Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 25 lutego 2017

Zbieranie lalek naprawdę się opłaca

Ale wcale nie finansowo.

Taka prawda: może i da się upolować fajne lalki za niewielkie pieniądze, ale nie oszukujmy się. Nikt nie poprzestaje na trzech Fashionistkach. Poza tym wszystkie gadżety i wszelakie rerooty czy repainty kosztują. Szczególnie ubranka - one są drogie jak cholera. Regały, pudła czy witryny do przechowywania też nie rosną na drzewach za darmo.

W dodatku osobiście choruję szczególnie na te drogie lalki, z półki, która jest dla mnie obecnie tylko odległym marzeniem. Może byłoby mi łatwiej się do nich zbliżyć, gdyby ta plaga tańszych panien się tak diabelsko szybko nie rozrastała. Już mi powoli stołu brakuje (technicznie brakuje, musiałam je poustawiać taktycznie, a i tak dwie trzeba było wykopać do tyłu), a to na górze to nawet nie są wszystkie, bo brakuje zdekapitowanej Anny z Frozen (poza tym kilka lalek jest parszywie pozasłaniana przez bardziej owłosione koleżanki - biednej Sindy od Hasbro wystają tylko nogi, a ta ruda Fashionistka nawet nie jest jakoś szczególnie względem owłosienia obdarzona).

No więc dlaczego uważam, że mi się to opłaca, mimo że mam malutkiego węża w kieszeni, a jednocześnie przywiązuję się do rzeczy, więc ani mnie cieszy wydawanie tylu pieniędzy, ani to potem odsprzedać, no bo przecież szkoda, takie fajne ma pasemka. Ech.

Sprawa wygląda tak:

Obcowanie z pięknem. Mówcie, co chcecie, ale lalki są piękne. U mnie na razie rezydują głównie barbiowate, ale jestem przekonana, że każdy znajdzie lalki, które będą do niego przemawiać - czy to Fleur, Pullip, action figures, porcelanki, reborn czy coś bardziej w stylu Doll Chateau.
I sama rama "Barbie i podobne" to tak szerokie widełki, że be problemu można to uściślić do "Barbie", "Sindy od Hasbro", "My Scene", "Monster High", "księżniczki Disneya", "wróżki/syrenki/baletnice/księżniczki", "malutkie siostry Barbie i ich koleżanki" czy jakiejkolwiek innej wytycznej, a także do "Barbie z lat 70/80/90/00" czy "Barbie vintage". Albo "Barbie z moldem Kayla/Lea", albo "Barbie z bajerami i mechanizmami". A teraz nawet można to uściślać względem posiadanego ciała, bo może pamiętacie, że rok temu Mattel wprowadził trzy nowe ciała dla Barbie (petite, tall i curvy).

Pick one

Od lewej: Barbie Style (2015) [zmienione ciało], Barbie Fashionistas 25 (2016) [ciało petite], Monster High Frankie Stein Cyrk de Szyk (2015), lalka Petra firmy Plasty (cholera wie, lata 70-80 chyba) [strój nieoryginalny], Ever After High Madeline Hatter Signature (2013), Sweet Roses PJ (1983) [Barbie; strój nieoryginalny], Delancey Splashy Chic (2008) [My Scene; część stroju nieoryginalna], Movin' Groovin' Barbie (1997) [strój nieoryginalny], Descendants Jane Signature (2015), Barbie Fashionistas 26 (2016) [ciało curvy], Barbie Made to Move (2016) [Kayla/Leal; również nie jej ubranie].

Moja zbieranina nie jest nawet w małym ułamku tak różnorodna, jak powinna być, ale myślę, że nawet całkiem nieźle da się zobrazować problematykę.

W każdym razie - obcowanie z ładnymi przedmiotami poprawia mi humor. A ładnych lalek na rynku nie brakuje.

Wiedza. Nigdy nie ma końca. Myślisz, że już znasz trochę Barbie, a tu zaraz wyskakuje jakaś góra wiedzy, którą się przypadkiem pominęło. Jesteś ekspertem? Okej, a Sindy, Fleur, Petry, Kariny, Steffie? Momoko, Lucci, Jenny, Fulle? Już, już wiesz? To coś współczesnego bardziej, rozumiem, że Integrity, Tonner i setki mniejszych firm już rozpoznajesz na pierwszy rzut oka? Okej, to zapraszam do działu Pullipów, Blythe i innych wielkogłowych, a jak już to będzie z górki, to może skusisz się na BJD? Nie zapominaj, że jeśli ci się nudzi, to istnieją pokłady nieodkrytej wiedzy o action figures. Tak tylko mówię.

