Wszystko, co mi się nie podoba w tym blogu

By Alicja Kaczmarek - 3/17/2017

Albo prawie wszystko, bo jest tego tyle, że wymienienie chyba jest niemożliwe. Dlatego skupmy się na rzeczach najważniejszych.

Częstotliwość

Serio, Ala, co ty odwalasz? Post na tydzień to chyba jakiś żart. I to, niestety, bardzo tragiczny i nieśmieszny żart. Bardzo, bardzo chciałabym być porządna i pisać porządnie i często tak, jak zawsze obiecywałam, ale zima fatalnie odbiła się na moim samopoczuciu i co ja tu będę lecieć w kulki - n i e   c h c e   m i   s i ę. Nic mi się nie chce. Przed napisaniem tego posta spałam co najmniej trzy godziny. Może wiosna poprawi moją chęć do życia, bo ostatnio z nią kiepsko.

Regularność

Okej, jak już mam pisać post na tydzień, to niech to będzie co tydzień, a nie raz przerwa to siedem dni, a raz dwa. No bez sensu, czemu to służy? Zupełnie niczemu.
Moje wymarzone dwa-trzy dni to w tym momencie chyba utopia. Szkoda.
Wiosno, wspomóż mnie.

Ilość

Żart. Moje życie to żart, ilość postów to żart. Można by mnie zlinczować, ale robię to sama.

Popularne posty

Ten widżet przestał mi się podobać już tydzień po zmianie szablonu, bo ucina brzydko tytuły postów, ale jakiś czas temu zaczął rozmywać zdjęcia i nie mogę na niego patrzeć. Codziennie sobie powtarzam - czas to zmienić.
Codziennie też powtarzam sobie - czas zacząć się uczyć.
Hehe.
Ale serio, w końcu ogarnę jakiś nowy, ale zaraz wracam spać, więc to nie będzie dzisiaj.

Górne menu

Wielbię to menu. I nienawidzę go. Bo ucina opisy i tytuły, mimo że pod spodem jest jeszcze mnóstwo miejsca i nie mogę wykminić, jak to poprawić. Nie mam pojęcia. Najmniejszego.

"Zajawki"

Nie umiem ich pisać. Właściwie ich nie pisze i tnę post po pierwszym akapicie. Bez sensu.

Tytuły

Są beznadziejne. Tyle.

Błędy

Ostatnio osiągnęłam spirytualny poziom literówek, kiedy napisałam "crobiz" zamiast "zrobić". Powinnam uważniej czytać posty przed publikacją. Na tapczanie siedzi leń, postów nie sprawdza... nigdy.
Jakim typem człowieka jestem, skoro - jeśli już - sprawdzam teksty po publikacji, to przecież nie ma sensu.

O czym właściwie jest ten blog?

Bo ja nie wiem, a słyszę to pytanie średnio dwa razy w miesiącu. "O czym piszesz?". No nie wiem. A odpowiedź "o wszystkim" brzmi, jakbym pisała blogowy pamiętniczek. Więc z głębokim i słusznym przekonaniem, że osoba pytająca na mojego bloga i tak nie zajrzy, mówię, że piszę głównie o kulturze - bo tak miało być na początku.
Powiedzcie mi, o czym jest ten blog. Będę spokojniejsza po nocach.

Nie mam pojęcia, co chcecie czytać

Serio. Jak już się trafi jakiś post o książkach - odzew zerowy. Posty o filmach, kreskówkach i Disneyu to istna loteria. Miraculous to był strzał w dziesiątkę, Yuri on Ice niekoniecznie. Piszę jeszcze o pisaniu, ale to z założenia interesuje nie wszystkich - plus, wydawać by się mogło, że ostatni post pobija rekordy wyświetleń, tyle komentarzy!
Zgarnął 1/3 wyświetleń innych postów.
Wychodzi na to, że najchętniej czytacie moje depresyjne narzekania na świat - ale pisanie tylko o tym byłoby bardzo niezdrowe.
Powiedzcie mi, co chcecie czytać, bo nie wiem np. czy pisać post o nowej Pięknej i Bestii, kiedy ją już zobaczę, czy postawić na standardową wzmiankę na Facebooku. A może w ogóle chcielibyście, żebym pisała więcej o animacjach, też tych starszych? O kreskówkach, których się już nie emituje? Dlaczego Ostatni jednorożec był dla mnie niestrawny?
Post o lalkach wam się podobał - czy mam pisać o innych fajnych rzeczach, które mnie jarają, czy na przykład post o balecie już nie byłby taki ciekawy, bo moja wiedza to minus dwa, tylko czysta miłość?
Czy powinnam pisać o kulturze wyższej? Na przykład o absolutnie beznadziejnym Dziadku do Orzechów w Operze Wrocławskiej czy całkiem miłym do obejrzenia Moim Molierze Andrzeja Seweryna?
Mówcie do mnie.

Nie umiem odpowiadać na komentarze jak człowiek

Raz odpowiadam na wszystkie, raz na dwa, a raz w ogóle. Raz odpowiadam w dwie minuty, a raz po dwóch tygodniach. Nie nadążysz za babami.
Ale prawda jest taka, że mój system odpowiadania na komentarze jest mocno uzależniony od mojego humoru.

Nie mam wystarczająco ochoty, aby to wszystko zmienić

GDZIE JEST MOJA CHĘĆ DO ŻYCIA (btw. mój memiczny weltschmerz przybrał tak absurdalną formę, że na mikołajki klasowe dostałam chęć do życia, serio). Mam wrażenie, że to enty post na ten sam temat i moja chęć do robienia czegokolwiek w jakimkolwiek kierunku jest obrzydliwie cykliczna i zwyczajnie się znudzicie. No bo ja się nie wypalam - absolutnie nie, ja kocham blogować. Ale im dłuższa przerwa, tym trudniej potem wrócić na właściwe tory, a ja ostatnio nie sypiam, więc mimo że po powrocie ze szkoły nie idę spać, bo wtedy już w ogóle nie zasnęłabym w nocy, to siedzę i patrzę w sufit, bo nie mam siły na zrobienie czegokolwiek.
A nawet jak śpię, to jestem zmęczona.
Spałam dzisiaj piękne osiem godzin, obudziłam się z worami pod oczami, a ze zmęczenia bolała mnie głowa. Do kitu, wszystko jest do kitu.

Nie wierzę już w tego bloga.

To nie tak, że ja go nie chcę prowadzić - ale nie wierzę, że kiedykolwiek wzniosę się na jakieś wyżyny popularności, że cokolwiek w blogowej materii osiągnę, nie wierzę nawet, że będzie mi się kiedykolwiek opłacało przenieść na własny serwer.
Ale to chyba też cykliczne. Ostatnio w ogóle nie wierzę w moją przyszłość. Chmury idą.


Tyle negatywnych uczuć. Można mnie pocieszać, nie obrażę się.


  • Share:

You Might Also Like

7 komentarze