Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



czwartek, 9 marca 2017

Dlaczego nie wielbię Yuri!!! on Ice, czyli Ala kontra anime

Problem z oglądaniem po tym, jak bum minie, jest taki, że ma się bardzo wysokie wymaganie - czymże się ten świat tak zachwycił, to musi być genialne. A potem zaczyna się krew z nosa i fanserwis i dostajesz kubłem zimnej wody. Nie oglądajcie rzeczy po czasie. Nawet, jeśli wam się spodobają, to jednak... zawód zostanie.

Ostatnio anime oglądałam trzy lata temu. To było Ao no Exorcist, przy czym obejrzałam chyba trzy odcinki i już nigdy do tematu nie wróciłam. (Nie liczę do tego oglądanego tylko i wyłącznie dla żartów Junjou Romantica - a i tak wysiadłyśmy po trzech odcinkach). Dlatego nie ma co ukrywać - Yuri on Ice jest w pewnym sensie przełomowe dla mnie. To nie tylko pierwsze anime od bardzo dawna, które w ogóle zaczęłam oglądać, ale też jedno z niewielu, które skończyłam. Bo wiecie, mimo faktu, że śmiałam nazywać się otaku przez jakiś tam okres mojego życia, nigdy nie oglądałam zbyt wiele anime, zdecydowanie wolałam mangi. Miałam wielkie chęci i ogromne listy rzeczy do obejrzenia, ale wiecie, jak to jest z moim oglądaniem seriali. Więc lista rosła, a ja nic nie oglądałam. Standard.

To nie jest tak, że obecnie mam coś przeciwko anime - wręcz przeciwnie. Sądzę, że jest mnóstwo takich, które zasługują na uwagę, nieszablonowych i dojrzałych. Przy czym poodcinane kończyny i krew w każdej scenie to nie jest dojrzałość, jak część fandomu usiłuje wmawiać. Jednym z powodów, dla których zakończyłam moją przygodę z M&A, jest fakt, że ja nie mam ani czasu, ani chęci, na wyszukiwanie tych dojrzałych i ambitnych perełek. Bo ja nie jestem fanką tej klasycznej, niemal stereotypowej stylistyki w anime, nie lubię wszystkich klisz, które przewijają się przez większość popularnych produkcji. No wiecie - panty shots, krew z nosa, siedzenie blisko okna w klasie, niebieskie włosy, side ponytail dead mom, "boob grab accident", głupie tytuły i wreszcie - bishe, czy może ogólnie stylistyka idealnych, pięknych i bez skazy postaci, które w każdej produkcji wyglądają tak samo. Myślę, że wszyscy, którzy choć trochę siedzą w temacie, pamiętają tę scenę w Kuroshitsuji, kiedy Sebastian wiąże Cielowi gorset - właśnie o tym mówię. Zwyczajnie mnie to odrzuca, no nic na to nie poradzę. 
Zabawna sprawa jest taka, że moja ulubiona manga to najbardziej sztampowy romans i to w dodatku ecchi. Po prostu względem anime jestem bardziej wymagająca (chociaż w mandze sena z gorsetem też by mnie odrzuciła). Prawdopodobnie dlatego że czuję, że na anime tracę więcej czasu i liczę, że mnie zaciekawi na tyle, żeby ten czas nie okazał się zmarnowany.
Żeby nie być gołosłowna, to z tego miejsca pragnę się przyznać, że oprócz Króla Szamanów, czyli mojego najukochańszego serialu animowanego na całym świecie, na którym się wychowałam i który wielbię, a który jest (uwaga!) anime, mam inne ulubione anime, które podbiło moje serce i które wątpię, aby zostało zdetronowane kiedykolwiek. Nawet mimo zaspoilerowania go sobie i faktu, że nie lubię absolutnie ani jednej postaci z niego (może Mami, ale ona była za krótko, żeby cokolwiek o niej powiedzieć), zaskoczyło mnie swoją dojrzałością, mrokiem i przede wszystkim - finałem. Mimo że nie przepadam za normalną kreską (oczy, fe), zachwyciło mnie zderzenie trzech stylistyk i sprzedałam mu duszę. Wreszcie - całkowite odwrócenie konceptu magicznych dziewczynek, które podbiło cały świat. Na pewno zrobię sobie latem rewatch. Mowa, oczywiście, o Madoce, czy tam Mahou Shoujo Madoka Magica (albo Puella Magi Madoka Magica). Okropnie znane anime, a wybranie go na ulubione to chyba najbardziej sztampowa rzecz, jaką można zrobić (a nie, sorry, można jeszcze wybrać Death Note, Shingeki no Kyojin albo Sword Art Online - ale to ostatnie wybrać to chyba aktualnie wstyd; btw. uwielbiam Death Note też, nie znęcajcie się nade mną), ale zdaję sobie sprawę, że mnóstwo osób, które tu zagląda, anime nie ogląda, a ja o anime nie piszę, więc jeśli mam wam polecić jedno - niech to będzie to.

