Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



środa, 28 grudnia 2016

5 rzeczy, które mi się udały w 2016 roku

2016 chyba już okrzyknięto w internecie najgorszym rokiem wieku, ale nie ma co się skupiać na tym, co nie wyszło i co okazało się złe (sporo tego było!). Skupmy się dzisiaj na pozytywach.

To nie był dobry rok także i dla mnie. 2015 pozostał niedoścignionym ideałem, ale to nie tak, że nieszczęsny wciąż jeszcze bieżący 2016 nie przyniósł mi nic dobrego - wręcz przeciwnie. Rok to przecież masa czasu dla nas, ludzi (a propos, oglądałam ostatnio tę lekcję TED-a o nieśmiertelności i jest super), więc logiczne, że nie mógł być bezsprzecznie tylko zły.

Oto rzeczy, sytuacje, które jednak były dobre i które mi się udały. Tylko te najważniejsze, ale jednak

(Pomysł na post podpatrzony na tym wspaniałym blogu, polecam).

1. LAMENT OCEANU

Najważniejsze!
Oczywiście, nic jeszcze nie jest skończone, ledwo poszerzyłam pierwsze opowiadanie (cała dodatkowa strona <3), ale jak tylko opublikuję tego posta, to znikam jeszcze raz poprawiać Lament i biorę się za Ocean. Nie mogę się doczekać, kiedy w styczniu (przygotujcie się na spam w styczniu, ostrzegam) wypuszczę w wasze ręce największe dzieło mojego dotychczasowego życia. No i jakby nie patrzeć - lwią część pracy nad tym zbiorkiem wykonałam w tym roku.
Wiecie, że gdyby wydrukować Lament jako książkę, wyszłoby ponad 200 stron?
A ja się dopiero rozkręcam! Teraz co prawda będzie mała przerwa od takich dużych rzeczy, bo zamierzam sobie pisać fanfiki i inne rzeczy, które chcę mieć już z głowy (Teenage Dream!), ale jak tylko wyczyszczę listę i nabiorę sił, to biorę się za coś, co wymyśliłam parę lat temu i roboczo nazwałam Melissa. Będzie grubo.
Tak więc jeśli chodzi o Lament, to jestem z siebie nieprzyzwoicie wręcz dumna. Po raz pierwszy poprowadziłam coś od początku do końca. Ogromny krok naprzód. #zwycięzca

2. LALKI I INNE HOBBY

Zrobiłam kiedyś listę rzeczy (aktywności), których chciałabym spróbować. Jest ich multum, ale powiem wam, że zaskakująco dużo z tych rzeczy naprawdę spróbowałam w tym roku. Przede wszystkim zachciało mi się szyć i nawet wyjęłam z szafy maszynę do szycia - ale trzeba ją uzdatnić do użytku, więc jeszcze nie położyłam na niej swoich rąk. Ale stała nieużywana przez jakieś osiem lat, więc czuję, że robię coś dobrego!
Dużo pisałam. Naprawdę dużo pisałam w tym roku.
Poszerzyłam ogromnie swoją wiedzę o animacji i dubbingu.
Skompletowałam dwie kolekcje: książek o wróżkach (te najważniejsze już mam, teraz pozostały te mniej ważne!) i dyskografię My Chemical Romance (jeszcze tylko Conventional Weapons, ale to nigdy nie wydawało mi się takie ważne).
I ostatecznie - odważyłam się zajarać lalkami. To jest, jasne, kiedy ciotki słyszą, że to ja w domu jestem ekspertem od Barbie, a nie moja młodsza siostra, to uśmiechają się w naprawdę niemiły sposób, a kiedy ktoś wchodzi do mojego pokoju, opuszcza go naprawdę zdziwiony, no i mama kilka razy otwarcie powiedziała mi, że się cofnęłam w rozwoju (jeszcze nie wiem, czy to miało być niemiłe, ale jakoś to rozpracuję), ale moi rówieśnicy, których reakcji bałam się najbardziej, zareagowali wyjątkowo otwarcie i miło. Dodatkowo, mój lektor angielskiego był wręcz zachwycony, jak się okazało, że mam fioła na punkcie takich rzeczy (ale to pewnie dlatego że używałam "trudnych słów" i musiałam je tłumaczyć, mimo że wszyscy rozumieli, a poza tym można mnie pytać i opowiadam i nie trzeba mnie ciągnąć za język - ale ten entuzjazm i tak był piękny!). Naprawdę, nie spodziewałam się tego. A tym bardziej nie spodziewałam się, że pociągnę za sobą kilka innych osób - może nie kupują Barbie na promocjach w Kauflandzie, ale namiętnie oglądają zdjęcia droższych lalek. Zaskakująco dobrze się z tym czuję :).

