Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 7 stycznia 2017

Z czym się wiąże bycie pisarzem

Pisarz człowiek smutny. Tyle cierpienia wiąże się z pisaniem, jesteśmy właściwie współczesnymi bohaterami romantycznymi. Dobry poeta musi cierpieć - pisarz cierpi zawsze. True story.

Oparte na przeżyciach moich, moich pisarskich znajomych, dyskusjach w grupach na Facebooku i pisarskich poradnikach. Nie wszystko musi do ciebie pasować - twoje szczęście w takim razie.

Bezsenne noce

Zacznij się przyzwyczajać do pomysłów wyżerających cię po nocach i doprowadzających do szaleństwa, bo nie masz możliwości ich teraz spisać. Przyzwyczajaj się, że żyjesz swoją opowieścią i często nie ma takiej opcji, aby tej konkretnej nocy pisać, pisać, pisać!, trzeba więc wiercić się z boku na bok, czując ten szczególny rodzaj ekscytacji w brzuchu na samą myśl o swojej opowieści.
A umówmy się - nie potrafisz przestać o tym myśleć.
To uczucie jest okropne i doprowadzające do szaleństwa, ale jednocześnie to moja ulubiona część pisania. Szkoda tylko tego bycia nieprzytomnym następnego dnia. I worów pod oczami. Ale to akurat trochę maskują okulary - nie żeby pisanie przyczyniło się do mojej wady wzroku, gdzież tam.

Bezsilność

Nie umiem ująć tego w słowa.
To jest za mało dobitne.
Czegoś tu brakuje.
JAK TO NAPISAĆ.
Gdzie. Są. Uczucia.
Nienienienie, nie tak. Od nowa? Za jakie grzechy!
SHOW, DON'T TELL, CHOLERA JASNA.
Czemu wyszedł mi z niego taki pacan?!
Naprawdę tak ją przedstawiłam?
O rany, było coś takiego wcześniej? KIEDY?
Zaczyna się słabo, ale potem będzie super, obiecuję!
Walić to wszystko. Nic z tego nie będzie.

Takie tam z codzienności.

Frustracja

Wracając do szczególnego rodzaju ekscytacji... najgorszy, najgorszy jest moment, kiedy aż cię rozsadza, żeby wyrzucić to wszystko z siebie... ale nie potrafisz. Po prostu patrzysz na kartkę, na dokument w Wordzie i doskonale WIESZ, co chcesz napisać, milion razy już obmyślałaś, jakich użyć słów i co? I nico. Możesz tylko patrzeć. I niby wystarczy tylko zapisać to, co już tyle razy zostało ułożone w głowie - akapit, który znasz na pamięć i odtwarzasz go w głowie bez zająknięcia. Ale z jakiegoś powodu jesteś zablokowana.
I koniec. Nic z tego dzisiaj nie będzie. A jeśli uda ci się cokolwiek wycisnąć - nie będzie w tym żadnej radości. Pozostaje tylko nie oddawać się frustracji. Jutro będzie lepiej!

Zazdrość i złość

Jest tyle fantastycznych pisarzy na świecie, tylu doskonałych artystów, którzy mają niewiarygodnie błyskotliwe pomysły...
a ty siedzisz tutaj.
I piszesz Dramione.
Według tego samego schematu, co wszyscy.

Serio, zazdroszczę ludziom kreatywności. Podziwiam, szanuję, ale nie będę ukrywać, że błyskotliwe pomysły nie wywołują we mnie uczucia w stylu "o, wow. nie wpadłam na to. dlaczego. aha. ale super". Okropne, wiem.

