Dwunastoodcinkowa telenowela

By Alicja Kaczmarek - 6/24/2018

Czyli jak zawieść mnóstwo fanów i zrobić wszystko źle.


Kimi no Iru Machi, jedna z niewielu mang, które przykuły mnie do czytania na długie godziny, mimo swojej frustrującej fabuły, idiotycznych wydarzeń i bohaterów, którzy są czasem półgłówkami. Do tego stopnia, że miałam kiedyś na drzwiach Haruto jest debilem. Autentycznie.

Ta beznadziejna i urokliwa historia miłosna opowiada o Haruto, chłopcu z Hiroszimy, i dziewczynie z Tokio o imieniu Yuzuki Eba, którzy na przestrzeni lat ganiają się po Japonii w tę i we w tę. Dosłownie na przestrzeni lat, bo zaczyna się w liceum, a wydaje mi się, że kończy się po skończeniu studiów.

Manga ma dwadzieścia siedem tomów, plus tom bonusowy, DWIEŚCIE OSIEMDZIESIĄT rozdziałów i mnóstwo, mnóstwo czasu na wiele dramatów i zwrotów akcji. Zaczyna się spokojnie w wiejskim krajobrazie Hiroszimy, gdzie drobne nieporozumienia, trójkąty miłosne i wyznania wykrzyczane w świetle księżyca prowadzą do tragicznie dramatycznego aktu drugiego, dziejącego się w Tokio, gdzie dramat ściga dramat, nieporozumienie leży na nieporozumieniu, a jedyne, na co ma się ochotę, to złapać Haruto za ramiona i wykrzyczeć POROZMAWIAJ Z NIĄ!!, ale jakby postacie z anime i mangi ze sobą rozmawiały, to nie byłoby połowy fabuł. Przy czym, będąc w wielkiej mniejszości czytelników KnIM-a, bardzo cenię tokijski akt za wprowadzenie mojej ulubionej postaci, rozkochanie w niej mojego serca, a potem jeszcze szybsze ubicie tego osobnika w idealnym momencie, żeby zabolało najgorzej, jak się dało, i żebym wyła dobre dwadzieścia minut nad pojedynczym kadrem z mangi.


Kimi no Iru Machi mogę porównać trochę do telenoweli, ponieważ mamy tutaj łatwy do wyróżnienia główny wątek miłości, ale przy tym mnóstwo przeszkód i bardzo złożoną fabułę. Mimo że bohaterowie schodzą się niemal na początku opowieści, to potem na długie lata rozchodzą, Haruto znajduje sobie nową dziewczynę (lepszą), a ich kontakt urywa się zupełnie na jakiś rok (niekoniecznie w tej kolejności). W międzyczasie dostajemy jeszcze więcej dramy, trochę ogranych schematów (udawaj mojego chłopaka, pls, złap mnie za rękę na tej stacji, tak dla kitu), ale jakoś to wszystko ma swój czas i swoje miejsce i mogę z tym żyć, bo czyta się to wyśmienicie, nawet jeśli czasem mam ochotę walić głową w ścianę.

I tutaj przechodzimy do tematu tego posta: dlaczego tak wielu ludzi pokochało mangę (nawet jeśli czasem to guilty pleasure), a wszyscy, absolutnie wszyscy, nienawidzą drętwego, dwunastoodcinkowego anime, które miałam przyjemność ostatnio obejrzeć?

Here's the thing: ta manga nie bez powodu jest tysiąc razy dłuższa niż dwanaście rozdziałów, a nawet dwanaście tomów.


Pierwszy problem tego anime jest taki, że nie pokrywa całej historii. Zaczyna się od drugiego aktu, a potem bombarduje nas bez składu i ładu flashbackami, bo okazuje się, że jednak pierwszy akt był istotny i wprowadzenia nie należy pomijać. Drugi problem jest taki, że bardzo próbowało być wierne oryginalnej fabule.

