Błądzę we mgle

By Alicja Kaczmarek - 12/11/2017

Czasem chciałabym po prostu mieć coś, z czego mogę być dumna, a czasem chciałabym po prostu być dumna z siebie, a przez większość czasu mam tylko ochotę wyjść z siebie i nigdy nie wracać.

Momentami chcę tylko rzucić wszystkim i pisać, pisać i pisać. Ale przypominam sobie, że mam ważniejsze rzeczy i w gruncie rzeczy nie robię nic, bo ileż można.

Wiecie co, chciałabym być jedną z tych osób, które mogą robić tylko produktywne rzeczy i nie potrafią się obijać. No kurczę, bardzo bym chciała. Ale nie jestem.

Przynajmniej to jedno wiem.

Bo normalnie nie mam pojęcia, kim jestem.

I tak chodzę po życiu, próbując odpowiedzieć sobie na pytania: kim jestem? i gdzie idę? Często czuję się jak jeden wielki kontrast, chodząca sprzeczność, jak układanka, gdzie żadne puzzle nie pasują, jak
konstelacja, która boleśnie odczuwa odległości między swoimi gwiazdami.

Chciałabym być jedną gwiazdą, jak kiepsko napisane postaci w książkach, które mają tylko jedną twarz, tylko jedną stronę, tylko jeden charakter.

Piszę to wszystko, aby przekazać wam, że raz na jakiś czas leżę na dnie sinusoidy moich nastrojów i bardzo ciężko jest mi się wydrapać i to owocuje np. w ponad miesięcznej pustce na blogu. Ot, kolej losu.

Myślałam, co odpowiedniego powinnam napisać po takiej przerwie i próbowałam wielu rzeczy, ale nic nie wydaje się dość dobre. Im dłużej się nie pisze, tym ciężej potem wrócić.

Ale hej! Mój brat trochę się zdziwił, kiedy mu to powiedziałam, ale przedłużam domenę na kolejny rok. Naprawdę nie zamierzałam nigdy porzucać tego bloga. Wręcz przeciwnie, sądzę nawet, że przerwa dobrze mi zrobiła.

Dystans i świeże spojrzenie są zawsze w cenie.

Nie zamierzam wracać jeszcze do regularnego i częstego postowania, na pewno nie teraz. Ale też nie chcę obudzić się w maju i stwierdzić, że nic nie mam.

A jak się jeszcze na te moje studia nie dostanę, to już w ogóle zostanę z niczym.

Więc chciałabym coś pisać jednak. Nie zawsze będą to rzeczy dobre, nie zawsze będzie mi to przychodziło jasno, ale chcę pisać i lubię pisać i przestanę się szczypać, że muszę wam wynagradzać moją ciszę.

Chcę po prostu wrócić na jakąkolwiek ścieżkę i patrzeć na konstelacje, a nie być nimi.

A z blogiem zawsze było mi lepiej niż gorzej. Więc wracam. Żyję. Będę pisać. Może nawet uda się raz w tygodniu, skoro już mi tak spadło z nieba jedno wolne popołudnie.

To co, może pseudorecenzja nowej książki Johna Greena?

  • Share:

You Might Also Like

26 komentarze

  1. PSEUDORECENZJA NOWEJ KSIĄŻKI JOHNA GREENA, PROSZĘ!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze nie wiedziałam, że Green wydał nową książkę, jestem trochę w tyle. Jeśli mogę się spytać, w jakim kierunku chciałabyś pójść na studia? Moja siostra ma obecnie podobny problem, jak ty. Dzięki Bogu, mi zostało parę lat. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię mówić o moich planach, bo potem mi głupio, jak się nie udaje :). Ale celuję w języki.
      Dziękuję! Trzymam kciuki za twoją siostrę :).

      Usuń
  3. Alicjo kochana! Jak się cieszę, że żyjesz <3
    Bardzo utożsamiam się z egzystencjonalnymi dylematami i, niestety, jeszcze bardziej rozumiem ból związany z nieproduktywnością. To straszne uczucie, kiedy masz taką tonę rzeczy do zrobienia, że nawet nie wiesz od czego zacząć, po czym nagle wieczorem orientujesz się, że cały dzień przeleciał ci między palcami... Ale Ty piszesz swojego bloga, i to uważam za bardzo produktywne! I myślę, że nie ma złych postów, skoro każdy post to takie małe zwycięstwo, prawda? Ja w każdym razie zawsze te Twoje małe zwycięstwa chętnie czytam. I bardzo proszę o pseudorecenzję Greena! Może w końcu się dowiem, o co chodzi z tymi żółwiami?
    Trzymaj się ciepło, moja ulubiona blogerko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, no i oczywiście nigdy nie pogardzę Twoimi przemyśleniami na temat nowych odcinków Miraculous :D I - nie wiem, czy już widziałaś albo zamierzasz - chętnie poznam Twoją opinię na temat "Coco". (Ja jeszcze nie widziałam, ale wybieram się jakoś w przyszłym tygodniu).