I ta złość, kiedy patrzysz na kolejne pornoopko, które ma 50 rozdziałów, dwa przecinki i trzysta scen "romantycznego gwałtu", a które czytają dziesiątki tysięcy ludzi. Jeszcze żeby to było czytane dla śmiechu, took. Ale nie. Serio, ludziom się to podoba. Co jest z wami nie tak? Co jest romantycznego w gwałtach? W jaki sposób to ma budować relację bohaterów? Którzy zresztą nawet osobno nie mają charakteru, lol. Wiem, że po pewnym czasie już się tym zupełnie nikt nie przejmuje, ale czasem wraca. I pytam siebie: dlaczego? I nie wiem. I jestem zła na ludzi, że nawet nie starają się szukać czegoś lepszego - nie mówię, że moje jest lepsze chociaż pewnie jest, u mnie nikt nie gwałci swojego lovelasa ale że jest naprawdę mnóstwo dobrych opowiadań w internecie i książek, których nikt nie zauważa. I to jest przykre, i to mnie smuci, i dlatego jestem czasem zła.

A czasem jestem zła na siebie, bo nie wychodzi. A czasem na postaci, bo wyewoluowały nie w tę stronę, co chciałam. A czasem na ludzi, bo się nie zrozumieliśmy. Ale jednak najczęściej na siebie. Życie pisarza jest usłane złością, serio.

Kłamstwa

Pisarze to kłamcy. Kłamstwo mamy w jednym palcu, budzimy się z kłamstwem na ustach i żyjemy w kłamstwie.
Wiecie, ile uczuć, które są w środku pisarza, nie jest jego? 87%, tak bym strzelała. Bardzo trudno jest czasem zachować taką... wewnętrzną czystość, bo po prostu w pewnych momentach nie jesteś sobą. Nie możesz być sobą, bo jesteś teraz rycerzem i musisz czuć to, co on, bo umierasz teraz po pojedynku, bo właśnie zakochujesz się do szaleństwa w szefie, ale nie możesz tego ujawniać, bo przeżywasz moralny dylemat. A to wszystko tak naprawdę nie ma miejsca. Łatwo jest się zagubić, co jest prawdą, a co kłamstwem. Często ciężko w ogóle określić, co jest uczuciem, co ułudą i właściwie jak się teraz czujesz.

A jeśli pisarz nie odczuwa, to jest wyjątkowo dobrym kłamcą, skoro pisze dobre opisy!

Bo nie ma co ukrywać, że książki to po prostu kłamstwa. Okej, opowiadamy historie. Ale to się nigdy nie wydarzyło, nigdy nie miało miejsca, a przeżywamy to i traktujemy zupełnie poważnie. Byłam okropną kłamczuchą w dzieciństwie, non stop opowiadałam niestworzone historie z takim zapałem, jakby były prawdziwe, po pewnym czasie święcie w nie wierząc i zapominając, co tylko wymyśliłam, a co nie.
Udało mi się to z siebie wyplewić, bo swoje niestworzone historie przelewam teraz na papier - ale wiadomo, raz kłamca, zawsze kłamca. Tak się mówi, w sumie coś w tym jest. Tylko forma kłamstwa się zmienia ;).

Stany zawieszenia

Pisarskie stany zawieszenia chyba mocno przyczyniły się do mojej reputacji... osoby specyficznej. Wyobraźcie sobie scenkę:
Dziewczyna siada na wolnym miejscu w rozklekotanym autobusie, ze szkolnego plecaka wyciąga kartkę i długopis i z uporem maniaka próbuje na niej pisać, mimo że trzęsie jak cholera, ciężko nawet czytać naklejki na szybach. Nagle zawiesza długopis tuż nad kartką, półgębkiem uśmiecha się do siebie. Wzrok zachodzi jej mgłą, właściwie przestaje się ruszać, nawet mrugać. I tak siedzi. Uśmiechnięta, zawieszona gdzieś w innym świecie. Ludzie w autobusie patrzą dziwnie. Wybudza się dopiero tuż przed swoim przystankiem - po prawie czterdziestu minutach.

Ta dziewczyna to ja. W ostatnią środę. Zaczęłam myśleć nad kolejnymi słowami i... zapomniałam je napisać. I tak przemyślałam sobie pół opowiadania. Słowo po słowie. Spisałam z tego potem jeden akapit, bardzo frustrujące.

