Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



poniedziałek, 19 grudnia 2016

BLOGMAS: DZIEŃ 16-19. "Cicha 5" zawodem roku [Książki pod choinkę #7]

Przyznam się szczerze, że jak zobaczyłam tę książkę, to krew mnie zalała.

Opowieści wigilijne różnych osób, które mieszkają w jednym bloku? No wściec się można, tak te pomysły kradno.

Nie zraziłam się jednak, bo moje opko miało jednak inny charakter. Musiałam tylko wywaliłć historyjkę artysty-rzeźbiarza. Jak Boga kocham, jest taka w tym zbiorze. Znaczy nie taka – ale o artyście-rzeźbiarzu. A ja mojego artystę opierałam na postaci autentycznie realnej, które żyje sobie nad mieszkaniem mojej babci i nawala dłutem przez dziesięć godzin dziennie, jakby remont robiła. A tylko sobie rzeźbi.

Tyle zmarnowanego potencjału, bo Krystyna Mirek wymyśliła artystę-rzeźbiarza w podejrzanie podobnej konwencji. Niefajnie. Ale taki lajf.

Wiązałam z Cichą 5 ogrooomne nadzieje. Miałam chęć napisać w tym poście, że to najlepsza książka świąteczna, jaką przeczytałam w życiu. Ale nie zrobię tego, bo zawiodłam się paskudnie. Zawód przy Księdze wyzwań? Pls, nie umywa się nawet.

Ale po kolei. Podczas czytania nie można oprzeć się wrażeniu, że wszystko jest pisane bardzo na szybko, potem na szybko sprawdzane i już, już, do druku, bo zaraz święta. Korekta jest fa-tal-na. Dawno nie widziałam tylu błędów w książce, literówka na literówce, złe formatowanie, pogubione przecinki i latające jak im się podoba dialogi. Irytacja milion w czasie czytania, naprawdę.

Sama forma opowiadań też potęguje wrażenie, że wszystko było robione po łebkach. Akcja skondensowana maksymalnie, po prostu czuć ten pośpiech w słowach. Same pomysły na opowiadania – średnie bardzo, moim skromnym zdaniem. Ale nic nie pobije Małgorzaty Kalicińskiej, która wykonała zawodowy recykling i wsadziła do zbioru opowiadanie wydane już w innym zbiorze – 2012 wydanym z okazji Światowego Dnia Książki. Nie żebym była aż takim detektywem – przypuszczałam, że Małgorzata Kalicińska po prostu odgrzebała jakieś stare opowiadanie, dodała akapit, żeby się jako-tako łączyło z motywem przewodnim, a że pada tam ze trzy razy słowo „wigilia”, to będzie jak znalazł. Nie tak bardzo się pomyliłam, bo w nocie redakcyjnej, którą studiuję bardzo uważnie z czystej nerwicy natręctw (czytam absolutnie wszystko, co wydrukowano w książce, ale nie zawsze po kolei – czasem, kiedy nudzi mnie główna akcja, wracam sobie do nazwisk redaktorów i adresu wydawcy), prawda ukazała się moim oczom. To nic złego, absolutnie. Tylko że to opowiadanie nie pasuje do zbioru, a pod cały motyw mieszkań pod adresem Cicha 5 podczepia się tylko jednym akapitem, dopisanym pewnie tylko po to. Smutne troszkę. To niezłe opowiadanie – tyle że nie pasuje klimatem do reszty. I raczej nie jest świąteczne. Raczej ani trochę, chociaż końcówka próbuje udawać, że jest świąteczne.
No to „Przypadki senatorowej K.” już omówiłam – co z pozostałymi siedmioma? „Gałązka jabłoni” Katarzyny Bondy… rozczarowała mnie. Może was zdziwić, że ja to mówię, ale to prosta historyjka miłosna, nieco naiwna i… dziwna, moim skromnym zdaniem. Liczyłam na więcej od tej autorki. Nawet w tłumie tych zwykłych, nieporywających niczym opowiadań, „Gałązka jabłoni” zwyczajnie gdzieś się zagubiła, nie wywołując we mnie żadnych wrażeń. A para nie ma między sobą absolutnie żadnej chemii.