I jaką radość odkrywanie tej całej wiedzy daje - to nie tylko suche fakty w stylu data wydania Barbie Superstar. To też historia japońskiej Barbie i takie osobliwości, jak Really Rad Barbie i cała masa innych ciekawostek czekających na odkrycie. I ja to uwielbiam.

Zajmują czas. "Robię sobie lalkowy dzień" - powiedziała Ala i tonęła w lalkach cały tydzień. A mam ich tylko niecałe 30! Ponieważ mam głębokie postanowienie minimalizowania niepotrzebnej nudy (bo czasem dobrze się ponudzić), to zawsze znajdzie się coś do roboty przy lalkach, chociażby głupie czesanie enty raz w ciągu dnia. I zawsze może w końcu zabiorę się za kręcenie loków Maddie. Ale szczerze wątpię.

Pobudzają kreatywność. Ponieważ osobiście mam takie podejście, że na każdą lalkę, która nie powaliła mnie swoim pudełkowym wizerunkiem, muszę mieć szczególny pomysł, inaczej pewnego dnia powiem jej "papa", czasem trzeba się nagimnastykować. Bo jak tu odpuścić taką niby zwykłą Barbie, ale przecież ma prawdziwe rzęsy i takie fajne pasemka! No i wymyśliłam. Trochę musiałam się napocić, ale mam. Zrealizuję to za milion lat, ale przynajmniej wiem, do czego z nią zmierzam.

Wymyśliłam sobie Pullipa, ale wiedziałam, że to nie będzie zwykły Pullip, tylko Pullip, w którego włożę milion golda i wysiłku, ale zrobię go pięknym i moim. Ją. Piękną i moją. Zajęło mi to dobre osiem miesięcy, ale hej - wymyśliłam. Mogę powoli odkładać pieniądze.

Poza tym czasem trzeba użyć trochę sprytu, aby poszerzyć swój lalkowy świat - nie tylko trzeba mieć otwarte oczy na wszelkie miniaturki, ale też wykazać się nieraz przebiegłością. Może nie jestem najsprytniejszą osobą na świecie, ale złożona taśma klejąca jako ramiączko sukienki wygląda naprawdę dobrze - trzeba sobie radzić, jak szkoda ci pieniędzy na wstążki.

Zmuszają do nauki. I nie chodzi mi tu o wcześniej opisywaną wiedzę, ale o naukę nowych rzeczy. Myślicie, że kiedykolwiek ktokolwiek wyjąłby z szafy w naszym domu starą maszynę do szycia i przymusił kompetentnych ludzi do uruchomienia jej? Ja szczerze powątpiewam. I gdyby nie lalki sama bym tego nie zrobiła - ale chęć posiadania przyodzianych ich W COKOLWIEK, co nie jest podróbkowym, sztywnym materiałem, była silniejsza. Więc uczę się szyć. Maszynę już zdążyłam zepsuć, więc jadę ręcznie. Wczoraj uszyłam pierwszą kieckę z wykroju - jak wszystko wyszła trzy razy za duża (jak można uszyć coś za dużego z wykroju, spytacie - w ten sam sposób, w który zepsułam centymetr krawiecki. Trzeba mieć dar), ale jestem taka z siebie dumna, matko.
Poniżej kilka moich ulubionych własnoręcznie skleconych outfitów (wszystko hand made, poza butami, okryciami i kolczykiem Esmeraldy - bransoletki też hand made).
Oczywiście techniczne wykonanie tych strojów jest żenująco słabe (dopiero na tym zdjęciu zobaczyłam tę dyndającą czerwoną nitkę) i znakomita większość jest przeznaczona tylko dla tej jednej lalki, a kilka jak zdejmę, to już nie założę, bo szyję je na yolo trochę na razie, ale wprawiam się i każda kolejna kreacja jest coraz lepsza i zawsze nauczę się czegoś nowego. Tej czerwonej kiecce wszyłam nawet zatrzaski! Może następnej sukienki nie będę musiała pięć razy zwężać, a następny kombinezon nie będzie się rozpadał w rękach.
(Spodnie mają fancy zamek z drugiej strony, ale nie widać, bo nie umiem robić zdjęć :c).

Lalki zmusiły mnie do prac manualnych, czego nie udało się chyba jeszcze nikomu. Zrobiłam im POKÓJ Z KARTONU. Moim własnymi rękami. To wykracza poza wszelako rozumianą moją strefę komfortu. To lalki zmusiły mnie do użycia zakupionej sto lat temu i nigdy nie otwartej farby akrylowej - a nawet dokupienia drugiego koloru.

