Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



wtorek, 24 stycznia 2017

10 piosenek, których nigdy nie spodziewałam się polubić

Kiedy nawet ja nie nadążam za moim gustem muzycznym.

Jak już pewnie dobrze kojarzycie, mój gust muzyczny to totalne wymieszanie z poplątaniem i wcale nie wstydzę się lubienia wykonawców typu Katy Perry, Britney Spears i Shakira. Okej, wstydzę się lubienia, ale przyznaję się do tego bez głupiego udawania, że nienie, ja to tylko jedyny słuszny gatunek muzyczny.

Szczerze mówiąc, to sobie tak czasem myślę, że Britney Spears miewa lepsze piosenki od tych jedynych słusznych zespołów. Just saying.

Ale nadal pozostają takie muzyczne rejony, za którymi nie przepadam, wykonawcy, których zwyczajnie nie lubię i muzyka, która do mnie nie przemawia. I kiedy wydaje mi się, że już znam siebie na tyle, żeby ogarniać ogólnie, co lubię, a co nie, znowu coś mnie zaskakuje i nagle zaczynam lubić coś, czego nie znosiłam. Albo znajduję piosenkę, którą lubię z miejsca, mimo że normalnie niczego w tym stylu bym nie polubiłam. Oto TOP 10 takich kwiatków.


10. Loin d'ici - Zoë

Teoretycznie wszystko powinno mnie odrzucać od tej piosenki - barwa głosu Zoë, język, cukierkowa stylistyka i ogólnie ta piosenka wydaje się nie w moim stylu, zbyt miałka.
Z jakiejś przyczyny jednak coś przeskoczyło w moim mózgu, jak tylko usłyszałam ją na Eurowizji w zeszłym roku i byłam totalnie na TAK. Wydaje mi się, że może mieć na to wpływ fakt, że brzmi zdecydowanie mniej elektronicznie od większości pozostałych piosenek biorących udział w konkursie, a ja bardzo lubię, jak jest mniej elektronicznych rytmów. Ostatecznie z całej Eurowizji to właśnie ta piosenka najbardziej zapadła mi w pamięć (poza, oczywiście, piosenką Michała Szpaka, ale polskie piosenki akurat znam kilka lat wstecz całkiem nieźle, więc to się nie liczy) i ten występ był jednym z moich faworytów mimo niemal zerowych szans na wygraną. Mnie się podobało.

Przy okazji przyznałam się, że lubię Eurowizję.

9. The Fox - Ylvis

Jak ja byłam przeciwko tej piosence, kiedy wyszła. Nie lubię tak bardzo hajpowych rzeczy, na przykład nadal nie widziałam teledysku do Gangnam Syle i bardzo mi z tym dobrze. Jakaś hipsterska żyłka dalej we mnie siedzi. Tak więc starałam się pozostać neutralna i udawało mi się przez kilka lat.

Aż się okazało, że The Fox to tak naprawdę najsłabsza piosenka Ylvisów, a moja przyjaciółka Amelia została ich true fanką. No i ja też wdepnęłam, a jak już polubiłam takie wybryki, jak Work it, to The Fox też przestało być mi obojętne. Może nadal nie szaleję, ale zdecydowanie odczuwam sympatię. Trzy lata po tym, jak mem umarł.

No cóż.

Ale nie żałuję, bo absolutnie uwielbiam ich muzykę.

8. Perfect - P!nk

To nie tak, że ja mam coś przeciwko Pink, wręcz przeciwnie, ekstremalnie wręcz ją szanuję. Z tym że Perfect nie wydawało mi się nigdy czymś specjalnie odkrywczym i w sumie przeszło obok. Kolejna piosenka na ten sam temat (chociaż wciąż lepsze od Born this way, tak mi się wydaje) - nie żebym wolała coś w stylu Tark dirty to me jako temat przewodni, po prostu poruszanie tematu miłości do samego siebie nie jest dla mnie dostatecznym powodem, aby uwielbiać jakąś piosenkę. Zresztą od pocieszania się w tej materii zawsze miałam MCR, a Beautiful Christiny Aguilery w tym temacie od dawna robiło dobrą robotę i to bez konieczności podcinania sobie żył w teledysku.