Następne jest opowiadanie Katarzyny Michalak – „Powrót na Cichą”. Jeśli ktoś czytał jeden tekst tej autorki, to zna je wszystkie, więc absolutnie nie poczułam się rozczarowana, bo zwyczajnie spodziewałam się dziur fabularnych, imperatywu opkowego i sprzecznych informacji. Katarzyna Michalak naprawdę zapomina, co napisała akapit wcześniej – a co lepsze, nikt tego nie poprawia. Niesamowite. Na plus mogę ocenić, że mimo bezsensu całej sytuacji i braku logiki w niej, opowiadanie odrobinę mnie wzruszyło, a to nie udało się żadnemu innemu w zbiorze.

„Wigilijna rzeźba” Krystyny Mirek to porządny kawał opowiadania, ale nie pozostawił we mnie jakichś głębszych emocji czy wrażeń. Za to czuć od niego święta jak od chyba żadnego innego w książce, to jego największa zaleta.

Natasza Socha i jej „Niebieski język” aspirowałyby do najlepszego opowiadania w zbiorze, gdyby nie dwa szczegóły – okropne, obrzydliwe wręcz mieszanie czasów i wigilia, wokół której miał się kręcić cały zbiór, okrojono do minimum. Gdyby wyciąć jedno wigilijne słowo więcej, to książka już by się do zbioru nie nadawała, naprawdę. To jedyne opowiadanie, do którego w jakiś sposób nawiązują pozostałe. Niestety, w „Liście do Mikołaja” powstaje nieścisłość fabularna pomiędzy tymi dwoma, ponieważ podają nieco sprzeczne informacje. Tego też nikt nie poprawił.

Przedostatnie jest „Serce” Małgorzaty Wardy. Dla mnie kompletnie oderwane od rzeczywistości i wyprane z uczuć, mimo że porusza wątek śmierci najbliższej osoby. Dlatego też w moich oczach, niestety, zdyskwalifikowane. Dodatkowo, irytowała mnie zmiana narracji dosłownie co chwilę – po co?
I wreszcie „List do Mikołaja” Magdaleny Witkiewicz, czyli moje ulubione opowiadanie w zbiorze. Naprawdę mi się podobało, poruszało tematykę typowo świąteczną, a nie tylko doklejało kulminację zdarzeń do wigilijnej kolacji, jak to prezentowało się w pozostałych. Pomysł bardzo mi się spodobał. Dodałabym tylko odroobinkę więcej świątecznego klimatu i byłoby ideolo. To jedno opowiadanie naprawdę polecam. Reszta jest po prostu w porządku, nic szczególnego.

Nie zrozumcie mnie źle – to nie jest okropna książka (no, korekta jest). Po prostu lubię dużo wymagać. Nie była to ani angażująca lektura, ani emocjonalna, ani przesadnie wciągająca, a i błędy warsztatowe były. Nie powiedziałabym jednak, że nie zasługuje na swoją renomę, bo dostrzegam, co ludzie w niej kochają. Tyle że ja chciałam móc ją pokochać za coś zupełnie innego. Trochę się zawiodłam.

Wiecie, tak sobie myślę, że to naprawdę trudne, żeby napisać dobre opko świąteczne. Takie naprawdę dobre. Myślałam, że Cicha dostarczy mi to, czego nie dostarczyło Szczęście, ale niestety się przeliczyłam, bo obie książki mają podejrzanie mało wigilii w sobie, mimo że przecież traktują o wigilii.

Mimo wszystko nie żałuje poświęconego żadnej z nich czasu, bo to zawsze dodatkowe polskie książki odhaczone, a to się ceni. Szkoda tylko, że przez brak zainteresowania fabułą, tak długo mi się Cicha ciągnęła i przez to nie wyrobiłam się z pozostałymi zaplanowanymi książkami. Ale, jak to ujęłam na wstępie, taki lajf. Zostaną na przyszły rok.