Nauczyłam się pielęgnować ich włosy i najgorsze dredy mi niestraszne, nauczyłam się zdejmować im głowy, czego nie robiłam nawet jako dziecko, bo się zwyczajnie bałam ciągnąć te główki z haczykami. Ba! Kilka miesięcy temu pierwszy raz OBCIĘŁAM LALCE WŁOSY w całym moim życiu. Ja i cięcie! Ha! Efekty są raczej mierne, ale liczy się zdobyte doświadczenie.

Wreszcie - to przez lalki zrobiłam z siebie durnia w aptece, kupując patyczki laryngologiczne (nie pytajcie, jak można zrobić z siebie durnia, prosząc o patyczki laryngologiczne), ale skleciłam z nich nawet nadający się do czegoś stół. Niedługo podejście drugie.

Następny na liście wyzwań jest reroot - czyli wszycie lalce nowych włosów. I może, może pewnego dnia zbiorę się w sobie na repaint i może lalki poprawią moje umiejętności władania kredkami. Na razie to poziom mierny, ale praktyka czyni mistrza!

Rozszerzają przestrzeń pomieszczenia. Okazało się, że mój pokój nie tylko zmieści jeszcze jeden regał (a miałam już trzy i półki), ale także drugie biurko, a pod tym biurkiem mogę trzymać dwa kartony i maszynę do szycia. W życiu bym nie powiedziała, że mój pokój pomieści JESZCZE WIĘCEJ RZECZY. Serio, mam stanowczo za dużo przedmiotów.

Poza tym - moim największym skarbem są ostatnio małe woreczki foliowe. Najpierw upychanie w nich wszystkich szpargałów wydawało mi się niekoniecznie potrzebnym wysiłkiem, ale doceniłam to, kiedy wczoraj całe lalkowe pudełko (oficjalnie na przynęty) spadło mi z biurka i woreczki znajdowałam wszędzie. Wolałabym nie szukać tak miniaturowych bucików.
Ile mam lalkowych butów, spytacie. Stanowczo za mało - odpowiem.
Serio, większość z nich jest za mała na Made to Move i obucie tych lalek przyprawiło mnie o ból głowy w tym tygodniu. Na zdjęciu brakuje dwóch paczek, bo wyjęłam je z pudełka i zapomniałam.

Btw. jeśli ktoś lubi organizować i sortować, to polecam lalkowe gadżety. Układanie butów fasonem odstresowuje, a sprzątanie lalkowej garderoby (u mnie w takim jakby albumie z foliowymi koszulkami, oddzielam je od siebie szpilkami szkolnymi i mam właściwie prawdziwy album za szalone złoty pisiont na przecenie w Tesco) to dobre zajęcie, jak ma się problemy ze skupieniem.

Poza tym wszystkim każdy nieróżowy but to jak trzy różowe. (Muszę spróbować przemalować jakąś parę).

Zdjęcia. Serio. Uwielbiam robić zdjęcia lalkom, szczególnie, jeśli uda mi się uchwycić na nich coś szczególnego. To właściwie jedyne zdjęciowe zajęcie, które powoduje jakiś mój rozwój. Generalnie stoję w miejscu - chyba że mam pomysł na sesję z lalką.

Uwielbiam te zdjęcia, które sprawiają, że lalka produkowana taśmowo wydaje się niezwykła. Coś pięknego. Kiedyś takie będę robić.

Poniżej dwa zdjęcia z moich dwóch najlepszych sesji (IMO).
Dziwne spojrzenia w sklepach. I wcale nie dlatego że kupuję lalkę, a jestem już dużą dziewczynką. Te są jeszcze neutralne w porównaniu z tymi, które dostaję, kiedy kupuję talk dla niemowląt. Albo kiedy przychodzę z twarzą zombie po nieprzespanej nocy, z plecakiem na plecach, za oknem szary listopad, a ja kupuję najtańsze rękawiczki dla niemowląt i płacę za nie dziesięciogroszówkami.

Niedługo w galerii będę sztandarowym przykładem nastoletniej matki. Głupie, no cóż, ale ludzie serio dziwnie na mnie patrzą.

Atmosfera. Atmosfera lalkowania jest niesamowita. Moja ulubiona społeczność internetowa. Choćby dla tego warto.


Nie wiem, czy ten post was w najmniejszym stopniu interesuje, więc zapowiem, że może jutro wreszcie zachce mi się wrzucić nowy post na Chasing Barbie, jakby ktoś chciał pooglądać zdjęcia.

Życzę wszystkim miłego weekendu :).

Na koniec zdekapitowana Anna, bo chciała się pojawić w poście.



