Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



czwartek, 3 listopada 2016

Mityczne Księżniczki Disneya

Które nie istnieją, ale lubimy sobie podbudować ego, bo przecież one są takie, złe, niedobre i co pokazują naszym dzieciom. Tylko memy są fajne. Szkoda tylko, że osadzone głęboko na mitach i stereotypach, które nie są tak do końca prawdą...

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, tak się przynajmniej mówi. Jestem fanką ładnych rzeczy, baśni, muzyki, dubbingu i filmów animowanych ogólnie, więc postrzegam postacie z Disney Princess, Księżniczki Disneya, całkiem inaczej niż zakompleksiona kobieta, która żyje na Tumblrze, wylewając jad, bo Śnieżka była ładna. Śnieżka była też dobra. Kopciuszek był dobry. Złe siostry były złe - i brzydkie. Wiecie, dla mnie to logiczna symbolika i przełożenie, ale widocznie niektórzy mają problem z widzeniem poza seksualnością i wyglądem fizycznym postaci. Spoko, nie czytajcie dzieciom baśni - bo w większości te filmy są na podstawie baśni (oryginalnie syrenka technicznie nie tylko zmienia swój wygląd, ale jeszcze umiera, czego to uczy!), do tego są to często dość stare filmy (trzy klasyczne księżniczki). Nie mam problemu z tym, co kto robi. Mam problem, jeśli rozpowiada głupoty, a tak się stało, bo Princesski obrosły w kilka niezbyt fajnych mitów. 
Nie będę tutaj się produkować na temat tego, że Ariel zmieniła drastycznie swoje ciało dla faceta i to jest przedstawiane jako spoko, że Aurora wyszła za kolesia, z którym nigdy nie gadała, a Kopciuszek dostał wszystko, bo jest ładny. Serio, wystarczy kilka szarych komórek, obejrzenie filmu ze zrozumieniem i może tam chodzi o coś innego. Może Ariel pokazuje, że dla miłości czasem trzeba coś poświęcić, może Śpiąca Królewna to musical i Once Upon A Dream zastąpiło nam część akcji, bo to wynika z faktu, że to musical. Może Kopciuszek wygrał, bo jest dobry. I może, tak tylko może, Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków to pierwszy amerykański pełnometrażowy film animowany i nikt nie myślał, że osiemdziesiąt lat później ten obraz kobiety już nie będzie odpowiadał dziewczynom wojującym na Tumblrze (wojującym o co? o zbanowanie filmów?). Nie trzeba się ze mną zgadzać - ale fajnie widzieć obie możliwości. Ja wiem, skąd się biorą te przeświadczenia, że księżniczka to tylko ładna buźka i dama w opałach. Druga strona barykady rzadko zniża się do obejrzenia materiału źródłowego, co dopiero zastanowienia się nad moją wypowiedzią. Tak więc mimo wszystko zostawię teraz ten temat, nie będę dyskutować, nie lubię i nie chce mi się nawet, szczerze przyznam.

Nie będę też udawać, że Księżniczki uczą czegoś niesamowitego - właściwie to nie. Nie wymagam tego od nich, nie muszą być lepsze niż reszta postaci z filmów. Nie o to chodzi w tej franczyzie. Miło, jeśli morał płynący z historii jest zaskakujący (pamiętacie jeszcze, jak Frozen było zaskakujące? Anna i Elsa podobno też miały być princesskami, ale stały się tak popularne, że dostały własną franczyzę, wow), ale jeśli to zwyczajna gadka o sile przyjaźni - też dobrze. Film jak film.

Po tym przydługim wstępie mogę już zapowiedzieć, że zamierzam zniszczyć wam wszystkie memy o Księżniczkach Disneya. I zdemontować wszystkie mity. Przynajmniej te najbardziej wpadające w oko.