A takie stany zdarzają się nie tylko w autobusie - na lekcjach, w restauracjach, właściwie w każdej sytuacji. Najczęściej zanurzam się w scenie, do której mam jeszcze daleko, ale bardzo na nią czekam i tak sobie obmyślam różne jej wersje. Całe opowiadanie słowo po słowie zdarzyło mi się w sumie tylko ten jeden raz, ale zasięgnęłam języka i niektórzy mają tak dość często.
Tak, nie dziwię się mojej reputacji.

Poprawki, poprawki, poprAWKI, POPRAWKI!!

NAJGORSZE.
Tak, skończyłam, woohoo! Done!
Teraz odczekać dwa dni i... poprawki. A potem jeszcze raz. Jeszcze raz. I od nowa. Od nowa. O, przegapiłam. O, tu może być lepiej.
A potem okazuje się, że znasz już to na pamięć i już nic nie wychwycisz i musisz się poddać. Okropne, nienawidzę tego robić.

Z drugiej strony to konieczne, żeby zauważać własne błędy - potem jest mniej poprawiania w przyszłości :).

Znużenie

Pisanie to raczej nie jest ekscytujące zajęcie. Często dopada pisarza zmęczenie, znużenie - historią, bohaterami, powtarzalnością wszystkiego. Czasem coś wydaje się dobrym pomysłem, ale pisanie tego nie przynosi takiej samej radości, jak pisanie czegoś innego. Zdarza się. Tyle że jest... bolesne. I nudne.

Samotność

Pisarz to człowiek samotny.
Sam w norce.
Na ulicy nikt go nie zagada, nikt nie przyjdzie zobaczyć go przy pracy i nikt nie może mu w tej pracy pomóc - czyjaś obecność w czasie pisania to najgorsze, co może być. Nawet WIP-ów nie ma jak pokazywać na fanpejdżu, tak jak to robią malarze.
Jesteśmy sami. Tylko my i bohaterowie.



Ale z drugiej strony...

Uczucia

Pisarz CZUJE. Jest ten strasznie oklepany i wyświechtany cytat, że Kto czyta książki, żyje podwójnie. W takim razie - Kto pisze książki, żyje po tysiąckroć. Nikt nie odczuwa naszych historii tak, jak my. Naprawdę.

Dodatkowo, pisarz musi zapamiętywać uczucia, żeby potem w odpowiedniej chwili móc je przywołać.

Pisarz współodczuwa. A nieempatyczny pisarz to dobry kłamca, czyli wracamy do punktu wyjścia.
Okej, uczucia to moja zmora. Ale oprócz smutku, złości czy wstydu, radość czy miłość także odczuwamy częściej i mocniej, śmiem powiedzieć. Kto to widział, żeby się cieszyć pół dnia, bo wymyślona postać cośtam powiedziała - a powiedziała tylko dlatego że jej kazałeś, głupku.

Ale kogo to obchodzi! Cieszmy się!

Doświadczenia

Pisarz DOŚWIADCZA. Bo to też musi zapamiętać i przywołać w odpowiedniej chwili. Jeśli widzisz w górach jedną osobę, która ma trochę nieobecny wzrok i maca każdą skałę i zachwyca się, bo O RANY TAMTA BYŁA SUCHA, TA JEST MOKRA, A TU JEST PROSZEK JAKIŚ! jest spore prawdopodobieństwo, że coś z tym człowiekiem jest nie tak. Albo jest pisarzem.

W sumie się pokrywa.

Radość

Radość, kiedy nasze dzieło podoba się komuś innemu, kiedy ktoś to przeżywa, kiedy ktoś płacze, śmieje się i nienawidzi razem z tobą, bo tak oddziałuje na tego kogoś twoja opowieść.

Nie ma piękniejszego rodzaju radości.

