Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



niedziela, 1 stycznia 2017

Drugie urodziny Wiosennych deszczy!

Dwuletnie dziecko może mieć już komplet zębów mlecznych. Między dwudziestym a trzydziestym trzecim miesiącem życia jako ostatnie wyrastają zęby trzonowe. Warto w tym czasie udać się do stomatologa z dzieckiem, by sprawdził jakość uzębienia szkraba. Dwulatek jest też bardzo sprawny pod względem manualnym – wykonuje precyzyjne ruchy, np. nawleka koraliki na nitkę. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że niektóre przedmioty nie nadają się do zabawy, bo można sobie zrobić nimi krzywdę (np. połknąć albo włożyć do nosa). Bez względu na tempo rozwoju dziecka nie warto go porównywać do rówieśników. Jedne dzieci zaczynają szybciej chodzić, drugie – mówić, a trzecie – wyprzedzają kolegów pod względem samodzielności. Na wszystko przyjdzie czas.

Dzisiaj następuje historyczna chwila w mojej blogowej karierze, ponieważ ustanawiam mój absolutny rekord długości prowadzenia jednego bloga. Co więcej - to nie takie prowadzenie z doskoku, tylko właściwie cały czas. Już od dwóch lat. Szok, niedowierzanie.

Z tej okazji starałam się prześledzić moją blogową karierę w 10 punktach zwrotnych. Okraszone cytatami z naprawdę starych i naprawdę koszmarnych opek.


10. Mój pierwszy blog


Mój pierwszy blog powstał na platformie bloog.pl i był to rodzaj internetowej zabawy w adopcje zwierzaków. Miałam góra dziesięć lat. Bloga prowadziłam przez prawie 300 dni, a cała frajda skończyła się, kiedy kliknęłam "Usuń bloga", będąc zalogowaną nie na to konto, na które chciałam. Z tego, co kojarzę, w zamyśle chciałam usunąć podręcznik historii magii przygotowany do "wirtualnego Hogwartu". Nie wiem, czy kiedyś bawiliście się w coś takiego, ale ja owszem, bawiłam się w Hogwarty, blogi grupowe i PBF-y.
Po tym blogu nastąpiła fala bardzo malutkich, krótko prowadzonych blożków, z których najbardziej zapamiętałam "pisze-o-wszystkim.bloog.pl".

9. Moje pierwsze (internetowe?) opko


Ciężko jest mi bardzo stwierdzić, co było moim pierwszym opowiadaniem, bo coś, co zakrawało na utwór fabularny napisałam już w dniu, kiedy poznałam ostatnią literę, a przed tym opowiadałam mnóstwo historii pluszakom, tylko ich nie spisywałam. Równie trudno jest mi powiedzieć, co po raz pierwszy wrzuciłam do internetu, bo nie pamiętam. Pogubiła mi się chronologia. Czy to było to coś, co próbowałam usilnie wrzucić na Onet, ale wywalało mi błędy, więc po dwunastu próbach się poddałam, a całość (dwa akapity <3) powstała pod wpływem inspiracji... fotostory Sims 2. Serio.
Nawet serial Sims 2 kiedyś robiłam, tak się wkręciłam. Na szczęście nie sama, więc ten wstyd jest rozłożony na nas dwie.
W każdym razie pierwsze, pierwsze opowiadanie, które potraktowałam w miarę poważnie i w końcu wrzuciłam je do internetu, jeszcze na bloog.pl, to coś co nazwałam "Rouse". Nie pytajcie o to "u" w środku, ja nie wiem nic. W każdym razie napisałam 31 stron kalki z "Harry'ego Pottera" i "Ani z Zielonego Wzgórza" i stwierdziłam, że to beznadzieja i zaczęłam poprawiać. Mam dwanaście poprawionych stron, które już nie zrzyna z HP, tylko z "Winx" i "Króla szamanów", i nazywa się "Naznaczona", a reszta to nietknięty oryginał z moich autentycznych pisarskich początków-początków. Aż nie wiedziałam, jaki fragment dla was wybrać, bo to jest coś cudownego. Mimo wszystko postawiłam na fragment "poprawiony", bo poziom żenady na tym blogu musi być jednak kontrolowany.
- No tak… Wiesz, czarodziejska edukacja. Nauka trwa trzy lata, ale tylko ta podstawowa. Na koniec szkoły zdajesz bardzo ważny egzamin. Jest kilka takich szkół, ale Magical jest najlepsza. Najlepsza. Ale zanim tam pojedziesz muszę przeprowadzić test.
- Ale… ja nie chcę tam jechać – wydukała Rouse. Terra zamrugała szybko.
- Co to znaczy „nie chcę tam jechać”? – zapytała tępo.
- No… ja nie chcę trzy lata tkwić w szkole – powiedziała donośnie kładąc nacisk na liczbę lat.’
- Ale… ale ty musisz, Arr… Rouse!
- Widzisz? Nawet nie umiesz zapamiętać mojego imienia! W ogóle nie znam cię, praktycznie! Dlaczego mam ci wierzyć?
- Jak to „nie znam cię”? Rouse, byłam przy twoim porodzie, jak stawiałaś pierwsze kroczki i to ja cię tu przyniosłam!
- No to dzięki za zniszczone dzieciństwo! – warknęła dziewczyna.
- Nie masz pojęcia, co by cię czekało, gdybyś tu nie trafiła – stwierdziła spokojnie, ale donośnie Terra.
- No i co z tego?! Nienawidzę tego domu! Tych przeklętych czterech ścian, w których mnie trzymali. „Nie wolno jej wychodzić, bo znowu gdzieś zniknie”, „Nie wypuszczaj jej, bo znowu nam ucieknie” - mówiła. Rządziła mną tak, jakbym była jakąś rzeczą. A potem się powiesiła. I dobrze. Tak jest lepiej.
A potem mi taki jeden z drugim mówi, że z talentem trzeba się urodzić. No to muszę sobie poszukać innego hobby, bo nie ma dla mnie nadziei.
PS: Spoiler! Nie powiesiła się, to było morderstwo! I to zamordował ją jej kochanek (miała męża, lol), który podszywał się pod burmistrza miasta, ponieważ chciał dorwać "Rouse". Dlaczego więc zabił jej opiekunkę? Nie wiem, nie pytajcie.
Dochodzę teraz do wniosku, że naprawdę miałam od zawsze nierówno pod sufitem. Idealny materiał na pisarza, może coś jednak z tego będzie.