I to tyle z rzeczy nie na temat, bo miałam pisać o Yuri on Ice! A raczej o moim problemie z nim.

Po pierwsze: podobało mi się. Naprawdę mi się podobało i szalenie cieszę się na drugi sezon. Po drugie czuję się wewnętrznie oczyszczona i zebrałam ochotę na obejrzenie kilku anime, których myślałam, że już nigdy nie tknę (Cowboy Bepop!!), bo wydawało mi się, że się już na dobre od anime odwróciłam. Więc za to mogę być wdzięczna wobec Yuri on Ice.

Ale Yuri nie wielbię i wielbić nie będę. Pozwólcie, że powoli przeprowadzę was przez wszystkie moje problemy z tym anime.

Po pierwsze - początek. Jest zwyczajnie słaby, moim skromnym zdaniem. Anime rozkręca się naprawdę długo, a cały wątek z nadwagą i początkową rywalizacją z Jurijem jest chyba trochę za długi. Albo w ogóle niepotrzebny. I szczerze mówiąc, pierwszy odcinek w ogóle mnie nie zachęcił, wręcz przeciwnie. A sam powód, dla którego Victor postanowił trenować Yuriego? To o tej muzyce? Pls, powiedzmy sobie szczerze: fabuła tego wymagała. Prawdę mówiąc, tym, co mnie zachwyciło najbardziej w pierwszych kilku odcinkach, był smartfon i jego animacja i rola. Bardzo świeże.
Po drugie - Yuri. A raczej większość postaci. Są zdefiniowane praktycznie tylko przez jedną cechę i do tego są bardzo typowe. I to, co ciekawe, niekoniecznie dla sportówek (nie wiem, nie oglądam sportówek z reguły), ale raczej dla... shounenów. Serio. Yuri-nic-mi-nie-wychodzi-porażka-życiowa-pure-and-innocent, Victor-wesołek-zboczuszek-wysoki, Jurij-wściekłość-wewnętrzna-wielka-ambicja-niszcz-albo-zostaniesz-zniszczony, milczący-i-niedostępny-Otabek, zbereźny-i-obrzydliwy-Chris, wesoły-i-przyjazny-Phichit, ambitny-i-zadufany-JJ. I ten Włoch. Jego wątek był dziwny. Ale okej, to jeszcze nic, bo część naprawdę da się lubić i przynajmniej jakoś się wyróżniają. Chociaż kiedy nawet Ala bardziej kibicuje antagoniście niż głównemu bohaterowi, to gdzieś popełniono błąd (poza tym mam naturalną awersję do postaci w okularach w anime, nie mam pojęcia dlaczego).
ALE TE KOBIETY Z DRUGIEGO PLANU. W ogóle ich nie odróżniam. Na przykład nie czaję, czy Yoko to też matka tych trojaczek czy siostra czy co (teraz sprawdziłam: matka)? Czy Minako to ta sama osoba, która kibicowała na trybunach na każdych zawodach, czy to tylko jakaś randomowa postać? I kim do cholery jest ta kobieta, która pali papierosa i żyje w domu rodzinnym Yuriego? Nie mam pojęcia. I wszystkie są absolutnie bez charakteru, może poza Minako. Ale charakter Minako nie jest szczególnie złożony, prawda?

