Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



wtorek, 19 kwietnia 2016

Magiczny sposób na pokonanie artblocka

Ileż ja się naczytałam, że zmuszaniem się tylko się zniechęcę, że mam czekać na objawienie i wenę. Ale wiecie co? Pieprzyć wenę.
Jestem sadomasochistą. Zmuszam się do pisania, zmuszam się do ogarniania, do życia, do wszystkiego po prostu. Dlaczego? To proste. Bez tego szybko popadłabym w stan hibernacji i nie robiłabym absolutnie nic, a im dłużej nic nie robię, tym trudniej zacząć to potem ogarniać. Bo zmuszę się raz, drugi, ale za piątym razem już nie będę musiała, bo wejdzie mi w krew. Wiecie, kiedy się nie zmuszałam? Przy pisaniu Szponów głębin, czekałam na chęci, chęci nie przyszły, spięłam tyłek i skończyłam całość w dwa tygodnie. Cholernie mi się nie chciało. Ale tak samo, jak trzeba się zmusić do zrobienia zadania z matematyki, tak trzeba czasem zmusić się do zrobienia czegoś, co powinno być przyjemnością. Tylko po to, żeby się przełamać.


Mój największy artblock trwał półtora roku, podczas którego nie napisałam absolutnie nic. Pewnego dnia uznałam jednak, że tak dalej być nie może, bo nic innego mi w życiu nie wychodzi i jak już nic nie napiszę, to skończę jak ostatnie beztalencie. Tak właśnie Ala pokonuje blokady twórcze.

Jedyny moment, kiedy robię sobie przerwę, to wtedy, kiedy głowa jest jak balon i nawet nie próbuję nic wymyślić, bo mam pustkę. Tyczy się też WD. Ale to nie dlatego robię sobie wypoczynek, bo nie mam pomysłów, tylko nie mam pomysłów, bo potrzebuję wypoczynku. Jeszcze nie umiem zasuwać na wysokich obrotach przez dłużej niż miesiąc.

Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie żadnego wielkiego artysty, żyjącego ze swojej sztuki, który czeka na wenę. Obudź się - jeśli wena cię opuściła, to pewnie już nie wróci. Nie licz na nią. Wena to szmata, że się tak brzydko wyrażę. A wydawcę/mecenasa/cokolwiek nie obchodzi, że książka nieskończona, bo weny nie było. Był termin. Czas to pieniądz. Nie rób z siebie wielkiego artysty, bo niestety, nie dyktujesz warunków.

Nawyk tworzenia, robienia (nawet ze sprzątaniem tak się da) uniezależnia nas od jakichkolwiek chęci - wybija osiemnasta, biorę się za robotę. Będzie boleć. Nie będzie się chciało. Prawdopodobnie zanim uda się wyrobić taki nawyk, minie kilka miesięcy. Ale warto, bo w końcu robisz to, co masz robić, a nie siedzisz i marudzisz, że nic się nie chce.

Jedyny kruczek jest taki, że jeden pominięty dzień może przekreślić całą pracę w wyrabianiu nawyku, ale w sumie myślę, że to, co uda ci się zrobić w tym czasie, jest o wiele lepsze niż siedzenie z założonymi rękami i marudzenie. No i czego się nauczyłeś w tym czasie ze swojej dziedziny, to twoje.

Patrzę na pustą kartkę i nic nie mogę sklecić, help!

Wątpię, aby takie problemy wynikały z przepracowania i wątpię, aby potrzebny tu był wypoczynek. Nie neguję jednak tej formy łamania artblocka, jeśli z czystym sumieniem mówisz, że u ciebie działa. Może po prostu jestem dziwna, że im więcej piszę, tym łatwiej mi pisać. Bo wiesz, skoro nic nie możesz sklecić, to najpewniej po prostu nie masz praktyki.

Ale w sumie to nie jest dziwne. Pisanie opiera się na praktyce, jeśli chcę dobrze pisać, muszę zacząć od tego, żeby w ogóle zacząć coś pisać. Pisanie z kolei sprawia, że myślimy o pisaniu, a to przyciąga dobre pomysły - i to tyle. Cała magiczna sztuczka, jak pokonać artblock, jak nauczyć się pisać, co robić, aby poprawić swoje umiejętności, skąd brać pomysły, jak nauczyć się się tego i tamtego.

ROBIĆ COŚ.


Na początku będzie wychodziło pokracznie. No ale w alternatywie możesz też nic nie robić, wyjść na spacer i czekać, aż muzy oplotą twoje włosy złocistym laurem.

Twój wybór.



16 komentarzy:

  1. Genialny post.
    Miałam blokadę. Nawet nie liczyłam, ile trwała XD Ale teraz powoli wracam do pisania. No i muszę wyrobić u siebie ten nawyk. Może nie codziennie, ale przynajmniej raz na tydzień usiąść i coś napisać. Dla siebie.
    Mówiłam, że świetny post? ;')

    PS Chciałam wyłączyć komputer, ale tak mi przyszło do głowy sprawdzić WD. I co? I POST, hehe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się kiedyś swoim tworem ;)

      Usuń
    2. Na razie wolę nie XD
      Może kiedyś... Kto wie?

