Postanowiłam zrobić ranking Arielek z całego świata i to jest właśnie ten post

By Alicja Kaczmarek - 6/19/2018

Wouldn't you think Arielle ist die, die schon alles hat?


Okej, nie ulega wątpliwości, że film to o wiele lepsza forma dla tego typu rankingów, bo można wybrać konkretne fragmenty do pokazania, ale taki ranking filmowy to kupa albo nawet trzy kupy roboty, więc jeśli chodzi o Ariel na razie pozostanę w formie pisemno-blogowej i jak przyjdzie mi ochota na więcej takich wyskoków, to pokombinuję filmowo (mam też gotowy scenariusz rankingu polskich księżniczek i nieksiężniczek, ale a) duży problem logistyczny i b) tych głosów CIĄGLE PRZYBYWA).

Małe rozróżnienie - ranking wersji piosenki a ranking wersji postaci/wykonania to zupełnie dwie różne rzeczy, więc nie biorę pod uwagę takich czynników, jak tłumaczenie, tylko występ poszczególnych aktorek w różnych piosenkach w filmie, w tym wypadku Part of Your World z repryzą. Biorę pod uwagę tylko pierwszy film i nie biorę pod uwagę słynnego "aaa", ponieważ w wielu wersjach to po prostu Jodi Benson, i piosenki Vanessy, bo to inna postać. Przy okazji POSTARAM SIĘ podejść do tego na chłodno i odrobinę schować sentyment i osobistą miłość w kieszeń, żeby do końca (trochę może) nie przysłonił mi, co jest faktycznie dobre. Przy czym emocje i interpretacja często cenię bardziej niż faktyczne zdolności, bo tak już mam.

Nie uznaję remisów, ale dwie wersje śpiewane przez tę samą aktorkę w tym samym języku uznaję za jedno wykonanie, no bo serio, nie mam aż tak dobrego słuchu.

Jeśli chodzi o repryzę - zamieszczałam w poście tylko główną piosenkę ze względów objętościowych, ale tutaj jest bardzo one-line, który zawiera prawie wszystkie piosenki i obrazuje najważniejszy dla mnie moment:


Więc nie będę bez sensu przedłużać i bierzemy się za robotę :).

Ariel jest bardzo trudna do ocenienia, ponieważ każda wersja ma swoje plusy i minusy, przez co ciężko wybrać i te, które mają królować i te, które muszą zostać na dole.

Słodka Ariel powinna mieć głos piękny, bo tak nam się zresztą w filmie wielokrotnie się powtarza. Może trochę nie z tej ziemi, bez dwóch zdań powinien być młody i w moim osobistym odczuciu - żywiołowy (ale może też nieśmiały), a najlepiej jednocześnie trochę rozmarzony. Wiem, że to dużo wymagań, ale na szczęście w tym jednym, jedynym przypadku nigdy nie miałabym problemu z wyborem zwycięzcy.


47. Telugu


To nie jest najlepszy występ. Słyszę, że aktorka się stara, ale ma w sobie dużo płaczliwych tonów, mam nawet wrażenie, że słyszę czasem fałszywą nutę.
Nie daje sobie rady w niektórych moment z wyciągnięciem dźwięku. Ma ładny głos, ale czasem to nie wystarczy. Nie powiem, że mi się kompletnie, absolutnie nie podoba, bo to kłamstwo. Po prostu w porównaniu: nie jest najlepsza technicznie, nie ma najbardziej przejmujących emocji, nie ma wyjątkowego głosu i nawet nie zapada w pamięć. Choć mogłabym próbować bronić tej wersji, to ostatecznie napisałabym taki sam komentarz, jak do dziesięciu innych wersji, które jednak są wyżej, bo chociaż technicznie spełniają wymagania. 
To nie tak, że jestem tym typem osoby, która czysty dźwięk przedkłada ponad wszystko. Ale muszę mieć coś, czym rekompensuje się fałsz, a tutaj nic takiego nie znalazłam.
To nie jest zła wersja, ale tonie w morzu podobnych, jeśli chodzi o głos i interpretację, a do tego to.
Nie mam innego wyjścia, tylko zostawić ją tutaj.
Szkoda.


46. Mandaryński: Ariel Sung/Sòng Wén/宋文


Nie wiem, co tu się stało. Ta Ariel jest na granicy płaczu cały czas, kompletnie wyprana z radości, nawet kiedy wyraźnie się uśmiecha („Oh, feet”), co jest niespotykane nawet wśród smutnych Arielek. Większość potrafi zdobyć się na drobny chichot czy coś. A mandaryńska Ariel, choć, jak widzimy, nie brak jej energii, gdy tego naprawdę trzeba, przez większość piosenki brzmi, jakby sobie podśpiewywała przy pracach domowych i nie zmienia tonu przez prawie całą piosenkę, co się kompletnie kłóci z moim odbiorem piosenki. Part of Your World jest pełne drobnych niuansów i lubię, kiedy się pewne kwestie wyróżnia na tle wszechogarniającej melancholii.
Jej repryza jest dokładnie taka sama.
Szczerze mówiąc, nie sądzę, aby jakakolwiek Arielka zasługiwała na miejsce w ostatniej piątce, a większość nie powinna być poniżej TOP 20, ale jest to fizycznie niemożliwe.
Nie wiem, co mam powiedzieć. Mamy tutaj naprawdę niezły głos, który brzmi, jakby nie chciał być w studiu?


45. Tamilski


Jakość nie pomaga.
Dla mnie tamilska wersja jest odpowiednio przyjemna, żebym mogła jej słuchać, gdyby była w lepszej jakości. Słyszę uroczy głos, który prosi się o odkrycie, ale niestety jakość naprawdę zniekształca i gdybym tylko mogła ocenić go sprawiedliwie, pewnie wrzuciłabym ten występ wyżej. Ale nie mogę oceniać moich wyobrażeń.
Wydaje mi się, że to jeden z tych uroczych, dość cichych występów, które nie mają jakoś szalenie dużo energii, ale nadrabiają szczerą chęcią i nieźle sprzedają to, co śpiewają. Dlatego udało mi się z czystym sumieniem wdrapać ją tak (nie)wysoko.
Chociaż, i ten komentarz powtórzy się wiele razy, chciałabym ją trochę rozweselić. Jest niewątpliwie młoda i żywiołowa, ale trochę za smutna, mimo wszystko.


44. Perski: Marjane Feshangchi/مرجانه فشنگچی


Ja wiem, że wszyscy zgadzają się co do tego, że perskie wersje to nie są dobre dubbingi. Nie zaprzeczam temu. Ale mimo że ich aktorki nie są zbyt dobre, jeśli chodzi o śpiewanie, to muszę powiedzieć, że ich głosy zazwyczaj pasują do roli! A tego często nie można powiedzieć o, na przykład, albańskich wersjach.
I ja szczerze lubię tę Ariel, a szczególnie jej repryzę. Mam naprawdę słabość do perskiej repryzy, mimo że jest tam jakieś dwa tuziny za dużo sylab. To czyni ją wyjątkową!
Więc tak, jest z tą wersją bardzo wiele złych rzeczy związanych, jak na przykład to, że nie cała piosenka jest przetłumaczona (???), i w pewnym momencie odzywa się Jodi Benson (??????), ale hej – starają się i bardzo chcą, a przy tym zapadają w pamięć, więc dlaczego miałabym ich spychać na sam dół tabeli? To dużo więcej niż część znudzonych do bólu europejskich aktorek w ich przeróżnych rolach.
To prawda, że ta aktorka zwyczajnie fałszuje i piosenka sprawia jej trudność. Nie da się tego zignorować i nie powinno się tego ignorować. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie to, byłaby lepsza niż większość tych głosów, które umieszczę w środku mojej listy.


