Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



niedziela, 28 maja 2017

Zamieszkałam w gnieździe os

Czyli Ala Holmes i Wszystkie Sekrety One Direction.

Niełatwo pisać mi ten post, ale prawda jest taka, że pięć miesięcy, jakie spędziłam na obserwowaniu One Direction, a przede wszystkim - ich fandomu, zostawiło mnie z taką chmarą myśli, że myślę, że jednak warto się tym podzielić.

Zacznijmy od tego - jestem osobą z zewnątrz. Kiedy One Direction było u szczytu swojej chwały, ja słuchałam emo rocka i gardziłam absolutnie wszystkim, co było choćby odrobinę popularne. Tak było. A w samo gniazdo os weszłam bez intencji interesowania się ich muzyką - nie, nie, potrzebowałam riserczu na temat celebrytów i szipowania dwóch mężczyzn, a Larry wydał mi się idealny do tego celu. Moje badania zaowocowały w Teenage Dream i masą przemyśleń.

Jeśli tak jak i ja jesteś osobą przypadkową, zastanów się, co ci się kojarzy ze słowem "dajrekszonerka", a jeszcze nie daj Boże z "Larry shiper". Już ja wiem co. Pozwólcie więc, że pokażę wam, co udało mi się zaobserwować - najpierw o fandomie, a potem o samy 1D.

Po pierwsze - ten fandom jest straszny. Naprawdę, nie przesadzam. Może nie mam za wielkiego porównania, ale generalnie jest okropnie podzielony i wszystko opiera się na rywalizacji - która grupa shiperów aktualnie "wygrywa". Straszna sprawa.

Przy czym duży, naprawdę duży odsetek dajrekszonerów mówi okropne rzeczy o swoim własnym fandomie, czyli ni mniej ni więcej tylko sika do własnej piaskownicy i powoduje spory. Wiecie, niezależnie od tego, w co się wierzy i kogo szipuje czy nie, każdy człowiek powinien być szanowany, jakkolwiek bzdurne według ciebie nie są jego opinie. W sumie, skoro tak bardzo jedna grupa jest przekonana, że ma rację, to niech wykaże się tą wyższością i wyraża swoje opinie kulturalnie. I, niestety, takie jednostki są w każdej z podgrupek.

Bo ten fandom jest ogromny. To wielka siła, są jak armia, której brakuje generała. Zjednoczony fandom One Direction to byłby huragan, naprawdę. Wiecie, że wczoraj One Direction wygrało nagrodę dla najlepszego międzynarodowego zespołu? Co w tym dziwnego? Prawdopodobnie to, że od półtora roku są na "przerwie". Noale.

Wiecie, co mnie najbardziej przeraziło? Wszędobylska idealizacja. Chłopcy są aniołami na ziemi. Koniec, kropka. Bez znaczenia czy mówi to nastolatka, czy dojrzała kobieta. Idealni. Jedyny stereotyp, którego potwierdzenie znalazłam.

Chyba tyle z narzekań. Jak każdy fandom, ma ogromny przekrój jednostek, który zachowuje się lepiej lub gorzej, a z powodu swojej wielkości te negatywne zachowania są bardziej widoczne.

Ale pewnie nie wiecie, że directioners robią też niesamowite rzeczy. Nie tylko niesamowite projekty dla "swoich chłopaków", ale też zbiórki charytatywne. Jak np. zebranie ponad 27 tysięcy dolarów dla kilku mniej lub bardziej powiązanych z Harrym fundacji z okazji jego 23 urodzin.

27 tysięcy dolarów. Naprawdę.

Albo inna świetna inicjatywa, czyli sponsorowanie nowowydanych piosenek ludziom, którzy nie mają możliwości ich kupienia. Naprawdę mi się to podoba.

A piszę to wszystko po to, bo za każdym razem, kiedy ktoś słyszy "Lubię One Direction" ma w głowie ten obrazek dwunastoletniej świruski, która całuje plakaty. I jako społeczność oczywiście ten fandom ma i wady, i zalety, ale każda jednostka jest, oczywiście, unikalna. Możecie mi nie wierzyć, ale jeśli chodzi o One Direction, to nie znalazłam ani jednej napalonej dwunastki gdzieś tak od pięciu lat.

