Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



środa, 17 lutego 2016

Piszę fanfiki, bo brak mi wyobraźni

Wybitny przykład, jak wykorzystywać i bezcześcić pracę artystów: fanfiki. Co, aż tak brak ci wyobraźni, że pożytkujesz się gotowcami? Żałosne.
Co to w ogóle jest? To tak, jakby ktoś wziął Damę z łasiczką, dorysował jej koronę i próbował opchnąć jako swój własny obraz. Trzeba być ślepym, żeby się nie połapać. Przy okazji autor czegoś takiego mianuje siebie "twórcą", a tak naprawdę dosłownie zerżnął wszystko z pierwowzoru. Postacie? Gotowe. Mechanika świata? Gotowa. Fabuła? Bardzo często praktyczne nie istnieje, a przy fanficach Igrzysk śmierci w wielu przypadkach to do nowa historia Katniss - z nowymi imionami i bardzo słabym warsztatem. Zresztą, to żadna sztuka napisać sobie opeńko, kiedy ktoś inny załatwił już całą robotę i wszystko wymyślił. Wybitny, powtarzam - wybitny, dowód na brak wyobraźni. Bardziej popisała się chyba tylko E L James, która nawet koncept dodatku do serii zerżnęła od Meyer.

A nie, sorry.

Grey to też był fanfic.

Tak ciężko wymyślić coś swojego? Nawet głupią obyczajówkę? Serio lepiej pisać kolejny mierny fanfic Harry'ego Pottera? Co to daje poza chwilową i ulotną sławą, jeśli odpowiednio często rozbierze się postać Dracona Malfoya (którą wymyślił ktoś inny, ups!)?

A może tak bardzo pociąga was wizja wiecznej chwały, kiedy wasze dzieło ukaże się drukiem po zmianie imion? Zasmucę was. Nawet wydany drukiem, gniot zawsze będzie gniotem.

Innym wytłumaczeniem może być, że próbujecie podczepić się pod sukces kogoś innego i czerpać z niego korzyści - jaki jest inny sens publikowania opowiadań będących niemal alternatywnym uniwersum, w którym zgadzają się tylko imiona? Bo co? Bo etykietka fanfiction z marszu zapewnia popularność?
To co? Macie już dość?

To dobrze, bo ja też.

I to zarówno pisania w tym tonie, jak i słuchania osób mających ból dupy o to, że ktoś pisze fanfiki. Osoba, która twierdzi, że to nic trudnego, najpewniej nigdy nie pisała fanfica. Albo w ogóle nic nigdy nie pisała, bo nie wierzę, że ktoś mający doświadczenie w pisaniu, powie coś takiego. Dla mnie pisanie ff jest o wiele trudniejsze niż wymyślenie czegoś swojego. Dlaczego? Bo to nie ja ustaliłam zasady i muszę przestrzegać tego, kto wymyślił ktoś inny, a kiedy coś mi nie pasuje, nie mogę tego po prostu wyrzucić. Wiem, że są osoby, które tak robią, ale pisanie wybitnie alternatywnych alternatyw nigdy mnie nie jarało, więc pomińmy te osoby.

Zbudowanie świata, który nie opiera się na realnym, tylko jest zupełnie osobnym bytem, jak Śródziemie czy Galaktyka, jest chyba najtrudniejszym, co czeka początkującego pisarza. No bo popatrzcie na Galaktykę - takie toto popularne, a jednak ciężko znaleźć błędy z mechanice? Nie. Wystarczy spojrzeć, że planeta oznacza tam coś wielkości kraju albo nawet często miasta. Żadna z tamtych planet nie jest nawet w połowie tak zróżnicowana jak Ziemia.

Nie każdy chce się od razu rzucać na głęboką wodę i kiedy chce napisać coś o elfach - napisze fanfic Władcy Pierścieni. Po co pisać coś, co faktycznie byłoby pewnie jednym wielkim plagiatem bez choćby napomknięcia o oryginalnym twórcy? Wtedy można mówić o Damie z łasiczką z dorysowaną koroną. Albo raczej wąsami.