Po trzecie: animacja. Nie czaję tych zachwytów zupełnie. Już pomijam takie zwyczajne sprawy typu dokładnie taka sama publiczność na każdych zawodach. Mnie rozczarowała animacja jazdy na łyżwach. Okej, refleksy są bardzo ładne, ale raził mnie jakiś dziwny brak płynności i czasem musiałam się domyślać, co postacie robią, żeby w ogóle się połapać, jak wygląda układ. Plus, momentami wyglądało to tak, jakby postaciom brakowało trochę ruchu do pełnego obrotu, jakby zapominali się obrócić z tyłu i od razu przeskakiwali z jednego boku na drugi. Takie odniosłam wrażenia.
Ale animacja miała też plusy: refleksy, elektronika, Victor z długimi włosami ( ͡° ͜ʖ ͡°). I nawet łyżwy jakby się wyrobiły pod koniec, bardziej mi się podobały.

Po czwarte: finał. Najbardziej podobał mi się odcinek jedenasty, a sam finał był dość zwyczajny i mało satysfakcjonujący. Nie chcę spoilerować, ale nie podoba mi się do końca ułożenie podium (nie chodzi mi o Yuriego), a także wydaje mi się, że seria trochę cierpi na klątwę sportówkową, czyli absolutny brak zaskoczenia. Sportówki nie mają wielu opcji - wygrywasz albo przegrywasz i obie wersje są tak samo przewidywalne. Myślę, że w tworach opartych na rywalizacji to, co czyni je zaskakującymi i przyciągającymi, są wątki poboczne, a nie ewentualne złoto lub jego brak. A o tym w następnym punkcie.
Po piąte: relacja Yuri-Victor. Nie zrozumcie mnie źle, to byłaby naprawdę piękna relacja i kibicowałabym jej całym sercem, gdyby nie została wepchnięta mi do gardła przy ich pierwszym spotkaniu. Gdyby nie beznadziejna seksualizacja ich pierwszych kilku rozmów. Gdyby przy pierwszym spotkaniu Victor miał chociaż ręcznik. Gdyby dano im się rozwijać powoli, gdyby relacja miała szansę rozkwitnąć, całkowicie podbiłaby moje serce. Ale ona wybuchła jak jakiś fajerwerk tuż przed moją twarzą. Przez to nie mam zielonego pojęcia, co oni w sobie nawzajem widzą. No nie wiem.
Chociaż wydaje mi się, że w tej ocenie jestem osamotniona i wszyscy ich wielbią. Dlatego czekam na sezon drugi i na rozwinięcie tego, co jest między nimi. Głęboko wierzę, że mnie kupią.

To jest właśnie to, co odciąga mnie od uwielbienia dla Yuri on Ice. Najzwyczajniej w świecie oczekiwałam dzieła idealnego, genialnego i wspaniałego, bo w odróżnienie np. od Shingeki no Kyojin, czytałam tylko same zachwyty i peany, więc uznałam, że naprawdę coś musi w tym być.

To właśnie mnie zgubiło, bo gdybym się nie nastawiała, gdybym nie uwierzyła tym wszystkim ludziom, którzy mówili mi, że absolutnie zwali mnie to z nóg, jestem pewna, że oglądałoby mi się to z o wiele większą przyjemnością. Bo to nie jest złe anime - w żadnym razie, widziałam milion razy gorsze. Ba! W pewnym momencie nawet uruchomiło we mnie jakieś emocje i naprawdę waliło mi szybciej serce przez to całe Grand Prix. A ja przecież nie lubię sportówek.

Problem mam właśnie chyba z tą relacją, bo od strony sportowej wydaje mi się, że byłoby o wiele ciekawiej, gdyby to Jurij był głównym bohaterem. A wątek romantyczny (bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że to relacja romantyczna?) nie potrafił przyciągnąć mnie do wizji Yuriego jako głównego bohatera dostatecznie mocno. Z drugiej strony wcale nie mówię, że ten wątek jest zły czy niepotrzebny - nigdy w życiu. Po prostu sposób poprowadzenia go nie do końca przypadł mi do gustu - to nie mój typ.
Konkluzja - to anime jest bardzo w porządku, nie irytuje i nawet zaciekawia, a ciężko mnie zaciekawić. Ośmielę się nazwać je dobrym i wiernie będę czekać na drugi sezon (mam nadzieję, że ten romans się zarysuje bardziej romantycznie, bo jak Boga kocham, na początku myślałam, że to tylko fanserwis). Ale nie wskoczy do czołówki ulubionych.