A polubiłam tę piosenkę przez Glee, oczywiście. Coś we mnie kliknęło, jak ją tam usłyszałam i ups, lubię ją. Chyba bez większego powodu. Klaine wystarczyło.

7. If I never knew you - Judy Kuhn i Mel Gibson (Pocahontas)

Kiedy pierwszy raz odgrzebałam tę piosenkę, usłyszałam też pierwszy raz oryginalne głosy Pocahontas i Johna Smitha. I absolutnie mi się nie spodobały, wydawało mi się wręcz, że Mel Gibson zupełnie nie umie śpiewać, a jego głos zupełnie nie komponuje się z wokalem Judy, przez co całość wyglądała dla mnie nieskładnie. Ogólnie piosenka wydawała mi się jakaś taka, zabałaganiona. Po odkryciu, że nie ma polskiej wersji, wyłączyłam i długo do niej nie wracałam.

Wróciłam w tym zeszłym (już, lol) roku i z miejsca się zakochałam. Chyba musiałam do niej dojrzeć. Dalej jest wiele momentów, w których mi się nie podoba, głosy dalej jakoś ślicznie się dla mnie nie komponują, ale dostrzegłam ładunek emocjonalny, który wcześniej mi umknął. Śmiem nawet zasugerować, że to moja ulubiona piosenka w Pocahontas, a to dzięki rozszerzonemu finałowi, o którym już kiedyś opowiadałam.

6. She looks so perfect - 5 Seconds of Summer

(Filmik disneyowski, bo tylko w takiej wersji słucham tej piosenki).
Oj, 5sosów to zupełnie nie moja stylówa, prawda? No, może tego nie widzicie, ale ja bym się tego po sobie zdecydowanie nie spodziewała, a już na pewno nie po tym, jak usłyszałam She's kinda hot, które mnie zupełnie odrzuciło od zespołu, nie tylko przez tę sławną linię melodyczną z Teenagers, ale dlatego że mi się zwyczajnie nie spodobała. Dosłownie nic mi się w niej nie spodobało.

Ale jak to mówią - nie oceniaj książki po okładce (co robię), a zespołu po jednej piosence (co też robię). Sosów słuchać na pewno nie zacznę, ale ta jedna piosenka zdecydowanie do mnie przemówiła. Po prostu jest chwytliwa i przyjemna w odbiorze, a jeśli poznałam ją przez fajny MEP (który zresztą tu wstawiłam), to mnie już nic więcej nie trzeba.

Tyle tylko, że trochę się późno zorientował, że jest so down, nieprawdaż?

5. Something about the sunshine - Sterling Knight i Anna Margaret

Kojarzycie taki Disney Channel Original Movie, który się zwie Randka z gwiazdą? W rolach głównych Sterling Knight i Danielle Campbell. Ja kojarzę i kiedy wyszedł znienawidziłam go z miejsca. Głównie za przewidywalną fabułę i wybranie Sterlinga na super gwiazdę i bożyszcza nastolatek, zupełnie mi nie leżała jego twarz w tej roli. Ale jednak bardziej za fabułę.

A teraz bardzo go lubię i oglądam dość często. Prosty, zwyczajny i przyjemny, czego chcieć więcej?

A, no tak. Dobrych piosenek, skoro jest ich tam tak dużo. Jakoś nigdy mnie nie zachwyciły, ale Hero i What you mean to me jeszcze jakoś dawały radę, tak Something about the sunshine w ogóle mi się nie spodobało, wręcz przeciwnie, uznałam ją za totalną porażkę. A czy teraz sądzę, że to zwyczajna i przyjemna piosenka na nudny, wakacyjny dzień? Tak. Czy dalej myślę, że jest nudna i wręcz do bólu zwyczajna? Tak. Czy mi to przeszkadza? Nie. A dlaczego? Nie wiem. Chyba za dużo razy już ją słyszałam.

