Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



czwartek, 8 grudnia 2016

BLOGMAS: DZIEŃ 8. Moje ukochane kolędy

Dobrze nam zrobi mała zmiana klimatu - coś poważniejszego dzisiaj.

To jeszcze nie czas na kolędowanie (zawsze staram się w czasie adwentu wstrzymać jak najdłużej! wtedy lepiej smakują), ale przyznam się od razu, że po prostu nie mam czasu na nic bardziej angażującego dzisiaj, a kolędy uwielbiam i zrobienie prostej listy to nieduży wysiłek.

Po pierwsze - lubię się w Boże Narodzenie przede wszystkim cieszyć, bo to święto radosne. Dlatego wystarczy mi, żeby kolęda była wystarczająco skoczna i już ją lubię. Jest jednak kilka, które są wyjątkowo bliskie mojemu sercu i dzisiaj wam je pokażę, mimo że może nie ma ich za dużo.

Pozwólcie, że nie będę umieszczać żadnych wersji śpiewanych tych kolęd, bo co tu dużo mówić - ja ich po prostu nie lubię. Dla mnie kolędy są do zaakceptowania tylko śpiewane z rodziną/przyjaciółmi, ewentualnie w kościele, ale gwiazdy wyjące z głośników (albo Arka Noego czy cokolwiek, nieważne) to totalnie nie moja bajka. No i nie chcę się narażać na przedwczesne śpiewanie! Dobrze mi idzie wstrzymywanie się.

No dobra, to nie przedłużam!

Anioł pasterzom mówił
Szczerze wyznam, że jeszcze kilka lat temu nie znosiłam tej kolędy. Naprawdę, to była jedna z tych niewielu (razem z Cichą nocą, Oj maluśki i Lulajże, Jezuniu, ale jednak Cicha noc wygrywa tu wszystko - no chyba że po niemiecku), których zwyczajnie nie lubiłam.
Nie mam pojęcia, co się zmieniło, że nagle moje serce zapałało do niej miłością, ale tak się stało. Może nie śpiewam jej za bardzo sama dla siebie, ale jak organista zaintonuje, to nie mam hamulców, co nie do końca podoba się babciom dookoła, ale hej - nikt im monopolu na śpiewanie nie dał!
[Tu wstaw historię, którą zanudzam wszystkich, o tym, jak ksiądz na rekolekcjach w piątej klasie podstawówki powiedział, że jak ktoś nie śpiewa w kościele, to znaczy, że opętał go szatan i od tamtej pory śpiewam w kościele]

Gdy się Chrystus rodzi
Co roku zapominam, jak się nazywała i muszę szukać. Serio.
Mam z tą kolędą związane jedno bardzo interesujące wspomnienie, w którym występują takie słowa klucze: spotkanie rodzinne, Boże Narodzenie, karaoke z kolędami. Reszty domyślcie się sami. Ale było wesoło!
To jedna z bardzo niewielu kolęd, których potrafię słuchać w wersjach śpiewanych przez celebrytów (nie ma to jak Krzysztof Krawczyk! właściwie słyszę go teraz w głowie), co też czyni ją specjalną.

Dzisiaj w Betlejem
To jedna z dwóch kolęd, które śpiewam sobie w lipcu, kiedy już nie potrafię wstrzymać się ze śpiewaniem do grudnia. Jest po prostu skoczna, energetyczna i radosna, idelanie oddaje - w moim mniemaniu - świątecznego ducha (wiecie, gdzie jeszcze są świąteczne duchy? post o Opowieści wigilijnej będzie totalnie wykopany w kosmos, już zapowiadam, przygotowuję się do niego od miesiąca!), tę radość. Wesołą nowinę!
No i to jedna z tych, które wystarczy zaintonować i wszyscy podchwycą! I jest nawet prawdopodobieństwo, że znajdzie się ta jedna osoba, która zna więcej niż dwie zwrotki!

Tryumfy króla niebieskiego
Wersja Arki Noego brzmi bardzo reggae. 
Nie śpiewam tej kolędy nigdy, nawet nie znam tekstu, ale wersja Arki Noego jest moim wspomnieniem z dzieciństwa, nawet jeśli zajeżdża reggae i zawsze się uśmiecham, kiedy słyszę Tryumfy króla niebieskiego.
Tylko tyle, przykro mi.

Wśród nocnej ciszy
Kurczę, kto tego nie lubi! W odróżnieniu do Dzisiaj w Betlejem ta nie jest aż tak skoczna czy energiczna, ale niesie taką samą radość i nawet mocniejszego ducha świąt (bo poza radością to jest też czas refleksji w końcu - jak to mówią, jaka Wigilia, taki cały rok; notabene bujda, ale co tam!).
Kojarzy mi się ta kolęda z tymi momentami, kiedy trzeba było odstawić zabawki i wybrać się na pasterkę, mimo że się tak bardzo nie chciało, ale hej - jak to śpiewali, to już było lepiej!
A teraz już chętniej chodzę na pasterki, ale to może dlatego że już nie dostaję zabawek.

