Co zrobiło z Jem i Hologramów kreskówkę kultową, czyli jak już się kreskówek nie robi

By Alicja Kaczmarek - 5/16/2018

Nie jest łatwo przetrwać próbę czasu w świecie kreskówek. Nie działa to też tak samo, jak w świecie filmów czy seriali aktorskich. Po kreskówce zawsze widać, z którego jest okresu. Oglądanie nieironiczne z kolei kreskówek sprzed dwudziestu, trzydziestu czy czterdziestu (!) lat, to jednak rzadkość. Czasy się zmieniają. Dzieci się zmieniają. I jak ktoś wam teraz powie, że namiętnie ogląda Motomyszy z Marsa, to może warto się zastanowić nad tą znajomością.


Jem także nie przetrwało próby w dosłownym tego stwierdzenia znaczeniu. Na Boga, ta kreskówka opiera się na tym, że dzieje się w latach 80-tych. Jeśli by się nie działa w tej właśnie dekadzie, to straciłaby cały urok (patrz: film z 2015 roku).

Większość naprawdę kultowych kreskówek to te targetowane w dorosłych. Simpsonowie, Futurama, Family Guy. Naprawdę niewiele jest kreskówek dla dzieci, które miałyby aktywne uniwersum równo 30 lat po wyemitowaniu ostatniego odcinka. A Jem nie tylko ma serię regularnie wydawanych komiksów i ten nieszczęsny film sprzed trzech lat (który nota bene za grosze leżał ostatnio tonami u nas w Biedronce i nikt go nie chciał - nie dziwię się). Jem ma też rosnącą stale grupę fanów, których zaangażowanie w kwestii serialu jest trochę aż niewiarygodne.

Wiem, że Jem nie jest szeroko znana u nas i nigdy nie odniosła sukcesu. Głównie dlatego, że w polskiej wersji dostępne było tylko 10 odcinków i to nie z dubbingiem, tylko tą okropną szeptanką. Bodajże z podziałem na role kobiece i męskie, ale nadal - szeptanką. Za oceanem jednak jest nadal czymś. Pozwólcie, że wypowiem się, dlaczego uważam, że słusznie. I dlaczego chętnie puściłabym dziecku Jem.
cztery z kilkudziesięciu (!) niesamowitych kolekcjonerskich lalek od Integrity Toys wydawanych kilka lat temu i nie żeby coś, ale mogłabym obrabować bank, żeby zdobyć Stormer, Kimber i The Stingers - i może kilka innych, jak wystarczy środków!

Przede wszystkim - niesamowita główna bohaterka

Teraz już się nie robi wielu rzecz tak, jak zrobiło to Jem, a między innymi nikt nie zrobiłby takiej głównej bohaterki. Jerrica Benton, która występuje też pod pseudonimem tytułowej Jem, jest przede wszystkim kobietą dorosłą, która zarządza własną firmą, nie byle jaką, bo wytwórnią muzyczną, fundacją i sierocińcem. Kobieta o nieprawdopodobnej wręcz pozycji jak na lata 80-te. Przy tym też: bohaterka z krwi i kości, omylna i zdecydowanie niedoskonała. Jest to postać o wielkim sercu i poczuciu obowiązku, która jednocześnie robi rzeczy, za które nigdy nie spotykają ją w serialu konsekwencje, a które były jednoznacznie niewłaściwe (i odbiorca, nawet młody, o tym wie) - jak oszustwo podczas Indy 500 czy właściwie ogrywanie Rio na dwa fronty. Czy jej grzechy były popełniane w dobrej wierze (Indy), czy też z czystego aktu bycia człowiekiem (Rio), oglądając nie da się nie odnieść wrażenia, że Jerrica to nie tylko postać, która mimo wszystko może być wzorem, to też postać prawdziwa.