Ekscytacja

Znowu przeżywanie historii, ale ja to tak uwielbiam! Naprawdę, to jest najpiękniejsze, kiedy nosisz w sobie ten pomysł i on się dopiero rozwija, ale czujesz ekscytację na myśl, co z tego powstanie. Kiedy nie możesz doczekać się ulubionego momentu opowieści. Kiedy śmiejesz się sama do siebie nad kartką papieru, bo bohaterowie są tu tacy szczęśliwi.
Kiedy ekscytujesz się, bo wyobrażasz sobie, co będą myśleć ludzie, czytając konkretny fragment. Jak to na nich zadziała. Co powiedzą?

Cudowne uczucie.

Stany zawieszenia!

Z jednej strony - straszna przypadłość. Ale bycie w tym stanie to kolejne cudowne uczucie.

Mogłabym w niego wpadać codziennie.

Łzy wzruszenia

Płakałam miliard razy, kiedy ktoś mnie chwalił. Ba, kiedyś w szkole się popłakałam, kiedy mnie skomplementowano. Wydaje mi się, że każdy sobie może powiedzieć "no, ładnie rysujesz". Czytanie wymaga od odbiorcy czegoś więcej. Jasne, są ludzie, którzy przeżywają każdy rysunek i zachwycają się każdym szczegółem - ale jest ich stosunkowo niewiele.

Osoby, które przeczytały i przeżyły twoją historię i które do niej wracają, marnują nieraz godziny, żeby coś przeczytać - to jest o wiele większy sukces, moim zdaniem.

Przepraszam, artyści wizualni.

Szał twórczy

Kolejny cudowny stan! Kiedy wyłączasz wszystko i po prostu płyniesz z prądem własnej historii... oj, tęsknie za szałem twórczym, dawno go nie odczuwałam.

Wtedy nic nie jest w stanie cię rozproszyć, nie ma rzeczy ważniejszych. Nie ma znaczenie miejsce czy narzędzie - komputer, kartka, telefon, własna ręka czy poleganie na pamięci. Nie ma żadnych przeszkód.

Liczy się tylko historia.

Zawsze może być lepiej

Nie ma czegoś takiego, jak Najlepszy pisarz na świecie. Obiektywnie według każdego - nie ma. Nie ma też wyznaczników Książki idealnej. Nie ma górnej granicy. Nawet niebo nią nie jest. Można iść daleko, wyżej, można robić więcej i lepiej, można zdobywać najwyższe góry wszechświata i wszystkich światów równoległych.

Nigdy nie ma końca.

To niekończąca się przygoda

Ostatnie. Nigdy nie skończą się pomysły. Zainspirować może każda, najmniejsza nawet pierdoła. Każdy artblock może zostać pokonany. Na świecie czekają jeszcze miliony historii wartych opowiedzenia.

A każda taka historia to nowa przygoda do przeżycia. Nowe życie.



Friendly reminder: pisarz w kontekście osoby coś tam sobie piszącej gdziekolwiek, jakkolwiek, do kogokolwiek, a nie osoba z tego żyjąca czy regularnie publikująca albo mająca chociaż jedną wydaną książkę na koncie, bo tak mi po prosty łatwiej, niż ciągle to uściślać.


kaboompics



16 komentarzy:

  1. Cudowny post, co chwilę miała uśmiech na twarzy.
    Przypomniało mi to sytuacje, jak kiedyś więcej pisałam. Naprawdę muszę do tego na poważnie wrócić, ale jak tu znaleźć czas? A to szkoła, a to coś innego, a to nowy post na WD, a to Syrenki, a to coś...
    Już wiem, że będę tutaj wracać i nabijać ci wyświetleń :')
    This made my day, dziękuję.
    Rozumiem, że od dzisiaj mogę cię śmiało nazywać pisarką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PRZEPRASZAM :C?
      Do usług! Dziękuję też <3
      Ale wolałabym nie. Nie czuję się pisarką ani artystką, ani nic. Piszę do internetu. Jestem amatorem. Pisarka-amatorka przejdzie, ale poza tym naah. Przecież ja piszę cukierkowe fanfiki :")