Jeśli chodzi o bohaterów, to operowanie na już stworzonych postaciach jest okropnie trudne. Osobiście bardzo tego nie lubię i zazwyczaj nie robię, staram się wymyślać swoje postacie i osadzać je w jakiejś innej ramie czasowej w stworzonym uniwersum. Jeśli chcesz napisać opowiadanie o Hermionie, to choćbyś i czuł ją jak swoje własnej postacie, znał na wylot i potrafił operować niemal jak autor, to i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto widzi ją inaczej i zarzuci ci, że ją niszczysz. Ma po prostu inną interpretację i nie dogodzisz wszystkim.
Nie rozumiem zarzutu z brakiem wyobraźni? Bo? Bo operuję stworzonym uniwersum? Czy to znaczy, że nie umiem zbudować własnego? No, nigdy nie próbowałam z czymś tak rozbudowanym, jak Śródziemie, ale myślę, że z czymś bardziej przyziemnym nie miałabym problemu. A jednak piszę fanfiki. Dlaczego?

Bo mam pomysł. Bo kocham to, o czym piszę. Bo kocham pisać. Bo mam wizję na coś, co Rowling pominęła w książkach. Może i korzystam z jej świata, ale tworzę własne postacie, własne historie. Nie rozumiem, dlaczego to ma być bezczeszczenie. Mnóstwo ludzi zaczęło pisać przez fanfiki.  I tak, istnieją twory, które wywracają do góry nogami całe przesłanie i założenia książek, filmów, do których się odnoszą. Istnieją tak zwane pornoopka. Istnieją opka o sektach prostytutek w Hogwarcie. Ale bez znaczenia na to, czy to twórczość stuprocentowo własna czy podparta innym światem (z którego czerpie głównie nazwy), jest tak samo żenująca. To trzeba rozpatrywać w zupełnie innej kategorii i nie należy wrzucać wszystkich fanficów do jednego wora. Istnieją dobre fanfiki. I jest ich bardzo dużo, tylko trzeba chcieć znaleźć.

Cieszmy się, że pisząc fanfiki, można znaleźć swoją pasję, a nie podcinajmy skrzydła ludziom.

Zresztą, fanfiki to deptanie literatury, a krzywe fanarty są dobrą praktyką. Wyrobiłam sobie warsztat na fanficach tak samo, jak masa artystów na fanartach i nie znam ani jednego rysownika (a znam ogólnie sporo), który kiedykolwiek wyraziłby pogląd, że fanarty to bezczeszczenie tworu innego artysty. A jestem zdania, że właśnie oni najlepiej wiedzą, co obraża artystę, bo są najczęściej pomijani i okradani.

Czepiaj się faniców. Droga wolna. Ale mam nadzieję, że tak samo dopieprzysz się do fanartów, fanowskich filmów, coverów, wizard rocka, mugolskiego quiditcha i każdego innego przejawu kreatywności fanów.

My w ten sposób wyrażamy miłość. I jeśli jakikolwiek autor wolałby, żeby miłość do jego dzieła wyrażać poprzez plucie jadem i zabranianie ludziom wykorzystywania swoich pomysłów i kreatywności, to faktycznie nie piszmy fanfików do jego dzieła. On na to nie zasługuje.



28 komentarzy:

  1. Kiedyś gardziłam fanfikami. Powód był prosty: po co oni to piszą, skoro i tak nigdy nie będzie można tego wydać? Poza tym, większość jest naprawdę słaba i ciężko mi wskazać jakiś, który mi się spodobał.
    A potem sama napisałam kilka. Moją karierę rozpoczęły te o One Direction, bo miałam lekkiego bzika na punkcie Harry'ego. Te opka były bardzo słabe i dziś wstyd mi, że się pod tym podpisywałam.
    Ale wiem, że można napisać dobre fanfiction. Udało mi się nawet dwa czy trzy takie namierzyć. (Jednym z nich było Twoje opowiadanie świąteczne z Monsters Inc na zbyt bajkowo :) )
    Nadal uważam, że to studnia bez dna, a jedynie wypełniona dennymi, pełnymi błędów opowiadaniami. Ale przestałam czepiać się ludzi, którzy piszą fanfiction. Jeśli chcą i sprawia im to frajdę, to super. Jeśli nie chce im się postarać, żeby były dobre, to i ja się nie będę starać doczytać do końca.
    A dla tych, którzy wiedzą, że pisząc fanfiction trzeba trochę "zbadać sprawę" i poznać bohaterów i starają się sprawdzać i poprawiać to, co napiszą - ukłony i czapki z głów. Takich ludzi naprawdę doceniam i podziwiam, że chciało im się tak poświęcić czemuś, co nigdy nie przyniesie im zysku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: jestem w trakcie fanfiction do "Zmierzchu." Wzięłam mój ilustrowany przewodnik po sadze i tchnęłam trochę życia w bohaterów epizodycznych. Mam nadzieję, że wyjdzie coś fajnego. :)

