Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 24 września 2016

TOP 3: Skopane kontynuacje

Znacie ten moment, kiedy cieszycie się na powrót do kochanych przyjaciół, a po zakończonej lekturze dochodzicie do wniosku, że lepiej było jednak siedzieć w domu? Cóż, ja też.

Dzisiaj porozmawiamy o książkach, którym było dobrze w pierwotnym stanie. Oczywiście, wymienić skopane kontynuacje filmowe byłoby o wiele łatwiej, ale nie będziemy tutaj iść na łatwiznę. 

Wybrałam tylko to, co przeczytałam, dlatego zabrakło tych wszystkich książek, które odrzuciłam z przekory i urażonej dumy: Młodego Sherlocka Holmesa, Przeklętego Dziecka, nowych przygód Herkulesa Poirot czy nawet Pamiętników wampirów od piątej części wzwyż (ale przeczytałam trzy tomy Pamiętnika Stefano i nie było aż tak źle - z tego, co pamiętam, czyli teraz pewnie stwierdziłabym, że jest tragicznie). Ale jeśli macie jakieś zdanie na temat tego typu kontynuacji, to chętnie posłucham, zapraszam.

Nie przeciągając...

MIEJSCE TRZECIE: OLIMPIJSCY HEROSI

Olimpijscy Herosi zapowiadali się naprawdę dobrze. Wydawało się, że z każdą kolejną częścią będzie coraz lepiej i na koniec wszyscy rozstaniemy się w szczęśliwości, bo przeczytaliśmy porządną serię, poważniejszą w nastroju, ale na podobnym poziomie, co poprzedniczka (Percy Jackson i bogowie olimpijscy). Przy czym moja teoria sprawdzała się jak najbardziej do Znaku Ateny, potem nastał Dom Hadesa, który mimo przecież przeprawy przez piekło, wydawał się lżejszy w odbiorze, a potem nastała Krew (z nosa) Olimpu i wszystko się skopało. Słaby finał położył się cieniem na całej serii i nawet nie mam ochoty sięgać po następne książki Ricka, no ale wiadomo, że i tak to zrobię (chociaż Percabeth mieszkający w Rzymie, ygh).
Ale serio, chyba żadna książka nie zawiodła mnie tak, jak Krew Olimpu, a wszystko przez finałowe walki, które były słabe po prostu. 


MIEJSCE DRUGIE: PRETTY LITTLE LIARS

Pff, pff, pfff... Gdzie by tu zacząć... Pretty Little Liars, zarówno książki, jak i serial, miały ogromny potencjał. Pomysł był świetny - gorzej z realizacją. No bo wiecie... 4 tomy - super. 9 tomów - meh. 16 tomów - Boże, o czym to jeszcze jest?! Serio. Po pierwszym A mogłoby się skończyć. Koniec po drugim A to byłby jeszcze koniec z honorem, ale potem... Serio, tak coś ciągnąć i naciągnąć to trzeba mieć dar. Ale wciąż wyszło lepiej niż serial, bo przynajmniej wygląda na w miarę przemyślane.
Still, gdyby nie ładne okładki, chyba bym sobie już głowy nie zawracała tą serią.

MIEJSCE PIERWSZE: ROYAL WEDDING

OTO POWÓD, DLA KTÓREGO PISZĘ TEN POST. Czego spodziewacie się po książce, której tytuł brzmi Królewski ślub? Ślubu? Sukienki? Przygotowań? ŚLUBU? Wiecie, jak Mia opisuje przygotowania i ślub z Michaelem? "Cóż. Wyszłam za niego". SERIO. Wiecie, o czym jest ta książka? Jest po prostu dwustustronicową reklamą nowej serii o młodszej siostrze Mii. Serio, chciałam dostać wreszcie coś słodkiego na wyłączenie myślenia, nie wiem, pochichotać nad czytnikiem, cokolwiek. Co dostałam? Dostałam sto stron o niczym, słabe zaręczyny, kilka opisów łóżkowych zabaw (bo oni są już tacy dorośli!), żałobę po panie G. (to ja byłam w żałobie, Mia bynajmniej) i jakieś cztery dialogi z Michaelem. Więcej romantyzmu było między Tiną i Borysem. A potem jeszcze sto stron uganiania się za jakąś małolatą, totalnie oderwane od rzeczywistości. Wow. I serio, jakim cudem Rommel jeszcze żyje? No ludzie, on miał już 15 lat w pierwszej części.
Mia się w ogóle nie zmieniła. Jest jeszcze bardziej beznadziejna niż w ostatniej części. Plus jest taki, że coś tam jej się stało w nogę, więc pocierpiała.
Nie polecam.