Do jutra!

Dzień 16, 17, 18.



7 komentarzy:

  1. No, może i wnętrze 2/10 ale ta ilustracja domku całkiem całkiem :P.
    Lubię twoje zdjęcia, wiesz? Zawsze mi jakoś cieplej jak je widzę <3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ale ja jestem totalnym amatorem, nie mam zielonego pojęcia o zdjęciach i mam aparat na trybie auto. Szukam jakichś książek o fotografii, coby się podszkolić, ale to nie jest łatwe - wybrać coś.

      Usuń
  2. Książki nie czytałam, ale skoro tak walczyłaś z Internetem, żeby opublikować ten post, to aż głupio nie skomentować. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orany, cześć, dawno cię tu nie widziałam! Witaj znów :D!

      Usuń
  3. Jak ty dajesz radę, to ja naprawdę nie wiem XD
    Nie czytałam. Nie wiem, jak skomentować. Chyba szybko nie sięgnę po tę książkę (jeśli w ogóle to zrobię).
    A na twoje zdjęcia mogę patrzeć i patrzeć *.* - tak jak Julia wyżej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam, ale chyba gdzieś mi mignął tytuł. Kurczę, szkoda, że rozczarowanie, bo wygląda przyzwoicie na pozór - w sensie, polskie opowiadania o świętach i w ogóle. No hej. Ja uwielbiam świąteczny klimat.
    Ale po tej recenzji nie sięgnę raczej na pewno. I rozumiem Twoje wymagania. Ja też stałam się ,,wybrednym" czytelnikiem. Oczekuję jakiegoś poziomu. Nie, że będzie ,,no, okej", czy ,,nawet spoko", tylko że jednak książka mnie zaangażuje, że chociaż jeden motyw mnie zauroczy.
    I baaardzo nie lubię, gdy coś jest pisane po łebkach, na szybko. No nie lubię. I te literówki.
    Nie czytałam oficjalnie żadnej powieści Katarzyny Michalak, ale jestem po licznych fragmentach, analizach i artykułach (na przykład osoba, która autentycznie ma zaburzenie afektywne dwubiegunowe o ,,Bezdomnej", gdzie Michalak próbuje poruszać ,,ważne sprawy" - napisała, jakie bzdury są w tej książce) i wiem, z czym to się je :D I kurczę, fascynuje mnie to - pisarka, która ma tak fatalny styl i warsztat (czytałam te fragmenty i umarłam. Aż nie wierzę, że to przeszło przez redakcję. Naprawdę nikt tego nie poprawia? Przecież to boli, gdy się to czyta. Nie porwałabym się na całą powieść spod pióra tej autorki, bo po prostu bym nie wytrwała), brak logiki, brak researchu i wiedzy o tym, co pisze (patrz: ,,Bezdomna"), wciskanie jakichś dziwacznych ,,mondrości", a do tego nieprzyjmowanie do wiadomości, że coś jest nie tak i pławienie się w samozachwycie i glorii (umieszczanie siebie jako bohaterkę własnej powieści? Serio?). A taki sukces. Przepraszam, ale nie rozumiem.
    Znaczy, okej. Rozumiem, że komuś może się to podobać. Naprawdę. Nie chcę pluć jadem. Nie chcę nikogo obrażać, nie taki był mój cel, absolutnie. Szanuję. Fajnie, że jest sukces i są fani, że do wielu osób to trafia. Okej.
    Ale ja nie rozumiem. Po prostu.
    I serio... redakcja nie wyłapała tych wszystkich błędów?
    No nic to, wybacz monolog, po prostu mnie to fascynuje :D
    Wniosek - po ,,Cichą 5" nie sięgnę.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  5. W sumie to dzięki za recenzję, uratowałaś moje fundusze :D.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).