8. Mój pierwszy fanfic


Tutaj już mogę z całą stanowczością i precyzją powiedzieć, że swój pierwszy fanfic powstał w sierpniu, tuż przed moim pójściem do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Opowiadał o tym, że Kapitan Hak "porwał mie i kazał mi polerowaci buty". Potem Piotruś Pan przyleciał i uratował "mie". Ogólnie całość miała niecałą stronę w Wordzie i okraszona była pięknymi błędami w stylu "łurzko".
Okej, ale to nie było dzieło wybitne.
Moim pierwszym fanfikiem do internetu jest Jily, które na zawsze będzie mieć specjalne miejsce w moim sercu, bo to także pierwsze fanfiki, jakie czytałam (chyba że fotostory Sims 2 liczymy jako fanfic). Cudo nazywało się "Dziennik Lily" i było już pisane na platformie Onetu, czyli wtedy blog.onet.pl. To cudo też napisałam w dwóch wersjach, przy czym pierwsza jest żenująca, ale dosyć zabawna, bo nawet nie udaje, że to coś ambitnego i występują tam takie rzeczy, jak używanie słowa "kręcić z kimś" jako "flirtować" i bardzo żenujące eufemizmy w stylu "nie spałem i ona też", druga wersja jest za to po prostu słaba, co tu dużo mówić. Pierwsza wersja powstawała też, kiedy miałam totalnie wywalone na wszystkie prawa, jakimi rządzi się proza czy cokolwiek, po prostu pisałam coś na kształt dziennika w trzeciej osobie (były daty <3) totalnie bez składu i ładu, powielając przy okazji wszystkie stereotypy potterowskiego opka: nowa w Hogwarcie, Dorcas (którą rozbiłam tutaj na dwie postaci i sparowałam na szczęście z Remusem, nie z Syriuszem), chroniczny brak Petera, James Potter i jego Wielka Rodzinna Tragedia, puste klasy rosnące wraz z zapotrzebowaniem fabularnym, Lily obrastająca co najmniej w cztery koleżanki, z czego jedna nazywa się Dorcas, druga Ann. A do tego wszystko NUDA. Nic tam się nie działo. Nie zapominałam też o opkowych klasykach: samotnych kryształowych łzach, szarmanckich uśmiechach i nonszalancji lovelasa.
Całość powstała w 2011 roku i dzięki Bogu, że nikt tego nie czytał.
Ekskluzywny fragment pierwszego "Dziennika Lily Evans" specjalnie dla was, wybrałam taki jeszcze nie najgorszy, żeby utrzymać poziom żenady w normie.
Wiatr targał bezwiednie loczkami Dorcas [zaczyna się cudownie<3]. Zielone oczy połyskiwały w słońcu. W ręku dziewczyna trzymała gnieciony wiele razy w silnym uścisku listek tabletek.Wybiła jedną pastylkę z trzaskiem. Zamknęła oczy i poczuła, jak z jednego kącika pociekła łza. Nie chciała być słaba. Nie. Musi być silna. Zacisnęła palce na leku. Wcisnęła go w usta i połknęła. Zawyła cicho. To już dzisiaj czwarta! Dlaczego to nie ustępuje? Chciała się zabić. I nagle przypomniała sobie ciepłe spojrzenie oczu Remusa. Dotyk jego skóry. Będzie silna. Nie podda się. Dla niego.
***
Profesor Dumbeldore patrzył twardo w ziemię. Lily podążyła za jego wzrokiem. Dlaczego oni? Dlaczego rodzice Jamesa? Czy Czarny Pan nie mógł sobie upatrzyć innego celu?
Zapuchnięte oczy Jamesa nie przestawały szlochać. Trzęsły mu się dłonie. Nie żyją. NIE ŻYJĄ! Nie wiedział, czy wolał by tam być i widzieć ich przed śmiercią, czy wolał tak jak to się odbyło. Bez niego. Zamknął powieki, a z nich pociekły nowe łzy. Przyłożył ręce do twarzy i zaniósł się okropnym, łamiącym serce Lily, szlochem. Dumbledore chyba wyczuł niemą prośbę Lily o wyjście, bo spokojnie wymaszerował z gabinetu ze spuszczoną głową. Lily przypomniała sobie, jak profesor dowiedział się, że to po nią trzeba zawołać.
- Rodzice Jamesa nie żyją - powiedział cicho staruszek, ale wiedziała, że pod jego maska opanowania kryje się prawdziwe roztrzęsienie. - Znaleziono ich martwych w domu. Nad dachem górował Mroczny Znak.