4. Suna no Oshiro - Kanon Wakeshima

Whoops, coś starego, jeszcze z moich czasów bycia otaku czyli w poprzednim życiu. Jak ktoś wie, w jakim anime wykorzystano piosenki Kanon Wakeshimy, to dobrze, a jak nie, to pozwólcie, że się nie przyznam.

Ta druga z miejsca mi się spodobała, Suna no Oshiro jakoś nieszczególnie, ale słuchałam, bo próbowałam się wkręcić w japońską muzykę. W końcu jakoś udało mi się do niej przekonać, a potem przestałam jarać się M&A do tego stopnia i też ta niemal na siłę wmuszana w siebie muzyka przestała mi się podobać (mam tu na myśli głównie Vocaloidy, bardzo niewiele ich piosenek lubię do tej pory). Co zaskakujące kilka miesięcy temu odkurzyłam te dwie piosenki i jak Still doll już chyba mi się przejadło, tak Suna no Oshiro dopiero teraz naprawdę zaczęło mi się podobać.

Chciałabym powiedzieć dlaczego, ale nie wiem. A nawet już nie lubię takich mrocznych klimatów.

3. Fuck time - Green Day

ŻEBY BYŁO JASNE: NADAL UWAŻAM, ŻE TA PIOSENKA JEST DO KITU.

I serio nie rozumiem, co jest w niej takiego super, że inne kawałki o seksie są gówniane, ale jak zrobił Green Day, to już jest super. Bo słychać perkusję czy co? To jest dla mnie totalnie niepojęte. Nie lubię tej piosenki i nigdy jej nie polubię, mimo że szanuję Green Day i ogólnie mają wiele piosenek, które bardzo lubię. Muszę też oddać, że Fuck time wpada w ucho jak cholera.

Jedyna poprawa, jaka pojawiła się względem tej piosenki, to że już nie toczę piany jak debil, kiedy ją usłyszę, a jak ktoś zanuci, to nawet zaśpiewam. Ba, zdarzyło mi się nawet dwa razy ją przesłuchać, ot, tak bez powodu. Ogromny progress.

Ale poprzestańmy na tym, okej? Nie potrzebuję do szczęścia sympatii do tej piosenki.

2. Without me - Eminem

Wydaje mi się, że Without me zyskuje bez teledysku.

Ja i rap to ostatnia rzecz, jakiej bym się spodziewała, a od soboty bez przerwy to nucę. Wiem, że jestem sto lat za wszystkim z tym całym Eminemem i w ogóle, ale to nie tak, że ja zamierzam teraz słuchać rapu - jakbym zamierzała, to polubienie tego jednego (albo trzech czy czterech...) kawałka w ogóle nie byłoby takie zaskakujące, prawda? 

Cała ta akcja z niespodziewaną sympatią do Eminema zainspirowała mnie do napisania tego postu, więc całkowicie zasłużone drugie miejsce. Naprawdę nie jestem typem człowieka, który słucha rapu, lubi rap i ma cokolwiek do czynienia z rapem. Ja słucham Britney Spears i jakiegoś ciulowego emo rocka. I nagle wyskoczył mi tu jakiś Eminem, jak?

#wszystkowinaAmeli

1. No control - One Direction

WSZYSTKO. WINA. AGATY.

Kiedyś byłam pierwsza w kolejce do hejtowała One Direction, ale ze dwa lata temu mi przeszło i zaczęłam być neutralna, a teraz odczuwam prawdziwą sympatię - nie jestem i nie będę fanką, ale nie chcę też żyć w lesie i udawać, że zespół się nie rozwinął i wszystko, co robią, jest złe, bo taką mają opinię. Znam jakieś kilkanaście piosenek (robię postępy, przeraża mnie to), części z nich w ogóle nie lubię (Perfect, Best Song Ever na przykład, meh), część z nich jest mi całkowicie obojętna (What makes you beautiful czy Kiss you), ale kilka naprawdę lubię i nie odczuwam wstydu, kiedy przychodzi mi się do tego przyznawać (Little Things czy świetny cover Teenage Dirtbag). I gdzieś w tym szale jest No control, czyli piosenka która spełnia wszystkie wymogi, abym ją znienawidziła. I jakimś cudem ją uwielbiam. To jest moje największe istniejące guilty pleasure, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że to nie jest dobra piosenka, wiem, w jakim celu powstała (jak większość ich piosenek, lol) i wiem, że na papierze powinnam ją znielubić albo co najmniej traktować jako zwyczajny, nieistotny radiowy kawałek.

