Gdybym była piosenką Disneya

By Alicja Kaczmarek - 9/09/2018

Wybrałam trzy piosenki o tym samym i wychodzi na to, że jestem super nudna, tak więc polecam.


Pomysł ściągnęłam z tego filmiku autorstwa TheSchwerelos, polecam:


Planuję więc właśnie w tej chwili zrobić to samo.


Piosenka księżniczki

Kochani.
To jest idealna okazja, aby przypomnieć wam, że za "księżniczkę" Disneya czy nie, nie ma różnicy, uważam postać w wieku nastoletni-młody dorosły (ten stan między postacią dziecięcą a postacią dorosłej kobiety/matki), która ma ludzką postać. I tak jest zawsze, a wytłumaczę to dogłębnie w zupełnie osobnym poście, który mam już w szkicach, więc pojawi się w ciągu tej dekady. W skrócie: nie ma prostego terminu, który by ten rodzaj postaci obejmował w całości, a które ewidentnie są zupełnie inną kategorią bohaterów. Dlatego nie ma dla mnie sensu zamykać we wszelkich rankingach drzwi postaciom, które po prostu Disneyowi nie przyniosły odpowiedniego zysku, żeby zostać "księżniczką".
"Książę" będzie analogiczny.
Nie żeby ten wywód był tu potrzebny, bo i tak wybieram standardową księżniczkę, ale warto przypomnieć, kiedy mam na to miejsce.

Jeśli chodzi o piosenkę księżniczki, to wahałam się między kilkoma poruszającymi dokładnie ten sam problem:
More/How Far I'll Go (More jest lepsze, ale kim ja jestem, żeby oceniać!)
More Than A Dream
Part of Your World
For A Moment
Just Around the Riverbend
Where Do I Go From Here?
Almost There
i tak dalej.

W gruncie rzeczy wszystkie te piosenki są o tym samym, a różnice między nimi wynikają z kontekstu. Jest jednak jedna, która łyka je wszystkie, a trwa 1/3 czasu każdej z nich.


Nie potrafię wyrazić, jak bardzo uwielbiam ten moment w filmie. Bella z kurczakami, chustką na głowie, żoną takiego tępaka, prostaka. A potem biegnąca przez łąkę, szukając innego życia, nie tego prostego i prowincjonalnego, ale choć widoki są piękne, uciec nie ma dokąd, więc tylko wypuszcza nasiona dmuchawca, choć pragnie dużo więcej niż jest dla niej zaplanowane. To jest jedna z moich ulubionych scen w całym filmie i po części właśnie tak się czuję. Jakby ktoś wciskał mi do ręki wiadro z paszą dla kurczaków i chustkę na głowie, jako symbol jednego, stabilnego życia, a ja pragnę ich wiele. Nie mówię, że nie będę kiedyś hodować kurczaków, ale po co się ograniczyć.

Bella to jedna z moich ukochanych postaci, bo zawsze miałyśmy wiele cech wspólnych: od podobnego koloru włosów czy oczu po poczucie samotności i wyobcowania. Dlatego wiem, że choć może w sposób, którego nie oczekuję, ja też znajdę alternatywę dla moich metaforycznych kurczaków.


Piosenka księcia


Tak, to kolejna piosenka z długiej listy takich samych, które dałam wyżej. Pasowałoby tu też kilka innych męskich piosenek, ale zostanę przy tej, ponieważ metaforyczne ujęcie życia jako wędrówki, podróży do celu, zawsze przemawiało do mnie dużo bardziej niż walka na pięści.

Nigdy nie waliłam życia po twarzy, ale zawsze, tak jak Herkules, mozolnie wędruję do obranego celu. Czasem zbaczam z drogi na długie miesiące, czasem nie mogę przejść przez przeszkodę, czasem bolą mnie nogi, ale, tak jak Herkules, nie bardzo mam jakieś alternatywy. Więc będę szła i zajmie mi to dłużej niż Herkulesowi i może nie dojdę, ale hej - I know every mile will be worth my while.

Podczas gdy repryza Belle jest pełna pewnego znudzenia, irytacji, ale też smutku, Go the Distance przede wszystkim jest cichą nadzieją. To nie jest piosenka śpiewana ze szczytu wieżowca, tylko taka dla siebie, może trochę po cicho, ale zawsze: z optymistyczną wizją na przyszłość.


Piosenka czarnego charakteru


Możecie się ze mną pobić, ale sequele Kopciuszka to jedne z najlepszych sequeli Disneya i, tak, lubię je bardziej od przez 3/4 filmu nudnego jak flaki z olejem klasyka. Lubię klasyki, ale w inny sposób niż filmy, z którymi dorastałam. A tak się składa, że znałam na pamięć te dwie części, a pierwszą obejrzałam już jako nastolatka. To tylko taka dygresja.

Ogólnie teraz oszukuję, bo ta piosenka jest taka pół na pół i czy Anastazja jest czarnym charakterem w świetle wszystkich źródeł, też możemy się spierać, ale co poradzę, kiedy tak ją lubię! I nawet mi tu pasuje.