7. Mój pierwszy własny szablon


Wiecie, że kiedyś miałam ambicję zostać szabloniarką? Naprawdę, aplikowałam do kilku szablonarni, w tym Zaczarowanych szablonów. Co prawda do żadnej się nie dostałam (nie dziwię się!), ale znacząco podniosło to moje umiejętności, bo ludzi odpowiadający za rekrutację byli zawsze bardzo mili i doradzali, i bardzo się cieszę, że próbowałam. (Aplikowałam też do ocenialni, ale brakowało mi zapału).
Mój pierwszy własnoręcznie sklecony szablon powstał na Onecie. To było jeszcze za czasów wstawiania nagłówka w tło i w ramki "Uniwersalna 1" wrzucania przezroczystych obrazków, żeby widać było to tło. Nie mam pojęcia, czy ktoś z was to pamięta.
Pochwalę się wam za to, że kiedy blog.onet.pl padł i wszyscy zaczęli masowo przesiadać się na Bloggera, byłam osobą, która podpowiedziała Jill z Zaczarowanych szablonów, jak dopasować do Bloggera szablon przygotowany na Onet. Ale to było duuużo później i wątpię, aby sama Jill pamiętała ten epizod.
Znakomita większość moich pierwszych szabloników zaginęła w odmętach mojego starego laptopa, więc wybaczcie, ale ich nie pokażę. Za to wiem, że pierwszy szablon, jaki przygotowałam sama dla siebie, powstał na użytek mojego pierwszego Next Gena (to nie było Scrose, tylko ta wersja, gdzie Lily jest niesłusznie przydzielona do Slytherinu i nienawidzi Rose z wzajemnością, ale przechodzi wewnętrzną przemianę i wszystko kończy się na ponowionej ceremonii przydziału, bo jakiś błąd się wkradł sześć lat temu - serio, funkcjonowało coś takiego w fanficach i ja to też pisałam). To opowiadanie zbiegło się też z moim małym epizodem - fascynacją używania angielskiego w nagłówkach i nazwach blogów. Problem tkwił w tym, że moja pierwsza sensowna styczność z angielskim nastąpiła dopiero w gimnazjum, więc kopiowałam cytaty bardzo na czuja i często robiłam kosmiczne błędy. Satysfakcję mam teraz taką, że przynajmniej wreszcie rozumiem, co tam wypisywałam!
Okej, pozwólcie, że uraczę was cytatem z tego cudownego opka (przy okazji kopania w moim "archiwum" odnalazłam CZTERY różne Next Geny z przeszłości, szok) i specjalnie odkopanym nagłówkiem urody przewspaniałej, który zdobił tamtego bloga. Oba datowane na początek 2012 roku.
[Ron:] - Ale, Rose! Na pewno znalazłaś tam miłe wspomnienia! Dlaczego tak bardzo nie chcesz przyjąć do wiadomości tego, że Lily Po…
- Nie wypowiadaj – przerwałam mu.
- …tter nie musi być twoim problemem! Poczuj magię Hogwartu! Daj się ponieść, Rose! – oczywiście. Nikt mnie nigdy nie słuchał.
 - I co jeszcze, panie ‘magia Hogwartu'? –mówiłam już, że kocham swoją mamę?
- Musimy jechać – Hugo stwierdził coś mądrego. Czy coś jeszcze może mnie zadziwić?
&&&
Zawsze o tym marzyłam! Siedzieć w zatłoczonym przedziale pełnym spoconych ludzi, cały czas objęta spojrzeniem Pani Perfekt. Ach, to idealna podróż!
Tak. To był sarkazm.
Wysiadaliśmy [i nie wysiedliśmy] z samochodu przed dworcem King Cross. Jak zawsze przeszliśmy przez barierkę i jak zawsze wylądowaliśmy na peronie 9 i 3/4. Bez rewelacji. Jednak tam czekała na nas niespodzianka. A dokładniej Scorpius i jego ojczulek, w skrócie – Malfoyowie. Szyderczy uśmieszek na jego wykrzywionej gębie automatycznie jeszcze bardziej zepsuł mi nastrój.
- Dzień dobry, dzień dobry! Weasley!– jak ja bym mu chętnie obiła tą jego mordkę. – Jak zwykle śliczna – jego mina nie pasowała do wypowiedzianego przed chwilą ‘komplementu’. – Jak zawsze zniesmaczona.
Tak. Byłam zniesmaczona. We włosach miał pełno żelu, a do jego gęby ktoś przykleił ten jego uśmieszek. Nieprzyjemne.
- Zostaw mnie, Malfoy – powiedziałam z pogardą i ruszyłam z nosem wycelowanym w niebo.
- Kotku, nie prychaj – o, jak ja go nienawidzę. Uwielbia się tak ze mną droczyć. – Ależ, Rosanne! Twoja uroda jest wprost proporcjonalna do inteligencji! – zawołał pseudo-rozpaczliwie. Aktorzyna się znalazł. – W ogóle jej nie ma!
Jego ojciec zarechotał. O, jak ja ich nie znoszę!
Nie wytrzymałam. Odwróciłam się napięcie i nie minęła  sekunda, a z nosa Malfoya buchała wesoło krew. To był mój firmowy cios. Bez szczegółów, w jakich okolicznościach go opracowałam. W każdym razie efekt był. Malfoy tarzający się po podłodze. Bezcenne. Zaraz podbiegły jego faneczki, żeby podnieść go z podłogi.
- Trzymaj się, Rose. Jesteśmy z ciebie dumni. Nie dlatego, że trzasnęłaś Scorpiusa!
Poznajcie Cięte Riposty Scorpiusa Malfoya, do bólu stereotypową Rose Weasley-tumblrgirl-nienawidzęLily-jestemsarkastyczna-tocałymójcharakter i wypranych z mózgu Rona i Hugo. #najlepiej #chociażtennagłówektonawetlepiej #nocomment


