Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 19 marca 2016

Książki youtuberów: hit czy kit?

Jeśli patrzymy na wyniki sprzedaży - ZDECYDOWANIE HIT. Jeśli na opinie czytelników - niekoniecznie.
Na wstępie powinnam zaznaczyć, że Webshows to jedyna książka youtubera, jaką mam i jaką przeczytałam. Dlatego być może nie powinnam wypowiadać się na ten temat, ale co tam. Czasem trzeba się trochę mądrzyć na zapas.

Dlaczego nie czytam książek youtuberów? Bo mnie nie interesują. Mam dwie książki Tomka Tomczyka, ale to bloger, więc się nie liczy, mam Facecje, ale to też raczej nie youtuber i nic innego nie przykuło mojej uwagi. Był taki moment, że chciałam się skusić na książkę Red Lipstick Monster, bo może wreszcie bym się dowiedziała, co to fluid (?), ale w sumie do niczego mi na razie ta wiedza niepotrzebna. Może jak już zdecyduję się na makijażowanie. Ale to jeszcze nie teraz.

Tak więc ani książki PewDiePie, ani LekkoStronniczych, ani Radzkiej, ani Niekrytego, ani w ogóle nikogo innego nawet w rękach nie miałam. Ach, jeszcze Girl Online. Też nie miałam. Nie mój klimat. Wydaje mi się, że książki youtuberów są kierowane głównie do fanów. To jest okej, tylko dobrze, żeby osoby z ulicy tez mogły zwrócić na nią uwagę - wydaje mi się, że właśnie Girl Online jest tutaj takim przykładem książki i dla fanów, i dla wszystkich innych. Po recenzjach uznałam, że jest nie dla mnie, aczkolwiek nie oznacza to, że uważam, że youtuberzy nie powinni wydawać książek.

Wiecie, ja totalnie rozumiem, że niekoniecznie takie książki będą dobre. Ale dużo więcej grafomanii wyrzucają z siebie autorzy wydawnictw typu vanity. A w ogóle to każdy sobie może napisać książkę - napisanie lajtowej historyjki o nastolatce i przystojnym chłopaku nie jest trudne, naprawdę. Wystarczy trochę samozaparcia i dwieście stron się skleci, a tyle obecnie wystarczy. Nie trzeba być youtuberem, żeby napisać gniota. No a że youtuber, to nie znaczy, że jego książka jest słaba.

Ale takiej konkluzji się pewnie spodziewacie.

Chciałabym wam za to powiedzieć, dlaczego się cieszę, że te książki powstają. Bo czytając moje posty, wiecie, dlaczego mam do nich neutralny stosunek. Ale cieszyć się? Bo ktoś książkę napisał? E, coś tu śmierdzi.

No ale cieszę się, bo choćby to był następny głupi odpowiednik Zniszcz ten dziennik, choćby książka była największą szmirą, choćby kupowali ją tylko fani - dla wielu fanów takiej internetowej persony może to być pierwsze zetknięcie się z książką inną niż lektura szkolna. I okej - Zniszcz ten dziennik to nie powieść, tylko coś w stylu kolorowanki, ale od tego też można zacząć. Od wszystkiego można zacząć i powoli podnosić sobie poprzeczkę.

Girl Online może nie być czymś, co chcę przeczytać. Ale jeśli chwyci po nią dwunastoletnia fanka autorki i w ten sposób rozpocznie swoją przygodę z czytaniem - cieszę się, że ta książka powstała. Ja zaczynałam od Zmierzchu. To raczej nie jest chlubny początek. Dlatego od Girl Online też można zacząć.

Ostatecznie daje to wszystkim zapatrzonym w youtuberów dzieciakom okazję na poznanie innej strony książek - nie ciężkich, nudnych i niezrozumiałych, bo z poprzedniej epoki i w ogóle z innego świata. A to jest ważne, żeby na etapie pierwszego kontaktu nie zniechęcać. Ostatecznie - takie książki mogą przyczynić się do wzrostu czytelnictwa w Polsce. Nie żartuję.

Dlatego hejt chowamy do kieszeni i cieszymy się, że w przyszłym roku może nam ten procent wzrośnie. I to być może po części dzięki youtuberom.


Sorki, że ten post jest średniawy. Żyję tylko finałem Miraculous. To jest jedyne, co mi w tym momencie zaprząta umysł. A skoro post napisany, to idę oglądać jeszcze raz. I modlić się o napisy.



11 komentarzy:

  1. Mój francuski leży i płacze w kącie, więc również obecnie żyję tylko napisami :")
    Youtuberzy niech sobie wydają książki. Pewnie gdybym była młodsza, to bym nawet przeczytała taką Girl Online. Podobnie poradniki (RLM) czy zbiór tekstów (Niekryty krytyk) są według mnie ciekawe, dla fanów na pewno warte uwagi.
    Natomiast "kreatywnych" dzienników nie lubię, uważam je za (w większości) naciągactwo i marnotrastwo papieru. Jeśli ktoś po fenomenie Zniszcz ten dziennik i To nie książka tworzy kolejną pozycję tego typu, to jakoś tak czuję, jakby leciał na łatwą kasę.
    Bo przecież ci inni (RLM itd.) jakoś umieścili w książce coś związanego ze swoją działalnością. I to jest fajne, bo się rozwijają.
    A jeśli ktoś przerabia pomysł Keri Smith, która przerobiła książkę z 2012 bodajże roku, to... cóż. Ale ja ogólnie jestem sceptycznie nastawiona do tych dzienników jako takich.
    Obecnie dzienniki przeminęły, nastały kolorowanki. Czekam na youtuberów wydających kolorowanki :D
    Ale hejtować oczywiście nie będę. Chcą, niech wydają. Mnie tam rybka :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czegoś takiego jak "mój francuski", nawet nie przepadam za tym językiem, a odcinek oglądam drugi raz XD. Wyłapywanie pojedynczych słów >>>.
      A dialog końcowy z Tikki znalazłam przetłumaczony w komentarzach, do pełni szczęścia na dzisiaj brakuje mi jeszcze tłumaczenia rozmowy telefonicznej z początku odcinka :').
      A ja mam Zniszcz ten dziennik :P. Książki wydawane na wzór tego pomysłu to faktycznie po prostu skok na kasę, ale sam Dziennik jest ok. Traktuję to jako kolorowankę, nie jako książkę. Czy kolorując kolorowankę, niszczy się książkę?
      Tak, wiem, że nic o niszczeniu nie napisałaś, ale poczułam potrzebę wypowiedzenia się :D.

