Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



czwartek, 19 maja 2016

5 powodów, dla których nie cierpię seriali

A właśnie obejrzałam dwa sezony z rzędu. Wiem, co mówię. Nienawiść się wylewa.

1. Są za długie.

To po pierwsze. Jak widzę coś powyżej trzech sezonów, to ściska mnie coś w żołądku. Nie umiem po prostu tak długo siedzieć z czymś jednym. Filmy są proste - rach, ciach, po sprawie, można obejrzeć następny. A w czasie jednego filmu obejrzysz nie więcej niż trzy odcinki jakiegoś serialu. Czyli nic. Nawet nie zapamiętam wszystkich imion.

2. Nigdy nic nie wiadomo.

On jest szują? Za trzy sezony zrobi się kochany! Lubisz ją? Zdradzi wszystkich swoich piętnastu facetów i zrobi się nie do zniesienia, bo twórcy przestaną mieć na nią pomysł. A na koniec wszyscy zginą, bo czujemy, że spada nam popularność.
Albo zawsze wszystko wiadomo, bo serial jest przewidywalny. I bądź tu mądra.

3. Wszyscy śpią ze wszystkimi.

Dobra, generalizuję. Ale seriale lubią zmieniać pary, szczególnie, kiedy jest jakiś zastój w ogólnej fabule - przemieszajmy wszystkich ze wszystkimi i będzie ok. Jakoś to ruszy do przodu. Zresztą, każda wolna postać to zmarnowany potencjał. Lol.

4. Powodują u mnie wyrzuty sumienia.

Że marnuję czas. Policzcie sobie, ile to 23 odcinki razy 40 minut. Stanowczo za dużo czasu. Tyle można by zrobić w tym czasie. Nieważne, że wiem, że nie zrobię - mam wyrzuty sumienia. Mimo tego mam problem, żeby zacząć oglądać, bo boję się tej świadomości, że właśnie zwiała mi doba z życia.

5. Twórcy się gubią.

Generalizuję znów, ale nienawidzę tego. A twórcy lubią sobie zapomnieć, co było cztery sezony temu i podać sprzeczną informację. Może oni nie pamiętają - ja lubię sobie coś zapamiętać i jest mi zwyczajnie źle z niezgadzającymi się detalami.

No, wyrzuciłam to z siebie. Idę do Glee ;).

Zdjęcie bez związku z tematem, ale ładne z kaboompics



9 komentarzy:

  1. Wymienione cechy powyżej mają amerykańskie seriale w telewizji publicznej (chociaż w sumie te inne chyba też, ale wolę nie generalizować aż tak). Na szczęście są jeszcze cudowne kilkuodcinkowe seriale brytyjskie <3 Serio polecam.
    JA wręcz nienawidzę seriali, ale nie napiszę czego, bo spieszę się, żeby obejrzeć następny odcinek Glee xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie też oglądam :D. Ale one aż tak nie marnują mi życia, więc luzik :P.

