Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



poniedziałek, 12 grudnia 2016

BLOGMAS: DZIEŃ 12. Opowieść wigilijna... siedmiokrotnie [Książki pod choinkę #5]

Nie ma w tym ani krzty przesady - Opowieść wigilijna, czyli historia niesamowitej wewnętrznej przemiany Ebenezera Scrooge'a, jest dla milionów ludzi nieodłącznym fragmentem Bożego Narodzenia.

I nie da się ukryć, że Opowieść jest piękną historią z niezwykłym przesłaniem. W tym roku wreszcie zawzięłam się w sobie i nie tylko przeczytałam wreszcie książkę (tyle lat zbierania się na ten czyn!), ale obejrzałam sześć w miarę starannie wyselekcjonowanych wersji filmowych (głównie animowanych). Zamierzałam obejrzeć jeszcze kilka innych (smerfną i psią, i bardziej klasyczne na przykład), ale szczerze powiem, że musiałabym mieć jeszcze z miesiąc, bo jeszcze raz usłyszę te same kwestie i zwymiotuję Scroogem, naprawdę. Potrzebuję trochę przerwy, więc od razu zapowiem, że przekładam to na przyszły rok i zrobię drugą część tego postu. Przy okazji obejrzę jakieś czarno-białe aktorskie wersje, bo też bardzo chciałam, ale jednak animacje na pierwszym miejscu musiały być. Tak więc zapraszam w 2017 na kolejną porcję Scroogów.

A tymczasem...

Opowieść wigilijna Charlesa Dickensa

Zanim zabrałam się za oglądanie Opowieści, zapoznałam się z materiałem The British Library na temat genezy powstania utworu i myślę, że rzuca to nieco inne światło na mój odbiór książki. Wydaje mi się teraz mroczniejsza i głębsza, a jednocześnie piękniejsza. Marzy mi się wydanie z oryginalnymi ilustracjami, bo te, które mam w mojej wersji, mimo że interesujące, nie wpasowują się w moje gusta zupełnie.


Nie wiem, co mogę jeszcze powiedzieć, poza tym że jestem zdania, że każdy powinien nie tylko znać, ale i przeczytać tę historię, żeby dogłębnie odczuć jej nastrój.
Jedyne, co mi nie pasuje w Opowieści wigilijnej to zapowiedź Marleya, że każdy duch przyjdzie innej nocy, a potem jednak wszyscy przychodzą jednej (nie czaję), a druga rzecz trochę mnie śmieszy: wszystkie ważne wydarzenia w życiu Scrooge'a miały miejsce podczas Bożego Narodzenia. Interesujący... zbieg okoliczności, tak to nazwijmy.
A tak serio to mnie to bawi, ale nie dziwię się, że Scrooge nie lubi świąt, skoro ma takie wspomnienia!
Ale to nie są jakieś wielkie wady.
Poza tym to cudowna opowieść, jednocześnie zabawna, przerażająca, mroczna i świąteczna. Jej klimat jest cudowny po prostu.

A Christmas Carol Richarda Williamsa (1971)

Moja ulubiona ekranizacja! To krótkometrażowy film, pierwotnie telewizyjny (raptem dwadzieścia kilka minut), ale ostatecznie jednak trafił do kin... i wygrał Oscara. Zasłużenie totalnie. Film nie postarzał się praktycznie w ogóle, dzięki swojej przepięknej, nieco psychodelicznej stylistyce, a nie tak dobre już audio tylko dodaje klimatu.
Jako że to tylko dwadzieścia minut, sporo wydarzeń z książki musiało zostać pominiętych, skupiono się tylko na najważniejszych - chociaż bardzo rozpaczam nad pominięciem siostry Scrooge'a. To też jedyna adaptacja, gdzie z jakiejś przyczyny nie wszystkie wspomnienia pokazane są jako dziejące się w czasie świąt - "rozwiązanie umowy" odbywa się w nieprzyzwoicie wręcz letniej scenerii. Ale mnie to nie przeszkadza, absolutnie. Uwielbiam przewodni motyw muzyczny, uwielbiam kreację tego Scrooge'a i uwielbiam kreskę przede wszystkim.
Uwielbiam też, że - w opozycji do większości ekranizacji - nie ucięto tych bardziej szokujących scen, czyli zjaw na ulicy (na obrazku) i ludzkich dzieci. A dzieci tutaj są naprawdę przerażające, nie to co w wersji 2009, gdzie są jedynie odrażające. Te są prawdziwie straszne.
Jeśli macie obejrzeć jedną Wigilijną opowieść - niech to będzie ta. Zamiast skupiać się na wesołym świątecznym nastroju, skupia się na mroczniejszym klimacie powieści i oddaje go jak żadna inna oglądana przeze mnie wersja.
Łapcie pierwszą część z napisami (niestety, ten upload z napisami angielskimi jest pocięty na cztery części, a słownictwo jest dość angażujące i audio słabe, więc nie porwałam się na oglądanie wersji bez wspomagania):