Trochę szkoda.

Bo miałam apetyt na zdecydowanie więcej.



12 komentarzy:

  1. Obejrzę to kiedyś :D. Jak na razie moim ulubionym anime jest chyba Naruto,chociaż nigdy nie obejrzałam drugiej serii w całości :P. A poza nim oglądałam jeszcze dawno temu dwa takie które na prawdę dobrze wspominam. Jedno o wzorowej uczennicy, która dorabiała jako kelnerka, takie tam romansidło, (Usui!) ale mam sentyment; i drugie o grupce geniuszy, też romans. Special A? Coś takiego. No a król szamanów czeka grzecznie w kolejce ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Niepopularna opinia, ale za to jaka prawdziwa. :')
    Jeśli chodzi o mnie, to doczepiłabym się tego romansu trochę bardziej. Wydawał mi się przesadnie sztuczny. Tak, jakby ten wątek powstał tylko po to, by móc nazwać to anime "yaoi", żeby przyciągnąć publikę. Ale mimo to naprawdę przyjemnie mi się oglądało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, toto! Dokładnie takie wrażenie odniosłam na początku, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że to ma być serio romantyczna relacja. Wszystko wyglądało jak tani fanserwis.

      Usuń
  3. Chciałam zacząć od tego, że wpis przeczytałam zaraz po tym jak wyszedł, więc miałam czas żeby sobie mniej-więcej przemyśleć komentarz. Mimo to pewnie będzie chaotyczny i źle napisany. A, no i nawet weszłam na komputer (więc są wielkie litery, yay, sukces).
    Po drugie - bolało mnie czytanie, że nie zachwyciłaś się tym czym ja, ale jest to dla mnie totalnie ok. Nie lubię La la landu, Gry i o tron i wielu innych rzeczy uwielbianych przez tłumy, więc naprawę nie mam żadnego problemu z tym, że nie wielbisz Yuri on Ice. Nie zgadzam się praktycznie z żadnym zarzutem, ale jestem w stanie zrozumieć, że to dlatego, że odbieramy to inaczej. Kształtowały nas pewnie wcześniej inne popkulturowe dzieła, zresztą co do animacji to przyznam szczerze, że ponieważ było to moje pierwsze anime to oczekiwania miałam raczej niskie i samo to, że mieli prawdziwe choreografie mnie zachwyciło. Zupełnie nie widzę seksualizacji ich dialogów czy relacji, ale umówmy się, że ja to ja i trzema mi zawsze tłumaczyć perwersyjne żarty trzy razy zanim załapię o co w nich chodzi. I tak jak mówię - to wszystko ok, po prostu widzimy to inaczej.
    Ale nie mogę przejść obojętnie obok podpunktu drugiego. Zgodzę się, że być może twórcy postawili sobie być może zbyt ambitne zadanie by w czasie dwunastu 20-minutowych odcinków wprowadzić tak wiele postaci i te poboczne mogą się wydawać dosyć jednowymiarowe (chociaż w moim odczuciu i tak sobie z tym całkiem nieźle poradzili pokazując ich od różnej strony). Nie miałam żadnego problemu z rozpoznawaniem kobiet (w pierwszym odcinku trochę mi się myliły), co jest dziwne biorąc pod uwagę, że jestem najmniej uważnym widzem w historii. Co do Jurija (nigdy nie zastanawiałam się jak to się powinno "bardziej rosyjsku" pisać, dziękuję za doedukowanie), czy Viktora - znowu się nie zgadzam, ale nie widzę żadnego sensu w wyliczaniu każdej sceny, w której określa ich więcej niż te parę cech. Jednak w przypadku Yuriego... Wybacz, ale mam osobisty uraz to postrzegania takich osób w ten sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O co mi chodzi? Yuri cierpi na zaburzenia lękowe, niestety nie tak rzadkie zaburzenia psychiczne. Reprezentacja w