Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



piątek, 25 sierpnia 2017

Jestem swoim największym krytykiem

Spocznijcie hejterzy, prawdopodobnie wytknę sobie więcej wad niż wy zauważycie.

Na pewno znacie to uczucie, kiedy patrzycie na coś, co zrobiliście i myślicie sobie "wow, dobra robota". Ale następnego dnia albo po tygodniu, po miesiącu, po roku to już nie jest dobre. Dochodzi do sytuacji kiedy coś, z czego kiedyś byliście niesamowicie dumni, nie podoba wam się w ogóle - a nawet się tego wstydzicie. To jest okej. To jest dobre. To naturalny i pożądany proces, bo wskazuje wasz rozwój.

To niezwykle istotne, żeby zauważać własne błędy, ponieważ nikt ci ich nie wytknie. Oczywiście dwa czy trzy ktoś chętnie ci wskaże, ale to twoja rola, aby zaglądać w każdy kąt i dopieszczać coś, co wychodzi spod twoich rąk. Albo w drugą stronę - zostawiać część błędów, ale z każdym następnym dziełem popełniać ich coraz mniej (to ja). To jest okej. To jest dobre.

Nie sądzę, abym kiedykolwiek była w stu procentach zadowolona z mojej pracy. Naprawdę. Nawet Mickiewicz prosił o wybaczanie błędów w jego pracach (to tak obok jego ogromnego ego), a kimże ja jestem przy Mickiewiczu? Autorką kilku fan ficów?

Ostatnio na jednej z grupek rysunkowych (bardzo lubię grupki rysunkowe, ale nie rysuję) przeczytałam bardzo ważne zdanie, że nie trzeba starać się być lepszym od wszystkich dookoła, tylko od siebie z przeszłości, a sprostać trzeba tylko oczekiwaniom przyszłej siebie. Wryło mi się to w mózg prawie tak bardzo, jak ta historyjka o instruktorze łucznictwa, która krąży po tumblrze, że "nie trafiasz, bo skupiasz się na celu, a nie na swoich działaniach".

Kto nie idzie do przodu, ten się cofa, bo wyprzedzą cię wszyscy dookoła, taka jest prawda. A żeby iść do przodu, trzeba wiedzieć, jakie przeszkody omijać. Jesteś nie tylko swoim największym rywalem - jesteś swoim największym sprzymierzeńcem.
Jeśli ty nie jesteś w stanie dać sobie kopa na zachętę, to nie wiem, kto będzie. Jesteś sterem swojego własnego okrętu, bez względu na to, jak okropnie lamersko to brzmi.

Trzeba być dobrym kapitanem. A dobry kapitan nie tylko chodzi po portach i rozpowiada, jaki ma super statek, ale zauważa dziurę, która podtapia mu okręt, i ją łata.

Nie ma nic złego w dziurze w statku. To znaczy, że statek nie stoi w porcie i nie błyszczy, tylko podróżuje i sterują nim ludzie z niezłymi przygodami na koncie.

Jedyny problem, to zamykać oczy na dziurę, bo możesz nie dopłynąć do następnego portu.

Dobry kapitan zna zalety swojego statku i umie je wykorzystać, ale jeszcze lepiej zdaje sobie sprawę z jego wad.

Dlatego nie wstydzę się wstydu. Serio. Co z tego, że nie podoba mi się już Lament? Pół roku temu byłam tak dumna, że aż głowa mi napuchła. Nie napisałam do tej pory nic lepszego, więc na razie z nim zostanę. Wiem, co mi się w nim nie podoba - to jedyne, co się liczy.

Nie ma sensu krytykować się dla samego faktu krytykowania. Znać swoje wady, a nie wiedzieć, że jest się do kitu - w tym sęk.

A więc czapki na głowy i do roboty, kapitanowie. Pomyślnych wiatrów.

picjumbo



5 komentarzy:

  1. Proszę pani,
    jestem
    pod
    ogromnym wrażeniem

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądry tekst!