      Usuń
    2. Moim zdaniem jesteś w błędzie, mówiąc, że to nie przyniesie zysku. Nie mam na myśli tych fanficów, które zostały wydane, ale mam na myśli inwestycję w moją pasję. Piszę ff głównie w przerwach między ambitniejszymi tekstami i są głównie luźne. To prawda, że nawet zbytnio się do nich nie przykładam, poza kilkoma wyjątkami. Ale wiesz co? Piszę. A to jest najważniejsze. Każdy tekst, który napisałam - nieważne, czy był dobry czy słaby, własny czy ff - przybliża mnie do celu i do perfekcji (która oczywiście nie istnieje, ale przybliżać się można). Każdy tekst jest praktyką, nawet jeśli był pisany na kolanie. A taka praktyka przyniesie zysk.
      Tym bardziej, że ambitniejsze ff też mi się zdarza pisywać, a wtedy już nie można mi powiedzieć, że to bezcelowe :).

      Usuń
    3. Chyba niejasno to napisałam, miałam na myśli zysk wyłącznie w sensie finansowym. ;)

      Usuń
    4. Nie każda praca ma ten zysk przynieść :). Tak samo należałoby nie robić żadnych ćwiczeń literackich, nie pisać krótkich scen, bo tego też nie wydasz. Żadne z moich opowiadań nie przyniosło i nie przynosi zysku finansowego, ale może kiedyś jeszcze jakieś przyniesie. A nie byłoby to możliwe, gdybym nie napisała wszystkiego przed tym jednym wydanym. Dlatego podtrzymuję tezę o inwestycji :).

      Usuń
  2. Chyba mogę szczerze powiedzieć, że nigdy nie napisałam ff. Miałam może jakieś pomysły (których oczywiście nie zapisałam, więc zapomniałam), ale nie napisałam całego ff, ale kiedyś napiszę. Kiedyś.
    Dobre ff są dobre (OMG, powtórzenie!)
    No i znowu się z tobą zgadzam, no. Znowu świetny post. Jak tak będzie dalej, to moje komentarze nadal nic nie będą wnosić, ale tak trzyma, Alicjo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, ja nigdy nie wiem, co napisać pod twoimi postami ;-; Jak zwykle się zgadzam no i ten... Tyle xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >przybija pieczątkę z napisem: "KASIA TEŻ!"<

      Usuń
  4. O rany ale mnie wystrachałaś Alicjo :D Na początku myślałam że piszesz na serio, co przecież było by absurdem na ile Cię poznałam (mówię o fragmencie do 2 fotografii) :) Pomyślałam że tekst pisał kto inny, że weszłam na złego bloga, że przyszedł koniec świata, a następnie zaczęłam czytać dalej :D Jak zwykle, zgadzam się :3 Ja, jak już chyba wspomniałam, nie piszę. Ale rysuję. Ale nigdy coś co ktoś już rysował, to najzwyczajniej w świecie nie dla mnie :) Kilkukrotnie próbowałam ale skutki były marne (może lepsze niż oficjalne arty wujka Ricka, ale i tak słabe). Nie mam jednak zupełnie nic przeciwko takim praktykom u innych :> Pozdrawiam!
    ps. czekam niecierpliwie na sesje, bo wielką przyjemność sprawia mi oglądanie twoich autorskich fotografii, no a dziś nic ciekawego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się że nie jasno się wyraziłam o rysunku, miałam na myśli to że nie rysuję przedmiotów które mam przed sobą, ani istniejących postaci w sposób realistyczny, zawsze "z głowy" :)