      Usuń
    2. Awww <3
      Dziękuję za ten komentarz!
      Nie wiem, czy się czegoś ode mnie na temat żółwi konkretnego można dowiedzieć, bo ja nawet nie wiem za bardzo, o czym ta książka jest, tak że tak.
      Jestem trochę do tyłu z kreskówkami, ale planowałam uzewnętrznić się na temat kilku naraz, tylko muszę się zebrać i nadrobić w końcu, ech.
      Zamierzam, ale sucho w portfelu, tyle teraz rzeczy do oglądania :(.
      Wysyłam miłość!

      Usuń
    3. To prawda, susza w portfelu to jedno, klasa maturalna i zapchany terminarz to drugie... A rzeczy do oglądania są, i to rozrzucone po całej Polsce. (Co mnie podkusiło, żeby zostawać musicalowym nerdem?!).
      Ach, kurczę, a ja miałam nadzieję na te żółwie... No ale trudno, na bezżółwiowe też czekam, i oczywiście na kreskówkowe uzewnętrznianie się również ^^

      Usuń
    4. Również chętnie się dowiem co sadzisz o Coco! Mi się bardzo podobało, i nigdy w życiu tak nie ryczałam w kinie, przysięgam.

      Usuń
  4. Akurat dzisiaj wchodziłam na bloggera, żeby zobaczyć czy nie ma czegoś nowego i tak się zdziwiłam, że już 5 tyg minęło od ostatniego posta u ciebie.
    A co do treści posta - tak bardzo się identyfikuje, chociaż jestem rok strasza, eh. Tylko ty masz jakiś kierunek zaplanowany, a ja czuję się jak powłoka człowieka, którą nie mam jak wypełnić. I tak bardzo chciałabym wrócić na bloga, ale boję się, że jak po rzuceniu informacji, że spędzam gap year w Londynie wstawię personalny wpis, to wszystkich zawiodę. Cóż, nie chciałam wyjechać z taką prywatą w tym komentarzu, przepraszam.
    Jeśli ten post uświadomił mi jeszcze coś innego, to to, że czekam na kolejny bardziej niż mi się wydaje. Obojętne czy to będzie pseudorecenzja/kartka z pamiętnika czy kolejny odcinek inspirująch kobiet (ekchem, ekchem).
    Powodzenia, wierzę w ciebie i (mam nadzieję, że się tym nie wygłupię, o ile nic się nie zmieniło, to z tego co wiem jesteś wierząca) pamiętam o tobie w modlitwie.
    PS: Jeszcze ostatnia sprawa: jeśli jest jedna rzecz, której nauczyłam się w tym roku, to to, że produktywność jest przereklamowana. A prokrastynacja to nie lenistwo, a strach. Przynajmniej w moim przypadku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja tak czekam na post u ciebie! Prywatne posty zawsze się najciekawiej czyta, nie ma co się bać, o ile tylko czujesz się z takim uzewnętrznianiem komfortowo. Nie przepraszaj :).
      Akurat przed chwilą myślałam o tym, coby nie napisać w końcu inspirujących, bez kitu. Tak było.
      Dziękuję bardzo! Jestem wierząca, aczkolwiek trochę sieję herezje na prawo i lewo, tak że nie wiem, czy i tak nie skończę w piekle. Może kiedyś opiszę jakoś bardziej, jak ja to widzę wszystko, ale trochę się boję. Tak czy siak modlitwa nigdy nie jest wygłupem, nawet dla osoby niewierzącej to powinien być chyba najwyższy wyraz uznania, w sensie - nie da się praktycznie zrobić czegoś więcej, niż się pomodlić, nawet jeśli osoba, za którą się modlimy, nie wierzy w moc tejże modlitwy. Ja tak to widzę w każdym razie i myślę, że nikt rozsądnie myślący by się za to nie obraził. Szczerze, po samym przeczytaniu tych słów czuję się silniejsza. Nie masz pojęcia, ile to dla mnie znaczy.
      Coś w tym jest, ale ja się zawsze czuję lepiej, jak coś zrobię. Im dłużej nic nie robię, tym szybciej zsuwam się po sinusoidzie.
      Bardzo dziękuję jeszcze raz i ściskam ciepło!

      Usuń
    2. Jako osoba niewierząca pozwolę sobie potwierdzić słowa Alicji. Nawet jeżeli nie wierzę w moc modlitwy, to szalenie miłe, że hipotetyczny ktoś chce poświęcić dla mnie swój czas. Wzajemny szacunek przede wszystkim :).