43. Kantoński: Cally Kwong/Kwong Mei-Wan/邝美云 


Według moich obliczeń, Cally Kwong miała w momencie nagrywania tego dubbingu zaledwie około 29 lat. To niewiele, jak na dubbingowy standard, a jednak mam wrażenie, że jej młodość jest sztuczna i wymuszona, że stara się brzmieć słodziej niż w rzeczywistości, a przy tym bardzo się męczy. Nie wierzę jej emocjom, bo są płaskie. Cała piosenka, w moich uszach przynajmniej, brzmi jednakowo.
Widzę, że się stara. Ale to nie to. Lepiej za to jest w repryzie, gdzie znika trochę tego sztucznego lukru i jest pięknie zamyślona, gdzie trzeba. Brakuje jej za to energii w ostatniej, finałowej nucie, i choć mogę docenić osobistą konwencję i interpretację postaci, to nie znaczy, że muszę za nią szaleć.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jej wersja jest zwyczajnie nudna i jakby nie chciała nawet być w studiu w pewnych momentach.


42. Rosyjski: Svetlana Svetikov/Светлана Светикова 


Ona zdecydowanie nie zasługuje, żeby być tak nisko i już widzę zdziwienie na twarzach niektórych, którzy się na ten post być może natkną.
Rozumiem ludzi, którzy lubią rosyjską wersję. Ale ja nie jestem jednym z tych ludzi.
Na papierze byłaby idealna: wystarczająco wesoła, ale też melancholijna i energetyczna, kiedy trzeba. Emocje, wydawałoby się, są idealne.
Mimo wszystko, to jest doskonały przykład przedobrzenia. Mam wrażenie, że nawet zbyt dokładnie wymawia głoski. Piosenka nie płynie, tylko akcentowane jest praktycznie każde słowo, emocje są przesadzone, nawet oddech ma przesadzony i, Boże, to brzmi sztucznie. Nie wierzę ani jednemu jej słowu.
Przypomina mi trochę nową francuską wersję, bo ma podobny snobistyczny ton. Jasne, pasuje do młodej, zbuntowanej syrenki, ale mnie to wykonanie męczy. Nawet nie śpiewam, a brakuje mi tchu. Tego jest po prostu za dużo. Doceniam jednoczesną radość i smutek, ale nie w każdym jednym słowie.
Przez to całość brzmi trochę jak ćwiczenie dykcji. Nie jestem znowu Rosjanką, żeby oceniać, ale na moje ucho brzmi to trochę sztucznie, wypowiedziane zbyt dokładnie, włożone zbyt dużo starań i w ogóle zbyt, zbyt, zbyt.
Zbyt dużo tego.
Za to uwielbiam repryzę i tutaj przyznam słuszność, że jest jedną z moich ulubionych. Ale to za mało.


41. Czeski: Jana Mařasová


Mam problem z czeskim w piosenkach. A mianowicie, nie lubię jego brzmienia (w piosenkach). Nie potrafię tego przeboleć, ale ma dla mnie jakąś taką warstwę, przez którą ciężko mi usłyszeć prawdziwy głos, a nie język. Nie mówię, że jest brzydki i nie próbuję tu nikogo obrazić. Po prostu mam wrażenie, że nie potrafię sprawiedliwie ocenić czeskich głosów.
Jana nie jest wyjątkiem od tej mojej upierdliwej cechy. Wiem, że ma swoich wiernych i oddanych fanów, ale nigdy nie zawładnęła moich sercem. Nie w tej roli. Jest młoda, ma emocje, ale dla mnie, z jakiejś przyczyny, wydaje się trochę ospała. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Mam ciągle ochotę ją trochę pogonić, żeby śpiewała szybciej. Sama tego nie rozumiem. Nie ekscytuje mnie jej występ. Rozumiem, że jest ze wszech miar poprawny, ale, hm... na pewno lubię, jak aktorka dodaje trochę od siebie, dzięki czemu się wyróżnia. Jana się dla mnie nie wyróżnia. Ani wśród Arielek, ani wśród czeskich głosów (bo śpiewała jakąś połowę ról). Trochę lepiej jest w repryzie, ale nadal bez fajerwerków.
I nie mogę zdecydować, czy brzmi młodo, czy dojrzale. Zabijcie mnie, a nie wiem.


40. Hindi: Chandreyee Bhattacharya/চান্দ্রেয়ী ভট্টাচার্য


Nie wiem, co powiedzieć. Po pierwsze – nie najlepsza jakość nigdy nie pomaga w sprawiedliwej ocenie, ale i tak jest całkiem nieźle, więc powiem, co mi leży na sercu w kwestii hinduskiej Ariel.
Brzmi na za młodą. Naprawdę. Wiele Arielek i ogólnie księżniczek ma osobny problem, ale w jakiś sposób Chandreyee udało się brzmieć młodziej od dwunastoletniej Gabrieli, wyżej na tej liście. Słyszę, że się stara, szczególnie w połowie piosenki, ale dla mnie za cienki, za słaby, za słodziutki głosik i nie potrafi oddać wszystkich emocji, za które tak kocham tę piosenkę. Powiedziałabym, że nadawałaby się bardziej do trzeciej części, gdzie Ariel jest młodsza, ale tamta piosenka wymaga jeszcze więcej emocji. Podobnie jak repryza – trzeba przemieszać słabe i mocne wersy, a hinduska repryza wyszła trochę płasko.
Chandreyee błyszczy w końcówce głównej piosenki, gdzie wyzwala się w niej potrzebna moc. To mój ulubiony moment jej występu, za który skoczyła kilka miejsc.


39. Kanadyjski: Dominique Faure


Nie będę kłamać. To jest kwestia gustu. Zwyczajnie i po prostu. Mam wrażenie, że Dominique ma braki wszędzie, od emocji po młodość, a przy tym jest łatwa do zgubienia w tłumie.
Nie do końca wierzę w jej wersję. Jej radość wydaje się wymuszona, jej słodycz nienaturalna, elegancja – sztuczna, a całość – zbyt ospała.
Nie powiem, że obiektywnie jest nie najlepsza. Myślę, że jest poprawna. Ale ja tak nie lubię poprawnych występów, które gubią się w tłumie. Może nie pokażę tego w rankingu, ale będę słuchać częściej aktorki fałszującej, która ma ikrę albo po prostu coś wyjątkowego, co zapamiętam (albańskie Let It Go!) niż kolejnej kalki, która nie dodaje nic od siebie i gubi się w tłumie. Nawet jeśli jest okej. Bo jest okej. Po prostu jak mam dwadzieścia, trzydzieści okej głosów, to co mam mówić?


38. Południowoamerykański hiszpański: Isela Sotel


Isela cierpi na przypadek matki. Albo przypadek Wendy z Piotrusia Pana. Mogłaby śpiewać Your Mother And Mine tym głosem, naprawdę.
Isela śpiewa ładnie i poprawnie, ale dla mnie się zupełnie nie wyróżnia. Słucham jej już piąty raz, ale nie mogę wymyślić, co szczególnego mogę napisać. Przypomina bardzo swoją europejską siostrę, przynajmniej tak mi się kojarzy. Ale tutaj matczyna nuta nie sprawia mi takiej przyjemności. Nie wiem dlaczego. Myślę, że to nie jest taka aura, jaką miałaby Ariel-matka, ale taka, którą miałaby matka śpiewająca piosenkę Ariel.
Repryza jest okej, tak jak cały występ. Ale bez szału.
Wystarczająco poprawnie, żeby wejść do trzydziestki, ale jak dobrze wiemy, nie lubię prostej poprawności.


