Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 22 lipca 2017

4 rzeczy o pisaniu, o których chciałabym wiedzieć wcześniej

Na naukę nigdy nie jest za późno, ale czasem wolałabym, żeby przyszła nieco wcześniej.

Nie inaczej jest z pisaniem, gdzie czasem do rzeczy oczywistych dochodzi się latami. Oto moje cztery największe nauki, które przyszły zdecydowanie za późno.

Nikt nie ma racji.


Serio. Nie ma jednej dobrej drogi pisania. I tak naprawdę nic nie jest złe, kwestia tylko tego, ilu ludziom się spodoba, a to przecież nie musi być dla ciebie najważniejszy wyznacznik, wręcz przeciwnie. Więc jeśli ktoś mówi ci, że w narracji pierwszoosobowej się nie opisuje, tylko "przemyca" wskazówki co do otoczenia i wyglądu postaci - sam musisz zdecydować, co z tym zrobisz. Mnie dużo bardziej denerwuje takie przemycanie, bo jest ewidentnie nienaturalne i sztuczne.
Musisz być panem swojej własnej twórczości, jak ktoś ci powie, że nie należy pisac smutnych rzeczy, bo to ATENCYJNE, to no sorry ale pfff. W duszy mi fluff nie gra, więc zostanę przy smutach.

Opowiadania są lepsze od powieści.


Serio. Pisanie powieści to największa strata czasu, jaka może być. Oczywiście, to marzenie, ale póki nie mam żadnych poważnych planów, to to kompletnie zbędne. Po pierwsze: w opowiadaniach nie ma wypełniaczy. Dziesięć słabych rozdziałów o niczym nie zatonie w kupie rozdziałów z pogubionymi wątkami. Opowiadania nie dają ci przestrzeni na nudę i pozwalają na szybkie ćwiczenie różnych aspektów pisania, a nie pałowanie się z jednym gatunkiem przez LATA. Oczywiście mogę nie mieć racji (patrz: punkt pierwszy), ale jeśli ktoś chce znać moje zdanie, to moje zdanie właśnie tak brzmi: powieści ssą. O wiele lepiej ćwiczyć sobie na opowiadaniach, nowelach i pojedynczych scenach. Jak chcesz napisać scenę kłótni, to nie musisz wymyślać setek stron o schodzeniu się tej pary. Napisz scenę kłótni i żyj dalej.
No i ostateczna zaleta - opowiadania łatwiej skończyć :).

Nie musisz nikogo zadowalać.


To jest ta tragiczna prawda, że mimo że pisanie "dla siebie" jest, moim zdaniem, zazwyczaj okłamywaniem samego siebie, to należy pisać to, co chciałoby się czytać. Co TOBIE się podoba. Jeśli nie podoba się ludziom, którzy cię czytają, to nie musisz nic zmieniać. Nie powinnaś/nie powinieneś czuć się źle ze swoją twórczością. Zawsze myśl o tym, czy możesz się pod tym podpisać z czystym sumieniem. Oczywiście ważne jest, żeby odkrywać nowe pola, ale jeśli ktoś miał się rozejść, to zostaw ich tak, a nie schodź z powrotem na siłę, bo czytelnicy niezadowoleni.
Problem z czytaniem jest taki, że nie można powiedzieć "Lepiej by było, gdyby Jim przeżył", bo śmierć Jima to punkt kulminacyjny i znając tę wersję historii - okej, może się wydawać, że lepiej by było na wesoło. Ale gdyby w pierwszej kolejności powstała wersja wesoła, to byłaby nijaka i nikt by nie powiedział "Moim zdaniem powinnaś na końcu zabić Jima z zimną krwią". Nie, wszyscy powiedzieliby że jest "w porządku" i "bez szału". Nie można wprowadzać poprawek, które wyglądają dobrze tylko na zasadzie porównania z wersją poprzednią, a same w sobie są słabe. Dzieło musi bronić się samo, niestety.

Łącz pomysły.

Wyjątkowo trudno mi było na to wpaść, ale do każdej małej scenki nie trzeba dorabiać historii. Trochę ją pozmieniaj i wrzuć w dłuższą historię - to niesamowita oszczędność czasu i energii, a i ta dłuższa historia wyda się ciekawsza. Łącz niedopracowane pomysły na historie w jedno - w ten sposób szybciej przejdziesz do realizacji. I tyle.