      Usuń
    2. Jak dla mnie jesteś pisarką, ale okay. Niech będzie pisarka-amatorka. ;)

      Usuń
  2. Super post! #relatable
    Też w dzieciństwie opowiadałam historie z takim zapałem, że nawet nie pamiętałam potem, co zmyśliłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam, że tylko ja taka jestem... Pozytywnie się zaskoczyłam. Dokładnie to napisałaś! Znam te wszystkie uczucia tak dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany. (Wiem, nikt tak dzisaj nie mówi.) Ten post jest tak dobry. Tak bardzo świetny. Ło luju.
    Pisarka ze mnie żadna, ale ten post... o rany. Wielkie, napisane z kapsloka, O RANY.
    Dawno nie czytałam tak świetnego tekstu o pisaniu. Wow. Coś mi mówi, że nie raz tu wrócę. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak mówię!
      Witam Kasię znów, bo dawno nie widziałam!

      Usuń
    2. Witaj, witaj! Ja tu ciągle jestem i czytam, tylko stalkuję. <u<"

      Usuń
  5. Też zmyślałam w dzieciństwie.
    PS: Podobno opowiadałam nawet koleżance, że na Uniwersytecie Dzieci łączę DNA słonia z DNA myszy, co??

    OdpowiedzUsuń
  6. Artystka wizualna czuje się jakby ją ktoś kopnął w tyłek, nah. Nevermind.
    Zalety ważniejsze! Podziwiam głęboko wszystkich pisarzy i pisarzy amatorów :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artyści wizualni mają o wiele większą widownię w internecie, więc proszę się urażać. Dwa różne rodzaje sztuki, żadna nie jest ważniejsza czy lepsza, bardzo ładnie się dopełnią. Po prostu uważam, że odbiera się je inaczej i przeczytanie kilkuset stron wymaga większego zaangażowania niż obejrzenie obrazu. Stąd obraz obejrzy więcej ludzi.

      Usuń
    2. Ja się nie obrażam, po prostu trafiłaś w punkt :D. No i ja nie rysuję do internetu, i jakoś nie czuję potrzeby posiadania widowni (na razie) więc cała ta sprawa średnio mnie dotyczy :P.