popkulturze takich osób jest jednak... No cóż, mniej niż zadowalająca. Szczerze mówiąc jedyne jakie sobie przypominam to Yuri, Cath z Fangirl i postacie z web series, które nie trafiają do szerszego grona odbiorców. Na zaburzenia psychiczne choruje co czwarty człowiek, co znaczy, że ktokolwiek czyta ten komentarz (czyli pewnie tylko ty Alicjo, jeśli w ogóle :), zna prawdopodobnie co najmniej jedną taką osobę (chociaż prawdopodobnie o tym nie wie, bo cierpiące osoby raczej nie chwalą się tym ze światem). Jak to się ma w odniesieniu do twojego postu? Piszanie o Yurim "Yuri-nic-mi-nie-wychodzi-mam-depresję-porażka-życiowa-pure-and-innocent", niestety powiela schemat postrzegania takich osób poprzez ich zaburzenia. Dodatkowo - nie mam bladego pojęcia skąd ci się wzięła tam depresja, biorąc pod uwagę, że jest to zupełnie inna choroba (znam bardzo blisko zarówno osobę cierpiącą na depresje jak i taką na lęki, czytałam też wiele artykułów poświęconych zaburzeniom psychicznym, więc wybacz "mądrzenie" się w tym temacie). Tak więc jeśli chcemy nawet zauważać tylko te najbardziej charakterystyczne cechy Yuriego, to raczej byłoby "Yuri-innocent-and-pure", do tego gdzieś tam możemy mieć w pamięci to, że ma lęki. ALE ONE NIE SĄ NIM. Co za to jest jego cechą, to determinacja w ich pokonywaniu, odwaga w przekraczaniu swoich granic i walka z niską samooceną. Nawet nie chcę rozwijać o tym jak to wszystko koresponduje z jego tłem kulturowym - tym związanym z wychowaniem w Japonii i tym związanym z życiem w Ameryce. I budowanie przez niego relacji? Z wszystkimi cechami przeze mnie wymienionymi w nim zawartymi? Przykładanie wagi do takich małych rzeczy jak to, że późno wstaje?
      Nie wiem czy to podsumowanie, czy nie, ale jak już miałabym określić go jedną cechą, to nawet to "pure and innocent" odpuszczę na rzecz zdeterminowania. Te wszystkie momenty, w których Yuri podnosi się z powrotem, z lodu, czy z dołu psychicznego, nic nie znaczą?
      Przepraszam za ten wywód. Uwielbiam Yuriego, ale nie czułabym takiej potrzeby "bronienia" go, gdyby nie te zaburzenia lękowe. Przez to, że jak pisałam wyżej miałam z nimi dosyć bliskie spotkanie jestem bardzo wyczulona na odbieranie ich przez publikę. Po prostu pamiętajmy, że one nie są częścią tych postaci - w przeciwieństwie do woli walki w ich pokonywaniu.
      To tyle, wiem że długi komentarz milion. Chciałabym zakończyć tym czym zaczęłam: proszę nie pomyśl, że próbuje Ci udowodnić, że powinnaś uwielbiać Yuri on Ice. Twój odbiór to twój odbiór i nic do niego nie mam. Po prostu szerzmy wiedzę dotyczącą zaburzeń psychicznych, zamiast nazywać wszystko depresją ;)
      PS: O ile raczej nie popełniłam błędu merytorycznego odnośnie samych zaburzeń, to nazewnictwo nie jest znane mi aż tak dobrze. Po angielsku lęki to "anxiety" i większość artykułów na ten temat czytałam w tym języku. Dodatkowo - ten rodzaj ma wiele odmian i objawów, więc nie chcąc popełnić błędu nie sprecyzowałam lęków Yuriego. No i oczywiście nie jestem psychologiem, ani psychiatrą, pewnie w internecie jest masa ludzi, któzy znają się lepiej ode mnie, może ktoś mnie nawet poprawi, jeśli zrobiłam gdzieś błąd (będę za to bardzo wdzięczna).

      Usuń
    2. PS2: Nie pozwoliło mi wstawić komentarza jako jednego, czuję się teraz strasznie i jeszcze bardziej przepraszam.