6. Księżniczka krwi


Podobno każdy pisarz opek do internetu pisał kiedyś EPICKĄ SAGĘ FANTASY. "Księżniczka krwi", czy też nawet "Czas Księżniczki Krwi", to moja saga fantasy, inspirowana "Witch", "Upadłymi", KOTOR-em i "Vampire Knight". Powstała w 2012 roku, miała początkowo angielski tytuł (potem przesiadłam się na Bloggera i tam polski adres był już dostępny), oczywiście z błędem, i to nieszczęście, że przypadła na czasy moich prób bycia otaku. Aha, no i zakładkę z bohaterami. Auć.
Są jednak też dobre strony - bardzo dużo mnie to opko nauczyło, najbardziej w kwestii planowania, a także zrobiłam osobnego bloga, w którym można było sobie podejrzeć definicje terminów przewijających się w opowieści. Miałam świadomość, że było ich dużo i łatwo było się pogubić, a przy okazji, zanim Onet się przebrandował na blog.pl, wyglądał bardzo ładnie. Kolejnym plusem jest to, że nigdy nie napisałam klasycznego, sztampowego high fantasy w stylu Władcy Pierścieni. Przynajmniej dla mnie to jakiś rodzaj plusa, bo oszczędza mi to dodatkową porcję zażenowania przy odkopywaniu tych cudów.
- Widzisz – zaczął Nick – są dwa światy. Debara i Derena. Wszystko tam – wskazał na południową część nieba – to Debara. Świat… nas. Istot… innych. A wszystko na północ, to Derena. Świat najzwyklejszych ludzi. Te światy różnią się od siebie prawie wszystkim. Oba mają Układ Słoneczny. Taki sam. Z Ziemią na 3 miejscu. I tylko tyle je łączy. W Debarze mamy też Aran, Sparks i Lasy Ombrii. Znajomość świata Dereny, a właściwie znajomość ich mieszkańców, kończy się na wiedzy, że świat jest duży. [o co chodzi w tej wypowiedzi]
Synne słuchała oniemiała. Ha! A to dobre. Dwa światy, magiczne (czy coś) istoty… Nick, już nie żartuj.
- Nicholas, do rzeczy! – warknęła Diane. Wedom podskoczyła na dźwięk jej szorstkiego głosu. Sama dziewczyna wydawała się być krucha, delikatna i wrażliwa, a tu takie zaskoczenie! Chrapliwy głos niby buldogi w amerykańskich kreskówkach!
- Muszę to wszystko wyjaśnić po kolei – uspokajał ją mężczyzna. – W końcu przez jedenaście lat nie miała żadnych informacji ze strony Lerenatu.
- Czego? – zapytała Synne z miną pełnego niedowierzania.
- Lerenat. Właściwie Krąg Lerenatu to stowarzyszenie, które ma na celu… ochronę jednostek żyjących w Debarze. Ale tylko tych niektórych. Tych, które mają szczególne znaczenie dla Wyroczni – wyjaśnił Nick. Jakie to wszystko pogmatwane!
- No… załóżmy, że w 100% wiem, co to jest Wyrocznia – zaczęła Synne. – Ale co to wszystko ma wspólnego ze mną?
- Jesteś kluczowym elementem operacji Księżniczka. Bo… bo jesteś i już [<3]. Lerenat musi cię chronić z przyczyn, których nie jesteś w stanie teraz zrozumieć.
- Na czym ta Księżniczka polega?
- Nie mogę ci powiedzieć. Nie mam uprawnień.
#Nickzawszebyłeśtakipomocny
Fun fact: Nick to było chyba moje ulubione imię po tym, jak przeczytałam "Tajemny Krąg". Zawsze wciskałam wszędzie Nicka i to do tego wyglądającego zawsze tak samo.
Kolejny fun fact: główna bohaterka ma na imię Synne i dalej nie mam pojęcia, jak to się powinno z angielska wymawiać.