I nawet te flashbacki są wypełnione tak niepotrzebnymi rzeczami w tym momencie... Ponieważ anime postanowiło, że nie obetnie ani jednej żeńskiej postaci, bo czymś trzeba zapełnić scenę na nagiej plaży w openingu. Dlatego mamy i Kanzaki, dziewczynę, w której podkochiwał się Haruto przed Ebą, i Akari, jego przyjaciółkę z dzieciństwa, które można by wyciąć, ale fanserwis i reunion na końcu same się nie zapełnią, mimo że imię Akari nawet chyba nie ma czasu paść, a potem dostajemy też Kiyomi!!! która pojawia się na jeden odcinek!!! bo musi paść, że kocha się w  Kyousuke i ktoś musi się pokłócić z Yuzuki. A w tym tłumie mamy przecież też dużo ważniejsze żeńskie postaci: dwie siostry Eba oraz Asuka. Jasne, to się może wydawać, że to nie tak wiele.

Ale jest też siostra Haruto, i Kyousuke, i Takahashi, i dużo ludzi w tle się przewija, i wierzcie lub nie - ale nie ma miejsca na tych wszystkich ludzi. Nie przy dwunastu odcinkach.

Więc studio Gonzo mogło skleić razem Akari i Kanzaki zupełnie bezproblemowo, i skleić Kiyomi i Asukę, trochę zmieniając ten wątek. Efekt? Same plusy. Przede wszystkim mniejszy tłok, a ponieważ Gonzo i tak obdarło wszystkie żeńskie postaci z charakteru, to nie widzę problemów.


Manga miała dużo czasu na wyeksponowanie tych postaci. Każda miała swój charakter i swój czas w świetle reflektorów, najpierw w Hiroszimie mamy czas dla Takahashiego, Akari i Kanzaki. Potem akcja przenosi się do Tokio i na pierwszy plan wychodzą Kyousuke i Asuka. W tle, z odpowiednim wejściem i wyjściem z fabuły, znajdziemy Rin Ebę i Kiyomi, oraz kilka innych osób, które anime mimo wszystko wspaniałomyślnie pominęło.

Manga ma dużo czasu na rozwijanie wątków, dlatego relacja Asuki i Haruto naturalnie przechodzi w romantyczną i bardzo zdrowy związek (do momentu). Wiecie, co robi anime?

Robi roczny przeskok i pokazuje Haruto mówiącego "minął rok i teraz chodzę z Asuką".

?????

Tak się nie robi. To nie ma sensu.

Wyznania miłosne od i do poszczególnych dziewczyn rozkładają się na lata. Skondensowane robią z historii miłosnej zwykły harem. A wiecie, kto ogląda harem anime nieironicznie? Nikt.


Ostateczny rezultat jest taki, że anime nie nadaje się dla ludzi, którzy czytali mangę - bo traktuje swój materiał źródłowy z wyjątkowym brakiem szacunku, oraz dla ludzi, którzy mangi nie znają - bo jak nie wiesz, o co chodzi, to to nie ma sensu.

Mogłabym zrobić porządną recenzję i wspomnieć o: słabym aktorstwie, brzydkiej animacji, beznadziejnej pracy kamery (przysięgam, więcej zbliżeń na nieruchome obiekty i chyba bym umarła), obrzydliwym fanserwisie (manga to ecchi, tak, ale ecchi głównie opierające się na gorących źródłach i rozmyślaniach w wannie, a nie... to, cokolwiek to było - i, drodzy animatorzy, ubrania na kobiecym ciele się tak nie układają, chyba że są z lateksu, ale nawet wtedy nie aż tak).
Powód, dla którego tego nie zrobię, jest taki, że zrobiłam to przed chwilą, a poza tym mam coś ważnego do omówienia.


Dlaczego nie wierzymy ani jednej ckliwej gadce wypowiedzianej przez postać z anime, ale wzruszamy się, gdy wypowiadają je osoby o tej samej twarzy i podobnej historii, ale na papierze?