Gdy śliczna Panna
Tutaj seria trzech nieco bardziej melancholijnych kolęd, które są mi bliskie mimo ogólnemu upodobaniu do kolęd wesołych i radosnych. Gdy śliczna panna to może jeszcze nie szczyt kolędowego smęcenia, ale już blisko, przy czym ze wszystkich powolniejszych zawsze mi się podobała najbardziej, bo niby przynudza, ale jednak nie!
No i kolędy skupiające się Maryi zawsze będą mieć specjalne miejsce w moim sercu.

Jezus malusieńki
Jakie to jest piękne po prostu! Milion razy piękniejsze od Lulajże Jezuniu, serio.
Kiedyś nawet wyciągałam!
Ale teraz już się nie łudzę.

Mizerna, cicha
Najsmętniejsza kolęda na liście, ale to jedyny utwór, jaki nauczyłam się grać na pianinie na dwie ręce w moim życiu i od tamtej pory ją uwielbiam. A kiedy uczyłam się grać, nawet nie wiedziałam, jak to leci, po prostu zdaniem mojej mamy była najprostsza, więc tego się uczyłam.
Nie wyciągam, ale chciałabym, bo jest taka ładna!

Bóg się rodzi
Ta kolęda z jakiejś przyczyny dotyka mnie na poziomie duszy. Naprawdę nie wiem dlaczego - nie jest przecież jakaś wzruszająca ani nic w tym stylu, ale to praktycznie od zawsze moja najukochańsza kolęda, mimo że tekst mi się miesza już od trzeciej zwrotki, to jak mi ktoś podrzuci, to zawsze zaśpiewam, o każdej porze dnia i nocy.
Jest majestatyczna, jest wzniosła, a jednocześnie radosna, przekazuje całą gamę emocji i po prostu poprawia mi humor.
Nie ma świąt bez Bóg się rodzi i nigdy dla mnie nie będzie!


Co byście dodali? Tylko pls, nie Cichą noc.

kaboompics wyjątkowo, bo mnie nie ma w domu, ale zdjęcie piękne!



9 komentarzy:

  1. ...ale kiedy ja tak lubię "Cichą Noc"...
    Bardzo polecam "Hej, w dzień narodzenia", którą znam tylko dzięki wykonaniu Studia Accantus - ale jakie to wykonanie cudne, jakie skrzypeczki piękne na początku, no rozpłynąć się można!
    No i nie sądzę, by można było to uznać za kolędę, ale - "Uciekali" z Metra to jedna z moich najukochańszych kolęd/niekolęd, polecam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak! Uciekali! Poza tym z takich nie-kolęd jeszcze Kolęda dla nieobecnych i większość trójkowych Karpi. Lubię też Przystąpmy do szopy, to już z tych bardziej kościelnych. Jest też taka piosenka, którą śpiewaliśmy na koniec jasełek (w czwartej klasie? Coś koło tego) i której nigdy więcej nie usłyszałam. Było tam coś o Gwieździe Betlejemskiej i tym, że "nie ma go już w stajence". Nic więcej nie pamiętam, a szkoda, bo mi się podobała. Przy Kolędzie Warszawskiej zawsze ryczę, a mimo to słucham jej przez okrągły rok (chyba mam słabość do takich raczej smętnych). No i mój absolutny numer jeden to Jezus Malusieńki. Mam z nią miłe wspomnienia, chociaż zupełnie nie świąteczne. Otóż miałam ja we wczesnym przedszkolu przyjaciółkę, w pewnym momencie, bawiłyśmy się w dwie bezdomne (?) kobiety plus dziecko-lalka, biorą pod uwagę że mniej więcej w tym czasie obejrzałyśmy i pokochały Dzwonnika z Notre Dame (Boru, jak ja bardzo nie rozumiałam tej bajki), to prawdopodobnie byłyśmy Cygankami. W każdym razie kluczowym punktem zabawy było układanie dziecka do snu, kiedy na zmianę trzymałyśmy lalkę, a ja śpiewałam właśnie Jezus Malusieńki. Nie jestem teraz pewna dlaczego właśnie tą piosenkę, prawdopodobnie była najsmutniejsza, którą znałam. Cała sztuka polegała na tym, żeby mieć jakiś kocyk, położyć go sobie na głowie, a w odpowiednim momencie zdjąć i przykryć lalkę. Potrafiłyśmy powtarzać całą procedurę jakieś dziesięć razy dziennie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może ta kolęda o Gwieździe Betlejemskiej to "O Gwiazdo Betlejemska", a przynajmniej mi się skojarzyło ;)