5 komentarzy:

  1. Wygląda legitnie, ale ja tam się nie znam :V.
    Uważam że zb to życie, więc ufam że wiesz o czym mówisz :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie piszę, ani opowiadań, ani nowelek, ani powieści, więc wypowiem się raczej jako czytelnik. Nauki ciekawe, choć szczerze wolę czytać powieści niż opowiadania (nowele), ale rzeczywiscie te krótsze formy wymagają mniej czasu i można je lepiej dopracować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod wszystkimi czterema. Piszę sobie już trochę (licząc od pierwszej pisanej w wieku lat sześciu ,,książki", to dziewięć lat ;)) i o wielu z tych rzeczach też chciałabym wiedzieć wcześniej. Ale z drugiej strony, wszystko przychodzi dopiero po jakimś czasie, nawet do rzeczy tak pozornie oczywistych dochodzi się później. Ale nawet, jeśli zastanawiamy się, czemu, u licha, nie wpadliśmy na to wcześniej, to jak napisałaś - na naukę nigdy nie jest za późno!
    Chociażby z opowiadaniami - kiedyś zawsze pisałam ,,książki", jak to mówiłam, oczywiście żadnej nie kończąc. Po prostu cały czas rzucałam się na rzeczy długie. A opowiadania są naprawdę super. Po pierwsze, z reguły się je kończy. Po drugie i chyba najważniejsze, bardzo pomagają ćwiczyć warsztat, łatwiej je dopracować, zajmują mniej czasu. Po trzecie, opowiadaniami można w pewien sposób zbudować sobie ,,markę". Wydaje mi się, że często autorom, których opowiadania były wcześniej publikowane i nagradzane, chociażby w fanzinach, czasopismach, itp. albo nominowane do Zajdla, jest potem łatwiej przy staraniu się o wydanie debiutu powieściowego.
    W ogóle krótkie formy pomagają się rozwijać, szlifować styl, umiejętności. Wydaje mi się, że wiele osób od razu bez sensu rzuca się na powieść, bez wprawy w opowiadaniach i w efekcie wychodzi im to średnio albo w ogóle nie wychodzi, bo szybko to porzucają. Takie ruszanie z motyką na słońce. Powieść to takie opowiadanie w skali max. Powieść to hardcore. Rok temu zaczęłam prace nad powieścią właśnie, bo miałam bardzo rozbudowany pomysł i radośnie zaczęłam. Teraz muszę wiele, wiele rzeczy pozmieniać, właściwie trochę przewrócić historię do góry nogami, bo niestety, ale okazało się, że nie radzę sobie z budowaniem skomplikowanej fabuły. Dowaliłam multum wątków i postaci, klimat historii nagle skręcił w zupełnie inną stronę, zaplątałam się w tym, co chcę opowiedzieć. Jasne, będę wciąż pracowała nad tą opowieścią, ale zrozumiałam, że najpierw zdecydowanie muszę nauczyć się tworzenia fabuły w krótszych formach. I do tego będę dążyć. W ogóle to doświadczenie pokazało mi, nad czym muszę popracować: nad fabułą, ekspozycją, tym, żeby w tekście coś się w ogóle działo... Mam teraz taki plan, żeby pisać dużo opowiadań. I je kończyć.
    Matko, wciąż piszę o sobie.
    Łączenie pomysłów - tak, tak i jeszcze raz tak. I tak. Po co fajne rzeczy mają się marnować, skoro można je wrzucić do już gotowego zamysłu tekstu? Zresztą moje twory to często miks nawet kilku pomysłów.
    Z dwoma pozostałymi też oczywiście się zgadzam - w pisaniu nie ma złych i dobrych ścieżek. Każdy buduje swój indywidualny styl, sposób opowiadania historii i nie należy nikogo zadowalać na siłę, tylko pisać to, co Ci w serduszku gra, o.
    O co chodzi z tym ,,przemycaniem" wskazówek w narracji pierwszoosobowej? Chyba nie zrozumiałam do końca...

    Matko, wybacz długi i chaotyczny komentarz :')

    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię tę "edukacyjną" stronę Deszczy :D zawsze jest nadzieja, że trafi tu ktoś, kto potrzebuje twojej wiedzy. Będę trzymać kciuki, żeby tak się stało. Sama nie piszę żadnych opowiadań i tak dalej, ale gdyby moje koleżanki je pisały, pewnie podesłałabym im ten post. Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).