3. ROSYJSKI

Przyznaję się, że były momenty, kiedy naprawdę zaniedbywałam naukę tego języka, ale hej:
a) czytam już całkiem sprawnie (jak mam zaznaczone akcenty)
b) dostałam Harry'ego Pottera po rosyjsku i nieśmiało już zaczęłam go sobie podczytywać i ROZUMIEM!!!
c) zapisałam się na zajęcia przygotowujące do matury i jak trzeba coś powiedzieć, to umiem to zrobić - nawet jeśli mówię niezgodne z prawdą głupoty, bo brakuje mi słów, to MÓWIĘ. Z niemieckim nigdy mi się to nie udało (jeszcze). Dlatego przyznaję sobie medalik, że to mi się udało.
Może nawet zdam tę maturę.

4. PLANOWANIE I ZARZĄDZANIE CZASEM

To jeszcze nie jest to, czego bym chciała, ale poczyniłam znaczne postępy i marnuję znacznie mniej czasu niż kiedyś, a przede wszystkim marnuję go dlatego że chcę i z pełną świadomością, a nie bo nie umiem zabrać się za coś. Umiem też sobie ustalić zajęcia priorytetami, dzięki czemu olanie jakichś bzdurnych zadań domowych nikomu do niczego niepotrzebnych przychodzi mi wyjątkowo łatwo (jak na mnie)!
No i najważniejsze - jak coś sobie zaplanowałam i obiecałam, to to robiłam, a nie przekładałam w nieskończoność. To jest coś, czego nauka zajęła mi stanowczo za dużo czasu, ale jaka to ulga, że wreszcie mam to w sobie! #dorastaniechybapodziałało

5. POKOCHAŁAM TEGO BLOGA

Dobrze wiecie, że w okolicach połowy roku straciłam serce absolutnie do wszystkiego, co udało mi się zbudować na Deszczach, miałam wrażenie, że donikąd z tym wszystkim idę, stoję w miejscu i całe to blogowanie jest dla mnie jak kula u nogi.
Ale udało mi się odkopać miłość do Deszczy i nie znikam z blogosfery. Czuję wręcz ekscytację na myśl o tych wszystkich fajnych rzeczach, które mogę tutaj zrobić. Trochę szkoda tego straconego czasu, no ale cóż!
To, zaraz po Lamencie, największe tegoroczne osiągnięcie. Nie poddam się. Poddawanie się jest dla słabeuszy! A jak ja mam się poddawać, skoro otacza mnie tyle cudownych ludzi, którzy rzucają we mnie tyloma dobrymi słowami, że aż czasem wstyd? No nie da się!
Dlatego podrzucam piosenkę. No i dlatego że ostatnio na asku padło pytanie o Herkulesa, a tu mi to akurat pasuje.


Co wam się udało?


kaboompics



18 komentarzy:

  1. To ja zadałam pytanie o Herkulesa XD.
    Gratuluję osiągnięć, są tak piękne, że aż poczułam się jak przegrywa :D.
    W tym roku bowwiem nie zrobiłam nic. No, koncepcje życia owszem. Po tym jak pani od rysunku stwierdziła, że architektura jest nie dla mnie - po trzech latach idzie mi tylko kreska prosto, serio - , nie mam pomysłu, co po maturze #przegryw. Rzuciłam też środowisko, które uznałam za toksyczne po 2 latach pracy w tej grupie. Zapisałam się na warsztaty dot. pisania i będę na nie uczęszczać regularnie w 2017 r. Oby. Kupiłam też zeszycik do norweskiego. Miałam się uczyć go, ale kij nie wyszło. Będzie w 2017 roku nauki. Akurat jak obleję maturę. Ogólnie napisałam kilkadziesiąt rozdziałów opka po czym wywaliłam, bo do kitu. No nie wyszło mi nic XD. Raczej cofnęłam się, ale wielu rzeczy nie żałuję. Jak zaczęcie działalności na watt i rzucenie środowiska hipokryzji.