5. Przesiadka na Bloggera


Bardzo ważny punkt zwrotny! Na Bloggera przeniosłam "Księżniczkę", gdzie zaczęłam o nią naprawdę dbać i wyniosłam na wyżyny jej popularności, aż w końcu umarła śmiercią naturalną, bo się znudziłam tematem i EPICKIMI SAGAMI FANTASY.
Drugim opkiem na Bloggerze było W masce, które miało szansę na bycie naprawdę spoko opowiadaniem, ale wszystko spaprałam, bo zachciało mi się do tego podejść humorystycznie. Opko dostało naciągnięte trzy na ocenialni, bo miało dobry szablon i ogólnie spójną stylistykę.
Po kilku latach przyznaję oceniającej całkowitą rację - to była porażka. Mimo wszystko to moje pierwsze opko, które działo się w Polsce i do tego w rzeczywistości, taka obyczajówka z delikatnym wątkiem kryminalnym.
Nie żałuję jednak tego opowiadania - żadnego nie żałuję. Jasne, bardziej jest mi za nie wstyd, bo hej - wydawało mi się, że to coś naprawdę dobrego i próbowałam tym zawojować świat. Nie udało się, ale to nawet lepiej.
Standordowo, fragment do podglądu:
- Siema – przywitałam ich, a oni odpowiedzieli mi zgodnym pomrukiem. – Gdzieście się włóczyli? – zapytałam chłopców. Nie kwapili się do odpowiedzi.
- Więc… - zaczął niepewnie Kuba. – Chcieliśmy pożytecznie spędzić czas i iść na lody, ale nakryliśmy Jankowskiego, kiedy szedł dokądś z cegłą. Zaczęliśmy się z nim sprzeczać, bo bezczelnie nas zignorował, kiedy zapytaliśmy go, co chcę z tą cegłą zrobić. Po pięciu minutach machnął na nas ręką i sobie poszedł… w stronę boiska.
- Ach, no tak! – zawołałam rozpaczliwie. – Przecież on chciał tam pewnie grilla murować! Nie ma nic wspólnego z wybiciem okna! Nigdy!
Mikołaj przewrócił oczami.
- Szedł w przeciwnym kierunku – przypomniał mi.
- To była zmyła – odparłam.
- Coś ty się tak do tego Jankowskiego przyczepiła?! – wybuchnął nagle Kuba. – Zgoda, jest irytujący, no ale na Boga! Ty masz obsesję! – ostatnie słowo wymówił z naciskiem.
- Nieprawda! Nic ci o nim nigdy nie mówiłam, nie wiem, skąd twoje bezpodstawne podejrzenia! – oburzyłam się. Dżaki wyglądała, jakby miała ochotę iść po popcorn, ale nie chciała opuścić ani sekundy przedstawienia.
- Świetnie, dlatego wlepiasz w niego gały, gdy tylko przechodzi, z miną, jakbyś tylko czekała, aż mu się omsknie noga! O co ty go właściwie podejrzewasz?
- O co? O co? – powtórzyłam głośniej. – O całe zło tego świata! Jestem pewna, że to on wysłał mi te SMS-y, to on pomalował lustro, to on rozbił okno w matematycznej i wreszcie – to on zrobił coś, o co Jarzeniówka podejrzewa mnie! Cokolwiek to jest!
- On też sprowadził głód na Etiopię i ukradł wodę z Afryki – dodała Dżaki.
- Nie zapominaj o rozpętaniu drugiej wojny światowej – przypomniał jej Mikołaj. – Anka, nie obraź się, ale musisz się uspokoić.
Nie miała racji, Jankowski był czysty ;).

4. Zbyt bajkowo


To nie jest zbyt bajkowo, które znacie, tylko Zbyt bajkowo, które było sobie pod tym samym adresem przez kilka miesięcy, zanim wreszcie zdecydowałam się zamknąć ten biznes i założyć Telegrzankę, która po miesiącu przemianowana została na Wiosenne deszcze.
To był blog pisany w totalnym oderwaniu od reszty moich blogów, pod innym nickiem, na innym koncie Bloggera i zupełnie bez presji, żeby to ktokolwiek czytał (nikt nie czytał). Robiłam to tylko po to, żeby w najczarniejszym okresie mojego życia móc gdzieś dać upust emocjom. Na początku miałam w planach pisanie pamiętnika, ale to nie dawało mi tego, co daje pisanie do internetu, tego szczególnego rodzaju przeżyć i emocji, kiedy klikasz "Opublikuj". Tu nawet nie chodzi o to, że ktoś to potem czyta i komentuje - przecież nikt tego nie robił. Po prostu mam zawsze z tyłu głowy świadomość, że z sieci nic nie znika.
W podstawówce pisałam pseudowiersze, które były wręcz obrzydliwie słabe, ale z jednego z nich zaczerpnęłam właśnie tytuł tego bloga, bo całkiem nieźle oddawał wtedy mój stan. Wydaje mi się, że już go gdzieś kiedyś przytaczałam, ale zrobię to jeszcze raz.
W mojej głowie zbyt bajkowo, w moim świecie - kolorowo, a wokoło smutno, szaro, całe szczęście gdzieś wywiało.
Z tym że "wokoło" odnosiło się także do mojej głowy.
Ten blog wcale mi wtedy nie pomógł, ale umieszczam go na tej liście z bardzo prostej przyczyny - bez niego nigdy nie byłoby Deszczy.

3. Cień ognia

"Cień ognia" opowiadał o Smoczej Akademii Balaur (pomysł Indrani, klik) w świecie "Harry'ego Pottera". To moje ostatnie duże blogowe opowiadanie, takie w formie powieści. Nigdy nie będzie następnego, a już na pewno nie w ten sposób - ze specjalnym blogiem, zakładkami, szablonem i tak dalej.
Przy okazji wtedy to było moje najpopularniejsze opowiadanie. Kiedy zdecydowałam się jednak je porzucić, z prostego powodu - mój słynny wśród mnie, mnie i mnie ponadroczny artblock, nie pisałam przez bardzo długi czas. Próbowałam co kilka miesięcy coś sklecić, ale kończyło się na kilku akapitach i od nowa.
Kiedy wreszcie do pisania wróciłam, założyłam zbyt bajkowo. Ale zanim to nastąpiło, narodził się jeszcze jeden blog.