      Usuń
  5. TAK BARDZO ZA TOBĄ TĘSKNIŁAM ŻE NAWET SOBIE NIE WYOBRAŻASZ.
    Łączę się w bólu bycia rozbitą konstelacją.
    Bardzo, bardzo, ale to bardzo się cieszę, że wracasz ❤.
    Bardzo. ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤ .
    Ja czekam na post o przyjaciołach :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3333333333
      Tak na niego czekasz, że boję się, że cię zawiedzie w ostatecznym rozrachunku XD

      Usuń
    2. E tam, nie oczekuję nic odkrywczego :D. Chcę tylko wiedzieć kogo z 6 lubisz najbardziej, kogo najmniej i takie pierdółki ;).

      Usuń
    3. Chandlera i Monicę, ich też najbardziej shipuję (goal życiowy). W sumie nie ma w 6 nikogo, kogo nie lubię. Ciężko wskazać. Każdy ma swoje słabe i dobre momenty :). Jakby się zastanowić, to pewnie wybierałabym między Rachel i Phoebe, ale jakoś wydaje mi się to niewłaściwe, nie chcę wybierać, toż to wszystko moje biedne dzieci :D.

      Usuń
  6. Cieszę się, ze wróciłaś... na Twój blog trafiłam dzięki Blogmas, którymi jestem oczarowana... może napiszesz coś w tym klimacie? Do Świąt jeszcze jest trochę czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podobało ci się Blogmas <3! Niestety, nie dało rady, ale pewnie w przyszłym roku wrócę do świątecznych rzeczy, bo jeszcze zostały i książki :).

      Usuń
  7. Jaki fajny post! Utożsamiam się :D. Ala, wpadłabyś na aska, i odpowiedziała na pytania które masz w skrzynce? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ich tam dosłownie kilka, ale mogę. Wcisnę gdzieś w grafik :P.

      Usuń
    2. Nie sądziłam że masz aż tak zapchany grafik :P

      Usuń
  8. AAAA
    TAK.
    Ja też jestem rozbitą konstelacją. Wydaje mi się, że jestem daleka od siebie, że nie wiem, kim chcę być, że błądzę, błąkam się, szukam swojej drogi. Zastanawiam się, czy chcę być tym, kim jestem, czemu czuję się źle ze sobą, co chcę zmienić i czy coś w ogóle, bo ja się boję zmian. Inaczej, boję się tego, czego nie umiem przewidzieć. Czyli wielu rzeczy. Większości. Wybacz, trochę bredzę. Próbuję częściej wychodzić ze strefy komfortu, częściej zbierać się na odwagę, bo boję się ryzykować, nawet jeżeli czegoś bardzo pragnę i bardzo chcę spróbować. Boję się podejmować wiążące decyzję. Ktoś wyżej napisał, że prokrastynacja często wynika ze strachu i... trochę tak.
    Ale wiem, o czym piszesz (chyba), bo wydaje mi się, że składam się ze sprzeczności, które ciężko pogodzić. Z jednej strony ogromna nieśmiałość, z drugiej przypływy pewności siebie i szalone impulsy w rodzaju pytania, czy mogę zrobić komuś zupełnie obcemu zdjęcie jego skarpetek (sic! Zgodził się, mam zdjęcie). Mam w sobie ostatnio tyle gniewu, tyle złych emocji, często płaczę, a z drugiej strony tyle jest wspaniałych rzeczy wokół i miewam dzikie napady entuzjazmu bardzo często (bo ja się wszystkim ekspresywnie zachwycam mocno). Ciągłe huśtawki nastroju. I ogromne zmęczenie. Jak rozbita konstelacja. Zbyt duże odległości między poszczególnymi gwiazdami (szalenie podoba mi się to porównanie).
    Więc utożsamiam się mocno :')
    Ach, jak dobrze, że wróciłaś, Alu.
    Też ostatnio miałam ponad miesięczną przerwę w blogowaniu i napisanie nowego posta było niewiarygodnie kojące. Właściwie... właściwie byłoby mi bardzo miło, gdybyś go przeczytała. Nigdy Cię o to nie prosiłam, ani nie proponowałam, nie chcę spamować ani się narzucać. Dlatego po prostu mówię, że byłoby mi bardzo miło. Nie będę ,,podpisywać się linkiem", bo jeżeli będziesz chciała, to znajdziesz :)
    Trzymam kciuki mocno, mocno, mocno, będzie dobrze, trzymaj się ♥ Niecierpliwie czekam na kolejny post. Czy o Greenie, czy o czymkolwiek.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Zapomniałam się zapytać! Widziałaś może Coco? Jak wrażenia?

      Usuń
    2. Ja bardzo chętnie przeczytam! Czy mogę poprosić o link? :)

      Usuń
    3. O, no pewnie :) Proszę uprzejmie:
      http://takizwyczajnyblog.blogspot.com/2017/12/dlaczego.html

      Usuń
    4. Dziękuję za ten komentarz!
      Też się cieszę, że wracam :D.
      Oczywiście, że przeczytam, już się za to zabieram :).
      Coco nie widziałam nadal.

      Również pozdrawiam!

      Usuń

Szanujmy się nawzajem.