      Usuń
    3. PS3: Zapomniałam dodać - po twoim ostatnim poście pomyślałam, ze właśnie potrafiłabyś się z takimi osobami utożsamiać.

      Usuń
    4. Nie na temat, ale tak tylko przyszłam powiedzieć że ja czytam wszystkie komentarze pod najnowszymi postami (najnowszymi-tymi którymi wyświetlają się na głównej) :D. Tego anime nie oglądałam, wiec się nie wypowiem, ale fajnie było się dowiedzieć czegoś o zaburzeniach lękowych, bo przyznam że jestem kompletnym laikiem ;).

      Usuń
    5. Wiem, co to jest depresja, spokojnie, po prostu chciałam przedstawić schemat postaci, a nie konkretnie mówić, że Yuri cierpi na depresję. Może faktycznie źle zrobiłam, więc zaraz to poprawię. Próbuję się pilnować z tym ogólnikowaniem chorób, tym bardziej, że sama się otarłam o sprawę, ale średnio mi idzie. Zgodzę się, że Jurij gdzieś tam próbował się rozwijać, ale jakoś w moich oczach nie za wiele z tego wynikło - i postać została oparta na tym samym schemacie, jak połowa postaci w anime. Chociażby Ren w Królu Szamanów - dokładnie ten sam przypadek, dokładnie ta sama droga postaci zwieńczona tą samą przemianą.
      Zresztą dla mnie w ogóle na żadną chorobę Yuri nie cierpiał, może to zostało gdzieś potwierdzone czy powiedziane, ale zwyczajnie tego nie zauważyłam - z moich obserwacji w takim razie wynika, że połowa głównych bohaterów nie-shounen choruje na zaburzenia lękowe. Z tego powodu mam ich lubić czy wywyższać?
      Czy determinacja w ich pokonaniu jest jego cechą? Nie wiem. Dla mnie to wyglądało tak, jakby potrzebował Victora do oddychania, bo bez niego nie jest w stanie zawiązać sznurówek. Wiem, że było coś na ten temat, ale szczerze powiem, że nie pamiętam, jak się wątek rozwiązał. Mea culpa. Całą relację w tym kontekście uważam za nieco szkodliwy wzorzec, szczerze mówiąc.
      Ale to tylko moje zdanie i mój odbiór postaci - zapewne w jakimś stopniu błędny, ale tak to już jest z tworami kultury. Po prostu może zbyt wiele już widziałam tych ciapowatych chłopców w okularach, żeby doszukiwać się jakiejś większej głębi.
      Proszę, nie ciągnijmy tego tematu, bo szczerze powiem, że połowę wydarzeń już zapomniałam i nawet nie umiem za bardzo bronić swoich odczuć - po prostu tak mi się zakodowało, tak to czuję i tak to widzę.

      Przepraszam bardzo, ale czuję się teraz tym PS3 trochę zaatakowana. Rozumiem, że masz prawo czuć się źle, ponieważ wielbiona przez ciebie postać nie przypadła mi do gustu, ale pragnę przypomnieć, że anime mi się spodobało i nigdy nie powiedziałam, że nie umiem utożsamiać się z Yurim. Pewnie, że umiem, ale co to ma do rzeczy? Pewnie czułabym się tak samo albo nawet gorzej po przegranych zawodach, ale to nie znaczy, że lubię typ postaci, które przypomina mi o moich słabościach. Mam go całować po stopach? Tak, Yuri, też mam problemy, jesteś moją ukochaną postacią? Dziękuję, postoję i będę wdzięczna, jeśli moje prywatne problemy i dramaty rozgrywające się w mojej głowie zostawimy pod postami, które o tym mówią, nie potrzebuję wywlekania ich w kontekście sportowego anime i faktu czy jakąś animowaną postać fikcyjną lubię czy nie. Bo dla mnie to tylko kolejne anime, może ta głębia gdzieś mnie minęła po drodze po prostu - mam do tego prawo i nie sądzę, aby to było coś złego, bo pewnie zauważam głębie w innych rzeczach, które umykają innym ludziom. Tak jest skonstruowany świat.

      A więc powtórzę jeszcze raz, bo chyba niedostatecznie głośno powiedziałam - podobało mi się. A że nie wielbię Yuriego i anime, które o nim opowiada - takie życie.