Fragmencik:
Obudziłam się gwałtownie. Siedziałam na fotelu. Sama. Mama zaciskała palce na jego oparciu. Nadal śpiewała. Jednak w jej głośnie zaszła zmiana. Już nie był łagodny i delikatny, ale chrapliwy. Momentami powiedziałabym, że wręcz warczała. Odwróciłam się na tyle, na ile mogłam, bo z nieznanego powodu wciąż nie mogłam się ruszyć. Nagle wydarzyło się coś, przez co z mojego gardła wyrwał się przeraźliwy pisk, a ja sama zaczęłam miotać się jak opętana.
Nagle palce mamy stały się czarne. Paznokcie urosły i śmiało mogłam nazwać je szponami. Twarz wykrzywiła się w okropnym grymasie. Czerń powoli obejmowała całe jej ciało. Krzyczałam. Myślałam, że za chwilę stanie się czernią, umrze albo Merlin sam jeden wie, co jeszcze.
Ale nie.
Mamie powoli, z przeraźliwym zgrzytem, zaczęły wyrastać skrzydła. Wiedziałam już, co się stanie, ale nie chciałam tego do siebie dopuścić. Nie ona, nie teraz, nie tak!
Tik-tak, tik-tak. Zegar nadal chodził.
A mama zamieniła się w bestię. Ogromną, przerażającą. Ustępowała pod nią ziemia, a tam, gdzie stanęła, ogień pożerał rzeczywistość.
Mama była smokiem. Przy niej nawet zielona smoczyca z koszmarów wyglądała jak śmieszna zabawka. Wyobraź sobie najstraszniejszą czarną bestię, jaką widziałeś w życiu, a potem dorzuć jeszcze trochę przerażających elementów. Na koniec posyp straszliwością, dodając szczyptę najstraszniejszego horroru. To, co widzisz, ledwo zbliża się do potworności tego smoka.
Wstałam szybko, porzucając krzesło. Ogień palił mi skórę. Biegłam przed siebie, w ciemność, nie wiedziałam dokąd. Parę kroków dalej mogło być wszystko.
Mama-smoczyca podążała za mną. Okalała ją ognista aura. Uciekałam w ciemność. Wszystko, tylko nie smoki.
Bum! Przewróciłam się. Zatrzymałam się tuż przed krawędzią przepaści. Mocno poraniłam sobie dłonie, zanim udało mi się zatrzymać, a i tak prawie wpadłam.
Na dole były smoki. Cała chmara: małe, duże, czarne, zielone, czerwone, z rogami i bez.
Miałam dwa wyjścia: przepaść albo mama. Myślałam tylko o tym, jak bardzo chcę się obudzić. Pot lał mi się z twarzy, serce tłukło w piersi, krew spływała po rękach, czułam już ogień.
Gdy pysk mamy znalazł się w odległości kilku centymetrów, a ja czułam odór, który z niego bił, obudziłam się. Czułam, że łóżko jest mokre. Widocznie pociłam się nie tylko we śnie. Ręce nadal mnie bolały, jakbym naprawdę je sobie poraniła. A serce próbowało ode mnie uciec.
No cóż, chyba pora spojrzeć prawdzie w oczy: nigdy nie zdołam pokochać potwora.
Wysłałam pierwszy rozdział tego opka Czarze Marze, mojej fanficowej idolce. Powiedziała, że widzi potencjał c: #duma.

2. Wiosenne deszcze

I jesteśmy wreszcie tutaj. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytają tego bloga, komentują, udostępniają, lajkują i wreszcie - wracają po nowe teksty. Miałam z Deszczami wzloty i upadki, ale ostatecznie prowadzenie tego bloga kosztuje mnie realne, prawdziwe pieniądze, więc to jest jakiś rodzaj motywacji. Ale żadne pieniądze nie równają się z tym, że mam publiczność, która naprawdę czyta to, co ja tam z siebie wypluwam, kiedy złapię chwilę. To naprawdę niesamowite uczucie i jestem wam wdzięczna za wszystko, za to, że mogę tu być i pisać dla was.
Bo jak dobrze wiecie, ja nie piszę dla siebie. Tak to można do szuflady.
Wiem, że takie gadki są okropne i nikt ich nie lubi, ale nie wiem, jak wyrazić to lepiej (a podobno taka oczytana, ho ho!), więc po prostu powiem po raz kolejny: dziękuję. Ten blog naprawdę powstaje tylko dlatego że go czytacie.
A co więcej, fakt, że tu jesteście, daje mi nadzieję, że coś może naprawdę z tego wyjść i że marzenia są na wyciągnięcie ręki. Pozwólcie, że zacytują Hannę Montanę (a jakże!):
Na razie się wspinam. Ale widoki są ekstra.
To moje motto na 2017.

1. zbyt bajkowo

I wreszcie moje najmłodsze dziecko, któremu sama wróżyłam, że umrze po kilku miesiącach. Mogłam zakończyć to opisywanie na Deszczach, skoro to Deszcze dzisiaj wkraczają w fazę buntu dwulatka i tak dalej, ale nie zrobiłam tego, bo początek tego roku będzie należeć do zbyt bajkowo - nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie oddam wam w ręce syrenki, naprawdę.
To będzie jeden z najpiękniejszych dni mojego życia, a przynajmniej taką mam nadzieję.

Pssst, konkurs jeszcze dzisiaj trwa!



Tak to wyglądało. Ale jak to mówił Oogway - wczoraj to już historia, jutro to tajemnica, ale dzisiaj to dar losu. A dary są po to, żeby się nimi cieszyć.

Tak więc cieszę się, bo tu jestem. Dziękuję jeszcze raz.



