Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



czwartek, 12 stycznia 2017

Jaki mam problem ze SZKOŁĄ

Szkoła nauczyła mnie wielu rzeczy - nie tylko mnożenia ułamków, dziesiątek niepotrzebnych dat (bo większość dat jednak olałam), tego że nigdy nie będę w stanie bezbłędnie wymienić myślicieli europejskiego renesansu, których się ode mnie wymaga (cztery razy próbowała i tym razem wszystko było w porządku! poza tą czterokrotną literówką w nazwisku Machiavelliego, lol) czy jak jest "odcinać pępowinę" po niemiecku. Szkoła nauczyła mnie też, że nie warto próbować.

Niccolo Machiavelli - ojciec lennyface ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Mam mnóstwo problemów ze szkołą - i mam tu na myśli nie fakt, że nie dogaduję się z rówieśnikami czy że nie radzę sobie z nauką, bo nie. Mam tu na myśli chory system ocen, relacje uczeń-nauczyciel, które ładnie wyglądają tylko na papierze, uczenie pod testy, beznadziejny program nauczania (jaki geniusz wpadł na to, żeby dział z każdego przedmiotu kończył się  W TYM SAMYM MOMENCIE? Przecież to jest poroniony pomysł), generowanie niezdrowego stresu w małych dzieciach, nie tylko w nastolatkach, poniżanie, wyszydzanie przez ludzi, którzy powinni nas wspierać, porównywanie, a także fakt, że kształci się nas tylko w jedną stronę i tylko jeden typ ucznia - jeśli odstajesz, jeśli jesteś kinestetykiem, jeśli nie musisz znać tabliczki mnożenia na pamięć, żeby umieć rozwiązywać zadania, nie ma dla ciebie miejsca. Aha! I bardzo częste wymaganie uczenia się na pamięć zamiast rozumienia.

Fajnie.

Ale to tylko część moich problemów - mam jeszcze co najmniej jeden, czyli uczenie dzieci strachu przed błędem. Co jest nie tak z systemem, który wpaja nam od dziecka, że najgorsze, co możemy zrobić, to się pomylić?

Co jest nie tak z sytuacją, kiedy w momencie błędnej odpowiedzi, możesz zostać wyśmiany nie tylko przez całą klasę, ale nawet przez nauczyciela (chora sytuacja, heh?)?

W ogóle fakt, że ludzie którzy ewidentnie się do tego nie nadają, są dopuszczani do nauczania DZIECI, małych dzieci, w klasach 1-3, to dla mnie już totalna paranoja. Bo jak ktoś wyśmieje mnie - bądź co bądź człowieka u progu dorosłości, jakkolwiek okropnie to dla mnie brzmi - to już nie robi aż takiego wrażenia, jak dziesięć lat temu, kiedy wyśmiewano mnie - dziecko robiące nieśmiałe kroki w szkolnej karierze.

Nie byłam przebojowym dzieckiem. Przez pierwszy miesiąc szkoły na przemian płakałam i szeptałam, często nadal nie radzę sobie ze szkolnym stresem, a szkoła to dla mnie absolutnie znienawidzone miejsce, ale największy uraz żywię za to, że zaczęłam bać się odzywać, bo kiedyś tam ktoś tam mnie wyśmiał. Bo się pomyliłam. I do tej pory na przykład nie potrafię tak po prostu wykrzyczeć odpowiedzi na forum, nawet jeśli mam pewność, że jest poprawna - bo może jednak nie? Może się zbłaźnię? Może ktoś mi powie, że jak mam gadać takie rzeczy, to lepiej nic nie mówić?

Za każdym razem, kiedy mam się odezwać niepytana, toczy się we mnie okropna walka. Bo się boję. Bo boję się pomylić.

To nie jest tak, że ja to mam tak ogólnie - normalnie gadam od rzeczy na co dzień, pomyłki, omyłki i potknięcia to przecież ludzka rzeczywistość. Nawet na testach umiem pisać takie głupoty, że głowa mała, bo może akurat trafię.

Ale kiedy siadam z nauczycielem twarzą w twarz, to nie potrafię nawet powiedzieć tego, co mi się wydaje prawdopodobne - spasuję od razu. Żeby się nie pomylić. Wolę się poddać bez walki niż zbłaźnić, niż popełnić błąd.

W takich chwilach nie chcę być sobą, serio. Ale jestem i w konfrontacji twarzą w twarz składam broń. Wiem, że to nie jest tylko mój wymysł, bo wiele uczniów ma ten sam problem. I bo mam tak właściwie tylko w szkole - jeśli boję się odezwać w innej sytuacji, to z innego powodu.

Wątpię, że doczekamy czasów, kiedy szkoła przestanie tak działać na ludzi, bo tu i czynnik ludzki zawodzi. Ale chciałabym się połudzić.

I to tyle. Dziękuję. Idę trzaskać zadanka z matmy.