37. Koreański: Son Young-Jin/손영진


Koreańska wersja brzmi jak kołysanka. Powolna, dość ospała, ale bardzo ładnie płynąca. Widzę siebie, jak zasypiam do tego i byłby to dobry sen, śniłyby mi się pewnie miłe rzeczy.
Ładna piosenka, ale średnia Ariel.
Jasne, zaśpiewane jest bardzo ładnie, ale to nie to, czego szukam. Jest bardzo smutno i bardzo melancholijnie, a ja tak po prostu nie widzę tej piosenki i, w przeciwieństwie do kilku głosów wyżej w ty rankingu, Youngjin nie umie przekonać mnie, że ma rację. Przydałoby jej się coś pobudzającego, bo nie ma problemu z uniesieniem napięcia na końcu, a jakoś przez większość piosenki śpi. W pewnym momencie prawie jej nie słyszę.
Z kolei w punkcie kulminacyjnym repryzy ładnie sobie radzi i nie trzeba jej żadnych pobudzaczy. Nie rozumiem więc, skąd to ospałe podejście do głównej piosenki, która, jakby nie patrzeć, powinna być ważniejsza.


36. Holenderski: Laura Vlasblom


Laura jest bardzo słodka, do tego stopnia, że pamiętam, jak się skrzywiłam, kiedy pierwszy raz ją usłyszałam. Holenderska Ariel jest na pewno wyjątkowa i wyróżnia się z tłumu, choć dla mnie jest ciut za smutna. Za to nie mogę powiedzieć, że jej występ jest nudny, bo potrafi dopasować brzmienie głosu do odpowiedniej kwestii. Ale mam wrażenie, że Laura nie uśmiechała się, śpiewając za Ariel. Na pewno nie cały czas. Za to czuję, że się stara, czuję, że ma serce do tej postaci. Nie mogę jednak nie wspomnieć, że moim zdaniem, ma jedną ze słabszych repryz. Kończy bardzo ładną, silną nutą, ale punkt kulminacyjny zaczyna takim tonem, jakby zaraz miała się rozpłakać, a tu nie o to chodzi. W tym momencie Ariel buduje napięcie, a nie jest na granicy załamania nerwowego.
Laura jest ciekawą Ariel, ale na mój gust za słodką. Nie cały czas, jak wszyscy, ma swoje momenty, ale nadal.


35. Rumuński: Maria Răducanu


Jedno muszę Marii oddać: zapada w pamięć jak mało która Ariel. Przez większość czasu jest całkiem okej, a potem Maria z jakiejś przyczyny jest na granicy płaczu. Szczególnie w repryzie. Nie wiem, dlaczego, ale chociaż wiem, że nie cały występ taki jest, to zawsze zapamiętuję tylko ten płaczliwy ton. Ale to na swój sposób dobra rzecz – przynajmniej zapamiętuję cokolwiek.
Między tymi lamentami, Maria jest naprawdę w porządku. Ma moc. Niestety, te płaczliwe tony bardzo grają mi na nerwach, a przy tym w Ariel szczególnie ich nie lubię. Brakuje mi w niej trochę życia i trochę czegoś, co wskazywałoby na buntowniczą naturę Ariel, jej radość życia i odkrywania, ciekawość, cokolwiek. Niestety, mamy tutaj syrenkowy Lament świętokrzyski. I choć, jak wszyscy i będę powtarzać do znudzenia, ma swoje momenty, to cały odbiór nie jest najbardziej pozytywny.


34. Fiński (1998): Nina Tapio


Nina to przypadek podobny do wielu na tej liście, pod tym względem, że ma fantastyczną repryzę i dość przeciętny główny występ. Nie mam za wiele do powiedzenia na ten temat. Wszystko zaśpiewała poprawnie, ale w takim tłumie różnych głosów, poprawnie to czasem za mało. Pewnie, dla dzieci ta wersja jest dużo lepsza niż starsza, nieco wyżej na tej liście. Ale ja nie oglądam tego filmu po fińsku i pewnie nigdy nie będę, więc mam trochę inne kryteria. Lubię, jak mi się coś wyróżnia z tłumu, bo nie mam dobrej pamięci do piosenek. A słuchając Niny, mam okropne wrażenie deja vu.
Jest okej, ale to już było. Najlepszy dowód na to? Zapomniałam o niej przy ustawianiu. Za to zdublowałam węgierski.
Co innego jej repryza, w której jestem bezgranicznie zakochana.


33. Grecki (1990): Krísti Stasinopoúlou/Κρίστη Στασινοπούλου


Ciężko oceniać, bo coś jest ewidentnie nie tak z jakością. Ale greckie głosy zawsze są wyjątkowe, to jest reguła.
Tak więc, jak nie mogę powiedzieć, że Krísti gubi się w tłumie, to niestety, dla mnie brzmi bardzo nieszczerze przez większość piosenki. Znów, mogę wskazać momenty, które bardzo cenię, ale nie potrafię kupić tej wersji. Krísti bardzo wyraźnie gra Ariel, ale nie jest Ariel, w odróżnieniu do wielu aktorek, które wkładają w występ całą duszę. Nie powiem, że się nie stara czy nie ma serca dla postaci, nigdy w życiu. Wyraźnie słyszę moją ulubioną radość, kiedy jej naprawdę trzeba i niektóre nuty chwytają mnie za serce. Ale to nie to. Jest w tym coś fałszywego.
Repryza cierpi dokładnie na tę samą przypadłość.
Muszę też nadmienić, że po wyłączeniu karty, pamiętam najbardziej tę dziwną jakość, a nie sam występ.


32. Francuski (1990): Claire Guyot


Świat dzieli się przeważnie na zwolenników nowej i starej francuskiej wersji, chyba że jesteś w tym 1% ludzkości jak ja i za żadną szczególnie nie szalejesz. To zrozumiałe. Mój problem z Claire jest taki, że jest trochę za słaba, zbyt romantyczna, zbyt melancholijna, może trochę za cicha. To są pożądane cechy, ale nie aż tak. Przypomnijcie sobie Ariel, która czesze włosy widelcem, zachwyca się fajką i ucieka przed rekinem. Oczywiście, że ma romantyczne usposobienie, ale to nie jest cała jej natura (a na pewno nie w tym momencie filmu), i lubię, kiedy główna piosenka to oddaje. I można być przy tym eleganckim i dumnym, co udowadniają niektóre wersje wyżej.
Jej repryza cierpi na podobny problem, a przy tym zupełnie bladnie przy swojej drugiej francuskiej koleżance.
Szaleję za to za końcówką w wykonaniu Claire, od słów „Un jour viendra, je partirai”. Jest w niej coś wyjątkowego i zachwycającego.
Bardzo żałuję, że nie potrafię lubić Claire barziej, bo chciałabym ją przedkładać nad nowszy dubbing Ale z pewnych powodów, które wymieniam w opisie nowszego dubbingu, fair wydawało się właśnie takie ustawienie.


31. Tajski (1991): Marisa Sukosol/มาริสา สุโกศล


Uwielbiam tajski! Brzmi tak, jak wyglądają bąbelki, jeśli to ma sens.
To urocza wersja, a przy tym nie zbyt słodka. Życzyłabym sobie trochę więcej energii, trochę więcej bąbelków, ale tak, jak jest – elegancko i melancholijnie – nawet zdaje egzamin. Całkiem mnie to przekonuje.
Jej repryza jest całkiem dobra, nieźle buduje napięcie i kończy wystarczająco ładnie, żeby cały występ był spójny. Stara repryza podoba mi się bardziej od nowej, nawet jeśli całą rolę wolę nowszą.
Nie zapada może najbardziej w pamięć, ale jest wystarczająco przyjemna przy słuchaniu, żeby wylądować tutaj. Tylko tyle mogę powiedzieć.


30. Tajski (1998): Chanjira Nimpitakpon/จันทร์จิรา นิ่มพิทักษ์พงศ์ 


Dwie siostrzane wersje tuż obok siebie. Przypadek! Naprawdę, najpierw pisałam komentarze, a potem ustawiałam i nigdy nie myślałam, że mi się to kiedykolwiek zdarzy, żeby dwie bliźniacze wersje stały obok siebie.
Ale taki lajf.
Lubię ten typ głosu. Jest podobnie młody, ale ma w sobie taki uliczny pierwiastek, trochę chłopięcy. Bardzo mi się to podoba. Nawet jeśli sam występ mnie nie porywa, to uważam ten głos za wystarczająco niezwykły, żeby umieścić go ponad starszą wersją i kilkoma przeciętniakami.
Pewnie, że chętnie widziałabym tu trochę więcej emocji, dzięki czemu prawdopodobnie mógłby to być występ świetny, ale nie można mieć wszystkiego.
Za to jestem szczerze rozczarowana repryzą. Naprawdę. Nie wiem, co mi się w niej aż tak nie podoba, ale ze starszą wersją przegrywa z kretesem.