      Usuń
    2. Dzisiaj zdjęcia są metaforą. To dziwne światło symbolizuje mój nastrój w miarę zgłębiania tego tematu. Żółć to bardzo dobry kolor w tym wypadku.
      Miałam fajny pomysł na zdjęcia na dworze, ale spadł śnieg, a potem uciekło mi światło, więc dzisiaj klops.
      Miło czytać, że się podobają, chociaż są totalnie amatorskie i to najgorsza część w tworzeniu posta :v. Dziękuję :).

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że przynajmniej nie wciskasz mi kitu, że przeczytałaś ten tekst. Możesz przeskoczyć "ociekające jadem" akapity (czyli do zdjęcia), bo tam już bronię fanficów. Które sama piszę.
      Proszę, ludzie, przeczytajcie chociaż zakończenie, zanim napiszecie komentarz.

      Usuń
    2. Aj, spóźniłam się z odpowiedzią. W każdym razie mam nadzieję, że skoro usunęłaś komentarz, to jednak "dałaś temu postowi szansę". Drugą :).
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    3. Alicjo, myślę, że powinnaś dopisać np przy linku na fb, żeby doczytać do końca :v U mnie też mało brakowało, ale jako szanujący się (i autorkę) czytelnik nie komentuję zanim nie skończę czytać :D W prawdzie nie zdążyłam przeczytać komentarza ale skoro autorka go usunęła jestem zdania, że nie ma się co złościć :)

      Usuń
    4. Ciężko mi powiedzieć, na co mogłabym się złościć, skoro już tego komentarza nie ma, no ale nie złoszczę się :). Jestem raczej co najwyżej rozczarowana.
      A wiesz, że dopisałam :D?
      U mnie naturalne jest, że czytam przynajmniej zakończenie, jeśli środek mi się nie podoba, żeby znać tezę końcową tekstu, zanim choćby zacznę mieć zdanie na jego temat. A tutaj nagle dostaję piękny, kilometrowy komentarz o tym, jak to tekst daje do zrozumienia, jaką osobą jestem, podczas gdy autorka otwarcie przyznaje się, że przeczytała tytuł i dwa(!) akapity. Ocenianie po tytule. Na portalach informacyjnych bardzo się sprawdza.
      No coś jest nie halo i to nie w moim zabiegu zastosowanym w tym poście, tylko w tym komentarzu. Nie trzeba być niesamowicie spostrzegawczym, żeby nawet nie wiedząc o istnieniu zb, zorientować się, że czytam i piszę ff. Wystarczy spojrzeć na najpopularniejsze teksty. Praktyczne kompendium na pewno napisała ta sama osoba, co pierwsze dwa akapity. Zresztą, kilkukrotnie zaczynałam post w tym stylu, a potem obalałam argumenty. Tu tylko pociągnęłam to nieco dłużej, ale zdarzały się wcześniej i dwa akapity. A jeśli ktoś ocenia film po zwiastunie, a książkę po pierwszym rozdziale, to naprawdę nie jest problem autora.
      Dodatkowy ból sprawia mi świadomość, że to najpewniej pierwszy komentarz Maggie na WD i to od razu w takim tonie.

      Aha, no i musiałabym mieć nieźle popieprzone w głowie, żeby w tym stylu napisać tak długi post.
      I to tyle :).

