Kartka z pamiętnika: Chcę być Horacym, czyli o zmęczeniu własną amatorszczyzną

By Alicja Kaczmarek - 8/28/2018

(Uwaga, to bardzo dziwny post).

Mam dość.

Mam dość nauki, mam dość prawdy oświeconej, mam dość robienia progresu i dość poradników na YouTube. Gdzie jest moje przewijanie do przodu?

Mówię o pisaniu.



Pierwszy raz od bardzo dawna: mam dość. Nie jestem pełna nadziei i podekscytowana czekającą podróżą. Chcę być jak te sześciolatki, które malują fotorealistyczne kaczki, chcę być już wyżej, przeskoczyć dziesięć stopni, chcę oglądać filmiki na YouTubie i nie myśleć o Boże, wszystko robię źle, chcę napisać coś z tych rzeczy, których boję się dotykać, bo zepsuję te pomysły.

Chcę napisać powieść.

Nie dlatego że mam jakiś super światły pomysł i nie mogę się doczekać, żeby go przelać na papier. Nie mam. Jestem w kropce.

Kończenie krótkich rzeczy nie daje mi takiej satysfakcji, jak kiedyś. Chcę zrobić sobie slider z okładkami moich dłuższych rzeczy do pobrania i chcę być na tyle pewna siebie, żeby je pisać. Żeby nie konwertować długich pomysłów w 15 stron bo szkoda czasu.


Chcę, żeby spłynęła na mnie muza i pozwoliła słowom składać się w zdania, których nie trzeba kasować pięć razy, w rozdziały, których kolejności nie trzeba zmieniać, w gotowe dzieła, których nie odkładam latami.

To nie jest przesada, czyli opowiadanie sci-fi "Ponad pasją"

Gdzie Melpomena z moim delfickim laurem?

Chcę skończyć moje zaczęte fanfici i te długo obiecywane: Jily, Igrzyska, AA, Charlie, mnóstwo historii Gangu.

Chcę opowiedzieć mnóstwo własnych historii, chcę napisać tasiemca w odcinkach, chcę inspirować się kolejnymi baśniami i wywracać koncepty do góry nogami, chcę odważyć się na kryminał, wysadzić Ziemię w powieści science fiction, wymyślić coś sensownego, co zawierałoby SMOKI, napisać paranormalny romance językiem Chłopów Reymonta.

Chcę już umieć pisać ładne opisy, chcę bawić się symbolami, czerpać, ile się da, ze sztuki pisania scenariuszy, opisywać walki, które przedstawiają bohaterów lepiej niż tysiąc stronicowe powieści, chcę składać e-booki, chcę wybierać okładki.

I chcę druku.

Moje pomysły na duże blogowe opowiadania, kiedy te były u szczytu chwały. Jedno publikowane nawet na deviant arcie
Jestem jeszcze szczeniaczkiem literackim, nie nadaję się do druku, ale

raz

będę rozpuszczonym bachorem i powiem, że CZEKAM JUŻ DŁUGO I BARDZO CHCĘ.

Tak bardzo, że mnie to czasem fizycznie boli.

Ostatnie powieści zanim uznałam, że przerzucam się na opka. Niewolnika naprawdę chciałam wydać, choć ta data tutaj kłamie, rzuciłam go dwa lata wcześniej.

Moje komputerowe archiwum, które przetrwało do tego czasu (straciłam moją powieść o świecie robaków {*}, a różowe pegazy pisane comic sansem mam tylko wydrukowane {{{*}}}) ma się tak:


  • miesięc temu: 173 025 słów
  • przedwczoraj: 173 025 słów
  • wczoraj: 173 025 słów
  • dzisiaj: 173 419 słów
  • rok temu: też 173 000 słów z groszem.
  • za rok: 174 tysiące??? jak dobrze pójdzie???

Dobra wiadomość jest taka, że paranormalni Chłopi to jeden z trzech dobrych pomysłów, jakie ostatnio wytworzyłam, więc raduję się wielce, że wreszcie mam pomysły, gorzej z ich realizacją.

Napisanie dwóch stron zajęło mi w tym tygodniu ponad dwie godziny, a na końcu stwierdziłam "a może trzecioosbowa narracja byłaby lepsza???" i gdyby nie to, że bardzo podoba mi się pierwsze zdanie, pisałabym te dwie strony od nowa. Mimo że już co najmniej trzy razy je przepisywałam.

Więc próbuję klecić rzeczy daleko poza moim pojmowaniem i zbieram się mentalnie za czytanie Chłopów i szukam, który przekład tego cytatu z Biblii będzie najlepszy jako motto do nowego opka,  i który jest wierniejszy, i okazuje się, że oba (???), i które skończę za piętnaście lat, kiedy dobiję do 200 000 słów na ogólnym liczniku.

Więc męczę się bardzo z Janem Ewangelistą i Reymontem i jestem za głupia na własne pomysły, więc robię inne rzeczy, jak np. fajny ranking fajnych księżniczek, i fajne posty na blożka (które też zajmują za dużo czasu), i liczenie, ile słów napisałam od 2011, i nawet pinteresta sobie uruchomiłam znów, który jest bardzo anty-aesthetic, ale na którym zapisuję sobie wszystko, co mnie inspiruje, więc polecam, jeśli chcecie wiedzieć, jak bardzo nie umiem oddawać zamierzonego klimatu (tu można klikać). Ale ogólnie nie polecam, bo nie umiem korzystać z tego i tylko tak się bawię.

Ale w sumie zabawna sprawa, że z naszego pisarskiego group chata (miałyśmy nawet pisarską grupkę na fb!!), tylko ja jeszcze walczę.

Przegrywam z krestem, ale walczę.


A poza tym mam urwanie głowy, bo omg a mOŻe jeSZCze tO POTrzebuJĘ na STUDIA???? (ps nie potrzebuję, mam tylko paranoję).

Przynajmniej pokój już dawno załatwiony, więc uf.

Ten post to tylko taka zapchajdziura i rzyg mojego sfrustrowanego mózgu. Zrobiłam nawet ilustrację:



A więc to był rzyg, a ponieważ będzie się wyświetlał na pasku z boku jako najnowszy post, muszę szybciej pisać nowe (i kupić sobie klawisze).

Pozdrawiam was serdecznie znad rzeczy, których nie kończę!

  • Share:

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Ja też pozdrawiam serdecznie, tyle że nie znad rzeczy których nigdy nie kończę bo te już dawno zgubiłam. Jakoś w 2016.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, ja nie jestem w stanie napisać składnego komentarza, a ty prowadzisz cudownego ❤️ bloga i jeszcze wytrwale walczysz pisarsko. Respect. Trzymam za ciebie kciuki, i życzę ulgi w mękach twórczych.
    E tam, fajny ten Pinterest.
    Jakie studia jeśli mozna spytać :)? Pozdrawia przyszła studentka Politechniki Warszawskiej na kierunku Ochrona Środowiska :D.
    Kurczę, czytałabym wszystkie te zrealizowame pomysły. Czekam!

    OdpowiedzUsuń

Szanujmy się nawzajem.