Opowieść wigilijna Myszki Miki (1983)

Kolejna krótkometrażówka, gdzie w głównych rolach obsadzono bohaterów wczesnych filmów Disneya, głównie Mikiego i spółkę. To nieco żywsza i radośniejsza wersja historii, ale również mająca w sobie wiele uroku i nastroju. A zobaczyć Goofiego w roli Marleya, coś nieprawdopodobnego!
To tylko dwadzieścia minut, których nie żałuję ani trochę - jestem nawet w szoku, jak bardzo mi sie to spodobało. No i może humor jest trochę wmuszony, ale myślę, że młodszym dzieciom ta wersja historii będzie bardziej odpowiadać.
Jeśli chodzi o zgodność z pierwowzorem, to zaczyna się bardzo dobrze, ale im dalej w las, tym więcej różnic - zrozumiałe ze względu na czas trwania, ale trochę rozczarowujące, bo początek obiecuje nam więcej.
Mam jednak bardzo duże ALE do zarzucenia Opowieści wigilijnej Myszki Miki - jest eksremalnie niewyróżniająca się na tle innych. Pamiętam, że bardzo mi się podobała, ale poza Goofym i spółką (nie ma to jak Sknerus na swoim miejscu, co nie?), nie jestem w stanie przywołać, co takiego mi się spodobało. A oglądałam to tydzień temu. Dla mnie to ogromna wada.
Mimo wszystko myślę, że te dwadzieścia minut nie okażą się zmarnowane.

Opowieść wigilijna Muppetów (1992)

Jedyna aktorska adaptacja na tej liście. W zamyśle miała być tu muzyczno-humorystyczna wersja Opowieści wigilijnej, jak to u Muppetów. Bardzo mi przykro, że nie ma polskiej wersji językowej, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Widziałam wersję z lektorem (niestety), ale co mnie zdziwiło, to niekonsekwencja w czytaniu piosenek - przetłumaczono dwie, pierwszą i trzecia bodajże. Bardzo to dziwne.
Najbardziej podobali mi się Marleyowie (tu jest ich dwóch i to akurat jest świetne!) i narrator, świetnie wybrane Muppety do tych ról. Miss Piggy nigdy nie lubiłam i jako pani Cratchit trochę psuje mi... wszystko. Jej żarty i charakter nigdy mnie nie bawiły.
A skoro jesteśmy przy żartach, to muszę przyznać, że spora część z nich zestarzała się niegodnie i w ostatecznym rozrachunku film wypadł średnio zabawnie, a przy tym stracił cały klimat. Mimo wszystko podobały mi się żarty-nawiązania do regularnego świata Muppetów i większość kwestii narratora.
Wycięto dramatyczniejsze wątki, a Duch Przyszłych Świąt był wyjątkowo wręcz nieprzerażający, co też złożyło się na braki klimatu. Dodano za to piosenki, dość zwyczajnie.
To w porządku film, ale dla mnie nic więcej - kolejna zwyczajna ekranizacja w całym morzu Opowieści wigilijnych.

Opowieść wigilijna Flintstonów (1994)

Jestem w autentycznym szoku, że spodobał mi się ten film. Naprawdę! Miałam w planach troszkę zjechać Opowieść wigilijną Flintstonów, przyznam się, ale okazała się naprawdę w porządku. Niestety, prawie w cale niezabawna, w połowie trochę nużąca i przewidywalna - ale jednocześnie bardzo wyróżniająca.
Po pierwsze - to Boże Narodzenie u jaskiniowców! Mem chyba był z tego, ale Brat zwrócił moją uwagę na teorię, według której Flintstonowie to tak naprawdę przyszłość i wtedy ma to sens.
Po drugie - zmiany. A właściwie podejście. To nie ekranizacja powieści, to opowieść o bohaterach Flintstonów i ich amatorskim przedstawieniu na podstawie Wigilijnej opowieści. Przy okazji zgrabnie wpleciono wątek braku czasu dla rodziny i zahaczono o problem pychy, egoizmu. Fred jak zwykle był gburem, ale Wilma miała tu wyjątkowo interesującą i miła rolę, ale zabrakło mi Betty, która zawsze była moją faworytką!
Ogólnie myślę, że to film wart uwagi wśród ludzi, którzy lubią ferajnę Flintstonów albo mają do nich spory sentyment - jeśli ktoś nie czuje tego klimatu, to nie ma tu czego szukać, przykro mi.