KSIĘŻNICZKA DISNEYA TO WIECZNA DAMA W OPAŁACH

Niedojda, która nie potrafi zrobić nic, poza śpiewaniem z leśną ferajną, wiecznie ratowana przez swojego księcia (Merida jest Księżniczką i nawet nie ma księcia, tak btw), jedynym jej zajęciem jest zajmowanie się domem. I służba. No jest w tym trochę racji, bo faktycznie aż osiem (Kopciuszek w sequelu, nie liczę) z jedenastu księżniczek choć raz odgrywa damę w opałach: Śnieżka, kiedy Książę ratuje ją pocałunkiem, Aurora, kiedy książę ratuje ją pocałunkiem, Ariel, kiedy Urszula ją porywa (totalnie legalnie!), a Eryk leci za nią do wody, Bella, kiedy Bestia broni ją przed wilkami, Dżasmina (pozwólcie, że dalej będę używać Jasmine, bo mi to ładniej wygląda), kiedy Aladyn uwalnia ją z klepsydry, Roszpunka, kiedy pojawienie się Flynna udaremnia uprowadzenie jej przez Gertrudę.

Ale uważam, że mówienie, że Księżniczka jest zawsze ratowana przez księcia jest, moim skromnym zdaniem, totalnie krzywdzące. Tak, Śnieżka czy Aurora nie mają się czym za bardzo pochwalić (druga śpi przez pół filmu), ale może o czymś zapomniałam, bo nie pamiętam za bardzo tych filmów, nie jestem największą fanką. Wciąż: Kopciuszek, oczywiście, otrzymuje pomoc, ponieważ jest dobra, a nie ładna, ale nie potrzebuje księcia, żeby myszki uszyły jej sukienkę, nie potrzebuje księcia, żeby podał jej drugi pantofelek czy uratował z komnaty. Okej, to wciąż ktoś jej pomaga, ale taka jest ta postać. Dalej na szczęście jest lepiej: Ariel, moja droga Ariel. To, co najbardziej mi się w niej podoba, to scena, kiedy ociera łzy i płynie wpław za statkiem, aby uratować nikogo innego, a jej księcia Eryka. Zwróćcie uwagę: to nie była samolubna misja, żeby przeszkodzić w ślubie zakochanej pary. Dopiero kiedy Ariel dowiedziała się, że Vanessa to Urszula, wskoczyła do wody i zaczęła gonić płynący statek. Wpław. Całkiem nieźle, jak na damę w opałach i Księżniczkę Disneya. Potem mamy Bellę, która stara się, znów - by ratować księcia - zatrzymać wściekły tłum, potem co prawda ktoś inny ratuje ją z piwnicy, ale ta znów leci na pomoc księciu i ratuje go samą swoją obecnością. Dobry jest ten moment, kiedy odchodzi i porzuca Bestię, aby być przy ojcu. Absolutnie nie jest zależna od księcia. Wreszcie Jasmine, która daje się zamknąć w tę przeklętą klepsydrę tylko dlatego, że ratuje tyłek Aladynowi. Poza tym ma też kilka pretty badass scen, kiedy na przykład mówi Aladynowi, eby spadał, ojcu, że ma nią nie handlować albo kiedy zwiewa z pałacu, bo chce. I to nie Aladyn ją wtedy podsadza, a TYGRYS. Potem jest Pocahontas, która dosłownie rzuca się na Johna Smitha i ratuje go przed egzekucją. To nie jest materiał na pannę w opałach. A potem jest Mulan, no to wiadomka. Nie zaczynam nawet, ale ma na swoim koncie także uratowanie życia księciu, podczas gdy książę (technicznie generał) tylko darował jej życie. Tiana! Tiana jest bardzo niedoceniana, trochę szkoda. W każdym razie chroni tyłek Naveena przez cały film, na koniec to ona staje do walki ze swoim czarnym charakterem i zabija go, podczas gdy Naveen siedzi w klatce czy coś, w każdym razie nie ma go. Też nieźle. Potem jest Roszpunka, dzięki której ona i Flynn nie utopili się, a poza tym też własnoręcznie przywiązała swojego księcia do krzesła i szantażowała go przez pół filmu. I wreszcie, na końcu, Merida, która ubiega się o własną rękę. Koniec wyliczanki, tl;dr.

Racja leży po obu stronach, ale myślę, że gdyby Księżniczki były zawsze, ale zawsze super niezależne, to nie dość, że byłoby ekstremalnie nudno, to jeszcze nienaturalnie. Czasem ktoś po prostu musi nam pomóc, tak działa świat. Sami wszystkiego nie zrobimy.