Być może jej zespół nie jest aż taka udany - Boże broń, żebym wymieniła po więcej niż jednej cesze charakteru Ajy i Shany, bo się nie da chyba - ale w odróżnieniu od pozostałych zespołów w serialu, tutaj Jem ma grać pierwsze skrzypce. I nie żeby coś, ale oglądać postać, która czasem wybucha gniewem i nie ma już szansy tego naprawić, jest dużo lepiej niż musieć regularnie co dziesięć minut patrzeć na scenę pojednania i naprawiania błędów (patrzę teraz na Miraculous). Przy tym ma wielkie, naprawdę wielkie serce, więc mimo jej całej działalności dobroczynnej, nie jest jakąś świętą, a jej perypetie ogląda się no, jak dobry film, z dobrą bohaterką.


Po drugie - problemy społeczne

Wiecie, jaki odcinek najbardziej mnie zaszokował? Pozytywnie? Nie ten o zmarłej matce Jerriki i Kimber czy ostatni, czy jakikolwiek inny. Najlepszy moim zdaniem był ten, w którym jedna z dziewczynek przebywających w domu Jerriki zaczyna brać narkotyki.
I to nie w jakiejś głęboko utkanej metaforze. Pada słowo - drugs - i to niejednokrotnie. Pokazane są pigułki i cała transakcja między dziewczyną a dilerem. Pokazane są jakieś halucynacje czy urojenia, pokazane są zmiany na twarzy, rozdrażnienie, podkradanie, żeby zdobyć pieniądze, a na samym końcu - grupa wsparcia. To był naprawdę mocny odcinek, który jednocześnie nie był jakiś bardzo drastyczny, bo nie musiał być. Odpowiednio dobrze pokazuje problem i nie żeby coś, ale nie widzę powodu, dla którego miałoby to być kontrowersyjne. Narkotyki wśród dzieci to duży problem. Naprawdę większy niż mogłoby się wydawać, więc może jakbyśmy nie udawali, że narkotyki to jakieś cholerne tabu i rozmawiali z dziećmi i nie udawali, że świat jest kolorowy i cukierkowy cały czas, to może jednak udawałoby się zapobiegać choć części tragedii.


Inne problemy poruszone w programie to m.in. alkoholizm i analfabetyzm wśród dorosłych, ojcowie-żołnierze, a nawet problem przepaści gospodarczej między wschodem a zachodem. Są też równie ciekawe, ale mniejsze w swojej wadze kwestie - np. taka postać, która nie lubi być dotykana. To takie drobne rzeczy, które jednak są poruszane z odpowiednim wyczuciem i pokazują pewną dojrzałość twórców.


Dobrzy przeciwnicy

Najpierw The Misfits, potem The Stingers, dwie skrajnie różne grupy muzyczne, na pewnej płaszczyźnie jednak zupełnie takie same, ale! Ale!! Jak dobrze są to napisane postacie! Moim skromnym zdaniem - dużo lepiej od Hologramów. Zaczyna się to chociażby od ich muzyki, która w żaden sposób nie ustępuje głównej grupie. Nie ujmuje się im talentów czy zdolności, tylko dlatego że to Ci Źli. The Stingers też moim zdaniem mają jedne z najlepszych piosenek w całej serii. Z drugiej strony - czy możemy mówić, że są to jednoznacznie źli ludzie? Okej, szczególnie The Misfits popełniają sporo przestępstw, w tym usiłowań morderstwa, ale ich kierowanie się gniewem jest dobrze umotywowane. Mamy Pizzazz, która jest rozpieszczona, ale jednocześnie niezrozumiana, czująca cały czas gniew wobec matki i szukająca rozpaczliwie uwagi; Roxy, która jest dorosłym analfabetą; Jettę, która jest patologiczną kłamczuchą, bo wstydzi się swojego pochodzenia; i wreszcie moją ukochaną Stormer, która jest po prostu w to wszystko wmanipulowana. A wszystkie one nieustannie pod wpływem Pizzazz, której trochę boją się przeciwstawić, a jednocześnie tworzy się między nimi ciekawa więź, i dlatego myślę, że Stormer nie decyduje się na porzucenie grupy.