29. Francuski (1998): Marie Galey


I, wreszcie, druga francuska syrenka. Nie mogę powiedzieć, że jest jednoznacznie lepsza od Claire, a przy tym od wersji tajskich, ponieważ nie należę do jej fanów. Marie śpiewa dziwnie nosowo i brzmi odrobinę z tego względu snobistycznie. Doceniam ją za to za radość, którą daje Ariel, nie obdzierając jej z romantycznej natury, którą nadała jej Claire. Przy czym, tak na mój gust, mogłabym być jeszcze bardziej energetyczna i niczemu by to nie szkodziło. Przepraszam, ale naprawdę uwielbiam energię.
Pod pewnymi względami przypomina wersję rosyjską. Jest podobnie nowoczesna, nastoletnia i ma ten snobistyczny pierwiastek. Ale nie drażni mnie do tego stopnia, ani nawet podobnego.
Marie bardzo ładnie kończy. Bardzo lubię ten fragment.
Jej repryza zupełnie przyćmiewa wersję Claire, więc stąd też wyższe miejsce. Nie będę kłamać, często sobie ją podśpiewuję w rytmie właśnie tej wersji. Nawet jeśli Part of Your World jest po prostu dobre. Bez fajerwerków.


28. Kastylijski: María Caneda


Lubię tę wersję, choć muszę przyznać, że po zamknięciu oczu, widzę bardziej Ariel z sequelu, Ariel-matkę, która śpiewa tę piosenkę, aby rozbawić dzieci. Przynajmniej w pierwszej połowie to uczucie jest wyjątkowo silne. Ma w sobie dużo matczynej miłości, przez co nie jest dla mnie zbuntowaną Ariel-nastolatką. Ma swoje momenty, szczególnie, gdy trzeba użyć trochę energii, i jej matczyne podejście sprawia mi przyjemność, kiedy słucham. Szczególnie lubię ten moment "No?", bo wiem dzięki niemu, że María czuje się dobrze, śpiewając tę piosenkę. To jest ważne, to się czuje.
Ale z oczywistych powodów, a to jest dojrzałość jej głosu, nie mogę i nie chcę umiejscowić jej wyżej.
Chyba nie ma wersji, która nie stanęłaby na wysokości zadania, jeśli chodzi o repryzę, i choć hiszpańska wersja się w tej kwestii jakoś szczególnie nie wyróżnia, daje radę.


27. Chorwacki: Renata Sabljak


Zawsze ciężko ocenia mi się słowiańskie języki, bo rozumiem całkiem sporo, ale przez to ich brzmienie trochę mnie bawi. Ale staram się. Renata brzmi jak chochlik. Taki mały, ze szpiczastymi uszami. To nie jest zła rzecz, absolutnie nie. Odpowiednio dawkuje emocje, brzmi młodo, wystarczająco energicznie (dla mnie można by to jeszcze trochę podkręcić, dlaczego by nie! ale nie narzekam). Cały występ jest bardzo... zdawkowy. Do tego stopnia, że kiedy zamykam kartę, kompletnie zapominam, co słyszałam. Nie dlatego że głos brzmi jak dziesięć innych (pozdrawiam Elsy), ale dla mnie Renata nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ma swoje momenty, które zawsze pozytywnie mnie zaskakują, kiedy słucham jej wersji (bo o nich ciągle zapominam), ale dla mnie okazuje się to jednak, mimo wszystko, trochę za mało. Na plus za to trudne ostatnie wersy - przejście klimatu jest wystarczająco gładkie, żebym uwierzyła w przedstawiane emocje. Za to tym miejscem, gdzie Renata błyszczy, jest dla mnie punkt kulminacyjny repryzy. Ciężko mi uwierzyć, że to ten sam głos. Szczęśliwy, pełen energii, tak zapadający w pamięć!


26. Węgierski: Oszvald Marika


Nie mogę odmówić Marice emocji. Każdy wers traktuje wyjątkowo i to uwielbia w jej występie. Ten drobny chichot czyni ją wyjątkową. Wiem, że daje z siebie wszystko i chciałabym móc uwielbiać jej występ, bo wiem, że jest z każdej strony cudowny. Gdybym miała oceniać samo podejście, Marika byłaby dobre kilka miejsc wyżej, ale nie potrafię przymknąć oka, że przez pierwszą część piosenki brzmi po prostu… zbyt. Zbyt słodko, zbyt wysoko, zbyt. Z tajemniczych przyczyn ten czynnik znika odrobinę gdzieś w połowie, przez co zostaję z takim niedosytem, bo chciałabym, żeby tak brzmiała cała piosenka.
Niestety, repryza cierpi na tę samą przypadłość i początek jest zbyt. Końcówka nie tak mocna, jak by mi się marzyło. Nadal dobrze i cieszę się, że udało jej się wdrapać wystarczająco wysoko, abym nie czuła się źle.


25. Malajski: Xema Suhaimi


Xema ogrzewa moje serce. Jasne, nie ma takiej mocy, jakiej bym chciała, czasem nie wyciąga, nie ma w tym tyle emocji, ile bym chciała, ale mam wrażenie, że wkłada w Ariel całe serce i naprawdę się wyróżnia, czego nie mogę powiedzieć o tabunie łatwych do zapomnienia, choć dobrze zaśpiewanych wersji. Dlatego stawiam ją wyżej, choć nadal nie tak wysoko, jak myślę, że na to zasługuje. Musi się zadomowić tutaj.
To nie tak, że Xema nie ma emocji, podchodzi do tej piosenki bardzo emocjonalnie, ale na smutno. I całkiem nieźle to sprzedaje. Są lepsi (wyżej), ale Xema robi coś, czego nie robi sporo głosów niżej: budzi we mnie emocje. Nie takie, jakich oczekiwałabym po tej piosence, bo mam ochotę ją przytulić. Naprawdę. W tej jednej wersji, to we mnie budzi się instynkt macierzyński i bardzo mi z tym dobrze.
W repryzie Xemie udaje się brzmieć nieco mocniej, za co dostaje dużo bonusowych punktów.


24. Grecki (1998) : Ánna Róssi/Άννα Ρόσση


Anna jest dużo lepsza od swojej starszej siostry. Ma w sobie tę wyjątkowość, chropowatość greckich głosów, ciekawą fakturę, ale też trochę lepsze emocje. Nie powiem, że najlepsze, ale nieco bardziej wiarygodne. Słyszę tu i tam prawie że śmiech, szczery zachwyt, przejęcie. Trochę za głośno bierze oddech. Wiem, że to takie totalnie czepialstwo, ale jak już na to raz zwrócę uwagę, to nie mogę przestać wychwytywać każdego wdechu. I mnie trafia szlag.
Momentami brzmi trochę za dojrzale, ale przez większość czasu mi to nie przeszkadza, w przeciwieństwie do mojej siostry, która po przesłuchaniu dwóch greckich wersji, wyszła. No cóż.
Podoba mi się końcówka, smutniejsza, ale nie nienaturalnie płaczliwa i szeptana. Na plus.
Repryza Anny jest okej. Nie jakieś top faworytów, ale jest okej.