KSIĘŻNICZKA KOCHA OD PIERWSZEGO WEJRZENIA

I wychodzi za mąż dzień po poznaniu księcia.

Fakty są takie: Śnieżka zwiała od swojego Księcia (jej jest wielką literą, cool w sumie), ale faktycznie można to rozpatrywać jako miłość od pierwszego wejrzenia. Aurora zaśpiewała ze swoim duet i się zakochała, Kopciuszek przetańczył całą noc i też wpadł. Klasyka, wszyscy to znamy. Potem Ariel, również zakochana od pierwszego wejrzenia, a potem Disney rozkręca się bardziej w erze renesansowej. Jasmine najpierw każe swojemu lovelasowi spadać ze dwa razy co najmniej, a Pocahontas zajmuje trochę czasu pokochanie bladej twarzy. Mulan... znów. Nie ma w ogóle o czym gadać. Tiana zakochała się w Naveenie właściwie dopiero pod koniec filmu. Roszpunka podczas I see the light (uświadamia sobie wtedy), czyli też trochę jej to zajęło. Merida w ogóle nie ma faceta.

Tylko pięć księżniczek faktycznie hajtnęło się w którymś momencie ze swoim księciem: Kopciuszek (dwa razy nawet), Ariel, Jasmine (w sequelu, słabym, tak swoją drogą), Tiana i Roszpunka (w Tangled Ever After). Dodatkowo, Jasmine i Merida odrzucają w trakcie filmu kilku adoratorów. W sequelu Pocahontas rzuca Johna Smitha (mnie to osobiście boli i psuje pierwszy film, ale tu w sumie działa na korzyść), a w pierwszym filmie odmawia Kocoumowi. Bella odmawia Gastonowi. Tylko jedna jedyna Aurora ma zaaranżowane małżeństwo. Ostatecznie, żadna z księżniczek nie wyszła za księcia zaraz po jego poznaniu. Nawet Giselle się nie udało, a ona jest przecież parodią Księżniczek. Czy część z nich chciała? Aurora na pewno, chyba że za poznanie liczymy ten moment w kołysce. Ariel raczej nie myślała już o ślubie, kiedy poznała księcia. Kopciuszek dobrze się bawił, ale raczej nie wybiegał daleko w przyszłość, Śnieżka przed swoim zwiała.

BEZ TAŃCA I PIOSENKI KSIĘŻNICZKA NIE WYCHODZI ZA MĄŻ

Można i tak. Fakty: sześć księżniczek tańczyło ze swoimi facetami - Kopciuszek, Aurora, Ariel, Bella, Tiana i Roszpunka.

Tylko CZTERY księżniczki śpiewają duet ze swoim księciem: Kopciuszek, Aurora, Jasmine i Roszpunka. Cztery z jedenastu. Przy czym Kopciuszek ma ten duet jako tło do akcji, Jasmine śpiewa tylko w tym duecie i to dopiero w momencie, kiedy się zakochuje w Aladynie, Roszpunka śpiewa też dopiero przy zakochaniu, więc gdzieś w drugiej połowie filmu. Aurora, oczywiście, wypełnia wszystkie znamiona stereotypowej Księżniczki Disneya.

JEDYNYM CELEM ŻYCIA KSIĘŻNICZKI JEST MAŁŻEŃSTWO

Klasyczne księżniczki można w to na siłę wpasować. Ariel ewentualnie też, ale ja bym tego nie robiła, bo fascynował ją świat ludzi na długo zanim poznała księcia. Bella chce ratować ojca. Jasmine unika małżeństwa jak może. Pocahontas w ogóle woli eksplorować świat i godzić zwaśnione ludy niż się hajtać. Mulan chce chronić ojca. Tiana chce otworzyć restaurację (i spełnić marzenie ojca). Roszpunka chce zobaczyć lampiony. Celem życia Meridy jest nie hajtać się.

