Kartka z pamiętnika: Po-maturalny mood

By Alicja Kaczmarek - 5/24/2018

Dosłownie kilka dni temu stałam w kolejce do kasy w sklepie i nagle sparaliżował mnie strach, bo nie mogłam sobie przypomnieć nic o obrzędach świeckich i religijnych w "Chłopach" Władysława Reymonta.
Tyle że od ponad dwóch tygodni to już nie ma żadnego znaczenia.
Moja maturalna półka (stół właściwie), z którą nie wiem, co teraz zrobić
Wydaje mi się to niemal zabawne, jak prawie całe moje życie, cała edukacja zmierzały do tych kilku dni, które nawet nie wydają się teraz realne. Było, minęło. Choć prawdziwe wakacje będę mieć dopiero, jak zdam prawo jazdy (pięć razy bardziej stresujące niż matura, bez kitu - i nie życzcie mi zdania za pierwszym, bo na to szansę straciłam w lutym), nie mogę po prostu uwierzyć, że wreszcie - wreszcie! - mogę robić to, na co mam ochotę. Nawet czytać książki.

Matura to idiotyzm. Ale nie tylko z tych wszystkich powodów, o których się mówi, ale też dlatego że to jedyne, co się liczy przy rekrutacji na studia. Nie ma innych sposobów na nadrobienie np. słabego samopoczucia podczas tego jednego dnia, kiedy akurat był egzamin z chemii. Przepadło. Trzeba zacisnąć zęby i krzyżować palce.

Głupota.

Nie liczy się dwanaście lat ciężkiej pracy, tylko czy akurat tego jednego dnia podeszły ci zadania.

Boże, jak się cieszę, że mam to za sobą.

Cały ten cholerny, trzyletni maraton.

Mam wreszcie czas do zmarnowania? Szalony koncept. Czytam książki - jeszcze bardziej szalony koncept. Skończyłam trzy w tym miesiącu - ekstremalnie szalony koncept. Wzięłam się też za moją lalkową Sagarę wreszcie, a ostatnio położyłam na niej ręce już nie pamiętam kiedy. Czuję się, jak to się ładnie mówi po angielsku, at peace, kiedy mogę się zajmować tymi rzeczami.

Więcej - znalazłam pomysł na opowiadanie. Pierwszy raz od Lamentu. Niedługo coś napiszę. To będzie ciekawe doświadczenie. Prawdopodobnie nic mi nie wyjdzie, ale hej - nie ma to jak zaczynać od nowa! Znowu.

Ostatnio tak się czułam jeszcze w gimnazjum - nie mogę powiedzieć, że wreszcie się wyluzowałam (prawo jazdy!!), ale być może mi się uda w ciągu tych wakacji. Byłoby miło, nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam szczerze wyluzowana.

I wiem, że niektórych korci, żeby zdać to sakramentalne pytanie: jak poszło?
I oto moja sakramentalna odpowiedź: nie wiem i mnie to nie obchodzi!!!

Mój życiowy przewodnik Yoh Asakura twierdził, że nie ma sensu martwić się czymś, na co się nie ma wpływu. Nie mam wpływu na wyniki. Już nie. Wiem, że dałam z siebie wszystko (choć pozostaje wielki niedosyt po matematyce i już raczej teraz wiem, że nie będę zadowolona, jak zobaczę wynik) i teraz pozostaje tylko czekać - nie trzeba mi dodatkowego problemu na głowie, martwiąc się, czy na pewno tam dałam fałsz??? Nie wiem. Nie obchodzi mnie to. Nie pamiętam.

Boże, dawno do niczego nie miałam tak zdrowego podejścia.

Zamierzam się dobrze bawić i spędzać czas na tym, co lubię robić i być może nawiążę kontakt z tą częścią mnie, która była gdzieś głęboko ukryta przez te trzy lata. Bo wiecie - gdybym miała wybierać jeszcze raz, być może nie wybrałabym profilu humanistycznego. To był mój wybór i wiem, że na każdym innym profilu byłabym tak samo nieszczęśliwa - ale przynajmniej coś by we mnie nie umarło, tak głęboko skrywane przez te trzy lata, kiedy musiałam się zmuszać do czytania streszczeń, bo nawet to było dla mnie niemożliwym wysiłkiem, i kiedy przerosło mnie przeczytanie Gloria victis. Mieliście w ręce Gloria victis? To jest do ogarnięcia w porannym autobusie.

Wręczono mi w ręce narzędzia, dzięki którym zdałam maturę (najpewniej) i byłam w stanie odwołać się na ustnej do Ludzi bezdomnych, podczas gdy jedynym, co o tym wiem, jest Tomasz Judym i rozdarta sosna. Koniec wiedzy. I dostałam 100%.

Ale jednocześnie zmuszono mnie do schowania w kieszeń tej pasji, z którą wychodziłam z gimnazjum. Przeczytałam w gimnazjum wszystkie lektury szkolne poza Krzyżakami, bo z zasady robiłam to w niedzielę przed sprawdzianem, a Krzyżacy to jednak nie jest lektura na jeden dzień. Ile lektur na czas przeczytałam w liceum? Dwie. Potem jeszcze kilka, ale zdecydowanie po czasie, a na sam koniec spędziłam dwanaście godzin, oglądając Trylogię i nigdzie się do tego nie odniosłam. Ale niespodziewanie dobrze się bawiłam, więc polecam spędzić dwanaście godzin życia na oglądaniu Trylogii, ale możecie ominąć pierwszą godzinę Potopu, bo zasnęłam trzy razy, a na następnych czterech ani razu!

A przyszłe pokolenia proszę o jedną rzecz. Albo dwie:
a) jeśli jesteście matfizami, to nie urządzajcie sobie cholernych wyścigów i nie szurajcie krzesłami, jakby od najszybszego wyjścia z sali zależało wasze życie - niektórzy przeżywają właśnie zaćmienie mózgowe i proszą o ciszę, nie jesteście sami na tej głupiej auli
b) nie zakładajcie obcasów. po co.

I to są moje pomaturalne przemyślenia. O ile zdałam (a chyba zdałam, no bez przesady), nigdy więcej nie będę sobie zaprzątać głowy maturą. Jeszcze tylko w lipcu przez jakieś pół godziny, jak poznam wyniki.

N I G D Y   W I Ę C E J!!!

  • Share:

You Might Also Like

8 komentarze