23. Fiński (1990): Johanna Nurmimaa


No i mamy naszą rodzynkę. Najbardziej wyjątkowy głos wśród Arielek. I chyba wszyscy ludzie na świecie nie zgodzą się z tym miejscem.
Rozumiem i częściowo podzielam wszystkie zarzuty wobec Johanny. Oczywiście, ma bezwzględnie zbyt dojrzały głos, aby być wiarygodną Ariel. Słyszę mamę, która śpiewa dzieciom kołysankę w wielu momentach, a niekoniecznie nastoletnią Ariel. Ale nie mogę odmówić jej gracji, elegancji i emocji (kwestie mówione to inna sprawa), a także uroku i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że gdyby brzmiała troszkę młodziej, byłaby Ariel perfekcyjną w każdym calu, a popularnością dorównywałaby Sissel Kyrkjebø, ponieważ współdzielą pewien elegancki czar. Tak więc jakbym się nie starała, nie potrafię tej wersji znielubić. Chciałabym też docenić ją bardziej, ale z oczywistych względów - nie mogę oddać jej swojego serca. Chociaż zdarzały się podobne występy, które mnie porywały w całości. Ale o tym wyżej.
Tymczasem repryza Johanny to chyba najbardziej, po perskiej, zapadająca w pamięć. Nie jest za to szczególnie dobra.
Ale widzicie, o to chodzi, każdy jeden starszy głos był wyjątkowy i inny. Nowe postaci, jak Moana, dostają za to galerię identycznych czterdziestu głosów. Dlatego za tę wyjątkowość, bardzo je cenię.


22. Brazylijski (1998):  Kiara Sasso


Starsza (ale nie tak bardzo) siostra Gabrieli (wyżej), która przedstawia trochę inną interpretację postaci Ariel. Jest to jedna z wielu wersji, która przedkłada melancholijną, lamentującą stronę Ariel nad jej wesołą częścią, ale nie odrzuca jej tak całkiem. Są momenty, w których uwielbiam Kiarę, ponieważ nadaje końcówkom wersów, szczególnie w pierwszej części piosenki, ciekawy twist, dający całej Ariel tej nieziemskiej, syreniej aury. Cholernie wierzę w emocje przelane w jej ostatnie wersy. Ale z drugiej strony są momenty, kiedy bardzo Kiary nie lubię, a to dlatego że sprawia wrażenie, jakby trzymała się tej swojej smutnej Ariel ze wszystkich sił i nie chciała puścić za nic w świecie, w efekcie brzmiąc, jakby dusiła w sobie energię. Uwolnij ją, na Boga! Przekłada się to nawet na repryzę, którą Gabriela, jednak zaśpiewała lepiej.


21. Indonezyjski: Beatrix Renita Purwiastanti


Beatrix… Beatrix śpiewała chyba wszędzie, co jest wręcz niesamowite. Jest bardzo dobrą aktorką, ale jak każdy – ma swoje lepsze i gorsze role, tym bardziej w momencie, kiedy miała ich tak dużo i to tak znaczących. Ariel to nie jest moja ulubiona rola Beatrix. Uważam, że jej głos jest bardzo dobry do tej roli, ale mam wrażenie, że się męczy z tą piosenką. Jakby była może trochę chora? Trochę szkoda, bo naprawdę to jest ten typ głosu, który bardzo lubię i ewidentnie się wyróżnia, ale to nie jest występ na miarę syrenki, która ma „najpiękniejszy” czy też „najsłodszy w świecie” głos.
Nie dlatego że sam głos jest zły. Ale występ nie jest na miarę możliwości Beatrix. Uwielbiam ją, naprawdę, dlatego mam co do niej trochę wyższe wymagania. To jest nadal dobra wersja. Ale pamiętam tą drobną szpilkę zawodu, kiedy pierwszy raz ją włączyłam. Mogłoby być nawet lepiej.
Z kolei co do repryzy, bo muszę coś wspomnieć, repryza Beatrix to jedna z tych, które nie kończą się silną nutą, ale raczej uderza w spokojne tony i to chyba jedyna wersja, gdzie mi to nie przeszkadza. Beatrix i reżyser wiedzieli, co robią i tutaj zrobili to dobrze.


20. Duński: Sissel Kyrkjebø


Tutaj zaczynają się moje ulubione wersje.
Sissel to królowa Arielek, ponieważ zaśpiewała aż w trzech różnych wersjach, przez co ciężko może je ocenić, rozdzielać. Różnice są drobne, ale są.
Widziałam wiele opinii, że duńska Sissel to najlepsza Sissel, ale jak łatwo zauważyć, mam przyjemność się z nimi nie zgodzić. Nie wiem, czy te drobne niuanse wynikają z języka, być może, w końcu język zmienia nieco brzmienie głosu (ja po angielsku mówię jakieś dwie oktawy wyżej), ale ewidentnie duński najbardziej się wyróżnia spośród trzech wersji.
Dla mnie duńska Sissel brzmi najbardziej przyziemnie. Często chwali się jej Arielki za syreni, nieziemski czar, i tego właśnie brakuje mi w jej duńskiej wersji. Jak zwykle jest pełna gracji, dawkuje emocje, ale nie za bardzo, i nawet nie potrzebuje niesamowitej energii, żeby zachwycać, pod warunkiem, że ma pod ręką swój syreni czar. To elegancki występ, ale dla mnie - trochę wybrakowany. Co, moim skromnym zdaniem, jeszcze lepiej słychać w repryzie. Bardzo dobry występ. Ale nie cudowny.


19. Ukraiński: Liza Kurbanmahomedova/Ліза Курбанмагомедова 


Liza bardzo mi odpowiada. Wyróżnia się, ponieważ ma głębszy głos. Ma w sobie grację i wdzięk, który współdzieli z boską Sissel. A dzięki wstawkom prawie-że-mówionym brzmi jak autentyczna nastolatka. Mamy więc miks doskonały: mistyczny czar syrenki, elegancję, ale też trochę buntu i przyziemności. Czy mogę chcieć czegoś więcej? Prawdopodobnie nie, a jednak brakuje mi tego czegoś niezwykłego, co chwyciłoby mnie i przykleiło ucho do głośnika. Dzięki czemu mogłabym słuchać i słuchać i nigdy by mi się nie nudziło.
Tak, Liza ma ciekawy głos. Ale nadal nie dość ciekawy. Sorry.


18. Słowacki: Zuzana Šťastná 


Zuzanna przebojem weszła i zawładnęła arielkowym światem w 2013 roku, momentalnie królując w prawie każdym rankingu. Za to dla mnie jest bardzo podobna do wersji portugalskiej. Jest doskonała w każdym calu, ale dla mnie aż zbyt doskonała.
Doskonale rozumiem, za co się ją bezgranicznie kocha. Ma emocje, ma piękny głos, pięknie śpiewa i jeszcze doskonale pasuje do Ariel! Ale nigdy nie zawładnęła moim sercem, nigdy nie miała dla mnie tego czegoś. I niech mnie kule biją, jeśli nie mogłaby cieszyć się jednak trochę bardziej. Tak troszkę.
Za to jej repryza? Chyba nie dało się tego zaśpiewać lepiej. Majstersztyk.


17. Arabski: Rula Zaki/رولا زكي


Arabskie głosy zawsze mają w sobie coś wyjątkowego, co z jednej strony jest po części zasługą języka, ale też głębokości głosu, którą ludzie mówiący arabskim od urodzenia po prostu mają. Ta Ariel ma w sobie dużo młodości, czego nierzadko arabskim głosom brakuje, ale też nie brakuje jej tej charakterystycznej głębi. Jak w wielu przypadkach - wolę repryzę w wykonaniu Ruli, ale uważam, że pełny wachlarz swoich umiejętności, Ariel powinna pokazać w głównej piosence i, niestety, Rula Zaki to nie jest moja Ariel. Oczywiście, to jest przepiękne wykonanie, stąd wysokie miejsce. Ale mam zastrzeżenie. Jasne, to jest dość smutna piosenka, ale dla mnie Ariel w niej nie płacze cichutko, a przy okazji w pierwszej części ewidentnie się uśmiecha, więc nie wiem, co to jest, że tak zasmuciło Rulę, ale nie będę ukrywać - dla mnie to trochę za dużo. Piosenka tak zróżnicowana emocjonalnie jest, w moim odczuciu, trochę płaska, nie dlatego że zaśpiewana bez emocji, ale z wyłączeniem dosłownie kilku wersów - zaśpiewana z tym samym cichym smutkiem w głosie. Rozumiem, skąd powszechne uwielbienie dla wersji Ruli. Ale kiedy zamykam oczy, nie do końca widzę Ariel. Trochę jak z Debby Van Dooren w jej wersji Moany, gdzie jest po prostu smutna. Widzę, że bohaterka nie jest smutna.
Ale z jakiejś przyczyny śpiewa smutno.