Jedną przyczyną będzie bardzo prosta sprawa: postaci są nie tylko różne charakterem w obu mediach, ale po prostu z jedną ich wersją spędzamy znacznie więcej czasu, można się zżyć i szczerze tej bandzie kibicować w ich dążeniu do szczęścia. Ich relacje mają szansę i czas na rozwinięcie się, co przekłada się na prosty czynnik: szczerość. Kiedy Haruto mówi, że jest zakochany w Asuce, wierzymy mu, bo to widzimy. Wiemy, że jego uczucie są szczere także, kiedy wyznaje swoje uczucie dużo wcześniej i dużo później Yuzuce. Wierzymy w smutek Rin, kiedy dowiaduje się o Yuzuce i Haruto, a nie myślimy, że jest rozwydrzonym bachorem z dziwnymi zabawami. Wierzymy, że Kyousuke i Haruto to najlepsi przyjaciele i wzruszamy się, kiedy to sobie wyznają i złościmy się, kiedy się kłócą.

Ich animowane odpowiedniki nie wzbudzają pozytywnych emocji tylko dlatego że są nieszczere. Powiem wam jedną rzecz: nie ma czegoś takiego jak kicz, jak tandeta, jak ten amerykański ser. Nie ma.

Są tylko nieszczere dialogi.

Mów szczerze, a nic nie będzie tandetne.


  • Share:

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Nie mam zupełnie nic do powiedzenia na tetem posta więc chciałbym życzyć Ci miłego wyjazdu❤️
    Pisałaś na fb o asku a na nic nowego nie odpowiedziałaś, dlaczego?
    Do zobaczenia w lipcu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że anime, o którym piszesz, nie jest warte jakiejś specjalnej uwagi, myślałam, że polecisz coś ciekawego, bo ja w świecie anime za bardzo nie siedzę, a przyznam, że Madoka spodobała mi się! :P Natrafiłam też na Death Note'a, z który miło spędziłam kilka godzin swojego życia, naprawdę miło! :D Oglądałaś może? Albo czytałaś mangi? Bo zastanawiałam się czy nie sięgnąć po wersję papierową i czy w tym przypadku również manga jest lepsza od anime. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, uwielbiam Madokę <3.
      Oglądałam Death Note, jedno z moich pierwszych anime, nawet robiłam rewatch w tym miesiącu i napiszę post :). W tym wypadku manga i anime są bardzo do siebie zbliżone, ale oczywiście warto rzucić okiem na materiał źródłowy :).
      Jeśli szukasz czegoś dobrego, to ostatnio oglądałam Mononoke (nie księżniczkę, serial zupełnie niezwiązany) i było niesamowite. Bardzo polecam. Zupełnie niestandardowe i niekliszowe anime.

      Usuń
    2. A oglądałaś księżniczkę Mononoke? Mi zupełnie nie przypadła do gustu (ten paskudny duch lasu) a uwielbiam, na prawdę uwielbiam ruchomy zamek Hauru i Sprited Away. Chętnie się dowiem co uważasz na temat filmów studia Ghibli :).

      Usuń
    3. O! Dzięki za polecenie, jak znajdę chwilkę to koniecznie przyjrzę się temu serialowi, a pewnie taką znajdę, bo w końcu są wakacje. :P
      Super, że napiszesz post o Death Nocie, będę czekać! :D
      Pamiętam jak bardzo dawno temu w dzieciństwie oglądałam Spirited Away i pamiętam też, że bardzo się go bałam i postanowiłam obejrzeć go jeszcze raz jakiś rok temu, bardzo mi się spodobał i stwierdziłam, że chciałabym obejrzeć inne filmy studia Ghibli, zapomniałam już o tym, więc dzięki za przypomnienie! :D

      Usuń

Szanujmy się nawzajem.