    Jeszcze raz gratuluję wielkich osiągnięć. Jak dostanę lament w pdfie to go sobie wydrukuję, serio! Muszę mieć to na półce.
    Pozdrawiam <3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że przynajmniej edukowałam się kulturalnie XD. Przeczytałam kilka wartych uwagi książek i musciali się naoglądałam. Ale nadal nie przekonałam się do Upiora w operze i Tańca wampirów, a obiecałam sobie, że tak będzie :<.

      Usuń
    2. Dziękuję, ale nie nazwałabym tych osiągnięć pięknymi :').
      To wcale nie jest nic! Witam w klubie "nie mam pomysłu, co po maturze", to klub bardzo elitarny ;).
      Wywalone zapisane strony, to nie cofnięcie się - nie wymazałaś postępu, który robiłaś, pisząc te strony, a fakt, że zauważyłaś, że to nie jest szczyt twoich możliwości, tylko potwierdza, że się rozwinęłaś.
      Gratuluję i dziękuję jeszcze raz!

      Usuń
  2. Przeżyłam! #oryginalnie
    A tak serio, to udało mi się absolutnie zakochać w Wielkiej Brytanii i języku angielskim, zacząć oglądać seriale w oryginale (wcale nie dlatego, że jestem zbyt leniwa na szukanie napisów...). Udało mi się przejść z gimnazjum do wymarzonego liceum, udało mi się nie porzucić bloga, udało mi się przeczytać kilka świetnych książek :-)
    Też muszę się wreszcie wziąć za zarządzanie swoim czasem. W liceum mam paradoksalnie mniej nauki niż w gimnazjum, ale niestety dobrze to nie wpływa na systematyczność... I po prostu łapie mnie lenistwo "bo nic na jutro nie ma", a że za tydzień jest wielki test z fizyki, co tam, to dopiero za tydzień... Muszę się tego w końcu pozbyć.
    Przy rosyjskim ogarnęły mnie wyrzuty sumienia - idąc do liceum, miałam możliwość wyboru go jako drugiego języka, ponieważ jednak w gimnazjum miałam pewne problemy z francuskim, odradzili mi to rodzice ("rosyjski jest trudny, w dodatku musiałabyś ogarnąć nowy alfabet, jak chcesz się uczyć rosyjskiego, mamy znajomą nauczycielkę, nie łapałabyś złych ocen..."). Zaufałam im, w końcu tyle lat się tego języka uczyli, i wybrałam kontynuowanie francuskiego, przy czym mam z niego korepetycje (zaplanowane już wcześniej). Nie jest źle, ale naprawdę żałuję, że nie zaryzykowałam jednak tego rosyjskiego, bo i tak więcej robię na lekcjach dodatkowych niż w szkole.
    Ale się rozpisałam :o
    Gratuluję Ci wszystkiego, co się udało, i życzę wytrwałości w poprawianiu Lamentu :) Ja nigdy nie mam cierpliwości do czytania swoich prac po ich napisaniu (co nie znaczy, że nigdy tego nie robię ;)). ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, że "nie mów hop", ale nie zrobię tego, bo przecież PRZEŻYŁAŚ!
      Ooo, gratuluję! Ja oglądam z napisami angielskimi, bo całkiem na słuch to jednak sobie nie ufam. Za szybko mówią :P.
      O, a ja właśnie za namową rodziny rzuciłam niemiecki i wzięłam rosyjski, bo mówili, że dużo łatwiejszy :c.
      Ja często nie czytam, bo jestem okropna i nie szanuję czytelnika :(. Ale tutaj jest mus!
      Dziękuję i tobie też gratuluję!

