Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



niedziela, 17 kwietnia 2016

Czego potrzebuje dobra książka?

Akcji? Wątku romantycznego? Dystopii? A może pościgów i wybuchów?
Część z was pewnie powie, że wszystkiego, a część, że ma się dobrze czytać. To wszystko prawda, ale zawsze jest jakieś ale.

Dobra książka to nie jest arcydzieło i nie musi trząść w posadach moim światopoglądem. Ale z drugiej strony przyjemnie czytało się nawet Rywalki. A Rywalek do dobrych książek na pewno nie zaliczę. Dlatego proponuję tutaj moje własne trzy składniki dobrej książki w absolutnie znaczącej kolejności.

3. Emocje

Dobra książka dostarcza emocji, czyta się ją tak, jak Ala jedzie rollercoasterem - z zamkniętymi oczami, zaciśniętymi dłońmi i omójBoże cojazrobiłam weźmniejużzabij chcęwysiąść gdziejestguzikbezpieczeństwa na ustach. Tyle tylko że Ala z przejażdżki rollercoasterem nie czerpie nawet ułamka przyjemności. Dlatego miło by było, gdyby emocje dostarczane przez książkę to nie było zażenowanie ani ani irytacja, bo bohaterka jest skrajnie głupia czy coś. Prawda jest taka, że powinniśmy przeżywać tylko i dokładnie to, co autor chce, żebyśmy przeżywali. Jeśli coś więcej nas poruszy w pozytywny sposób, to ok, gorzej, jeśli sceny z założenia wzruszające powodują zgrzytanie zębów i walenie książką w głowę.

Emocje mogą być różne: radość, śmiech, strach, odraza, gniew (hehe) i wszystkie są okej, jeśli są w jakiejkolwiek mierze zamierzone. Może być tylko jedna, może być cała masa, byleby jakaś była. Kiedy książkę się przeżywa, nie zapomina się o niej po trzech dniach.

2. Język

Proste. Nie lubię stylizowanego stylu, kiedy on męczy - archaizmów, patetycznego języka i tak dalej. Lubię, jak książka jest napisana po ludzku, normalnie - tak, jak mówimy. I to nie oznacza od razu kolokwializmów, wulgaryzmów czy podwórkowych wstawek, bo mówić normalnie można na wiele różnych sposobów. Po prostu nie cierpię wzniosłego tonu, zdań długości trzech akapitów i archaizmów bez potrzeby. Dla mnie książka musi być naturalna i wbrew pozorom to wcale nie jest takie proste, bo mnóstwo książek cierpi na to dziwne pomieszanie z poplątaniem, gdzie bohaterka myśli O kurka, a potem rzuca dwuakapitowym majestatycznym opisem strumyka z homeryckimi porównaniami. To się gryzie. Bohaterka nie może myśleć w ten sposób, kto tak robi?
To nie jest przywara tylko młodzieżówek, niestety.

Naturalność jest konieczna, żeby nie czytać z bólem zębów. Szczególnie w dialogach, dlatego ten podpunkt dotyczy wszystkich elementów książki (zauważyliście, jak ciężko ostatnio trafić na dobre opisy?).

Z drugiej strony docenię ładną stylistykę, ale wówczas to już raczej coś więcej niż po prostu dobra książka :).

1. Bohaterowie

Co, szukaliście tu fabuły? Pfff. Prawda jest taka, że dla mnie fabuła jest z tych drugorzędnych spraw, bo lubię masę tworów o fabule prostej jak drut, sztampowej i przewidywalnej.

Bo ja wybaczę prawie każdą fabularną bzdurę i no, 60% fabularnych dziur, jeśli ujmą mnie bohaterowie. (Wyjątek: kryminały i ty podobne).

Ale tak ujmą, że ujmą, a nie bo lowelas jest fajny, to go włączę w poczet mężów czy bo bohaterka jakaś mniej denerwująca niż zazwyczaj, to od razu +50 do lubienia książki. Lubię bohaterów unikalnych, bohaterów z ikrą, bohaterów z historią. Nie przepadam za tymi wszystkim błaznami, tragicznymi backstory, które objawiają się kolorem włosów, i idealnymi kochankami. To jest, mogę ich lubić, ale to nie jest bohater z ikrą. A ja lubię nieprzewidywalnych i nietuzinkowych bohaterów, jak chociażby Cormoran Strike, postać pierwsza z brzegu. Okej, może i nie mam wielkiego zaplecza w literaturze tego typu, więc może to jest sztampowa postać, ale dla mnie jest inna niż te wszystkie, z którymi stykam się na co dzień - i to jest dobre.

Tyle tylko że Cormoran nie ma jakich dziur maskować, bo te kryminały są świetne.
Ale lubiłam na przykład Percy'ego Jacksona głównie ze względu na jego sposób bycia, po prostu z jakiegoś sposobu mi się spodobał, a w momencie, kiedy postać blaknie i ginie w cieniu (o wiele gorszego, moim zdaniem) Jasona w Olimpijskich herosach - automatycznie wszystko zaczęło mnie irytować w tych książkach i nagle zdałam sobie sprawę, że hej - to wcale nie było dobre. Trochę tu nadrabiał Leo, ale nie zaliczam się do rzeszy jego fanek. W każdym razie bez punktu widzenia Percy'ego historia straciłaby bardzo na charakterze, co widać po OH, bo jest właściwie takie samo, z o wiele gorszym zakończeniem (walka z Gają {*}).

