Jestem swoim największym krytykiem

By Alicja Kaczmarek - 8/25/2017

Spocznijcie hejterzy, prawdopodobnie wytknę sobie więcej wad niż wy zauważycie.

Na pewno znacie to uczucie, kiedy patrzycie na coś, co zrobiliście i myślicie sobie "wow, dobra robota". Ale następnego dnia albo po tygodniu, po miesiącu, po roku to już nie jest dobre. Dochodzi do sytuacji kiedy coś, z czego kiedyś byliście niesamowicie dumni, nie podoba wam się w ogóle - a nawet się tego wstydzicie. To jest okej. To jest dobre. To naturalny i pożądany proces, bo wskazuje wasz rozwój.

To niezwykle istotne, żeby zauważać własne błędy, ponieważ nikt ci ich nie wytknie. Oczywiście dwa czy trzy ktoś chętnie ci wskaże, ale to twoja rola, aby zaglądać w każdy kąt i dopieszczać coś, co wychodzi spod twoich rąk. Albo w drugą stronę - zostawiać część błędów, ale z każdym następnym dziełem popełniać ich coraz mniej (to ja). To jest okej. To jest dobre.

Nie sądzę, abym kiedykolwiek była w stu procentach zadowolona z mojej pracy. Naprawdę. Nawet Mickiewicz prosił o wybaczanie błędów w jego pracach (to tak obok jego ogromnego ego), a kimże ja jestem przy Mickiewiczu? Autorką kilku fan ficów?

Ostatnio na jednej z grupek rysunkowych (bardzo lubię grupki rysunkowe, ale nie rysuję) przeczytałam bardzo ważne zdanie, że nie trzeba starać się być lepszym od wszystkich dookoła, tylko od siebie z przeszłości, a sprostać trzeba tylko oczekiwaniom przyszłej siebie. Wryło mi się to w mózg prawie tak bardzo, jak ta historyjka o instruktorze łucznictwa, która krąży po tumblrze, że "nie trafiasz, bo skupiasz się na celu, a nie na swoich działaniach".

Kto nie idzie do przodu, ten się cofa, bo wyprzedzą cię wszyscy dookoła, taka jest prawda. A żeby iść do przodu, trzeba wiedzieć, jakie przeszkody omijać. Jesteś nie tylko swoim największym rywalem - jesteś swoim największym sprzymierzeńcem.
Jeśli ty nie jesteś w stanie dać sobie kopa na zachętę, to nie wiem, kto będzie. Jesteś sterem swojego własnego okrętu, bez względu na to, jak okropnie lamersko to brzmi.

Trzeba być dobrym kapitanem. A dobry kapitan nie tylko chodzi po portach i rozpowiada, jaki ma super statek, ale zauważa dziurę, która podtapia mu okręt, i ją łata.

Nie ma nic złego w dziurze w statku. To znaczy, że statek nie stoi w porcie i nie błyszczy, tylko podróżuje i sterują nim ludzie z niezłymi przygodami na koncie.

Jedyny problem, to zamykać oczy na dziurę, bo możesz nie dopłynąć do następnego portu.

Dobry kapitan zna zalety swojego statku i umie je wykorzystać, ale jeszcze lepiej zdaje sobie sprawę z jego wad.

Dlatego nie wstydzę się wstydu. Serio. Co z tego, że nie podoba mi się już Lament? Pół roku temu byłam tak dumna, że aż głowa mi napuchła. Nie napisałam do tej pory nic lepszego, więc na razie z nim zostanę. Wiem, co mi się w nim nie podoba - to jedyne, co się liczy.

Nie ma sensu krytykować się dla samego faktu krytykowania. Znać swoje wady, a nie wiedzieć, że jest się do kitu - w tym sęk.

A więc czapki na głowy i do roboty, kapitanowie. Pomyślnych wiatrów.

picjumbo

  • Share:

You Might Also Like

6 komentarze