Ja bym tu bardziej stworzyła stereotyp prywatnej ochrony ojca. Serio.
Jest też dużo innych, jak brokat na sukienkach. Serio, tworzenie stereotypu poprzez redrawy... Merida w ogóle nie ma już tyle brokatu, bo za dużo protestów było.

Moja końcowa myśl jest taka, że jedyną stereotypową księżniczką jest Aurora, ale ona śpi przez pół filmu. Może stąd wszystkie stereotypy? Anyway, chciałam tylko tyle napisać. Wiem, że to nie zmieni postrzegania Księżniczek, bo mają swoje wady. Ale spójrzcie też na rozpiętość ich powstawania. Od 1937 do teraz. Moim zdaniem całkiem ładnie ilustrują ewolucję roli kobiety w kinie i ogólnie postrzeganie kobiet. Marvel wyprodukuje aż jeden solowy film dla super bohaterki, Księżniczek jest jedenaście. Dla mnie to całkiem nieźle, nawet jeśli te sprzed kilkudziesięciu lat są pasywne, ciche i zawsze grzeczne, a najbardziej lubią obowiązki domowe. Tak, tak, Księżniczki powstają więcej lat. Ale na liczbę filmów produkowanych przez Marvela, to ta jedna Captain Marvel jest bardzo smutna i samotna.
Też ciekawe jest to, że ten pierwszy amerykański pełnometrażowy film animowany (uf, długie) opowiada o nikim innym, jak o kobiecie, o księżniczce. Książę nawet nie ma imienia, do tej pory jest po prostu The Prince. Nawet Charmingiem nie jest. Pierwszą kwestię w tym filmie też wypowiada kobieta - ta zła co prawda, ale zawsze.

Słowem - szukajmy pozytywów, zamiast na siłę sprowadzać wszystko do zła i złych wzorców. A z dziećmi rozmawiajmy i podsuwajmy im ładniejsze interpretacje tych historii. Po prostu bądźmy pozytywni, a nie opowiadajmy głupoty w stylu "Gdyby Merida opowiadała o konflikcie syn-ojciec, byłaby dużo większym sukcesem". Bzdura na bzdurze i tyle. Nie róbmy problemów tam, gdzie ich nie ma.

Piszę to ja, feministka.


pomagała mi dzisiaj Disney Wiki, polecam



19 komentarzy:

  1. Przeczytanie zajęło mi chyba piętnaście minut XD Internet potrzebował tego posta. Chciałabyś go przetłumaczyć i wrzucić na Tumblra? :") Ten brokat mnie troszkę boli, ale małym dziewczynkom na pewno się podoba, a to dla nich, prawda? I może dzikie sad tumblr girls byłyby zadowolone, gdyby dostały księżniczkę w stylu Wonder Woman - albo brzydką księżniczkę. Ale ile małych dziewczynek by to obejrzało? Poza tym często to jest szukanie dziury w całym. Głupota. Broniąc Aurorę- bardzo ją lubię (naprawdę nie wiem za co) i kocham jej singing voice, a scena poznania z księciem jest przeurocza. Nie realistyczna, ale mega urocza. To stary, uroczy romantyzm, poznanie jak ze snu. Nigdy się nie zdarzy w prawdziwym życiu - i co z tego? Jest magiczny, a bajki są z zasady magiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dlatego że jest mało akapitów, jakbym porobiła więcej przerw, to lepiej by wyglądało, ale lubię takie długie akapity i tyle.
      Dziękuję ci bardzo, droga Agato <3. Tłumaczyć i na tumblra... raczej nie, tam się dzikie rzeczy odwalają, pewnie by mnie zjedli XD
      Wiesz co, jak byłam mała nie znosiłam Śnieżki i Kopciuszka tylko dlatego że mają krótkie włosy. Przez to wydawały mi się brzydkie. Miałam kocyk z klasyczną trójką, Ariel i Bellą i na Śnieżce i Kopciuszku zawsze coś kładłam, bo autentycznie myślałam, że są brzydkie. Nie przeszkadzałoby mi stworzenie bohaterki, która byłaby brzydka, pulchna, cokolwiek (ale nie dlatego że księżniczki są zbyt idealne, to głupi argument), ale nie zrobiłabym jej księżniczką. Właśnie dlatego że wiem, że ja jako dziecko bym jej nie lubiła, a jej imię mogłoby się stać potem obelgą w stosunku do dzieci, które nie wpasowują się w kanony piękna innych dzieci ("O, ona wygląda jak tapulchnaksiężniczka, hahaha, grubas!"). Księżniczki generalnie żyją dłużej niż inne postacie, ciągle produkuje się z nimi gadżety i rozpoznaje się je nawet bez oglądania filmu, i mógłby się taki zabieg obrócić przeciwko zamysłowi twórców. Księżniczka, która miała uczyć tolerancji, że wszyscy są piękni, okazałaby się obelgą i synonimem osoby brzydkiej. No niefajnie. A dzieci mogłyby to przecież zrobić.
      Się rozpisałam.