      Usuń
  2. Osobiście czytałam "Girl Online" i hmmm... jakby to ująć, nie było tragicznie, ale książka pisana w bardzo "Zoellowym" stylu, nie każdemu się spodoba. A jak tam Webshows, opłaca się czytać? coś ciekawego? :P Gonciarza lubię, ale nie wiem czy wydawać pieniądze czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam twoją recenzję :).
      Webshows to poradnik. Wyprany z humoru Gonciarza i takich tam rzeczy, więc jeśli chcesz tworzyć na YouTube - polecam mocno, ale jeśli chcesz poczytać, bo Gonciarz, to nie. Książkę momentami czyta się dość topornie i ma sporo okropnych literówek, ale jest pełna informacji i naprawdę przydatna.

      Usuń
  3. Na temat posta się nie wypowiem, ale mocno zastanawia mnie to, czy twój jutrzejszy post zadziała na mnie jak ten pamiętny wpis o Sherlocku :D Czekam w napięciu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Boooruuu, Miraculous. Niech mi dadzą napisy, nawet angielskie. Francuskiego nic nie ogarniam, więc nawet nie oglądam. A był taki cudny moment, gdzie znalazłam odcinek oznaczony 24 z napisami angielskimi, po czym okazało się, że to ten o perfumowanej księżniczce, czy jak jej tam było. To bolało.
    Co do samego posta (przepraszam za pierwsze linijki, ale to mnie tak zabolało, że jęczę o tym wszystkim :c): Żadnej z książek youtuberów nie czytałam i chyba nie mam zamiaru. Opis Girl Online jakoś mnie nie zachęcił, a i opinie o niej były średnie, a książki autorstwa youtubera, "bo to youtuber" nie kupię, bo YT praktycznie nie oglądam (chyba, że się rozchodzi o Miraculous). Ogólnie mam takie samo zdanie jak ty: jeśli książki youtuberów mają zachęcić do czytania, to bardzo się cieszę, że są. Niech będą i niech do czytania zachęcają, bo czytanie jest fajne.
    Matko, jak ten komentarz ssie. Ale powód jest ten sam, co rzekome ssanie twojego posta, i nazywa się Miraculous. Także żegnam i wracam płakać, że w moim gimnazjum nie można było wybrać sobie francuskiego. Przynajmniej teraz rozumiałabym chociaż pojedyncze słowa, a tak mogę sobie jedynie pooglądać animację.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zmieniłaś mój tok myślenia...
    Uważam, że ten hejt nie jest bezpodstawny, bo jednak większość książek napisanych przez youtuberów nie można nazwać bestsellerami ze względu na zabójczą fabułę, bohaterów, czy styl pisania,lecz ze względu na autora...
    Osobiście uważam (po przeczytaniu 2 części Girl Online), że były to naprawdę luźne i przyjemne lektury, naprawdę miło się czytało, choć początek był nudnawy i zdecydowanie ksiżki Zoelli były najmniejszymi gniotami.
    Mówisz, że youtuberowskie książki mogą zachęcić Polaków do czytania...
    I tak i nie.
    Jeżeli jest to np. książka Pewdiepie to niekoniecznie...
    Jeżeli np. Girl Online- być może.
    Poradnik makijażowy tez nie do końca jest książka, przynajmniej według mnie.
    Książka jak dla mnie musi zawierać jakąś historię- tyle w tym temacie.
    Nie hejtuje youtuberow przez to, że piszą książki (dla jasności w ogóle tego nie robię!). Niech piszą o czym chcą, jeżeli przykują moją uwagę, być może sięgnę po ich dzieło, jeżeli dzięki nim Poalcy zaczną więcej czytać- super, jeżeli nauczą się czegoś przydatnego- tym bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorzy poradników nie piszą tylko poradników. Jeden poradnik, drugi i nagle chwyta się za powieść, bo kojarzy się nazwisko. Tak też można zacząć.

      Książka nie musi być powieścią, żeby być książką. Taka jest definicja, a nie widzimisię.

      I nie ma czegoś takiego jak usprawiedliwiony hejt. Krytyka ma podłoże, hejt nie ma.

      Usuń
  6. Girl Online to taka bardzo lekka książka. Przeczytałam obie części i po tą ostatnią też pewnie sięgnę, ale to dlatego, że już zaczęłam. Takie typowe ,,Przeczytać i zapomnieć''. :')

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam żadnych takich książek, więc za nie mogę za bardzo się wypowiedzieć na ten temat.
    Skoro to jednak zachęca innych do czytania, to czemu nie? Niech powstają takie książki.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).