      Usuń
  7. Podpisuję się rękama i nogami :D Tak, tak, tak. Ja też się zawieszam. Też przeżywam. Czasem fikcja staje się rzeczywistością, bohaterowie stają się prawdziwi, odczuwam ich emocje i przeżywam ich wzloty i upadki, chociaż oni tak naprawdę nie istnieją. Ale uwielbiam ten moment, kiedy widzę postacie w swojej głowie. To jest takie magiczne. Dla mnie w ogóle bohaterowie są najważniejsi w opowieści, to oni u mnie pchają fabułę, uwielbiam ich kreować, budować relacje między nimi, uwielbiam pisać dialogi i uzupełniać je zachowaniami rozmówców, ich mową ciała. Ach. Uwielbiam, no :D Więc dla mnie bohater to klucz.
    I najpiękniejszy moment w pisaniu to dla mnie ten, w którym ,,widzę" bohaterów. Wiem, jak wyglądają. Wiem, w jaki sposób mówią, jakie mają nawyki. Wiem, jak by się zachowali w danej sytuacji, co by powiedzieli, co palnęli, jaką głupotę albo świetną rzecz zrobili, jaki mają stosunek do innych ludzi. Stają się namacalni, skomplikowani, ż y w i. Kiedy do tego dochodzi, wiem, że to jest to.
    Inny najpiękniejszy moment to ten, w którym tworzy się pomysł. Coś niesamowitego. Ta chwila, w której pomysł się kształtuje, ewoluuje, wszystkie trybiki w mózgu pracują, idee się łączą, dopasowują do siebie... ach :) Szał twórczy, ekscytacja, och!
    No dobra, ale prawda jest taka, że pisanie to bardzo często mordęga :D Nie no, śmieję się, ale bywa trudno. Ale nagroda, satysfakcja - coś niezwykłego. Warte wszystkiego. No i ja to po prostu kocham. Kropka.
    Co do poprawek - ja mam lekką manię poprawiania. Dość często zmieniam swoje teksty. Jestem straszną perfekcjonistką i bardzo dopieszczam swoje teksty. Dla mnie poprawki nie są więc mordęgą, tylko czymś naturalnym. Chociaż czasem jest to trudne :D
    Zazdrość - och, znam to. Czemu na to nie wpadłam? Albo widzisz jakiegoś blogaska albo opko na Wattpadzie, jakiś nieskładny bełkot z błędami, logika już dawno się poddała (jeśli w ogóle zawitała do tego opka), a tysiące czytelników. Frustrujące.
    I ta ,,bezsilność". Próbujesz coś napisać, nie możesz. Ni cholera. Ale to jest frustrujące. A jeszcze gorzej, gdy ma być tak super, a wychodzi nieskładny bełkot, fabuła się nie klei, dialog się nie klei, a bohater, który miał być w ogóle osom wyszedł jak debil. Ech.
    Podobnie jak zmęczenie, znużenie, nuda. Klikasz w tę klawiaturę, nie chce Ci się jak cholera, masz dosyć wszystkiego. Ale klikasz. Chociaż masz wrażenie, że zaraz wykitujesz, bo jesteś wyczerpana.
    Ale to wszystko nieważne, bo jak pisałam - kocham to. Uwielbiam pisanie. Uwielbiam tworzenie opowieści. Uwielbiam dzielenie się nimi z ludźmi. Właśnie - nie ma dla mnie większej satysfakcji, niż skomplementowany tekst (i jeszcze- zgadzam się z tym docenianiem, tym, że jednak na przeczytanie tekstu trzeba poświęcić czas. Pisanie to najmniej spektakularna ze sztuk, nawet Szymborska - uwielbiam Szymborską tak by the way- kiedyś żartobliwie opowiadała o procesie twórczym poety - tu się w przestrzeń zagapi, jedno słowo napisze, znowu wzrok w pustkę i tak parę godzin :D). A największy komplement to dla mnie chyba jednak nie słowa (chociaż te też uwielbiam, gdy ktoś mi coś miłego powie/napiszę, to potem chodzę jak na skrzydłach cały dzień :D). Największy komplement to dla mnie emocje, które wzbudzają moje teksty. Kiedyś, na obozie literackim, czytałam tekst, który miał być zabawny, komiczny, na głos.
    Ludzie się śmiali. Naprawdę się śmiali.
    I to było piękne.
    To magiczne uczucie - gdy ludzie bawią się, śmieją, płaczą, obgryzają paznokcie przy moich opowiadaniach.
    Coś pięknego, serio.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i znowu się rozpisałam, ech. To taki temat, na który mogę gadać w nieskończoność :')

      Usuń
  8. Przypomniałaś mi, jak kiedyś się czułam. Kiedyś pisałam bez ustanku - pisałam i czytałam. Tylko to się wtedy liczyło. A potem przyszła dorosłość, matura, egzaminy, studia - i jak kiedyś czytałam na okrągło tak teraz... ech, szkoda nawet gadać. O pisaniu nie wspominając, ostatni raz kiedy napisałam coś dla własnej przyjemności, ot tak, był chyba ze dwa lata temu - szmat czasu. Ale wszystko co tutaj napisałaś, to prawda. A jednak mimo wszystkich niedogodności związanych z pisaniem, nie ma lepszej rzeczy. Także, tyle ode mnie, trzymam kciuki :)
    Odi.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).