    Ja też lubię być na grupie rysunkowej, a rzadko kiedy rysuję. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oficjalnie kocham ten post ♥ Jest mi bardzo bliski. Bo przecież ile, ach, ile razy byłam z czegoś tak bardzo, bardzo dumna, a potem stwierdzałam, że to jeden wielki szajs? Albo po prostu, zwyczajnie mi się nie podobało? Normalna sprawa i szalenie potrzebna - to, co piszesz, żeby dostrzegać swoje wady. Człowiek uczy się na własnych błędach. Wiem, co jest nie tak z moimi opowiadaniami. Wiem, z czym mam największy problem. Uczę się na starych tekstach i czytając je, dostrzegam błędy, których staram się nie popełniać w kolejnych. Ostatnio czytałam tekst, który zaczęłam rok temu i zimą tego roku przerwałam nad nim pracę. Odczekałam parę miesięcy i znowu do niego zajrzałam. Taka lektura po pewnym czasie była niesamowicie odświeżająca i potrzebna - mogłam spojrzeć na własne opowiadanie chłodnym okiem, dostrzec mocne strony, ale przede wszystkim te słabe. Ułomności historii, niezbyt trafne sformułowania, zgrzyty w postaciach, dialogu i stylu...

    Chodzi po prostu o to, żeby cały czas pracować, dostrzegać swoje błędy, wyciągać wnioski. Jeżeli człowiek, niezależnie od dziedziny, w której się porusza, pomyśli: ,,umiem wszystko, już jest dobrze", to przestaje się rozwijać i staje w miejscu. Zawsze jest coś, czego można się nauczyć. Zawsze jest coś, co można poprawić. Chodzi o to, żeby szlifować warsztat, dopieszczać teksty, udoskonalać je. Dla mnie to właściwie ekscytujące - tyle mogę się nauczyć. Tyle pozostało do odkrycia.

    Ten cytat o strzelaniu z łuku bardzo do mnie trafia - ostatnio skupiałam się właśnie bardziej na celu, niż na działaniu, próbując napisać pewne opowiadanie. Cały czas odrzucałam kolejne pomysły, jako niewystarczająco dobre i myślałam tylko o tym, jak na tekst zareagują inni, zamiast, do cholery, pisać, działać. Myślałam, że już wyszłam z takiego myślenia, ale nope. Gdzieś wciąż siedzi we mnie blokujący perfekcjonizm, już prawie wykorzeniony.

    Alu, chciałam Ci tylko napisać, że Twoje posty bardzo często dawały mi do myślenia, dawały mi gigantycznego kopa do pisania, do pokonania artblocka i do działania. Ten blog wiele razy był dla mnie dużą inspiracją. Więc... dziękuję.

    Czy ja nie piszę za długich komentarzy? :')

    Ahoj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww, dziękuję i zawsze do usług! To dla mnie największy komplement.

      Twoje komentarze są lepsze niż moje posty, szczerze mówiąc, więc się nie martw.

      Usuń
  4. O ja.
    Boże, jak dobrze to znam.
    Znam i nie cierpię - nie cierpię tak napisać coś takiego nawet malutkiego tyciego tyciego i być zadowoloną, ba!, może nawet dumną, a potem spojrzeć na to coś rano i mieć ochotę udusić autora własnymi rękami, i orientować się, że prawdopodobnie byłoby to fizycznie niemożliwe. Uch.
    Oczywiście masz jednak rację, to uczucie świadczy o rozwoju, a rozwój to chwała, mówiąc krótko. I trzeba tylko czekać na moment, w którym zadowolenie, przynajmniej częściowe, potrwa jednak dłużej niż dzień czy pół roku. Albo może niekoniecznie czekać na ten moment, tylko raczej na niego pracować.
    Będę wracać do tego posta, bądź za niego pochwalona i błogosławiona!
    Z uniżeniem,
    B.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).