14 komentarzy:

  1. Nowe zbyt bajkowo jest miłością mojego życia <33.
    Uczyniłaś taaaaaak ogromne postępy, jeju :'). Uśmiałam się czytając fragmenty :D. "Jesteś kluczowym elementem operacji Księżniczka. Bo… bo jesteś i już [<33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333]."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <333.
      A najlepsze jest to, ze ona nie dopytała, taką sierotą była ta bohaterka XD

      Usuń
  2. /Piszę to trzeci raz, bo jestem niezdarą/
    Alu! Naprawdę zawsze podziwiam Twój wkład w każdy post, każde opko, bo widać, że naprawdę jesteś w tym dobra i robisz się co raz lepsza. Widać to z każdym postem, który jest na wyższym poziomie od poprzedniego. Z okazji urodzin Deszczy życzę Ci aby/ś:
    — nigdy nie straciła serca do tego miejsca i pisania — rób dalej to w czym jesteś coraz lepsza
    — szlifowała swój warsztat i była coraz lepsza :D,
    — zawojowała yt, bo świetnie się Ciebie ogląda;
    — podbiła świat zbyt-bajkowo i Lamentem;
    — wydała bestseller, tylko nie taki jak 50TG proszę :D;
    — ktoś kiedyś wydrukował Twoją opinię w profesjonalnej gazecie, bo zasługujesz;
    — miała wspaniałych czytelników, którzy komciają każdy post i aby każdy miał coraz większą liczbę wyświetleń;
    — aby Deszcze dobiły do pięknej liczby miliona. Albo dwóch. Albo dziesięciu.
    — zrealizowała swoje wszystkie plany;
    — spełniła wszystkie marzenia z 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią (mój ulubiony post! cały czas do niego wracam! :D)
    Przesyłam pozdrowienia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam — jak zawsze — o milionach lalek! :D Bez lalek w końcu świat byłby smutniejszy.

      Usuń
    2. Oranyranyrany dziękuję ci pięknie! Aż się wzruszyłam, naprawdę dziękuję!

      Usuń
  3. "Chrapliwy głos niby buldogi w amerykańskich kreskówkach!" <3 <3 <3
    Haha, zabawnie było przeczytać te wypociny! Gratuluję tak długiej drogi!
    Plus spoko, moja epicka saga fantasy była wzorowana na "Ostatnim elfie", "Czarnoksiężniku z archipelagu" i... "Barbie w Księżniczce i Żebraczce". Napisałam aż wstęp xd
    Aż zajrzałam w odmęty laptopa i znalazłam najstarsze pliki. Pierwszy rozdział bajki o gwiazdce betlejemskiej (wzorowany na stylu biblijnym i książkach dla dzieci jednocześnie), wygrywa wszystko ;). Ale jest też opko pisane dla mojej przyjaciółki, w którym postać drugoplanowa dziwnym zbiegiem okoliczności ma na imię Anna (i ma milion razy więcej stylu od głównej bohaterki, ale jest brzydka i biedna, więc możemy jej to wybaczyć xd)
    Sorry za tą prywatę, ale zainspirowałaś mnie do spojrzenia wstecz (łącznie mam zaczęte jakieś trzy epickie powieści fantasy, najwięcej jedna strona A4 ;).
    A no i chciałam napisać, że fragmenty tego co wstawiłaś i tak są lepsze niż wiele opek w internetach, także xd
    Awww, jeszcze raz dalszego rozwoju Deszczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kocham to zdanie XD
      No i super! Takie patrzenie wstecz jest jednocześnie okropnie żenujące i budujące, polecam XD.
      Bo ja skrupulatnie powybierałam te fragmenty, żeby nie było tak znowu najgorzej :v.
      Dziękuję <3!

      Usuń
  4. STO LAT, STO LAT, NIECH ŻYJĄ ŻYJĄ NAM <3
    To jest cudowne, jaki postęp zrobiłaś :D
    Mnie do pisania opowiadań nigdy nie ciągnęło, ale kilka blogów zaczynałam z postanowieniem, że to będzie TEN, którego nie porzucę. A jakże, była i EPICKA SAGA FANTASY :P (i to niejedna, ale tylko do jednej mam autentyczne notatki; porzuciłam ją, bo panowała tam jakaś idylla, wszyscy byli piękni i wspaniali, a główny bohater i bohaterka to już w ogóle perfekcyjni pod każdym względem :D).
    Moje pierwsze blogi dotyczyły gier (animili, panfu, howrse), a pierwszy z prawdziwym sukcesem - Transformice (grał ktoś?). Obecnie ma chyba z 200 tys. wyświetleń, ale od pewnego momentu nie prowadziłam go sama.
    Mam też za sobą blogi typu "Dzisiaj byłam w szkole i w sumie nic się nie działo, ale dużo mamy nauki, a po drodze zrobiłam zdjęcia [tu 3 pseudoartystyczne zdjęcia telefonem]".
    Także ten, niech Wiosenne deszcze żyją długo i pomyślnie, życzę ci wytrwałości i radości z prowadzenia bloga, a teraz idę umierać w oczekiwaniu na Sherlocka. C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grałam w Panfu i Howrse bardzo intensywnie i miałam bloga o Animili <3.
      Dziękuję <3!
      #teżczekam #:(

      Usuń
  5. Uwielbiam ten fragment Cienia Ognia. Kochałam to opowiadanie całym serduszkiem, wiesz? :') Ale Lament kocham jeszcze bardziej.

    Moje pierwsze opowiadania, które w ogóle pamiętam były o Alicji, która lubiła pisać, więc przeniosła się do świata Piotrusia Pana oraz "Ania z Brzozowego Wzgórza" (kto zgadnie skąd czerpałam inspirację dostanie worek brokatu). Miałam wtedy jakieś sześć lat, ale mama wciąż się ze mnie śmieje z tego powodu.

    Sto lat, sto lat, Deszcze! Podziwiam Twój wkład w każdy post i każde opko, bo wszystkie są genialne. Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orany, naprawdę?! Szanuję za staż, nie wyobrażam sobie wytrzymać tyle ze mną, serio :c.
      To może ucieszy cię wiadomość, że planuję miniaturkę o Charliem osadzoną właśnie w Balaurze. Po tym komentarzu znacząco skoczyła na liście priorytetów do napisania.