      Co do Aurory - uroku jej nie odmawiam, ale starałam się podejść bardziej do faktów. A ja kocham OBA jej polskie singing voice!
      I tak, magiczne bajki, dokładnie. Zgadzam się mocno <3.

      Usuń
  2. Ja tylko chciałam dać dużo miłości temu postowi i napisać, że tak bardzo chcę napisać dłuższy komentarz, ale chcę dokończyć wpis z wczoraj, więc jutro wrócę. Ale już uprzedzam, bo tak mi się podoba ten post i tyle mam do powiedzenia i tak się boję, że ktoś mnie ubiegnie :o
    <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam jak na szpilkach :c
      #serio

      Usuń
    2. Ok, przyszłam! Alicjo, bój się!
      Zatem... Jestem po trochu po obu stronach barykady, tj. uważam, że jeśli chodzi o feminizm w Disneyu jest nieźle, ale to nie znaczy, że nie mogłoby być lepiej. W sensie fajnie, że mamy różnorodność jaką mamy, ale możemy ją jeszcze bardziej powiększyć. Myślę, że w dobrą stronę idą z Moaną, która jest nieco tęższa od innych współczesnych księżniczek (stworzonych tą samą animacją), chociaż mam wrażenie, że i tak bardzo wychudła od czasów concept artów. Dużo racji masz w odpowiedzi na komentarz Agatki, że otyła/brzydka księżniczka mogłaby stać się złym symbolem i zostać niewłaściwie odebrana. Niemniej myślę, że bardziej chodzi o pokazanie różnych typów urody, zwłaszcza, że rysownicy Disneya są świetni, jest dobrym pomysłem. W każdym razie, twój post dotyczy tych księżniczek, które już istnieją, więc na tym skończę z tym co mogłoby być lepiej, a przejdę do mitycznych księżniczek.
      Generalnie bardzo podoba mi się, że przytoczyłaś konkretne statystyki! Dodatkowo na temat Kopciuszka chciałam dodać, że widziałam kiedyś post na tumblrze, będący perfekcyjną "obroną" tej księżniczki. Otóż ktoś tam zauważył, że Kopciuszek zdobyła się na największą odwagę na jaką w swojej sytuacji mogła zrobić - odważyła się kochać. I to wcale nie jest takie oczywiste, biorąc pod uwagę, że pochodziła z domu, w którym codziennie doświadczała przemocy (emocjonalnej, ale również i fizycznej), a jej dobrzy i kochający rodzice zapewne byli dosyć wyblakłym wspomnieniem. Co więcej, zdobyła się na przebaczenie swoim oprawcom! Jeśli taka postawa nie powinna być da każdej małej dziewczynki największym autorytetem, to ja nie wiem, co powinno. To, że potrafiła wyjść niemalże bez szwanku z tego kręgu agresji i nienawiści (#pretensjonalnesformułowaniaboczemunie) zasługuje na największy szacunek, a to, że zrobiła to poprzez ślub z księciem? Równie dobrze mogłaby zostać słynną tancerką/zdać matury na 100 % i zdobyć stypendium/uciec i zatrudnić się jako sprzątaczka w pałacu... ale to nie o sposób w tej bajce chodzi! Przepraszam za to rozpisanie się, ale od filmu Kennetha, Kopciuszek stał się bardzo bliski mojemu serduszku (i to nie dlatego, że reżyserem był Kenneth (no może trochę)).
      Generalnie mogłabym tak skomentować większość księżniczek, ale mimo, ze powiększyłam sobie okienko komentarza, to ciągle jest małe, a poza tym nie chcę napisać czegoś większego niż twój post xd Więc skomentuję tylko "Śpiącą Królewnę". A właściwie nie skomentuję, tylko zachęce do przeczytania tego posta Zwierza: https://www.facebook.com/zwierzpopkulturalny/?fref=ts. Prawdziwymi bohaterkami "Śpiącej Królewny" są wróżki
      Btw. jak byłam mała, to zawsze się utożsamiałam z Aurorą (do teraz wychodzi mi we wszystkich testach), to chyba źle? A nie, przecież mogę być feministką mimo to, uf. Ale Filipem bym nie pogardziła, zaraz po Aladynie to mój największy disnejowski crush xdxd
      Także tego, to tylko namiastka tego co mam do powiedzenia na temat księżniczek. Mimo, że i tak najstarsze Barbie są bardziej feministyczne (trochę #teamBarbie, przez materiał Royal Opera House na yt mam teraz taką ochotę obejrzeć kolejny raz "Barbie w Dziadku do Orzechów", to jest takie dobre).