Na koniec piosenka na pocieszenie:



kaboompics



11 komentarzy:

  1. Przypomniało mi się jaka byłam w podstawówce :') Oczy szklane podczas odpowiedzi, jeszcze zanim popełniłam błąd. I wszystko, żeby nikt mnie nie zauważył. I udawanie, że nie wiem, byle się nie odzywać. I zgadzanie się ze wszystkim, bo co z tego, że ta odpowiedź wydaje mi się dobra, skoro większość mówi inaczej? Jeszcze bym się pomyliła. I znienawidzenie wf-u przez nauczyciela. Od jakiegoś czasu mam tak na wszystko wywalone, że czasem się martwię, że aż za bardzo, ale nadal mam tak, (rzadko, ale jednak) że robi mi się gorąco i mega się stresuję pomyłkami, dzięki szkoło!
    I ogólnie to szkoła ssie. Przynajmniej moja szkoła i paru nauczycieli w niej, którzy nauczycielami nie powinni nigdy zostać (bo czy normalne jest drwienie z blondynki, która nie umie rozwiązać zadania z matmy, czy z chłopca mającego 1,5 m wzrostu, bo nie umie przeskoczyć przez ponad metrową poprzeczkę?). Świetny post, z którym naprawdę się zgadzam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie prawdziwe.
    Nie pamiętam, żeby mnie ktoś jakoś wyśmiał w podstawówce, ale i tak nie odzywam się na lekcjach. Nawet jak znam poprawną odpowiedź, nawet jak nauczyciel jest naprawdę wspaniały (w tym przypadku to czasami wyjątkowo coś powiem, ale rzadko) i tak siedzę cicho. Nie wiem dlaczego. Strasznie tego u siebie nie lubię, ale nie mogę się przełamać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uh...relacja uczeń-nauczyciel i system oceniania to zło, prawda. I to cholerne wstawanie rano, dla mnie właśnie pobudki są najgorsze.
    Miałam w podstawówce okropnego nauczyciela od muzyki. Nazwał mnie kiedyś S Z M A T Ą. Wtedy to była dla mnie trauma, tym bardziej że byłam malutka i nie śmiała, ale z perspektywy czasu to zdarzenie bardzo mnie umocniło.
    Były też dwie cudowne nauczycielki: od przyrody, i od plastyki. Mam wrażenie że to one skierowały mnie na odpowiednie tory :).
    Ja nie boję się popełnić błędu, i często odzywam się na lekcjach. Jednak u mnie działa to w drugą stronę, często absurd tego co mówią nauczyciele skutkuje dyskusją z nimi...a potem kończę z 2 z zachowania. Bo podobno mam lekceważące podejście.
    Poza tym nie znoszę się uczyć nie interesujących lub nie przydatnych rzeczy, echh. No i nigdy nie miałam szczęścia do klasy, zwykle lubię tylko kilka osób na 30 :/.
    ps. dajcie nam nowego ministra edukacji, najlepiej takiego który nie będzie usuwał teorii ewolucji z programu nauczania :').

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, jak ja przeżywam ostatnio tego Darwina i teorię ewolucji, serio XD

      Usuń
    2. Proszę bez polityki na tym blogu, z góry dziękuję.

      Usuń
    3. Proponuję dopisać to w zasadach komentowania, bo nie ma o tym ani słowa :P

      Usuń
  4. Podpisuję się rękami i nogami. Serio. Mam serdecznie dosyć całej presji, którą się kładzie na uczniów. Chciałabym się uczyć z samej chęci i pasji, ale nawet gdy szłam z ogromnym zapałem do liceum, te ambicje już umarły. Czym częściej słyszę "muszę" i "powinnam" tym bardziej nie chcę. Szczególnie, że jestem w szkole, która kładzie ogromny nacisk na dobrą reprezentację, tradycję i wszystkie "powinniście" to rzecz święta. Poza tym kto wymyślił piętnaście przedmiotów. Myślę, że to wszystko zabija kreatywność i chęć poznawania, a nie odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja dosłownie nigdy nie czułam żadnego stresu czy strachu w szkole...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten post jest tak bardzo o mnie. Zgadzam się dosłownie ze wszystkim co napisałaś. Mam dobre stopnie, ogólnie w szkole radzę sobie nieźle, a i tak wysysa ze mnie chęci do życia. Zdarza się, że siedzę w domu i płaczę, bo wiem, że następnego dnia muszę tam iść. Albo uczę się całą noc żeby i tak dostać pałę z historii, bo nauczycielka ma zasadę wszystko albo nic i wracasz na miejsce po jednym pytaniu. Nienawidzę relacji nauczyciel-uczeń w Polsce.
    I tak samo jak ty nie odzywam się niepytana, bo co, jak się pomylę? Zdarzało mi się dostać jedynkę za podanie niepoprawnej odpowiedzi mimo że zgłosiłam się "na ochotnika". Teraz już tego nie robię. Siedzę cicho i udaję, że mnie nie ma.
    To smutne, ale ja do szkoły nie chodzę się nauczyć. Idę tam dowiedzieć się, że jestem człowiekiem-porażką, nic w życiu nie osiągnę i powinnam była uczyć się w domu. 14 przedmiotów na raz.
    Moją "ulubioną" cechą szkoły jest to, że nas tam nie uczą. Siedzisz te 8 godzin żeby się dowiedzieć, czego masz się w domu nauczyć, dostać numery stron na klasówkę, 3 lektury i tonę zadań domowych.
    Aż mnie skręca na myśl, że przede mną jeszcze dwa lata.
    Swoją drogą, dziękuję Ci za ten post. Bałam się, że to ze mną coś nie tak, bo nikt inny nie wydawał się tak reagować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, ja to trochę inaczej odbieram. Faktycznie są zauważalne minusy, ale szkołę będę wspominać z nostalgią. Tyle ważnych wydarzeń ma tam miejsce! Przyjaźnie, miłość, ale i złość i bezsilność. 3/4 nastoletniego życia ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, ja mam tyle problemów z polską szkołą, że nie starczyłoby mi rąk i nóg na policzenie ich na palcach.
    I brzozu, to o popełnianiu błędów!
    W sumie to miałam tyle rzeczy napisać w tym komentarzu, ale gorączka mi przeszkadza, więc chyba już sobie pójdę. Ale zgadzam się w 100% i dodałabym masę od siebie!

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).