Barbie w Wigilijnej Opowieści (2008)

Ono spływa, spływa! Ty to widzisz?
Ta kwestia jest w użyciu w moim domu na co dzień.
To moja pierwsza styczność z Opowieścią wigilijną i dlatego uwielbiam tę wersję.
Z oryginałem łączy ją główny pomysł. Zamiast skąpstwa, z czym łączy się pierwotnego Scrooge'a, Eden Starling, czyli ta odsłona Barbie, kieruje się w życiu egoizmem i to tę cechę piętnuję film. Poza tym tutaj mamy teatr, kota, żarty, odzywającego się Ducha Przyszłych Świąt, sporo gagów (nie zawsze zabawnych), ciotkę zamiast Marleya, absolutny brak wątku miłosnego (w sensie Scrooge'a, bo jest jakiś tam poboczny) i niesamowitą feminizację powieści. Tutaj niemal wszyscy są kobietami, co jest miłą odmianą. Dodano też piękny wątek przyjaźni, a tutejsza wersja małego Tima jest jeszcze bardziej chwytająca za serce (też sfeminizowana!).
Mimo ogólnych zmian i zarzucenia wielu cudownych wątków oryginału (dzieci!) i ogólnie wyrzucono dramaturgię (Scrooge/Eden nie umierają), to jest to na pewno wersja warta zobaczenia i zapadająca w pamięć, nie uświadczy się tu po raz enty tego samego dialogu, muzyka jest świetne i mimo że to już 14 film - dalej panuje klimat pierwszych filmów Barbie.
Widziałam kilka komentarzy, że szkoda, że nie ma polskich wersji tych piosenek - prawda to, normalnie też bym tak twierdziła, gdyby jedną z tych piosenek nie było O Christmas Tree, które po prostu brzmi... głupiutko po polsku. Jest też śliczna wersja Joy to the world, a jak wiecie, bardzo lubię tę piosenkę. Dlatego wyjątkowo nie narzekam na oryginalne piosenki w dubbingu.

Opowieść wigilijna (2009)

O kurczę, ile nad tym filmem było zachwytów! kiedyś
To bardzo dobra adaptacja, wierna książce, z zachowaniem wszystkich mrocznych scenerii (ale dzieci lepsze w wersji z 1971) i ze świetną rolą Piotra Fronczewskiego, ale muszę przyznać, że zestarzała się już. Trochę szkoda, skoro to miał być przełom w animacji - a jednak już widać upływ czasu (dużo bardziej niż w wersji 1971). Twarze są jakieś takie mało ekspresywne, a postacie poruszają się nieco pokracznie. Ale tekstury są śliczne i zachwycają mnie niezmiennie!
Poza tym, co się rzuca w oczy okropnie, to film stworzony tak, żeby się go dobrze oglądało na wielkim ekranie... w 3D. I to w 2009 roku. Bezsensowna scena pościgu, dziwaczne, nienaturalne tańce i ten wystrzelony Scrooge... to wszystko wyglądało pewnie efektownie siedem lat temu w 3D, w kinie. Ale teraz wygląda śmiesznie. Szczególnie nie podobał mi się pościg, który był nużący, za długi i kompletnie niepotrzebny, a tylko ma pokazywać siłę efektów specjalnych. #nomegusta.
Ale poza tym nie mam się absolutnie do czego przyczepić, to wierna ekranizacja i naprawdę warta obejrzenia. Żadnych wielkich zmian, wszystko jakby się chciało wymagać (poza pościgiem).

A na zakończenie powtórzę za Maleńkim Timem: niech nam Bóg błogosławi, każdemu z nas.

Macie swoją ulubioną wersję Opowieści wigilijnej?



7 komentarzy:

  1. Jakoś...nie przekonuje mnie ta historia, w podstawówce oglądaliśmy trzy razy jakąś starożytną, słabą wersję i teraz jestem zniechęcona :/. Być może jednak przeczytam w przyszłe święta, tak tylko żeby odhaczyć, to w końcu klasyka ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej nie wiedziałam, że jest Wersja Baribie ;o Musze nadrobić! Psssyt istnieje jeszcze opowieśc wigilijna kucyków pony, fajna bardzo, polecam XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam wersję Flintstonów <3

    OdpowiedzUsuń
  4. oj, wielbię wersje barbie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze, to nie czytałam ani nie oglądałam żadnej Opowieści Wigilijnej. Wiem, muszę nadrobić, to w końcu klasyka. Najpierw zacznę od książki, wolę adaptacje filmowe obejrzeć potem - nie obejrzę ich wszystkich, ale przydałoby się kilka znać.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).