      Usuń
    3. #złaskładnia #starsznebłędy #dłuższeniżPanTadeusz #sorki

      Usuń
    4. Tak, też jestem #teamróżnorodność!
      I bardzo podoba mi się to o Kopciuszku, ale znów - trzeba chcieć widzieć, żeby to zobaczyć. U niektórych nie przejdzie. A ja z każdym dniem lubię tę postać coraz bardziej (głównie od filmu aktorskiego, bo go kocham), a kiedyś jej nie znosiłam strasznie. Da się!
      Wiem, że to wróżki grają pierwsze skrzypce, ale to Aurora jest księżniczką, nie wróżki :/. Jasmine też nie jest główną bohaterką swojego filmu :<.
      Ale ciężko być główną bohaterką, jak się śpi cały film :D. A link prowadzi po prostu do fanpejdża :<.
      KOCHAM FILMIKI ROYAL OPERA HOUSE, a najbardziej ten o Corps de ballet z Jeziora Łabędziego.
      No i kocham Barbie, i filmy z nią. Dziadek do orzechów to u mnie ścisła czołówka, ale jednak #teamKsiężniczkaiŻebraczka
      Chociaż Dziadek kończy się dość dramatycznie jak na Barbie, fajnie się wyróżnia. I Barbie była kiedyś taka ładna, a teraz robią z niej tumblr gimnazjalistkę w filmach, ugh.
      No.

      Dziękuję za komentarz! Wcale nie taki długi, no co ty :P. Ja tam lubię takie kobyły, o ile to nie mój ulubiony Anonimek :3. #naszczęściejużgoniema

      Usuń
    5. Nie pamiętam Anonimka, ale domyślam się, że on nie był #teamdobro
      O kurczę, nie wiem czo ten link, za to nie lubię fejsa, Mark zrób tak, żebym mogła łatwo przesyłać linki postów, bo jestem sierotą życiową.
      Właśnie wydaje mi się, że większym problemem jest to, że dzieciom nie ma kto pokazać tego co w bajkach Disneya jest dobre, a nie to, że tego dobra tam nie ma.
      Tak, tak, z Aurorą to racja, po prostu chciałam zwrócić uwagę na to, że to dobry film jeśli chodzi o wątki feministyczne, a te nie zawsze muszą być związane z księżniczkami.
      Przez Ciebie oglądam teraz Corps de ballet, a chciałam sobie zrobić odwyk od Royal Opera House, no dzięki xd (Tak bardzo chciałabym jechać do Londynu, żeby zobaczyć Dziadka do Orzechów z Marcelino Sambe w głównej roli, przez filmik z próby się w nim zakochałam!).
      Dziadek do orzechów to mój najukochańszy film Barbie ever (mam obsesje na punkcie Dziadka pod każdą postacią - jako historii, nie jako postaci), ale z Księżniczki i Żebraczki znam wszystkie piosenki na pamięć xd no dobra, czasem i się mylą słowa, ale ci! No i płakać mi się chcę jak patrzę na nowe Barbie, tak zepsuli!!! Najgorsza i tak jest kolorystyka, urgh!