A ja ją lubię. Wstyd mi się do tego przyznać, ale takie są fakty! No sorry, ale jak mam wybierać piosenkę o seksie, to ta mi się dużo bardziej podoba od Fuck time.

Bez hejtów, pls.


Proszę o dzielenie się swoimi typami, żeby mi było mniej głupio po tym poście.



8 komentarzy:

  1. Moje guilty pleasute to zdecydowanie Boyfirend Justina Biebera. Wstyd mi, ze znam prawie cały tekst XD I JESTEM DUMNA Z TWOJEJ PIERWSZEJ POZYCJI OK XD No control jest super, ale są lepsze. Nadal oferuje ci listę moich ulubionych piosenek, jeśli szukasz więcej guilty pleasute songs XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo i tez niektóre popowe piosenki są moim guilty pleasures. Jak idę spbie ulicą i nagle włącza mi się RING DING DONG RING DING DONG DIGIDJNG DONG to się stresuje, ze mi się słuchawki odłączą.

      Usuń
    2. Ej, nie wszystkie te piosenki to guilty pleasure, o tym musiałby być post na top 50 co najmniej i pełen jakiegoś popowego szitu z wczesnego 2000. Więc może innym razem :v.
      PRZYNAJMNIEJ TY JESTEŚ DUMNA, ECH.

      Usuń
  2. FAKTYCZNIE DZIWNA TOPKA. Ja polubiłam Taco Hemingwaya (jak to się odmienia?) a że to podchodzi pod rap, to też zaskoczyłam samą siebie. No i wilki-na zawsze i na wieczność, to jest tak popowe, że powinnam uciekać z krzykiem, a jednak lubię bardzo, #osochodzi.
    Jaki fajny MEP przy 6, o ja *-*.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie zaliczyłabym chyba na topce również 1D, ale what makes you beautiful, co bardzo często słucham w drodze do szkoły i się strasznie cykam, że jednak inni też słyszą to co ja słucham (a tu babsko z wiecznym "wpierdolem" na twarzy i w glanach - coś tu nie bardzo pasuje, proszę pana xD). Do tego bardzo dużo piosenek P!nk i Kelly Clarkson - bardzo często za sam tekst. Ostatnio zakochałam się w Beauty and the Beat Biebera, ale raczej w coverze Alexa Goota i reszty - oryginału umiem słuchać z przyjemnością tylko do refrenu - potem muszę wyłączyć, bo z przyjemności przemienia się w agonię - no po prostu nie mogę i tyle XD
    Hm... I jako wisienkę przytoczę jeszcze parę k-popów (mam otaku mode włączony od jakiegoś czasu i zdecydowanie wolę japońskich wykonawców) czyli Shinee (o zgrozo - dalej nie wierzę że polubiłam od nich 1 piosenkę - Colorful), 2NE1 (piosenka I'm the best) oraz oczywiście Big Bang (Fantastic Baby wpadł mi w ucho i wypaść nie chce ;_:).
    Teraz jak tak patrzę na to, co napisałam przychodzi mi tylko jedna myśl do głowy, mimo że z lekkim uśmiechem na ustach - shame on me, shame on me ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam patologiczne piosenki z Barbie. Aż mam je na telefonie. Randka z gwiazdą to moj ulubiony film Disney Orginal Movie, bo jest tak absurdalny, że aż uwielbiam go oglądać. Mój gust muzyczny jest dziwny; lubie ostatnio wiele piosenek 1d, bo jednak mają te lepsze ;p, lubię polskie piosenki z lat 90. gdzie żenua wychodziła z ekranu XD.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja jestem fanką chyba najbardziej znienawidzonego zespołu-Nickelback. Słucham ich dzień w dzień :D
    A poza nimi to słucham tych hitów wczesnych lat 2000 i późnych lat 90... No i czasem Dody...

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).