7 komentarzy:

  1. Ekstra! Mnie lalki jakoś nigdy nie kręciły, ale bardzo podziwiam - za zainteresowanie, wiedzę, pomysłowość, szycie i w ogóle wszystko. I mam nadzieję na wiecej lalkowych postów, bo uwielbiam, kiedy ludzie opowiadają o swoich zainteresowaniach ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam tekst z wielką radością, śmiejąc się przy każdym zdaniu! Tekst roku! Podsumowałaś lalkowanie w sposób przegenialny! No kocham Twój styl i jakże trafione puenty. :D Zgadzam się z każdym elementem tego wpisu! Jakbyś czytała w moich myślach! I chyba każdy z nas (lalkowiczów) ma właśnie takie przemyślenia, które nie zawsze potrafimy ubrać w słowa - Ty zrobiłaś to fenomenalnie. Zbieranie lalek naprawdę wiele daje! Ja przez rok nabyłam tylu umiejętności, że głowa mała! To niesamowite jak bardzo się dzięki lalkowaniu rozwijamy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście nie narzekam na brak finansów odnośnie lalek. Buszuję w lumpeksach i kupuję tylko i wyłącznie lalek. Dwa razy znalazłam Barbie ponytail #2 i #4 w przyzwoitym stanie. A ile ciuchów jest :D. Polecam, jeśli lubisz robić spa lalkom jak ja xD
    Gdyby nie lalki nigdy, przenigdy nie nauczyłabym się masy rzeczy. Nie kupiłabym nowego aparatu, by robić dobre zdjęcia. Nie zaczęłabym szyć. Nie wróciłabym do szydełek. Dziwe spojrzenie w galerii — jak ja to znam. Kupuję w jedbym smyku od 3 lat lalki w ilościach hurtowych. Po 2 ekspedientka wprost zaczęła si3 mnie wypytywać, a po co a na co. Tak samo spojrzenia w domu — znajomi moich rodziców dziwnie patrzą jak wyciągam ze schowka plyn do płukania tkanin albo noszę czajnik do łazienki. Albo te spojrzenia w drogeri gdy kupuję spinki, recpetutrki albo szampon do suchych włosów co tydzień po cztery-pięć sztuk. W wersji 1l. Moi znajomi też reagują dziwnie gdy po kilku miesiącach skaczę ze szczęścia robiąc focie nowej silikstonce. Będę wracać do tego postu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie lalki jakoś nie kręcą, nawet w dzieciństwie się nimi nie bawiłam. Ale te twoje zdjęcia są śliczne! A ta czarna sukienka spod twojej igły-cudo ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, strasznie lubię, jak ludzi coś kręci. Bo widać, że Ciebie te lalki kręcą, a wszystkie zawarte w poście podpunkty są niewymuszone i rzeczywiście się cieszysz swoimi zbiorami (oby się powiększały!). Nie wpadłabym chyba na to, by kolekcjonować lalki, to chyba nie moja bajka. Chociaż pamiętam, że swego czasu Fashionistka (chyba, a może to nie były Fashionistki?) to było marzenie (kręcące się nadgarstki!). Miałam koleżankę, u której zawsze bawiłyśmy się lalkami, gdyż dziewczę to los obdarował wspaniałym domkiem, no i same lalki miała fajne :D Ach, piękne czasy.
    A te zdjęcia - choć przyznam, że bym się tego nie spodziewała (oczywiście nie ze względu na Twoją zacną osobę, ale ogólnie na warunki modelek) - są super :D
    Kłaniam się,
    B.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten post sprawił, że mam ochotę pobiec do piwnicy i przynieść wszystkie swoje lalki :D Niestety czasu na to nie mam (władzę nad moim życiem w tej chwili przejęła chemia i długo mnie nie wypuści), ale może w czerwcu albo w wakacje spróbuję coś pokombinować.
    Szycie ciuchów znam, tylko że dla misia - dostałam kiedyś misia (misię?) z Bukowskiego w sukience. Rozpinanej 8) Jakiś czas później miała "buty", ze dwie dodatkowe sukienki, kurtkę... Wszystko szyte igłą, bo nie mam w domu maszyny :p Miałam chyba 11 lat. Dzięki temu umiem obecnie przyszyć guzik i zatrzask. #wow
    W każdym razie - zazdroszczę pasji bardzo! ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak odzyskałam internet w podróży (gdzie te ferie?), to od razu weszłam na WD, żeby sprawdzić, czy jest coś nowego XD
    Niestety dopiero teraz komentuję ;_;
    Od dawna w moim pokoju nie ma lalek, nie interesują mnie za bardzo teraz, ale baaaardzo lubię czytać o czymś, co cię kręci. Lubię widzieć, jak kogoś coś pasjonuje. Zastanawiam się wtedy, czy ja mam jakieś pasje XD

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).