The Stingers znowu nie są źli pod żadnym względem. Zakochani w sobie, pewni siebie i idący prosto po to, czego chcą. Najwięcej problemów robi Rapture, która nieustannie kosi niewinnych ludzi na kasę, ale jest to znowu ciekawe, jak z ludzi żyjących na ulicy i żebrzących, na szczycie zmienili się całkowicie. Riot z kolei pokazuje swoją ludzką twarz więcej niż raz.

Wszystkie trzy zespoły mają trudną przeszłość, ale niemal każda postać radzi sobie z tym na swój sposób i wyrasta z każdego trochę inny dorosły - to jest najciekawsze. Przy czym relacje między nimi są jeszcze lepsze - każdy zespół tworzy rodzinę i swoją własną wspólnotę, a więzi te też trochę inaczej miały okazję się rozwinąć. A wisienką na torcie jest przyjaźń między Kimber, która gra w Hologramach, i Stormer, która jest częścią The Misfits.


Reprezentacja

Pamiętajcie, że mówimy o latach 80tych. Oczywiście, większość postaci jest biała. Czytałam gdzieś, że The Stingers mieli być POC, ale przedstawianie antagonistów jako nie-białych było w złym guście wtedy. Tak czytałam.
Za to Hologramy składają się z dwóch białych sióstr, Azjatki, Afroamerykanki i Latynoski. Zespół, podróżując po świecie, odwiedza mnóstwo różnych kultur i oddaje im należyty szacunek. Główna tancerka współpracująca z Jem pochodzi z Jugosławii. Jej ojciec był bodajże więźniem politycznym, a matka wyemigrowała do Stanów. Zespół Jugosławię odwiedza i nie idealizuje jej, ale nie wyszydza w żaden sposób, nie umniejsza, nie jest gorsza. Podobnie sytuacja ma się z Eskimosami. Co więcej, kultura przedstawiana w serialu nie jest infantylizowana, żeby nadawało się dla dzieci.

Ludzi o różnych korzeniach jest w serialu więcej - Minx jest Niemką, hrabina - Francuzką, Ba Nee - w połowie Wietnamką, The Stingers zatrudniają Yakiego Tori i tak dalej. Akcentów ogólnie można usłyszeć dość sporo.


A tak na marginesie - kolorowe włosy bohaterów są farbowane (może poza Ają i Shaną). Kolory często zmieniają intensywność, a pasemka Danse to w ogóle szaleją jak chcą. I to WIDAĆ.

Całkiem imponujące, moim skromnym zdaniem. Dużo bardziej niż sporo współczesnych praktycznie w pełni białych historii.

Aha, no i na koniec - nikt ci nie wpycha w gardło nienaturalnej papki o dzieciach pochodzących z rożnych, ACZ RÓWNYCH!!, kultur (Różowa Pantera). Jakoś to wszystko ma swoje miejsce i sens.

(A na marginesie - we współczesnych komiksach pojawia się muzułmanka, postać trans, a zarówno Kimber, jak i Stormer, są lesbijkami).

Muzyka!!

Muzyka! Jest! Cudowna! Przede wszystkim warto zaznaczyć, że każdy z głównych zespołów ma swój własny styl. Misfits są w swojej muzyce agresywne, Jem pozytywne, a Stingers trochę enigmatyczni. Ładnie to widać w tych piosenkach, które śpiewają razem, na przykład:


Poza tym, do pisania piosenek przyłożono się z odpowiednią pieczołowitością i do współpracy zaproszono ludzi, który naprawdę potrafią śpiewać (Patrz: wysoka nuta w Glitter and Gold). Niestety, ze dwie czy trzy piosenki są używane zdecydowanie zbyt często (jakbym jeszcze raz musiała usłyszeć Music is Magic, to chyba bym się rozpłakała), ale nie da się po prostu odmówić kunsztu artystycznego. Niech najlepszym dowodem będzie, że słucham tych piosenek miesiące po zakończeniu serialu. Wiecie, ile piosenek z Eleny z Avaloru umiem wymienić? Trzy. Zanucić jedną. Z Jem znam piosenek przerażająco dużo jak na siebie i nie da się ukryć, że mają w swoim repertuarze chyba najlepszą kreskówkową piosenkę, jaką dane mi było słyszeć. (Tu nie narzekam, że użyli jej dwa razy w dość krótkim odstępie czasu).


Ogólnie kwestia gustu - kilka piosenek faktycznie nigdy mi nie podejdzie, ale nie można mówić, że są jednoznacznie złe. Tak się nie da. Przy okazji każdy z trzech zespołów ma piosenki, które mogę wymienić jako takie, których chętnie słucham (Holograms: Jealousy, Who is he kissng?, Rock and Roll is forever; Misfits: Whos is she anyway?, Queen of Rock and Roll, Welcome to the Jungle; Stingers: TAKE IT OR LEAVE IT!, It's a Hard, Hard Life, Let Me Be).

Ogólnie nie jestem muzycznym geniuszem, ale umiem docenić kunszt, kiedy by należało. Jem ma tylko 65 odcinków i aż 187 piosenek. Zrobić je nie tylko różnorodnymi, ale przyjemnymi to coś, czego się zazwyczaj twórcom dzisiaj nie chce.
Niestety.

Na marginesie - czy Hasbro może wydać zbiorczą płytę z piosenkami? Byliby kupcy...

Stały poziom

Tutaj mnóstwo fanów się ze mną nie zgodzi, ale moim zdaniem Jem nie tylko trzyma poziom, ale nawet trzeci sezon jest najlepszy. Wielu fanów twierdzi, że po pojawieniu się The Stingers poziom bardzo spada i w ogóle są niepotrzebni, ale ja się nie zgadzam. Dla mnie Stingers to świetnie urozmaicenie i co więcej - trzeci sezon zawiera prawie wszystkie moje ulubione odcinki, sorry.

Jak chcecie zobaczyć spadek poziomu w ostatnim sezonie, to obejrzyjcie X-men z lat 90tych. Na piąty sezon nie da się (nie da się fizycznie po prostu) patrzeć, więc fani Jem nie wiedzą, co to prawdziwy ból.

Ten serial miał się ciągnąć w najlepsze jeszcze dłużej, ale zabawki się przestały sprzedawać, więc Hasbro go ucięło.

Jak zawsze - są odcinki mniej lub bardziej udane, ale zawsze jest przygoda i lekcja, które niekoniecznie muszą być ukazywane tak infantylnie i rozwiązywane w tak oczywisty sposób, że się zgrzyta zębami. Poza odcinkiem The Day the Music Died (uznajmy, że go nie było), nie traktuje się odbiorcy jak idioty, co w dzisiejszych czasach też jest jakiś ewenementem.


Nie próbuje oczywiście namawiać was do oglądania, bo to trzeba być odpowiednio świrniętym, ale warto jednak pochylić się nad tym, że bądź co bądź - kreskówki zaliczają regres w stosunku do przeszłości.
Na szczęście jest jeszcze światełko w tunelu! Ale o nim innym razem :).

  • Share:

You Might Also Like

3 komentarze

  1. A mnie zaciekawiłaś, tradycyjnie wrócę z komentarzem po obejrzeniu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo tego oceanu peanów, fabularnie nie powala, więc nie wiem, czy mimo wszystko warto :P.

      Usuń
    2. Zobaczę kilka odcinków i przekonam się, czy to kreskówka w moim typiet:D.

      Usuń

Szanujmy się nawzajem.