      Usuń
  3. Fajny pomysł na post - aż chyba sobie "pożyczę". I podlinkuję do Ciebie, bo co prawda ty go znalazłaś u tamtej Pani, ale już ja znalazłam u Ciebie.
    Gratuluję i Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję Alu osiągnięć!
    Lament Oceanu... czytam zbyt bajkowo od samego początku. I powiem Ci, że naprawdę Lament Oceanu Ci wyszedł fantastycznie! Co tydzień zaglądałam na bloga, żeby sprawdzić, czy nie ma czegoś nowego. I z wypiekami na twarzy czytałam każdą twoją opowieść, czy to fanfic, czy twoja własna. Z chęcią zobaczyłabym "Lament Oceanu" na swojej półce z książkami ;)
    My Chemical Romance... tak wspaniały zespół. Powiem Ci, że jak przeczytałam o nim u Ciebie, to doszedł na listę "do przesłuchania i ocenienia". Ale jakoś czas mijał, a ja nie za bardzo o tym pamiętałam. Później wspomniała o nim moja if. Taka sama sytuacja. Ale jak już moja kuzynka powiedziała, że są świetni, to po prostu musiałam przesłuchać. I nie zawiodłam się. Dzięki Tobie, bo to na Twoim blogu o ni ch pierwszy raz usłyszałam, odkryłam najcudowniejszy zespół na świecie, jakim jest MCR. Żal, że się rozpadli i świadomość, że nigdy nie będę na ich koncercie jest przytłaczająco smutna. Pytanko mam: gdzie kupiłaś płyty MCR i za ile? Bo sama przymierzam się do kupna i chciałabym wiedzieć, na jaką cenę się przygotować ;)
    Gratuluję postępów w rosyjskim i w organizowaniu czasu! Sama chciałabym tak opanować którykolwiek język, żeby normalnie móc w nim czytać książki. A z organizacją czasu nie jest u mnie źle, jak trzeba chodzić do liceum i szkoły muzycznej, to się uczy organizować czas dość szybko xD
    A co mi się udało w tym roku? Hmmm... zdanie egzaminów gimnazjalnych na bardzo wysokim poziomie, bo najmniej miałam 90% z języka niemieckiego rozszerzonego (tak, zdawałam niemiecki, bo miałam taką podstawówkę, że uczyli nas niemieckiego, a nie angielskiego, więc teraz braki w angielskim są i trzeba nadrabiać) i dostanie się do szkoły muzycznej. Zaśpiewałam (po namowach przyjaciółki i księdza) "Ave Maria" Cacciniego na bierzmowaniu i chociaż trochę (a nawet trochę bardzo) w pewnym momencie zafałszowałam, to jestem z siebie dumna, że spróbowałam. Co jeszcze... a tak. W końcu napisałam na twoim blogu komentarz! Tak, to pierwszy, chociaż same Wiosenne Deszcze czytam od... nie pamiętam, kiedy zaczęłam xD ale długo to trwa. Więcej niczego nie pamiętam, ale planów na kolejny rok mam za to więcej, więc może za rok się jeszcze czymś pochwalę ;)
    Jesteś wspaniała Alu, a ten blog to jeden z nielicznych, które regularnie czytam i nie jest to blog w stylu opowiadania. Trzymaj tak dalej i się nie poddawaj!
    So long and goodnight :')
    ~Karou

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, i jeszcze jedno pytanie: masz w planach poświęcić jeden post całkowicie MCR?
      ~Karou

      Usuń
    2. Napisałam taką super długą odpowiedź i wsiąkła :<. No to jeszcze raz.
      Przede wszystkim witam w szanowanym gronie komentujących! Bardzo elitarny klub, możesz czuć się VIP-em!
      No i dziękuję za miłe słowa! Przyjmij też moje gratulacje, to naprawdę poważne osiągnięcia!
      Ja też miałam niemiecki w podstawówce, ale udało mi się nadrobić angielski całkiem sprawnie.

      A TERAZ ODPOWIEDZI NA TWOJE PYTANIA!
      Najpierw to drugie: TAK! Był już post związany z rozpadem i obiecałam listę moich ulubionych piosenek, ale bardzo ciężko mi się za to zabrać, żeby nie wpaść w same najpopularniejsze i nie zrobić kilometrowej tej listy. W każdym razie będzie na pewno.

      Odnośnie płyt: zebranie całej kolekcji (okej, jeszcze nie mam wszystkich Conventional weapons, aleno) zajęło mi cztery lata i wszystkie płyty kupione były w Empiku lub na allegro.
      Teraz tak: nie wiem, na ile jesteś płynna w całej dyskografii, więc wybacz przynudzanie i rozpisywanie się, ale wolę, żeby wszystko było jasne na pewno i udzielić pełnej odpowiedzi. No to po kolei.