Osobiście uważam, że to totalnie niesprawiedliwe, że siedem (!!) lat po rozpoczęciu ich kariery nadal One Direction portretuje się tak:
A ich fanki tak:
I to nawet nie byłoby złe samo w sobie, gdyby nie bezsprzecznie negatywny kontekst tych wypowiedzi.

I wreszcie przechodzimy do sedna, czyli sam zespół. Zanim zacznę sprostuję jeszcze raz: nie jestem dajrekszonerką. Nadal jedyny zespół, którego jestem fanką, tworzył jakieś emo gówno, nie trzeba dodawać do tego boysbandu.

Mimo wszystko to było totalnie odświeżające, poobserwować sobie ludzi żyjących i aktywnych zawodowo, więc będę to kontynuować. Bo mogę i bo mi to sprawia przyjemność. Wciąż, pierwsze dwa albumy One Direction to albo jeden wielki cringe, albo guilty pleasures. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli ktoś nie widzi progresu, to jest najzwyczajniej w świecie uprzedzony. Osobiście uważam, że ostatni album, czyli Made in the A.M., jest naprawdę dobry, więc jeśli ktoś liczy się z moją opinią, to polecam wstukać Spotify czy gdzieś tam (byle nie YouTube, tam są dziwne efekty nałożone na wszystkie piosenki, ja słuchałam wcześniej tutaj) takie perełki, jak If I could fly, Olivia, Never EnoughLove You Goodbye, A.M. i I want to write you a song. Moje faworytki.

I wiecie co, najbardziej pochwyciła mnie niewinność tego wszystkiego, w sensie, jak normalni to są ludzie, jak sympatyczni. Tak, jak miałam z Britney Spears - ich osobowość najbardziej mnie ujęła. Okej, robią głupie rzeczy od czasu do czasu. Jak wszyscy. Takie życie.

Wiecie, co jeszcze mnie uderzyło? Jak bardzo te wszystkie gwiazdorskie pisemka mijają się z prawdą. Technicznie wszyscy to wiemy, ale konfrontacja z materiałem źródłowym potrafi wbić w ziemię. Poza tym okropnie, okropnie sprowadza na ziemię konfrontacja imidży poszczególnych członków z tym, co naprawdę mówią i robią.

Poza tym One Direction uczy mnóstwa rzeczy, np. odróżniania pszczoły od muchy, a raz nawet mogłam się pochwalić swoją wiedzą o aktualnej kolekcji Gucciego, czego chyba nikt się z tamtego grona po mnie nie spodziewał.

Ja wiem, że ten post uznacie za niepotrzebny, bo sprowadza się do konkluzji "Muzyka to przyjemność" i "Nie oceniajmy po pozorach" jak połowa moich postów, ale hej - mówiłam, że będę pisać takie randomowe posty o tym, co mnie jara aktualnie, więc proszę. Aktualnie jestem w fazie One Direction. I nawet już się tego nie wstydzę, bo jak mówiłam - MITAM szczerze mi się podoba, a nawet więcej.

A poza tym solowe piosenki chłopaków są bombowe. Ale o tym chyba się rozpiszę w Kartce z pamiętnika.

A na zakończenie proponuję odwrócić znane powiedzenie:
Lubisz ich bo co? Bo noszą rurki?
(Jestem tak na bieżąco, że aż wam powiem, że ostatnio nie noszą).



3 komentarze:

  1. Ja tam nie wiem, ja się nie znam, ale nowe stylówki Harry'ego to w większości cudo.
    Napisałabym też coś o fandomach w ogóle, ale chyba w obecnym stanie napisałabym to zbyt niezrozumiale, więc no. Zostańmy przy tym, że w jeden dzień przeszłam z niechęci do Harry'ego jako do celebryty to uwielbienia jego stylu ubioru (co za zdanie lol). Wyglądają na fajnych chłopaków ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja przyjaciółka jest i fanką, i shiperką, więc nigdy nie byłam uprzedzona, mimo ze to kompletnie nie moje klimaty :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Na 1D się nie znam, choć nigdy nie miałam z nimi problemu, a nowy solowy album Harry'ego uważam za naprawdę bardzo spoko. Za to ślę ukłony, bo Twój projekt obserwacji fandomu jest superciekawy. Naprawdę mnie interesuje jak to wygląda, bo fandomy to społeczności niesamowicie specyficzne i mogą albo dawać masę radości, albo skutkować koszmarami (bezwzględna idealizacja to dobry przykład lekko niepokojącej działalności fandomu).
    Chylę czoła,
    B.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).