9 komentarzy:

  1. Czytałam jedynie ,,Olimpijskich herosów", więc tylko o tym mogę się wypowiedzieć i... ach. Ach.
    Jak dla mnie już od ,,Domu Hadesa" było troszkę gorzej, chociaż już zaczęłam odnosić wrażenie, że Riordan nie jest w stanie zrealizować wszystkich swoich pomysłów i trochę się gubi. ,,Krew Olimpu" podobała mi się pod kilkoma względami bardzo (na przykład pod względem narracji Reyny i Nica- czytałam o nich z większym zainteresowaniem, niż o Siódemce), ale finał...
    ...
    ...
    Nie.
    Po prostu nie.
    Wszystko było tak naiwne, tak słabe, tak cukierkowe, tak... bez sensu! Cała walka była wręcz śmieszna. Po prostu śmieszna. Ogromne rozczarowanie. Jakby autor poleciał sprintem do happy endu. Bitwa z Kronosem w poprzedniej serii była o wiele lepsza i bardziej dramatyczna, a w drugiej serii obchodziła mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. A spodziewałam się wielu emocji, bo Olimpijscy Herosi byli poważniejsi w wymowie, trochę dojrzalsi i w ogóle... nie. Po prostu nie.
    Ech.
    Książki Riordana kupuję z ogromnego sentymentu, ale powoli już zaczyna mnie irytować to, że sporo książek przypomina odgrzewany kotlet... chociaż nie ukrywam - zawsze dobrze się bawię, spędzam przyjemny czas na lekkiej lekturze, jest zabawnie i w ogóle. Polecam książkę o Apollinie, jest zabawnie. Magnus też jest spoko. Ale mimo wszystko chyba z tego wyrosłam. To znaczy, kiedyś tak bardzo to uwielbiałam, tak bardzo wszystko przeżywałam, a teraz... po prostu lekka, przyjemna, zabawna książka dla rozrywki. No i cóż, taka kolej rzeczy:) Riordana wciąż lubię, Percy jest genialny (Percabeth w Rzymie... nie), Leo jest genialny, bogowie są genialni, humor powala, lektura jest przyjemna. Tylko jakoś im dalej w to uniwersum, tym mniej dobrze się bawię. Ale może po prostu moje wymagania rosną... nie wiem. Nowe serie są okej i tyle. Nie pragnę poznać kolejnych tomów. Nie mam tego zaangażowania. Wydaje mi się, że skądś to wszystko znam.
    Łał, to najbardziej nieskładny komentarz w historii. Wybacz.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę Ci ze masz tak cudny styl pisma :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko, współczuję Królewskiego Ślubu. Kontynuujące serie takie jak ta bolą. Jeśli chodzi o Krew Olimpu, wypieram tę część z pamięci, pozostałe cztery są super, tego się trzymajmy. A jeśli chodzi o kontynuację, Apollo naprawdę jest super. Na początku zbyt luźny i pseudo śmieszny, myślałam, że mnie zawiedzie. A na końcu i tak płakałam. Jest nadzieja dla Ricka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się co do "Krwi Olimpu". Ja się napalałam na epicką walkę na pół książki, śmierć krew i cierpienie, a tu czaromowa, paru herosów i wykabumowany Octavian, luuuudzie. Po prostu przesadzony happy end. Ale Magnus i Apollo są spoko, choć bałam się, że Riordanowi kończą się pomysły. No i czasem mam właśnie takie wrażenie, że z książki na książkę Rick wypada słabiej, że to przeciąganie historii... Ale i tak to uwielbiam :) A reszty książek nie czytałam ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem dopiero na trzecim sezonie Pretty Little Liars. Głównie dlatego, że jakiś czas temu zupełnie się poddałam i zaczęłam oglądać Orange Is The New Black. Po jakimś czasie postanowiłam odkryć tożsamość A. Dowiedziałam się, że ta postać nawet nie zdążyła pojawić się na ekranie, więc wróciłam do serialu. XD
    Co do książek z tej serii - czytałam pierwszą część, ale styl Sary mi nie pasuje, więc zostałam przy ekranizacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Krew Olimpu największym rozczarowaniem w historii, serio. Walka z Gają </3. Zbyt cukierkowo! Cóż, odradzam wzgardzenia Magnusem i Apollem, według mnie super mu wyszły te książki :) Jak tam ci się podoba 2 liceum Alu, mój towarzyszu niedoli?

    OdpowiedzUsuń
  7. Omg, w tytule posta jest kontynuacje a nie sytuacje, teraz w końcu mi to jakoś pasuje!

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).