      MCR wydało cztery albumy:
      I brought you my bullets, you brought me your love, w skrócie w fandomie zwana Bullets, to pierwszy album w historii MCR i jest nie do kupienia, chyba że z drugiej ręki, ale trafia się dość rzadko. Przyczyna tego stanu jest prosta - wytwórnia splajtowała i nigdy tej płyty nie wznowiono. Ja swój egzemplarz wylicytowałam na allegro i chyba opatrzność nade mną czuwała, bo skończyło się tylko na 50 złotych. Okazało się co prawda, że pudełko jest połamane, ale nie ośmielę się narzekać, bo szczęście mnie trafiło niebywałe. Możesz czatować na nią na allegro i dołączyć do polskiej grupki na facebooku, gdzie co jakiś czas ktoś sprzedaje za ok. 150 złotych. Ale rozchodzą się w kilka minut, więc uzbrój się w cierpliwość, jeśli zależy ci na tej płycie. Niektórzy sprowadzają ją z zagranicy, podobno jest taniej i łatwiej, ale nie wiem, nie próbowałam.
      Niemniej - jestem żywym przykładem, że da się ją dorwać i to w normalnych pieniądzach.

      (ciąg dalszy osobno)

      Usuń
    3. Druga płyta, ta, która przyniosła MCR popularność, to Three Cheers For Sweet Revenge. Kupiłam ją na empik.com i jest normalnie dostępna w internecie za ok. 20-30 złotych, nie ma z tym problemu. Z drugiej ręki też łatwo dostać.

      Najważniejsza, czyli The Black Parade, jest do kupienia praktycznie wszędzie i jeśli uda ci się upolować płytę MCR stacjonarnie, to najpewniej to będzie ta. Swego czasu mieli ją w Saturnie stacjonarnie za 20 złotych. Ja zamówiłam z empiku za trochę ponad 30. Na grupce ktoś sprzedaje niemal regularnie.

      Ostatnia, czyli Danger Days (The True Lives of The Fabulous Killjoys, ale ten podtytuł sobie darujmy XD), również jest łatwo dostępna. Mnie udało się znaleźć ją stacjonarnie w empiku za 50 złotych, ale teraz już się jej raczej nie znajdzie. W internecie znaleźć ją łatwo.

      Po tych czterech, MCR wydało Conventional Weapons, czyli album, który powstał między TBP a DD, ale wylądował w koszu (DD bardzo z niego czerpie potem). CW zostało wydane na pięciu winylach po dwie piosenki (nazwane kolejno Number 1-5) i można je dostać tylko w takiej wersji. Winyle są naprawdę malutkie, więc nie ma strachu o miejsce. Niestety, raczej nie są już dostępne w sklepach. Z empiku zamówiłam Number One za 22 złote, teraz trzeba raczej polować na allegro.

      Po rozpadzie MCR wydało dwie płyty:
      Greatest Hits, czyli May Death Never Stop You, gdzie oprócz największych hitów jest kilka demówek i jedyna znana nam piosenka z MCR5, czyli Fake Your Death. Jeśli chcesz ją kupić, to najlepiej w wersji z DVD, która zawiera bloopersy z teledysków i dodatkowo teledysk do Blood (kiedy płyta wyszła, był nigdy wcześniej niewidziany). Mnie płyta kosztowała 55 złotych i mam ją, standardowo, z empiku. Ale kupowałam w dniu premiery, teraz być może jest tańsza.

      Najświeższa płyta, czyli The Black Parade/Living With Ghosts to wydanie jubileuszowe z okazji 10-lecia TBP. W środku są dwie płyty: TBP (takie samo, tylko z innym nadrukiem - warto mimo tego mieć normalne wydanie TBP, bo ma piękną książeczkę) oraz właśnie Living With Ghosts zawierające demówki tego, co się na TBP nie dostało i wcześniejsze wersje piosenek z TBP. Polecam mieć tę płytę, nawet jeśli ludzie mówią, że to wyciągacz hajsu. Mnie się bardzo podoba, nawet teraz sobie gra. Zamówiłam ją w preorderze w empiku za chyba 70 złotych i to niekompletną, bo bez flagi. Niestety, nie mam pojęcia, jak teraz wygląda cenowo i z dostępnością.

      Oprócz tego wszystkiego, są jeszcze dwie publikacje DVD, ale płytowo dostępne tylko na allegro, sprowadzane. Wszelkie empiki itd. oferują tylko wersje mp3, czyli cyfrowe.
      Life On The Murder Scene - wydana po trasie Three Cheers. Zawiera CD z zapisami występów live oraz trzy piosenki ze studia, w tym Desert Song i Bury Me In Black. Najważniejsze są jednak DVD - tutaj dwie. Jedna to video pamiętnik z trasy, czyli po mojemu najważniejsza i najciekawsza rzecz na płycie, a druga to koncerty live, telewizyjne i online, a także teledyski i making ofy do nich. Kupiona na allegro, ale nie znam ceny, to był prezent.