Tak naprawdę konkluzja jest po prostu taka, że dobry bohater praktycznie wszystko dobrze sprzeda. A dobry bohater to nie jest bohater sympatyczny czy w jakiś inny sposób dający się lubić. To bohater żywy i bohater tak samo niepowtarzalny, jak ludzie dookoła. (Osobiście mam słabość do postaci, którym nie wyszło w życiu).



Właśnie te trzy punkty zrobią dla mnie dobrą książkę. Świetną? Pewnie nie. Prawdopodobnie będzie jej daleko do arcydzieła. Ale będzie dobra, a to mi wystarczy, żeby czerpać odpowiednią przyjemność z czytania.



12 komentarzy:

  1. Nic dodać, nic ująć. Bardzo trafne, post trafiony w 10. Li i jedynie :3.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie.
    Co do bohaterów - moim zdaniem to tak naprawdę oni tworzą fabułę, więc jak najbardziej są najważniejsi. Przecież to ich decyzje, błędy, czyny czy co tam jeszcze wpływają na rozwój akcji.
    To tyle z mojej strony XD
    A nie, jeszcze nie wspomniałam, że przyjemnie się czytało tego posta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie, bo to autor wrzuca ich w sytuację, która potem jest rozwijana przez ich decyzje, więc jeśli sytuacją wyjściową jest "jemy pączki", to choćby i popełnili milion błędów, to dalej będą jeść pączki. I pewnie czytelnik się jeszcze zdenerwuje, bo dla popchnięcia jedzenia pączków do przodu, bohaterowie będą popełniać najgłupsze decyzje na świecie.

      Usuń
  3. Bardzo świetny post, chociaż z punktem drugim niekoniecznie się zgodzę. Jasne fajnie, kiedy książka jest napisana zrozumiale, bez "dziur językowych" jakiech przykład podałaś, ale ostatnio czytam na przykład "Imię róży", które napisane jest językiem PRZERAŻAJĄCO archaicznym, a czyta się znakomicie i czuję, że to będzie jedna z moich ulubionych książek. Także akurat język niekoniecznie jest dla mnie wyznacznikiem.

    Przy punkcie z emocjami wyobraziłam sobie Alę tak rozentuzjazmowaną książką, że aż z nadmiaru emocji czytającą z zamkniętymi oczami XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzieś była literówka,chyba w jakimś dwuliterowyn słowie, ale się teraz przede mną chowa, a chciałam ci o niej powiedzieć :((
    Nieważne, też się z tobą zgadzam z całą listą. Brakuje mi tylko punktu czwartego - zwrotów akcji. Uwielbiam takie twisty, który całkowicie zmieniają moje poglądy w książce.
    Jakbyś kiedyś mogła, to poproszę o poradnik jak zrobić, żeby tak umieć pisać, bo im więcej ćwiczę, tym bardziej wydaje mi się, że to odbiega od bycia fajnym opowiadaniem 😂

    /Endżi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdziesz post bez literówki, to daj znać :D.
      Bez zwrotów akcji też da się napisać dobrą książkę i ciężko mówić, że twist jest wymagany, bo może się zacząć nudzić w pewnym momencie :).
      Chodzi o pisanie ze zwrotami akcji? Żadna sztuka, wystarczy ten zwrot akcji wymyślić :v.

      Usuń
  5. Świetny post, Alicjo ;).
    A teraz uważaj: zostałaś nominowana do LBA!
    Więcej szczegółów tutaj:
    https://spokojnie-to-tylko-ja.blogspot.com/2016/04/lba-liebster-blog-award.html
    Xoxo ;*
    Annabell di Angelo

    OdpowiedzUsuń
  6. 3 razy tak! Szczególnie punkt z tym językiem - irytuje (i śmieszy, ale bardziej irytuje) mnie to, że ktoś próbuje pisać jak najbardziej dziwnie, bo to przecież blogaskowe fantasy, w którym musi być od groma "iż" zamiast "że", "niczym" zamiast "jak" i tak dalej, i tak dalej. Dżizas, to wnerwia.
    Także w pełni się zgadzam - i z bohaterami (pozdrawiam Jima z "Lamentu"), i z emocjami (pozdrawiam Sagarę i przedstawienie jej wersji w "Ocean lamentuje"), i z językiem (pozdrawiam wszystkich twoich bohaterów).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jim, Sagara i reszta też pozdrawiają <3.

      Usuń
  7. Co do języka trzeba po prostu wyczuć złoty środek. Bo zbyt prosty język też nie jest dobry ("50 twarzy Greya" rzuciłam w kąt po pierwszym rozdziale, bo język okazał się fatalny - takie literackie "Kali jeść, Kali pić"). W książkach mających służyć wyłącznie rozrywce język codzienny jest najlepszym wyborem - nie trzeba się zastanawiać, można spokojnie przeżywać z bohaterami przygodę. Są jednak książki, które czytam po części właśnie dla języka (często dosyć skomplikowanego w odbiorze) - opowiadania Lovecrafta, powieści Anne Rice, czy nawet "Starą baśń", która urzekła mnie archaizmami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko prawda, po prostu dla mnie książka, która z powodzeniem i z dobrego powodu używa specjalnie stylizowanego języka w 80% przypadków jest dla mnie lepsza niż dobra. Dobra książka jest zazwyczaj prosta, ale nie na poziomie Greya, tu się też zgodzę.
      A jak język będzie fajnie wystylizowany, a wszystko inne ubogie, no to sam język dobrej książki nie zrobi, niestety.

      Usuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).