To nie prawo, to ludzie, czyli o Kwiatach w pudełku Karoliny Bednarz

By Alicja Kaczmarek - 5/30/2018

Japonia nadal kojarzy nam się z robotami, automatami do gier oraz wszelkimi dziwactwami, szczególnie tymi, które obejmują szeroko pojętą erotykę. Siedząc w wygodnych fotelach w sercu Europy czasem zapominamy, że ten kraj wielkookich waifu zamieszkują prawdziwi ludzie. Którzy mają prawdziwe problemy.


Na książkę Karoliny Bednarz, autorki bloga W krainie tajfunów, czekałam od dawna. Staram się być wiernym czytelnikiem i uważnie śledzę teksty Karoliny (do tego stopnia, że na maturze z wosu pojawił się jeden z jej tekstów - przypadek?), dlatego wiadomość, że powstaną "Kwiaty w pudełku", była jak dar od losu. Tego mi było trzeba.

I się nie zawiodłam.

Jak wiecie, mam mangoanimową przeszłość i z tego czasu zostało mi dużo sympatii dla Japonii i tamtejszej kultury. Przy czym nigdy nie podchodziłam do niej bezkrytycznie, jak ten nieciekawy wycinek społeczności otaku, o którym nie wspominamy. Nie jestem też z żadnej strony ekspertem, dlatego tak bardzo wyczekiwałam na tę książkę - żeby poczytać kogoś, kto wie lepiej.

Karolina Bednarz na pewno wie lepiej - nie tylko skończyła japonistykę na Oksfordzie, ale też w Japonii mieszkała. Więc skoro już wszyscy wiemy, że przed sobą mamy pracę eksperta, spróbuję wam przekazać, dlaczego warto i należy tę książkę przeczytać.

Podtytuł mówi: Japonia oczami kobiet. I to jest to, czym ta książka jest: niekoniecznie problemy japońskich kobiet, ale problemy Japonii oczami kobiet, bo to kobiety są rozmówczyniami Karoliny, ale nie tylko ich problemy są w książce wspomniane.

To mi się w tej książce podoba - że nie jest do końca jednostronna, że nie mówi "Kobiety mają źle, a mężczyźni je uciskają". Mężczyźni też mają źle, tylko na inny sposób. Nie są w "Kwiatach w pudełku" tymi złymi, nie są demonizowani - jasne, są mężczyźni, którzy robią okropne rzeczy. Ale gdzie ich nie ma.

Autorka nie tylko wytyka japońską hipokryzję ("Tradycja? Jaka tradycja?"), porusza też problemy społeczności LGBTQ ("Przez szybę"), a nawet napiętnowania z powodu choroby ("Choroba tańczących kotów", "Miałam wspaniałe dzieciństwo"). Szeroko ujęty zostaje, znany nawet w Europie, problem molestowania (nie tylko w pociągach), seks-biznesu, sytuacja młodocianych idolek, a nawet Hatsune Miku dostaje swój akapit. Przemoc domowa, niesprawiedliwe prawo, trudności w zdobyciu edukacji i kariery, analfabetyzm, sytuacja bezdomnych. To i więcej znajdziecie opisane w książce. I to mi się chyba najbardziej spodobało: bo można by napisać całą książkę tylko o molestowaniu, tylko seks-biznesie, tylko o Hatsune Miku i tylko o kulturze kawaii. Ale tutaj dostajemy pełen przekrój opowiedziany przez osoby bezpośrednio dotknięte problemem. To była taka miła niespodzianka, zobaczyć cały rozdział na temat osób LGBT (i jeszcze ani razu nie padło słowo yaoi).


Przy czym w wielu przypadkach zdajemy sobie sprawę, że to nie są problemy Japonii, jakby żyła w wielkiej bańce, odcięta od prawa. Nie zawsze. Przecież problem patrzenia na umierającą drugą połówkę przez tytułową szybę, to nadal problem większości świata. Molestowanie? A jak cały świat reaguje na doniesienia o kolejnych celebrytach, którzy dopuścili się takiej zbrodni? I tak dalej.

Dwa światy?



A gdy wreszcie pytam, czy rodzice wiedzą o jej orientacji, odpowiada: 
 Są okropnie konserwatywni. Gdy widzą w telewizji kogoś o innym kolorze skóry, rzucają rasistowskie komentarze. Po co miałabym im mówić?


Ciężko mi się wypowiadać o reportażu - nie mam zbyt wiele (w ogóle) doświadczenia i rozeznania, jeśli chodzi o ten gatunek.

Uważam za to, że "Kwiaty w pudełku" to książka wnikliwa, poruszająca istotne problemy, przy czym nie robiąca tego od czapy - nie tylko dostajemy dobre skondensowane tło historyczne, ale też kilkadziesiąt stron źródeł. Ja to cenię. Naprawdę.

Nie powinno się też do niej, moim zdaniem, podchodzić do niej jak do ciekawostki przyrodniczej o innym świecie, bo tak lubimy na Japonię patrzeć. Bo to się dzieje. Nie tylko w Japonii.


Jun nie zdawała sobie sprawy, że ojciec robi coś złego. Matka powtarzała przecież, żeby Jun przyszła do niej zawsze, jeśli zrobi jej cokolwiek n i e z n a j o m y.


Często przez książkę przewijają się informację o wprowadzaniu nowych praw - i o tym, jak społeczeństwo znajduje sposoby na ich ignorowanie. Stąd też główna myśl, która towarzyszyła mi przy czytaniu - to nie prawo odpowiada za uciemiężenie. Nigdy. To są zawsze ludzie, którzy to prawo tworzą i ludzie, którzy tego prawa nie przestrzegają. Ludzkiemu nieszczęściu niemal zawsze winni są ludzie.

Czytając rozdział o zajęciach w szkole, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że maszynowe i bezrefleksyjne zajęcia praktyczne wyglądałyby u nas dokładnie tak samo - mimo tego wiecznego warkotu, że szkoła nie przygotowuje do prawdziwego życia. Może to i lepiej.

Co jeszcze było warte przeczytania? Szczególnie te fragmenty, gdzie autorka wskazuje pozycję kobiety w... języku.

"Kwiaty w pudełku" ilustrują kawałek drogi, którą musiały przejść Japonki, drogi, która jeszcze się nie skończyła, tak jak nie skończyła się dla kobiet z całego świata. Nie sposób nie podziwiać siły i determinacji bohaterek, choćby dlatego że odważyły się opowiedzieć o swoich przeżyciach. Że odważyły się żyć dalej, że mają siłę się przeciwstawić. 


Coraz częściej to mężczyźni boją się kobiet, nie na odwrót. Nie radzą sobie z partnerkami, które pragną mieć wpływ na rodzinne decyzje, nie dają się wtłoczyć w ramy, być tylko firmowymi kwiatkami. Z kobietami, które potrafią odejść od męża, pokłócić się z szefem i tworzyć własne zasady w labiryncie społecznych konwenansów. 
Niektórzy nazywają je "mięsożernymi". Obawiają się ich siły, ich determinacji.


Dlatego, krótko mówiąc, polecam. Polecam wam i polecam osobom, które może nie mają pojęcia o żadnych problemach społecznych. Łatwiej jest czytać o dalekim kraju, zanim dojdzie się do wniosku, że hej - tutaj wcale nie jest tak bardzo inaczej.

Dużo inaczej. Ale nie tak bardzo inaczej.

  • Share:

You Might Also Like

1 komentarze

Szanujmy się nawzajem.