Tobie, niesamowitą satysfakcje sprawia mi to, że dogoniłam osoby, które zaczęły naukę 6 lat przede mną (a większość nawet wcześniej) i to, że nareszcie rozumiem teksty piosenek, które znam przecież od dzieciństwa (i przerażam się tym, że nikt nie powiedział 12letniej mnie, że śpiewanie 'Back to Black' Amy Winehouse na karaoke, może być trochę nieprzyzwoite). Więc piona!
    A z kolei tak jak ty z niemieckim, ja mam z francuskim. No może nie do końca tak samo, bo mój chrzestny nie ma doktoratu z francuskiego, ale w sumie presja chociaż mniejsza, to chyba podobna. Też uczyłam się 12 lat. Kiedy do pracy przyszli do mnie ludzie, którzy spytali czy umiem mówić po francusku, bo oni po angielsku tak nie bardzo, odpowiedziałam, ze nie ale spróbuję. Cóż... Niby się dogadałam, ale tak kaleczyłam i po co? Po nic, bo jak zapomniałam jak jest lewo po francusku, to okazało się, że ochroniarz, z którym pracowałam mówił w tym języku. Grrr.... Ale jeszcze kiedyś go pokonam! (I też przez długi czas nie lubiłam francuskiego, ani wgl kultury francuskiej, ale jakoś nagle mi przeskoczyło!)
    Jednak przed francuskim i być może, po bliższym zapoznaniu z tym językiem, przed angielskim w moim serduszku jest fiński <3 Kocham jak bardzo dziwny jest ten język, jak bardzo oryginalny i to, że mówi w nim zaledwie kilka milionów osób. No i brzmi jakoś tak fajnie. I mój tata ma bardzo podobne podejście do twojej mamy, bo jak powiedziałam, że podoba mi się fiński i wgl Finlandia jest wspaniała, to kupił mi samouczek i do teraz pyta, czemu jeszcze nie mówię płynnie w tym języku. Nie wiem tato, ale muszę się nauczyć jak najszybciej, bo bardzo chcę tam pojechać na Erasmusa (jeśli się dostane ofc i moja opiekun naukowa nie będzie miała nic przeciwko).
    Mogłabym jeszcze tyle napisać, bo języki podobają mi się niesamowicie, mimo że znam tylko dwa, ale na tym skończmy. Chociaż nie, dopiszę jeszcze, że mam te dodatkowe wykłady z przekładu jako środka transferu kulturowego i nawet nie wiedziałam ile straciliśmy na wielu nieprzetłumaczonych z arabskiego dzieł, a ile zyskaliśmy na tych tłumaczeniach, które powstały!
    To tyle, podziwiam znajomość tylu języków i życzę powodzenia w dalszej ich nauce! Kocham to, że wróciłaś <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: Wracam, żeby powiedzieć, że mnie zainspirowałaś i postanowiłam jechać do Paryża w ferie. Coby chociaż w sklepie się tam dogadać, ściągnęłam na telefon aplikację, żeby z jej pomocą się pouczyć. Na początku aplikacji był test przydzielający do danego poziomu. Przydzielił mnie do poziomu A1. Tak, uczyłam się tego języka dwanaście lat...

      Usuń
  6. będzie post o 2 sezonie biedronki? byłaś może na którejś z ostatnich premier filmowych, i podzielisz się wrażeniami w krótkim poście na fb? zamierzasz obejrzeć she ra? ja jestem krótko po seansie i jestem zachwycona, i wydaje mi się że to też twoje klimaty :). no i cóż to było za wydarzenie z jakąś gwiazdą w warszawie którym jara się cały internet a ja w ogóle nie wiem o co chodzi i czekam aż ktoś o tym napisze :D?
    a, no i czekam niecierpliwie na jakiś tekścik na zb <3. całuski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ale wrzucę to do postu zbiorczego, nie, dawno mnie nie było w kinie :(, tak!, o tym też w zbiorczym za kilka dni!
      Z tym krucho, bo robię #innąrzecz, ale postaram się w przerwie świątecznej

      Usuń

Szanujmy się nawzajem.