      Usuń
    6. PS: Nigdy nie opowiedziałam na tym blogu, przez co przeszłam/przechodzę, a to, co gdzieniegdzie napisałam, to mały kawałek bez kontekstu, więc wolę sama decydować, z kim się utożsamiam i do jakiego stopnia i czyje dramaty chwytają mnie za serce. Może przekrój "takich osób" jest szerszy i "takie postacie" mogą być pokazywane w inny sposób, który bardziej by do mnie przemówił.

      Usuń
    7. Przepraszam bardzo, nie chciałam cię w żaden sposób zaatakować, teraz jest mi naprawdę bardzo przykro zwłaszcza że dosyć bezmyślnie i niepotrzebnie dopisałam PS3 😳
      Jakoś bardziej to miało być na zasadzie "hej, nie jesteś sama", ale jestem bardzo beznadziejna w takich rzeczach jak widać. A Yuriego uwielbiam, ale nawet nie jest on moją ulubioną postacią w anime, tak jak napisałam - broniłam go ze względu na postrzeganie zaburzeń przez widzów.
      No i wiem, że nie napisałaś "Yuri choruje na depresje", ale tyle razy usłyszałam to słowo użyte w niewłaściwym kontekście, że co jakiś czas po prostu nie mogę na to nie zwrócić uwagi co jakiś czas. Bo gdy styka się z tym na żywo to ciężko jest znieść później to, że ktoś używa tego jako synonimu do bycia smutnym np.
      I tak, zostało potwierdzone przez twórców, że Yuri ma zaburzenia lękowe. I znowu - nie chcę kolejny raz powtarzać, że nie czuję się źle, dlatego że nie lubisz Yuriego. Czuję się źle, dlatego że nazywasz ciapowatością to co jest zaburzeniem układu nerwowego. Jeszcze raz przepraszam za PS3, to w ogóle nir miał być atak czy przypuszczenie, że też cierpisz na lęki i że masz tow wywlekać na wierzch. Sama też nie pisałam o tym co przechodzę u siebie w kontekście utożsamiania się z Yurim i w żaden sposób nie wymagam tego od Ciebie. Naprawdę nie miałam złych chęci i postąpiłam głupio.
      Reszta mojegos komentarza jednak pozostaje taka sama. Yuri osiągnął już bardzo wiele zanim Viktor zaczął go trenować, był w końcu najlepszym japońskim łyżwiarzem. A w determinacji chodziło mi też o te fragmenty, w których Viktor czy Jurij chcą odpocząć, a Yuri po raz kolejny powtarza ten sam ruch by go doszlifować.
      Nie oglądałam innych anime więc nie wypowiem się na temat tego że tam każdy ma anxiety xzy postaci są podobnie zbudowane - tak jak napisałam, dla mnie to jest naprawdę ok że postrzegasz to wszystko inaczej niż ja. Ale anxiety Yuriego przejawia się w tak wielu fragmentach, że naprawdę ciężko przejść mi przez nazywanie go ciapowatym. I może w anime każda scena płaczu wygląda jak napad lękowy nie wiem. Nie chcę pisać tutaj xałej charakterystyki tych zaburzeń bo od tego jest Google. I masz racje - może przedstawili to niedostatecznie dobrze dla laików. Kolejny i ostatni raz napiszę: przepraszam, ale to naprawdę jest bardzo bolesne, kiedy osoby z zaburzeniami postrzega się tak jakby te zaburzenia były nimi. Bo to nie jest cecha charakteru tylko codzienna walka.
      PS: Ale z drugiej storny poświęciłam temu tematowi tyle czasu, że praktycznie bez pomyłki umiem rozróżnić takie zaburzenia od nieporadności życiowej. Niemniej rzeczywistoście dla kogoś kto nie wgłębiał się w temat może to być trudniejsze, bo na pierwszy rzyt oka różnice są niewielkie, a różnią sięmechanizmy wewnętrzne.

      Usuń
    8. Jest mi tak bardzo przykro, przez PS3,że mam nadzieję, że nie obrazisz się jak napiszę Ci coś prywatnie na maila.

      Usuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).