      Usuń
  2. A ja nie oglądam seriali (Miraculous i animce [dwa] się nie liczą xD).
    Za to moja koleżanka ogląda 8. I się nie myli, nie ma wyrzutów sumienia, nic. Nie wiem, jak ona to robi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten tytuł to bluźnierstwo przeciwko mojej duszy Serialomaniaka!
    Generalnie powiedziałabym, że się zgadzam pół na pół. I mówię to, mając kilkanaście (ostatnio liczyłam, że dwadzieścia parę) seriali na koncie.
    1. Popieram, jeżeli chodzi o takie tasiemce jak The Vampire Diaries (nie oglądam z zasady; zresztą powiedziałabym, że przez punkt 3). No i PLL, to jasne. Ale "Gra o tron"? "House of cards"? W życiu się nie zgodzę, że skoro mają więcej niż 3 sezony, mniej cię wciągają, bo nie jest rach-ciach. Jak serial jest dobrze zrobiony i ma fabułę (a nie stoi w miejscu...) to może mieć i 10 sezonów. I nie będę żałować, że wyleci mi po drodze parę imion :D.
    2. Chyba się nie wypowiem. Znam i przewidywalne dziadostwa, i nieprzewidywalne arcydzieła. W zasadzie to samo dotyczy filmów, bo w filmach w ciągu półtorej godziny potrafią spierniczyć tyle samo ile w serialu przez sezon.
    3. Wątki miłosne są wszędzie, to prawda. Ale mieszanie występuje raczej głównie w młodzieżówkach, w których połowa serialu po prostu na tym polega i dzięki temu ma oglądalność. (#Amerykanie) Reszta jest raczej w porządku.
    4. Sprawa indywidualna. Mnie serial po męczącym dniu odpręża; czasami lubię też sobie coś puścić przy odrabianiu lekcji.
    5. Niestety z bólem tutaj pasuje moje kochane Once Upon A Time, które się lekko chwieje ostatnio w moim rankingu. Ale to wszystko zależy. Ile jest filmów, tyle jest seriali i wiadomo, że nie wszystkie będą przemyślane i część powstanie pod publiczkę. Ale w dobrych serialach pamiętają o początkach. Nie ma sprzecznych informacji w "The 100" ani w, no nie wiem, "Switched at birth".

    Generalnie wszystko sprowadza się do podziału na seriale dobre i złe, filmy dobre i złe... Książki dobre i złe. Kwestia tego, że na przekonanie się, czy serial jest dobry czy nie, zmarnujesz więcej czasu. Jak dla mnie za mało zalet serialików w tym poście, Ala :(. To jest tylko jedna strona medalu. Ja teraz poproszę drugą :D.

    #TeamSeriale
    #TeamAlicjaKaczmarek
    #TeamWiosenneDeszcze

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wzięłaś to zbyt poważnie, oczywiście, że to się nie dotyczy wszystkiego :).

      Usuń
    2. Merr, ten komentarz jest streszczeniem tego o czym myślałam, ale mi samej pisać się nie chciało :D Podpisuję się! ❤

      Usuń
  4. Do mnie pasuje punkt 4. Chociaż mało oglądam seriali, to jednak po iluś odcinkach liczę sobie, ile czasu już zmarnowałam/poświęciłam. Ech.
    Co do reszty to zgadzam się z Merr, która idealnie wszystko skomentowała XD
    Nie jestem serialomaniakiem (z jednej strony podziwiam takie osoby, jak wszystko zapamiętują i są na bieżąco, a z drugiej strony to mnie troszkę przeraża), ale nie mogę powiedzieć, że nie lubię seriali.
    Dobra, mało oglądam. Ale jest mi z tym dobrze. Chcę jeszcze zacząć oglądać też jakieś inne seriale, ale jak widzę, że mają po x sezonów z wieloma odcinkami, to po prostu nie zaczynam XD

    PS Mam nadzieję, że zobaczę cię dzisiaj na targach ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chirurdzy w pigułce XD kto kojarzy choćby jeden sezon, zrozumie o co chodzi.
    Są za długie.
    Takie tam jedenaście sezonów. Albo już dwanaście.
    Nigdy nic nie wiadomo.
    zwłaszcza w ostatnich sezonach
    3. Wszyscy śpią ze wszystkimi.
    seksy na salach operacyjnych standard
    4. Powodują u mnie wyrzuty sumienia.
    do tego stopnia że przestałam oglądać
    Twórcy się gubią.
    i shonda zjebała każdy fajny wątek, jaki był w tym serialu

    a szkoda, bo pierwsze cztery... nawet pięć sezonów uważam za fajne i nakręcone z dowcipem.
    najlepszy przykład na to, że w pewnym momencie po prostu trzeba skończyć i zostawić dobre wrażenie.
    pozdrawiam,
    post fantastyczny, chociaż pisany z przymrużeniem oka, to taki prawdziwy

    #wole_filmy

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).