Zacznijmy od tego, że czuję bardzo bliską więź z Anastazją, więc to pierwsza rzecz. Tak z powodu powodów. Zawsze ją lubiłam. Poszczególne segmenty tej piosenki przemawiają do mnie z kilku powodów, na przykład: kontrast. Uwielbiam kontrast, choć nienawidzę go w sobie. Można by też powiedzieć, że tak właśnie się czułam przez większość życia: przez chwilę, w uniesieniu, na szczycie, a zaraz potem w stercie brudnych garów i drąc koty z bliskimi. Czasem, częściej niż chciałabym przyznać, zżera mnie zazdrość. Wreszcie, dwa wersy: Czemu mnie się nic nie udaje, choć ja także szczęścia chcę? i Bo wszystko idzie nam tak doskonale źle, które świetnie opisują tłuste epizody mojego życia. Wreszcie: nikt w tej piosence i w tej historii nie widzi siebie jako czarnego charakteru, wszyscy dążą do swoich celów, swoimi krokami, ale nikt nie powie o sobie, że jest tym złym. A na końcu: beznadziejny romantyzm tragicznej Anastazji, która jest zawsze tylko obserwatorem i doskonale (wink) zdaje sobie sprawę, że nie jest główną bohaterką żadnej historii. Wszystko to zgadza się z moim wyobrażeniem samej mnie, dlatego wybrałam tę piosenkę.


Piosenka miłosna


To jest usunięta piosenka z Pocahontas, nie łapcie się za głowy.

Z jakiejś przyczyny są dwie wersje tej piosenki i różnią się bardzo niewiele, ale wolę tę z powodu powodów.

Moja miłosna kartoteka zawiera jakieś cztery (czy pięć) spektakularne porażki, więc to było podstępne pytanie, ale na szczęście posiadałam wiedzę o istnieniu tego małego cuda. To prosta piosenka. Ziemia targana wojną, na jednym brzegu rzeki Indianie zagrażają Johnowi, po drugiej stronie Anglicy są zagrożeniem dla Pocahontas. Para nie ma więc się spotkać, ale, tak jak mówi stare powiedzenie, mogą spotkać się pośrodku rzeki. Wyimaginowane miejsce, gdzie mogą czuć się bezpieczni i nie ma zagrożeń, neutralny grunt i zarazem w pewnym sensie dom.

Wierzę, że bardzo dużo ludzi z różnych powodów może się utożsamić z tym konceptem i jako osoba w pewnym sensie szukająca (Q), ja na swój sposób też.


Piosenka sidekicka


I na koniec mój ukochany film Disneya, jedna z ulubionych piosenek i świat, który kocham w każdej jego wersji. Myślę, że Piotruś Pan to coś, co kocham najbardziej zaraz po Królu Szamanów. A jakby ktoś jeszcze nie wiedział, to mam dosłownie o b s e s j ę na punkcie Króla Szamanów. To moje dwie wielkie miłości do tego stopnia, że kiedyś stałym punktem moich zabaw były duchy stróże będące w rzeczywistości wróżkami z Piotrusia Pana. To nie jest przesada (zdjęcie pomija mój stos gazetek Disney. Wróżki jeszcze przed przemianowaniem na Dzwoneczek):


Po pierwsze jako mała dziewczynka pałałam wielką niechęcią do Jane, bo zarąbała mi pozycję jako najpierwsza, jedyna Zgubiona Dziewczynka. Totalnie nie fair, że tak brzydko powiem.

To piosenka wyrażająca dziecięcego ducha, chęć zabawy, słodkie lenistwo, tarzanie w błocie i puszczanie kaczek. Ocieka wręcz optymizmem co do teraźniejszości. Ja się tak bawiłam. Skakałam po drzewach, przeskakiwałam płoty, turlałam się ze wzgórz, jadłam trawę (z jakiegoś powodu), wpadałam do przydrożnych rowów i skakałam z krokwi na stogi siana. Każdego lata liczyłam, ile dni zajmie mi otarcie dłoni i poharatanie kolan. I nadal, do tej pory, moim największym lękiem jest dorastanie. Takie... permanentne. I teraz, w tej chwili, boję się tego bardzo.

A w międzyczasie

...to bawi nas przez cały czas!

  • Share:

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Też bardzo lubiłam kolejne części Kopciuszka, piona! I Anastazję też lubiłam, bardziej chyba od Kopciuszka! I jej piekarza <3
    W ogóle mega ciekawe pytanie "gdybym była piosenką Disneya", aż się zastanowię haha. I ciekawe odpowiedzi, nie jesteś ani trochę nudna, jak coś to masz po prostu bardzo ładnie ukształtowaną osobowość. Czy coś!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten post okazal się ciekawszy niż spodziewałam się po tytule! Ja niestety nie mam nic ciekawego do powiedzenia, jak zwykle w tej tematyce.
    Muszę w końcu nadrobić Piotrusia Pana, w wersji filmowej i książkowej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję się teraz mocno niewyedukowana, nie znam tych piosenek ;;; nadrobię jeszcze dzisiaj! W ogóle jeśli mogę to chciałabym małym mini druczkiem dopisać na Twoją - zapewne długą - listę książek do przeczytania dopisać książkę
    ,,Naznaczeni śmiercią", bo w mojej opinii jest naprawdę świetna jak na książkę typowo młodzieżową i to od autorki Niezgodnej. Główni bohaterowie są czasem (no ok, często czasem) lekko denerwujący, ale podoba mi się jak naturalnie są tam wprowadzone związki męsko męskie i damsko damskie :o nie spodziewałam się tego po tej autorce. Przepraszam że tyle się rozpisałam ale naprawdę jestem miło zaskoczona tą książką i chętnie zobaczyłabym Twoją opinię na jej temat '^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to długa lista :). Nie mogę niczego obiecać, ale widzę mocno podzielone opinie, więc może uda mi się ją przeczytać, czemu nie. Dzięki za propozycję :D

      Usuń
  4. Komentarz dla sprawdzenia działania Google :)

    OdpowiedzUsuń

Szanujmy się nawzajem.