16. Brazylijski (1989): Gabriela Ferreira


Jeśli dobrze pamiętam, Gabriela miała tylko dwanaście lat, kiedy śpiewała za Ariel, a przy tym technicznie śpiewa lepiej niż część dużo starszych koleżanek z tej listy. Gabriela ma ciekawą fakturę głosu, która daje jej Ariel nieziemskiej aury, jest może nieco chrapliwy? Bardzo ciekawy. Pierwsze brazylijskie wykonanie bardzo zapadło mi w pamięć już od pierwszego przesłuchania, co jest niewątpliwie dużym plusem. Nie można jednak pozostać głuchym na niewyciągnięte nuty, co jest wielką stratą, biorąc pod uwagę, jak brzmiała repryza! Może gdyby je trochę obniżyć, wyszłoby dużo lepiej i mogłabym z czystym sumieniem sprezentować Gabrieli wyższe miejsce. Jej Ariel jest podobnie smutna, co arabska, ale przy tym jest w tym pewna żarliwość, kiedy trzeba. Więc nie oceniłabym tych emocji jako niezainteresowany, prosty smutek, ale pewna melancholia i tęsknota, pod którą ewidentnie pali się potrzebny Ariel żar.


15. Norweski: Sissel Kyrkjebø


Podobnie, jak pierwszą dwudziestkę, pierwszą piętnastkę otwiera Królowa.
Drugie podejście do Sissel! To jej ojczysty język i brzmi w nim trochę swobodniej. Słychać sporo jej syreniego czasu. Jak zawsze, jest elegancka i dostojna, ale w tej wersji potrafi zejść na ziemię, kiedy trzeba, i zawsze robi to z wielką gracją.
Niestety, albo stety, dla mnie brzmi jeszcze lepiej w swojej trzeciej wersji.
Ponieważ większość tego, co miałam do powiedzenia, wspomniałam przy wersji duńskiej, powiem tylko tyle że doceniam Sissel w każdej jej wersji i każda kolejna przerasta poprzednią. Pewnie gdyby miała tylko jedną, byłaby wyżej niż duńska i norweska, ale tak mam porównanie i wiem, że Sissel może więcej.
Rozumiem jednak tych, którzy uważają inną jej wersję za swoją ulubioną. Przecież ostatecznie chodzi o coś bardzo osobistego, a niuanse Sissel są tak drobne, że każdy może wyczuwać je inaczej.


14. Bułgarski: Vesela Boneva/Весела Бонева


Vesela wzięła miała w garści świat Arielek, odkąd pojawiła się w 2006 roku, a potem królując w większości rankingów, aż do pojawienia się Zuzanny, która wzięła fanów jeszcze większym szturmem. Niesamowicie dziewczęca interpretacja, ładnie, czysto, wyjątkowo wręcz zaśpiewana. Wesoło, ale i melancholijnie, spełniając moje główne wymaganie, chociaż nie pogardziłabym jeszcze odrobiną energii. Taka już jestem, lubię fajerwerki. Niemniej pozostaje faktem, że wierzę każdemu słowy bułgarskiej Ariel i nie jest generyczna, wyróżnia się z tłumu. Jedna z moich ulubionych repryz. Jej miejsce to kwestia tylko i wyłącznie gustu, osobistego lubienia pewnych typów głosów bardziej, a pewnych mniej. Totalnie zasłużyła na wszystkie swoje miejsca na podium.


13. Niemiecki (1998):  Naomi Van Dooren


Lubię Naomi. Szczerze. Jest niesłodka, dobrze dawkuje emocje i jest świetną Arielką. Ale mam wrażenie, że w dwóch momentach z jakiejś przyczyny spieszy się z tekstem (na początku, gdy jest „die, die”, a potem przy „Spazieren”, kiedy spaceruje z Florkiem) i bardzo mnie to drażni. Z drugiej strony, miękną mi kolana, kiedy śpiewa „anderswo”.
Z kolei nie jestem największą fanką jej repryzy. Jest dobra. Ale brzmi bardzo matczyno i w żaden sposób nie romantycznie, czy zdeterminowanie.
Moja siostra właśnie stwierdziła, że Naomi ma za dorosły głos i w ogóle nie pasuje do Ariel, ale pozwolę się sobie nie zgodzić, bo dla mnie jest bardzo blisko ideału. Ale się nie wyróżnia jakoś szczególnie. Przykro mi, ale mam wrażenie, że połowa księżniczek śpiewa głosem bardzo podobnym do Naomi i nie jest to coś, co lubię. Tak więc mój wyrok brzmi tak, że Naomi jest bardzo dobra i mam do niej okropną słabość, ale nie będę ukrywać, że gdy kończę słuchać, to zapominam, jak dokładnie brzmiała.


12. Portugalski: Anabela Pires


Anabela jest doskonała. Nie ulega wątpliwości, że jest niesamowitą profesjonalistką i wkłada serce w każdą swoją rolę. I każdą doprowadza do perfekcji. Ale chociaż zdaję sobie sprawę z jej totalnej cudowności, nigdy nie należałam do gorących fanów Anabeli, ponieważ dla mnie, choć jest technicznie perfekcyjna, a głos ma wypolerowany jak najczystszy kryształ, to czegoś jej brakuje. Nie mogę powiedzieć, że to iskra, ale coś, co jeszcze bardziej by ją wyróżniało. Jakiś osobisty akcent, wyjątkowe brzmienie głosu, cokolwiek, co uzasadniłoby dla mnie otaczanie jej czcią.
Jeszcze tego nie znalazłam, więc choć w teorii doskonała, dla mnie trochę zbyt. Szukam czegoś troszkę innego.


11. Austriacki: Caroline Vasicek-Pfeifer 


Słodka Caroline to niewątpliwie, obiektywnie patrząc, najlepszy casting, jeśli chodzi o niemiecką wersję piosenki. Caroline jest wesołą, nastoletnią, podekscytowaną Ariel, w której jest trochę goryczy, co na papierze idealnie spełnia moje wymagania. Ale tak długo, jak jej wesołe partie są niesamowite i w odpowiednich momentach staje się bardziej melancholijna, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jej smutek jest niekiedy trochę wymuszony, szczególnie ostatnie wersy. Jest taki nagły, jakby ktoś tę Ariel siłą zmuszał do spuszczenia z tonu. Poza tym, z całym szacunkiem dla Caroline, ale odnoszę przykre wrażenie, że gdyby nie moje miękkie serce dla niemieckiego, nie zapadłaby mi w pamięć aż tak bardzo. Lubię niemieckie wersje i dużo ich słucham, dlatego z miejsca wiem, jak brzmią wszystkie trzy Arielki i dużo innych niemieckich postaci. Ale czy pamiętałabym o Caroline, gdyby śpiewała, na przykład, po chorwacku? Myślę, że tak, choć nie aż tak bardzo. Będę mimo wszystko obstawiać, że austriacka Ariel jest piękna i wesoła, ale nie bezbłędna i cały czas czegoś jej brakuje. Czegoś małego, ale nadal brakuje.