      Lubię bardziej jednak The Black Parade Is Dead! ale tylko dlatego że stylistyka TBP odpowiada mi bardziej niż TC. TBPID to CD z zapisem koncertu z Meksyku oraz DVD ze sławnym koncertem z Meksyku kończącym trasę TBP, czyli to ostatni raz, kiedy zagrano całą płytę na jednym koncercie. Jest tam także koncert w New Jersey. Warto obejrzeć TBPID, myślę, że po rozpadzie to nawet jeszcze większe przeżycie. Też z allegro, trochę ponad 70 złotych z tego, co się orientuję, mój brat zapłacił, ale to trzeba wyczekać na dobrą aukcję, bo można i za 200 kupić.

      UF. Chyba o niczym nie zapomniałam. Warto tylko pamiętać, żeby się nie nadziać na te empetrójki i już. Mam nadzieję, że pomogłam :).
      Stay beautiful, keep it ugly!

      Usuń
    4. Wow, nie spodziewałam się aż tak obszernej odpowiedzi :D sprawdzałam dziś stronę Emipku i niedostępne są tylko Bullets i TBP. Resztę można kupić. Dziękuję za miłe słowa ^^
      ~Karou

      Usuń
  5. Boże, Ala, ja cię serio podziwiam za ambicje. Zawsze mówisz, że jesteś niegarnięta, ale w takim razie jesteś mistrzem improwizacji XD wiem że to pewnie stresujące, ale na pocieszenie powiem, że bardzo efektywne. Trzymaj tak dalej! Powodzenia ogólnie <3 Udał ci się ten rok na moje oko i mam nadzieję, że z kolejnym też tak będzie. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Improwizacja to moje drugie imię XD.
      Dzięki!

      Usuń
  6. Bardzo inspirujący post :) Aż postanowiłam napisać taka listę jak twoja. Chętnie się przekonam, co udało mi się w tym roku zrobić. Uściski 😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo inspirujący post :) Aż postanowiłam napisać taka listę jak twoja. Chętnie się przekonam, co udało mi się w tym roku zrobić. Uściski 😊

    OdpowiedzUsuń
  8. <3 To duże osiągnięcia, mega! Podziw i niedowierzanie!!! Uszanowanko!
    Chciałabym, żeby ten komentarz był taki uroczy i kochany, ale cóż... Jestem zaspanym leniuszkiem :( Pamiętaj więc po prostu, że Cię podziwiam i z przyjemnością czytam każdego posta!

    OdpowiedzUsuń
  9. Podejście numer milion do tego komentarza :D.
    Co mi się udało w tym roku? Po pierwsze udało (uda za chwilę) skomentować absolutnie wszystko co pojawiło się na tym (i innych twoich, ale za to głowy nie dam) blogach. Brawa dla mnie!
    Drugą rzeczą która będzie mi przychodzić na myśl gdy będę wspominać 2016 rok, będzie baaardzo burzliwe zakończenie prawie 2 letniego związku. I rozpoczęcie następnego :).
    Trzy: Odkurzyłam swoją pasję do rysunku! Jeeej! Jest coraz lepiej, wszystko dzięki Ali :).
    Rozpoczęłam naukę gry na pianinie, a jestem beztalenciem muzycznym! Obejrzałam mnóstwo seriali, przeczytałam trochę mniej książek, ale i tak jestem z siebie dumna. W szkole może i nie mam najlepszych ocen, ale hej! Mogło być gorzej :P.
    Nie przestałam trenować, liczy się?
    No i zmieniłam swoje podejście do życia na bardziej pozytywne. :).
    A tobie serdecznie gratuluję wszystkich osiągnięć, są na prawdę zdumiewające :D. Brawa dla Ali!
    *ogólny aplauz, szczególnie za numer 1 i 5*
    Nie no, po dłuższym zastanowieniu, to to te punkty zasługują na owacje na stojąco.
    *owacje na stojąco i nie cichnące brawa*
    No. To chyba tyle z mojej strony. Lecę tworzyć opis pewnego zbioru opowiadań, trzymajcie kciuki ;).
    Dużo miłości <3!

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).