      Usuń
    6. Ogólnie Disney ma postacie, które robią dobrze na feminizm, a księżniczkami nie są, chociażby Nani czy Kida. Tyle że od księżniczek ludzie lubią wymagać.
      Co do linków, jak się klika w datę dodania postu, to link się robi taki w ciul długi i wtedy prowadzi bezpośrednio do posta :D.
      Najbardziej mi nie odpowiada nowa kreska. Ta poprzednia jeszcze uszła, bo mogła robić i za twarz młodej kobiety, i nastolatki, w zależności od filmu, przyzwyczaiłam się, ale najlepsza była pierwsza. Lubię Barbie bardziej jako kobietę, nie jako nastolatkę. Tym się wyróżniała. A teraz co :<. Z taką twarzą to tylko zamknąć ją na wieki w liceum. Może chcieli filmową twarz upodobnić do nowej twarzy lalkowej, bo widać jakieś podobieństwo do Millie, ale jednak ten headmold to ewidentnie już nie nastolatka.
      No ale jednak najgorzej graficznie przedstawiają się chyba Pamiętniki. Technicznie są bardzo spoko i włosy <3. Serio, w porównaniu z poprzednimi Barbie (i następnymi), to włosy tam są mega. Wtedy to pewnie było COŚ. Ale mimika postaci mnie rozwala zawsze, takie plastusie :D.

      Usuń
  3. Merida *-*.
    Bardzo fajny post, przekonałaś mnie :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam księżniczki i ogólnie filmy animowane :) Z postem zgadzam się w 100%! Mnie często irytowało właśnie to szukanie dziury w całym, no bo przecież grupą docelową bajek disneya są przede wszystkim dzieci i to oczywiste, że brakuje im smutnej realności ;) I to jak Mulan, czy też Tiana są nie doceniane w porównaniu do Anny i Elsy :') (które także bardzo lubię!). Tak że ten... pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anna i Elsa to ikona feministycznego Disneya!!111111oneone
      #wcalenie
      Dziękuję i pozdrawiam też!

      Usuń
  5. Genialny post. Przeczytałam dwa razy.
    Co ja mogę napisać, jak o wszystkim napisałaś perfekcyjnie?
    Jak byłam mała to strasznie nie lubiłam Śnieżki. Nie wiem dlaczego. Możliwe, że ważnym aspektem był dla mnie wygląd XD
    Okay, za Aurorą też nie przepadałam.
    Kopciuszka lubiłam, ale po trzeciej części uwielbiałam. A ostatni live-action to cudo, nawet teraz, kiedy piszę ten komentarz słucham soundtracku z Kopciuszka <3
    Kocham Disneya, uwielbiam animowane filmy i boli mnie, jak ktoś jest przekonany o stereotypach disneyowskich księżniczek (nawet mój brat, a nie chce słuchać moich wytłumaczeń, pf)
    Bella <3
    Mulan <3
    Pocahontas <3
    Merida <3
    Roszpunka <3
    Anna i Elsa <3 (pierwszy raz Disney tak pokazał księżniczki!!11!!!1! #feminizmwdisneyu)
    Tiana <3 O tak, jest niedoceniana! Szkoda, bo jest naprawdę świetna.
    I w ogóle księżniczki <3
    I cały post <3 <3 <3

    NaNoWriMo już się zaczęło, więc życzę weny,wytrwania i trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. "W sequelu Pocahontas rzuca Johna Smitha" - tu akurat historia zadecydowała, bo ta prawdziwa Pocahontas też wyszła za kogo innego :,D
    Ogółem kocham cię za ten post <3 Ja bym to jednak przetłumaczyła i wrzuciła na Tumblra nie bojąc się konsekwencji bo... Bo w sumie co? Najwyżej na ciebie nagadają. Niech se gadają, te zakompleksione laski są daleko za wielką wodą XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Wtrącę się tylko i dodam, że Bella miała scenę śpiewaną z Bestią (gdy karmili ptaszki) ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).