      Mam poważne podejrzenie, że te pierwsze opowiadania to były o mnie, wiesz?
      Dziękuję <3.

      Usuń
  6. Jej, wszystkiego najlepszego z okazji drugich urodzin! Oby Wiosenne deszcze i zbyt bajkowo rozwijały się, kwitły i w ogóle ♥
    Właśnie uświadomiłam sobie, że pamiętam jeszcze czasy ,,Krainy bajek" (dobrze pamiętam nazwę?) i nicka Kei ... (dalej nie pamiętam, ale na ,,Kei" się to na pewno zaczynało :D). Ale ten czas leci...
    Pośmiałam się trochę przy starych opowiadaniach :D To fajnie pokazuje, jaką drogę przeszłaś i jaki postęp zrobiłaś.
    ,,Bo... bo jesteś i już" - ♥
    Szalenie podoba mi się ten cytat z Hannah Montany, coś w tym jest!
    Moja kariera blogowa zaczęła się od bloga o ambitnym tytule ,,Pola pisze". Potem był blog o książkach, pierwotna wersja mojego obecnego bloga, no i wreszcie ten, na którym jestem do dzisiaj. Dobrze mi tutaj.
    Swego czasu też pisałam fanfika do ,,Olimpijskich herosów" z koleżankami, miałyśmy bloga i nawet ludzie komentowali. Gdy myślę o swoim stylu z tego czasu, mam ,,ciary żenady" (tekst zgapiony od Sfilmowanych) i w ogóle dreszcze, bo moja część jest tak bardzo żenująca, o matko :D Ale fajnie wspominam ten czas, bo pisanie tego było naprawdę miłym przeżyciem.
    Opowiadanie umarło śmiercią naturalną, ale ten. To był fajny okres w moim życiu.
    Moim pierwszym dziełem literackim był początek powieści o moim kocie. Miałam sześć lat. Epickie to było dzieło, zaiste. A moje pierwsze ,,poważniejsze" próby literackie to ,,książki" kryminalne. Miałam dziesięć lat i pisałam na przykład o gangsterach :') I raz nawet skończyłam ,,książkę", miałam dziewięć lat. To wiekopomne dzieło nie zajęło nawet całego zeszytu, format A5, pisane ołówkiem. To była obyczajówka, początek został właściwie zerżnięty trochę z ,,Pieskich wakacji", jakiejś książki dla dzieci, ale potem już poszłam własną drogą - były bliźniaki, które będąc z babcią podczas wakacji (rodzice, stuknięci naukowcy, wyjechali do Australii badać zwierzęta), nieoczekiwanie stały się właścicielami psa i szczura, a potem wyjechały do Karpacza, razem ze zwierzętami, swoją babcią i jej adoratorem (właścicielem schroniska, z którego był pies). Występowały tam także romanse między psami (jamniczka Kropka miała dylemat, czy wybrać przystojnego jamnika, czy mniej przystojnego dalmatyńczyka - w wieku dziewięciu lat stworzyłam psi trójkąt miłosny! Potem wybrała dalmatyńczyka. A wcześniej zaszła z nim w ciążę, wtf), jakaś kradzież, ,,toniencie" i inne dramatyczne wątki.
    Brzmi jak bestseller. O tak.
    Gdy czytałam to po latach, to wyłam ze śmiechu :D Ale serio, to było... dość urocze :)
    A mi niedługo na blogu stukną cztery latka. Cholera, kiedy to zleciało :')
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kei Leira Kyoyama, to byłam ja! Kei od mojego pierwszego i jedynego opka w klimatach anime (shoujo-ai konkretnie!), które doczekało się aż prologu, Leira od generatora imion w Kotorze i Kyoyama, bo Anna Kyōyama w Królu Szamanów! Dalej korzystam z maila kei.kyoyama, tak że tak.
      Kurczę, wyborny staż! Dobrze pamiętasz, ale to nie był dobry blożek. Cieszę się jednak bardzo, że tak długo ze mną wytrzymujesz (Kraina powstała w grudniu 2013 i nie żyła zbyt długo), coś niesamowitego!
      Pisanie to powinna być przede wszystkim zabawa, prawda? Nie ma się co wstydzić, większość moich potworków z tego postu dalej wisi w sieci, nic tylko czekać na jakąś analizatornię, żeby sobie zaostrzyła na mnie zęby ;).
      Faktycznie, brzmi super :D.

      O rany, to naprawdę kupa czasu! Gratulacje!
      Również pozdrawiam <3

      Usuń
  7. Spóźnione sto lat! Kochane Wiosenne Deszcze, żyjcie długo i szczęśliwie <3
    Ale te fragmenty nie są takie złe XD O ile dobrze pamiętam, moją pierwszą "książką" zajęłam się jak miałam 7-8 lat. Nie będę się wdrażać w szczegóły, ale jakoś rok temu, sprzątając pokój, natknęłam się na to nieskończone dzieło :') Uśmiałam się, tyle błędów, że szkoda gadać XD
    Przyjemnie się czyta te małe fragmenciki, które opublikowałaś.
    Naprawdę już długo siedzisz w tym internecie XD Postęp to jest taka satysfakcja, a ty tu zrobiłaś wielkie postępy <3
    Aby Wiosenne Deszcze miały więcej wzlotów niż upadków i żeby twoje obecne blogi miały więcej czytelników i komentarzy, bo naprawdę na to zasługują.
    Nie ukrywam, że mało czytam blogów od kiedy trafiłam na twoje. Po prostu WD i zbyt bajkowo (aaa, jeszcze tam wszystkiego nie przeczytałam) to cudeńka <3

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).