      Usuń
  2. Wena to szmata, o tak. Idealnie ujęte.
    Ja mam wenę raz w tygodniu, w czwartek, o godzinie 23.45, kiedy następnego dnia, tj. w piątek, muszę wstać o 5.20. Także no :') Nigdy, ale to nigdy chyba jeszcze nie pisałam, mając jakiś napad weny czy coś.
    Ale zawsze, codziennie staram się napisać chociaż ze dwa zdania. Odrobię wszystkie zadania w tramwaju, siadam do pisania. Ewentualnie piszę w tramwaju, zadania robię w domu, różnie bywa.
    Mój najdłuższy artblock to 3 miesiące. Wtedy to schowałam zeszyt gdzieś za szafę czy pod regał, wordowi zdążyła skonczyć się licencja, ale w końcu spięłam dupę i coś napisałam. A potem poszło już z górki. Ale kończę, bo zacznę bredzić, jak w komentarzach na zb.
    Genialny post ogólnie.
    xx,
    V.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę pisać bez weny, wtedy całość jest jednolita i w ogóle :P.
      Lubię twoje bredzenie :)

      Usuń
  3. Polecam ten sposób!
    Pisz, pisz, pisz - to jedyny słuszny wybór.
    Możesz naprawdę mieć dość.
    Ale to pomaga.
    Naprawdę, sama sobie tak radzę, kiedy już po prostu nie mam siły i ochoty pisać - w końcu samo się nie zrobi, a po jednym tekście następne przychodzą łatwiej!
    - Ja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to powiedział Andrzej Pilipiuk: najtrudniejsze jest pierwsze dziesięć książek :)

      Usuń
  4. Polecam.
    I nie wiem co więcej napisać oprócz tego, bo w mojej sytuacji chyba nie powinnam się wypowiadać na ten temat...
    *uznajmy że tu jest klaskanie*
    Jeszcze raz polecam. ROBIĆ COŚ, to jest to.
    Alicja Kaczmarek ratuje świat!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie nie polecam robienia czegoś, bo się zrobię zazdrosna XD.
      Nie no, żarcik czy coś.
      Potrzebuję teraz jeszcze pseudonimu superbohaterskiego :D.

      Usuń
  5. Tak więc czekamy! Pracy i weny życzę ;3.
    Kocham opisy do linków postów na wd na twoim fb <33 :D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny post. Bardzo dobrze to ujęłaś- czekanie na wenę nic nie da. W moim przypadku przynajmniej to w ogóle nie działa xdd. Kiedyś kiedyś, dawno temu, gdy na świecie żyły dinozaury, weszłam na bloga pewnego bloggera. Miałam dużą przerwę w czytaniu - wiesz, szkoła itd. - więc byłam pewna, że będę miała jakieś 20 lub więcej nieprzeczytanych rozdziałów. Tymczasem znalazłam tam tylko jeden post, sprzed prawie roku, informujący o tym, że autor opowiadania cierpi na brak weny twórczej i niestety nie może nic napisać. Gówno prawda (przepraszam, ale musiałam). Żeby cały rok nie mieć weny? A może nie chorował na brak twórczości tylko na nadmiar lenistwa? :/. W końcu, po czasie, napisał króciutki rozdział, ale niestety- nie miałam już ochoty go czytać.
    Tak więc sądzę, że idealnie to podsumowałaś ;). Czasem trzeba po prostu spiąć cztery litery i wziąć się do roboty.
    Pozdrawiam :)
    xxx
    Annabell di Angelo

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się w pełni ze wszystkim oprócz jednego - że jeden pominięty dzień skreśla wszystko. Myślenie w ten sposób niektórych zniechęca jeszcze zanim podejmą wyzwanie. Nie ma ludzi doskonałych, więc nie należy zakładać, że albo 100% albo nic. Owszem, im więcej razy sobie odpuścisz tym dłużej będzie trwała droga do sukcesu - ale jego osiągnięcie nadal jest możliwe. Wystarczy, że na drugi dzień siądziesz (tu: do pisania) i będziesz robić swoje, jakby wczorajszej porażki nie było. Tym dla mnie jest wyrabianie nawyków. Gdybym po pierwszym dniu bez biegania miała świadomość, że poprzednie 2 tygodnie poszły na marne pewnie bym już więcej nie poszła do tego parku. A tak - biegam od 4 tygodni, średnio 1 dzień w tygodniu, mimo wszelkich starań, mi wypada, ale uważam, że jestem na bardzo dobrej drodze do stwierdzenia, że to stały element mojego dnia ;)

    W każdym razie świetny artykuł 👍 dobrze, że są młodzi ludzie, którzy szerzą takie postulaty, bo nastolatkowie dorosłych słuchać nie chcą ;)
    R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam, że może przekreślić i to właśnie miałam na myśli - da mnie jest cholernie trudno wrócić do stałego trybu już po jednym pominiętym dniu, ale zdaję sobie sprawę, że niektórym nie zrobi to większej krzywdy.

      Dziękuję :)

      Usuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).