      Usuń
  3. Przybieżeli do Betlejem pasterze to moja ulubiona. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja chyba nie mam ulubionej kolędy :C. I nie znam ich za dużo, nawet nie wiem czy wolę radosne czy te bardziej nastrojowe. Kolędy lubię jako zamysł, a nie konkretne utwory, i już C:. Nigdy nie byłam na pasterce, koniecznie muszę to zmienić! To będzie mój pierwszy raz w kościele od ładnych paru lat XD.
    Tak jak fenoloftaleina lubię też większość Karpi z programu trzeciego polskiego radia :).
    Dobra, po namyśle lubię tą 'chwała na wysokości chwała, a pokój na ziemi'...nie znam niestety tytułu :/. Pamiętam ze jak byłam mała, to myślałam ze 'apokój' to jedno słowo, i zastanawiałam się o co, u licha chodzi...o.O.
    Jak tam Moana :)? <3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli Przybieżeli do Betlejem :P?
      O, kościelne piosenki często tak mają - zagwozdka życia "Co to nacudja?", a chodził o "na cud Jonasza".
      Moana (uwaga, spoileruję!) mocno przeciętnie. W sumie się zawiodłam, bo polecieli totalnie sprawdzonym schematem. Postacie - były, fabuła - była. Nawet objawienie babci i przypomnienie, kim się jest już było (ekhem, Król Lew). Hei Hei to dla mnie w ogóle nietrafiony pomysł (nawet te oczy były - tylko nie w Disneyu, w Skubanych), trochę poniżej poziomu - śmieszkowanie, bo głupi kurczak. Maui to kolejna taka sama postać zakochanego w sobie dupka, który ma tragiczne back story i dzięki przyjaźni z bohaterką się zmienia (Flynn, Nick), tylko jest bardzo dziwnie zaprojektowany, chodzący prostokąt, fuj. Moana to hybryda Meridy i Anny i jestem zawiedziona, bo miałam nadzieję na następczynię Mulan. Fabularnie zwyczajna przygodówka, nawet ten brak czarnego charakteru... był (chociażby Frozen albo Maleficent). Motyw poszukiwania samej siebie? Pls, co drugi film animowany. I oczywiście standardowy schemat: TEGO NIE WOLNO! mówi rodzic. ALE JA CHCĘ! mówi zbuntowana nastolatka albo nastolatek, kiedy chodzi o smoki. Po drodze śmierć bliskiej osoby, potem wielka wyprawa z przyjacielem, ale NIE WYCHODZI, KTO BY SIĘ SPODZIEWAŁ, koniec przyjaźni, depresja, ale REMEMBER WHO YOU ARE i potem już wychodzi. Mimo wszystko doceniam fakt utrzymania obojga rodziców przy życiu, ale trzeba było poświęcić babcię :').
      Muzyka instrumentalna bardzo fajna, piosenki w porządku (moja ulubiona to Shiny), ale bez szału. Doceniam śmieszkowanie z księżniczek, tyle że... było (Zaczarowana).
      Najbardziej mi się podobała warstwa wizualna, bo to naprawdę ładny film (włosy Moany <3), a także dizajn Moany, chociaż może ma zbyt kwadratowe stopy - ale doceniam jej figurę i jest ogólnie śliczna. I spina włosy, bo jej przeszkadzają!
      Ogólnie oglądało się przyjemnie, ale miałam okropne wrażenie deja vu przez cały film. Najlepsze, co ten film ma da zaoferowania, to chyba wątki kulturowe, ale bardzo jechało Bratem Niedźwiedziem.
      Najgorsze, co mam filmowi do zarzucenia, to że nie potrafił mnie niczym zaszkodzić. Obejrzałam, no spoko, wyszłam i to tyle. Trochę przykre, bo pokładałam w nim większe nadzieje.
      Zwierzogród podobał mi się dużo bardziej, bo próbował czegoś nowego (wątek kryminalny, policja i przykrywka dla rasizmu), Moana postawiła na utarte schematy - sprzeda się, ale nie zostanie moim ulubionym filmem. Od Disneya jednak więcej wymagam.

      Usuń
    2. Taak, to Przybieżeli do Betlejem, o matko XD. Cóż, tak myślałam żeby na to nie iść i obejrzeć dopiero jak pojawi się w Internecie :/.

      Usuń
  5. Cicha noc po niemiecku jest taka boska, że brak słów :c. Mam trochę odmienny gust - darzę ogromnym sentymentem "oj maluśki", ale nie w wersji, którą serwuje nam TV, czyli smętnej. Tam skąd pochodzę tylko "Gdy śliczna panna" ma melancholijną melodię, zaś wszystkie inne, nawet Oj maluśki są wesołe i skoczne #urokgór. Inną kolędą, którą uwielbiam i jednocześnie nie znoszę to "Do szopy" pierwsza kolęda jakąkolwiek się nauczyłam i skompromitowałam się publicznie śpiewając ją w wieku 2 lat na cały kościół, gdy panowała cisza. Do dziś to anegdota.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak bardzo kocham "Gore Gwiazda Jezusowi" <3
    A jeśli chodzi o źle usłyszane kościelne testy, to nic nie pobije moje koleżanki, która jak była mała to mówiła "(...)przyjął ciało zmarłej dziewicy(...)" i myślała, że to dlatego Jezus ma długie włosy xdxd

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).