10. Japoński: Suzuki Mayumi/すずきまゆみ


Oto moje top 10.
Dwie japońskie wersje nie różnią się dla mnie praktycznie niczym, więc podobnie jak duńskie – liczę je za jedną.
Suzuki ma mnóstwo fanów i wiem o tym. Nie bez przyczyny.
Wiecie, uwielbiam japońskie dubbingi filmów Disneya z prostej przyczyny – nie idą na łatwiznę. Jak łatwo byłoby zatrudnić ten sam irytujący głosik, który znamy z tysięcy anime, roztrzęsiony i krzyczący B-BAKA!! tak wysoko, że trzeba przymknąć oko. Można by. Ale oni tego nie robią. I koronnym przykładem oczywiście będzie Pocahontas, ale Ariel byłaby takim łatwym celem dla „typowego anime glosu”, a się nim nie stała!
To czyni Suzuki wyjątkową. Głębia jej głosu. Rozwaga, którą daje Ariel, zamiast raczyć ją roztrzęsionymi i płaczliwymi słowami. Choć dla mojego osobistego gustu trochę za mało w jej wersji radości (ale nie energii), to nie mogę odmówić jej gracji, elegancji i czaru, który charakteryzuje każdy głos, jaki mogłabym przypisać syrenie.
Wreszcie, nie mogę zapomnieć, że uwielbiam, uwielbiam!, jej repryzy, gdzie napięcie jest tak po mistrzowsku zbudowane, a nuty tak pięknie wyciągnięte, że mi miękną kolana. Ten typ głosu uwielbiam.


9. Niemiecki (1990): Ute Lemper


Moja cudowna Ute! Gdybym mogła kierować się też tłumaczeniem i nie próbowała tłumić swojego sentymentu, to wywindowałabym Ute na podium. Bez kitu. Wiem, że niewielu ludzi ją lubi i rozumiem dlaczego. Oczywiście, jej głos jest zbyt dojrzały i zupełnie nie pasuje do Ariel, a przy tym wielu mogą drażnić te szeptane momenty, ale ja mam w sobie czułość dla Ute. Dla mnie wyróżnia się najbardziej z całej gamy Arielkowych głosów i nawet znam jej wersję na pamięć.
Ciężko jest usprawiedliwić, dlaczego coś mi się tak podoba, ale przede wszystkim będzie to całkowita wyjątkowość wersji Ute. Nie ma drugiej nawet trochę podobnej. Ba, jej wersja tej piosenki miała ogromny wpływ na kreowanie przez mnie postaci Sarayu we Wrzaskach i szeptach. Do tego stopnia potrafiła wywrzeć na mnie wpływ.
Przy tym muszę zaznaczyć, że jej repryza nie jest aż tak dobra. Druga część – jak najbardziej rewelacyjna, ale pierwsza jednak przedobrzona. Za dużo szeptania, w pewnym momencie niemal jej nie słychać. Spasuję.


8. Angielski: Jodi Benson


Mamy oryginał! Uwielbiam Jodi Benson jako osobę, jako osobę publiczną, jako legendę Disneya i jako Ariel. Jasne, nie mogę powiedzieć, że dla mnie to głos syreny, którym wabi żeglarzy na zgubę, ale jak niewiele innych wersji w moment chwyta wszystkie niuanse emocjonalne, będąc jednocześnie smutną i nostalgiczną, rozbawioną i na granicy rozpaczy wtedy, kiedy trzeba. Nie mogę powiedzieć, że jej występ jest w jakikolwiek sposób nudny. Jodi jest idealną Ariel pod względem emocjonalnym i zrobiła wszystko, co było w jej rękach, najlepiej, jak się dało. Przy czym to nie jest wyjątkowy głos. Jasne, zapada w pamięć, to nie ulega wątpliwości. Ale mam wrażenie, że słyszałam już tuzin o bardzo podobnej barwie.
Nie umniejsza to jednak w żaden sposób mojej wielkiej miłości wobec Jodi Benson. Jestem skłonna nawet powiedzieć, że to mój ulubiony oryginalny głos.


7. Hebrajski (1990): Shlomit Aharon/שלומית אהרון


Shlomit ma swoje grono wiernych fanów i bardzo blisko jestem do zaliczenia się do nich. Tyle że nie lubię jej repryzy. Nawet nie tyle że nie przepadam, ja jej po prostu nie lubię i nie potrafię nic na to poradzić. Jak wszystkie – jest okej, ale coś mi w niej przeszkadza. Brzmi, jakby śpiewał ją ktoś inny, szczerze mówiąc.
Sama piosenka w wykonaniu Shlomit jest fantastyczna. Jej głos jest młody, ale nie cukierkowo, jest szczera i wyjątkowa i bardzo lubię to zrezygnowane westchnięcie prawie pod koniec. Shlomit ma swoją własną Ariel, bardziej dojrzałą, ale nie mniej zbuntowaną, o tym samym romantycznym usposobieniu, ale nie beznadziejnie melancholijną. Rozumiem wszystkie podia przyznane hebrajskiej Ariel i podpisuję się rękami i nogami pod uwielbieniem dla niej. Jest wyjątkowa, ale bez przesady, nie do tego stopnia, że nie pasuje do roli. To jest Ariel.


6. Szwedzki: Sissel Kyrkjebø


Dla mnie bezapelacyjnie najlepsza rola Sissel. Współdzieli wszystkie najlepsze cechy poprzedniczek, takie jak czar, gracja, wdzięk, ale przy okazji ma najwięcej syreniego czaru i przysięgam, że brzmi królewsko. Tak brzmi Ariel-księżniczka, Ariel-syrenka, Ariel, która rozkochała w sobie księcia samym głosem.
Wiem, że moje komentarze pod wersjami Sissel są bardzo krótkie i niewystarczające, ale myślę, że udaje mi się uchwycić, co mam na myśli.


5. Włoski: Simona Patitucci


Włoska wersja wręcz płynie, każdy wers tak płynnie przechodzi w następny, że słucha się na jednym wdechu. Ale co się dziwić, czy Włosi potrafią zrobić słaby dubbing?
Simona jest fantastyczna, spokojna i mocna dokładnie wtedy, kiedy trzeba i może nie jestem ekspertem, ale dla mnie brzmi jak świetna wokalistka po prostu. Jej głos jest młody, ale nie słodziutki, nie za wysoki, nie za dojrzały. Wszystko jest w punkt. Ariel Simony jest romantyczna, ale roztropna. Trochę brakuje jej buntowniczej nuty, ale w przeciwieństwie do kilku innych wersji, myślę, że to celowe i nie takie złe. Włoska Arielka przede wszystkim chce, naprawdę chce (sic!) dostać się na ląd i to pragnienie jest tutaj pierwszym planem. Przy czym Simona nie ucisza głosu swojej Ariel i pozwala jej rozbrzmieć, kiedy napięcie ewidentnie wymaga mocniejszego tonu.
To trochę inne podejście niż mam w zwyczaju lubić, ale wiecie, dobrze lubić czasem wyjątki.
Wierzę, że to jest głos, w którym mógłby się zakochać książę Eryk i choć nie jest to *moja* idealna Ariel, to wiem, że jest idealna na inny sposób. Dlatego ją kocham. Jeśli chodzi o stonowane Arielki to chyba nie ma sobie równych.


4. Turecki: Şebnem Ferah 


Jestem zakochana bez pamięci w jej głosie. Tak bardzo bym chciała, żeby była trochę weselsza! Wtedy byłby to bez dwóch zdań materiał na TOP 3.
Przypomina mi trochę Rulę Zaki.
Za to nawet jeśli pierwsze pół jest na mój gust zbyt smutne i zbyt płaskie, umieszczam ją z czystym sumieniem tak wysoko, bo druga połowa jest NIESAMOWITA. Pierwsza też jest tak naprawdę bardzo dobra. Jasne, jest ospała i smutna, ale nie bezmyślnie. Jest w tym jakaś świadomość.
Za to druga część? Боже мой, jak to mawiał Colossus w nowym Deadpoolu. Mam ciarki, naprawdę.
Sebnem jest egzotyczna, co robi z niej idealną syrenkę. Kto powiedział, że głos syreny musi być krystalicznie czysty? Na pewno nie ja.
Nawet jeśli nie ma w niej radości, jest w niej siła i moc i śpiewa z taką łatwością, że się rozpływam


3. Islandzki: Valgerður Guðnadóttir


Z dumą stwierdzam, że zaliczam się do grona fanów Valgerður i uważam, że nie jest ani trochę przereklamowana i zasłużyła na wszystkie swoje wysokie miejsca i całym sercem wspieram jej cudowną wersję.
Jej głos ma cudowną fakturę, jednocześnie miękką i twardą, niezwykłą, przynajmniej wśród Arielek. Wyróżnia się cudownie na plus. Wszystko, co robi, jest nieprzypadkowe i idealnie wyważone, dzięki czemu służy tej syreniej, mistycznej aurze, którą potrafią wytworzyć chyba tylko ona i Sissel.
Kiedy słyszę piosenkę, która przemawia do mojej duszy, zaczynam się troszkę stresować, w taki przyjemny sposób. Normalnie nie odczuwam tego, słuchając Part of Your World, ale kiedy słucham islandzkiej wersji, jak najbardziej. Czasem mam gęsią skórkę. Jest w niej coś czarującego i magicznego, co bardzo sobie cenię. Cudowna wersja.


2. Putonghua: Eva Li/Lǐ Xiāo-Xiāo/李潇潇


Uwielbiam ją. Szczerze. Nie tylko też zainspirowała moją Sarayu, ale także doskonale zagrała Ariel. Może nie mam z nią takiej więzi emocjonalnej, jak z kilkoma innymi głosami, ale przepadłam za pierwszym razem, kiedy ją usłyszałam.
Niby wydawałoby się, że to kolejna z takich samych wersji, ale jest coś, co mnie tknęło i porwało, coś w brzmieniu głosu Xiao-Xiao, coś w jej emocjach, co mnie kompletnie i niezaprzeczalnie oczarowało, a czego nie znalazłam w innej wersji.
Nie wiem, co to jest. Mogłabym tu zrobić kolejny akapit o emocjach i młodości i bla, bla, bla. Nie chcę. To ma też jakieś trzydzieści głosów niżej. Xiao-Xiao ma coś, co jest nieuchwytne i niewymowne. Jakiś czar, który bez wątpienia ujął księcia Eryka, tak jak i ujął mnie.
Kurczę, mogłabym utonąć w tym głosie, a nawet dla tego głosu.
Sorry, not sorry.


1. Polski: Beata Jankowska-Tzimas


Wiem, jak to źle wygląda, kiedy na pierwszym miejscu stawia się swoją wersję z dzieciństwa. Ale powód, dla którego dobrze znam właśnie głosy Ariel, to Beata. Powód, dla którego kocham piosenki Disneya, Małą syrenkę i dubbing, to Beata.
Beata to dla mnie perła polskiego dubbingu, absolutnie ukochany głos i mistrzyni, a Ariel (wszystkie trzy filmy i serial, a nawet Jej wysokość Zosia) to dla mnie jej najlepsza rola. Zawsze będzie dla mnie Arielką. Zawsze, słysząc jej głos, będę najpierw myśleć o Ariel. I to jest ten czynnik sentymentalny. Ale nic mnie nie przekona, że to nie jest rola fenomenalna w każdym calu.
Słyszę podekscytowanie, ale przykryte płaszczykiem melancholii, nie brakuje jej energii i mocy, ma cudowny, wyjątkowy głos, bogaty. Słodki, ale głęboki i pasujący zarówno do zbuntowanej nastolatki, jak później do matki. Uwielbiam Beatę i uwielbiam jej Ariel. Mogłabym wygłaszać peany na jej cześć i nie znudziłoby mi się, ale mam za wąski zasób słów, żeby się za bardzo nie powtarzać, więc szybko znudziłoby się wam.
Więc tak, nie jestem dumna, że w moim pierwszym rankingu na pierwszym miejscu stawiam moją wersję z dzieciństwa.
Ale rany, zasłużyła na to i nie żałuję tego w żadnym calu i będę bronić własną piersią.
Wiecie, do praktycznie ostatniej chwili nie znałam pełnego składu mojego podium, bo choć jest mnóstwo dobrych Ariel, to żadna nie zachwyca mnie tak, jak Beata.
Pani Beato, biję pokłony i mam nadzieję, że kiedyś usłyszę na żywo.



To jest, oczywiście, moja opinia. Czujcie się zaproszeni do wyrażenia własnych, niezależnie od tego, czy znacie to wszystko na pamięć, czy słyszycie pierwszy raz. Przecież o to chodzi, że każdemu podoba się co innego :).

  • Share:

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Poprawiłaś mi bardzo humtor tym postem, gdy czekałam w kolejce do lekarza ;P. Naprawdę, niezwykle miło się czyta, gdy ktoś z taką pasją opisuje swoje wrażenia<3. Powiem szczerze - w ogóle się nie znam na dubbingu, lubię jednak słuchać i lubię inne języki, dlatego czytało mi się to naprawdę przyjemnie. Sama z Arielek lubię wszystkie niemieckie wersje (...mam ogromną słabość do tego języka), a ta austriacka to moje dzieciństwo, więc zdecydowanie ta jest moją ulubioną <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ksjdsjk <3
      Ja też się nie znam, ale dobrze się bawię :D
      Ja też mam słabość, piątka! Austriacka jest taka pozytywna, kocham ją mocno <3.

      Usuń
  2. Przypomniałaś mi właśnie że jeszcze nie skomentowałam!
    Przesłuchałam w prawdznie tylko pierwszą dziesiątkę oraz parę wybranych słowiańskich, nie jestem taka szalona jak ty, ale post jest bardzo przyjemny, mimo pokaźnych rozmiarów, nawet dla laika. O żadnej z wersji nie mam nic ciekawego do powiedzenia niestety. Nie jestem znawcą i w życiu by mi do głowy nie przyszło słuchać piosenek Disneya, i to w różnych językach (! dla mnie to big deal, bo jestem beznadziejną lingwistką i nie lubię żadnego języka poza polskim) gdyby nie ty! Ale Pani Beata faktycznie ma bardzo miły głos.
    Niezależnie od tego czy interesuje mnie temat, bardzo lubię posty gdzie widać pasję w tak ogromnym stopniu jak tu! Dwa dni! Pełen podziw. Chociaż fafaktycznie wydaje się że filmik bylby bardziej przystępny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, ale mi brzydkie zdanie wyszło :( Tak się kończy pisanie dłuższego komentarza na telefonie :/

      Usuń
    2. <3!
      Oo, ale IMO piosenki ogólnie z filmów animowanych to najlepszy sposób na osłuchanie się z językiem, bo po pierwsze - aktorzy mają lepszą dykcję niż zwykli piosenkarze i aktorzy, po drugie - występują czasem w tak kosmicznych językach, że bywają najłatwiejszym źródłem do obcowania z językiem, jeśli czyjś rejon zainteresowań to coś mniej mainstreamowego, a jak nie ma jakiejś wersji, to bardzo możliwe że jest w wersji fanowskiej, a po trzecie - są różne! Mała syrenka ma akurat silny musicalowy vibe, ale wiele solówek (Tarzan, Mustang z dzikiej doliny, a nawet Merida) bardziej przypomina to, co słychać w radiu. Jeden z powodów, dla których uczę się norweskiego, to You can't take me z Mustanga po norwesku właśnie XD. I bez kitu, rozumiem cokolwiek z norweskiego tylko w piosenkach Disneya, bo jak Norwedzy mówią, to nic tylko siąść i płakać :)).
      Ma bardzo miły! Ale to nie jest jej naturalny głos tbh. Polecam jej wersję Tańczących Euredyk <3.
      Dwa dni *tylko*, bo Ariel ma technicznie tylko jedną piosenkę. Jakbym miała robić Pocahontas np, to zajęłoby mi to co najmniej jakiejś dwa stulecia. I wtedy tylko filmik.
      Dzięki!

      Usuń

Szanujmy się nawzajem.