      Usuń
    5. Dla potomnych, oto komentarz, o którym mowa:

      Maggie17 lutego 2016 20:50
      Widząc tytuł zawahałam się lekko, przeczuwając nieco co mogę to znaleźć, ale postanowiłam dać temu postowi jednak szansę. Szkoda, że po dwóch akapitach doszłam do wniosku, że jednak miałam na samym początku rację.
      Rozumiem, że niektórzy nie są zbyt wielkimi fanami ff i to z różnych powodów (zakładam, że najczęściej jest to trafienie na kompletnie poryty, beznadziejny ff) ale to nie jest powód, aby wywalać wszystkie swoje emocje w takim poście. Tak, piszę ff i wiem, że przez to patrzą na to bardzo nieobiektywnie (wręcz ciężko mi zebrać się na ten neutralny ton, po tym co przeczytałam).
      Wiesz czemu ludzie piszą ff? (a przynajmniej większość znanych mi osób?) Nie dlatego, że nie chce im się wymyślać wszystkiego od zera, co podkreśliłaś w tym poście. Po prostu sprawia im to frajdę. Czytając jakąś książkę/oglądając film/serial chyba każdy pomyślał: "A ja bym zrobił to inaczej" albo:
      "A ciekawe co by było gdyby...". Tak się rodzą często (nie zawsze, niestety) ff. Ludzie to piszą, bo LUBIĄ to robić. Spodobała im się strasznie jakaś kanoniczna postać, bardzo chcieli ją opisać w jakiejś sytuacji - zrobili to w ff. Nieprawda, że nie ma fabuły - fabuły nie ma program telewizyjny i książka kucharska. Musi być fabuła - czasem jest lepsza, czasem gorsza, ale jest.
      Bohaterowie - nie wiem, czy słyszałaś, ale istnieje takie cudo jak OC - original character. Nie trzeba na słowo "fanfcik" pisać od razu shipa Harry'ego Potter z kimkolwiek z książki. W ogóle nie trzeba zawsze shipa dawać, z OC czy bez. Nasz OC może być głównym narratorem, postacią poboczną, złą... O ile nie jest to przerysowana postać z innego dzieła, jest to, jak nazwa mówi - ORYGINALNY charakter.
      Mogłabym jeszcze wiele napisać, ale przecież nie o to mi chodzi - Twój tekst wręcz ocieka jadem, jakby ktoś kazał Ci przez cały tydzień czytać fanficki. Rozumiem wyrażanie własnej opinii, ale to teraz to był po prostu hejt. Wiem, że fanfciki to literatura bardzo niskich lotów (o ile można zaliczyć je do literatury) ale to już jest lekka przesada.
      Szkoda mi trochę, bo natknęłam się jakiś dłuższy czas temu na tego bloga i wydawał mi się bardzo ciekawie prowadzony przez kogoś, kto wie co pisze. Dopiero ten tekst dał mi nieco do myślenia na temat osoby, która go prowadzi.

      Usuń
    6. Cóż, najwyraźniej nie była aż tak w temacie :( Szkoda że nie doczytała do końca, ale trudno. Śmieszny paradoks, nie sądzicie? Magie uważając post Alicji za hejt ff, co oczywiście nie było prawdą, sama shejtowała, choć (zakładam że by tak było) nie zrobiła by tego gdyby do końca przeczytała-w gruncie rzeczy zgadza się przecież z Alicją!

      Usuń
    7. Nawet nie chodzi o samo bycie w temacie, chodzi o przyzwoitość. Zresztą, ponoć natknęła się na WD "jakiś dłuższy czas temu".
      No i cieszę się bardzo, że się zgadza, ale cieszyłabym się jeszcze bardziej, gdyby zamiast znikać, jakby nic się nie stało, chociaż przyznała się do błędu.
      Ale dobra, nie ma co roztrząsać :).

      Usuń
    8. Biedna Maggie. Napisała właściwie dokładnie to samo co ty później,a my po niej jedziemy. Ale to prawda, mogła doczytać.

      Usuń
    9. Nie byłoby sprawy, jakby faktycznie przyznała się do błędu. Nikt nie wstawiłby jeszcze raz komentarza i nikt by nie był oburzony. Błąd ludzka rzecz, ale napisała, usunęła i zniknęła. No nie wiem. No i chyba nikt personalnie po niej nie jechał, prawda?

      Usuń
    10. Personalnie faktycznie nie :) po prostu trochę szkoda mi ludzi, którzy nie maja tyle cierpliwości, żeby doczytać do końca i wyrobić sobie opinię. A przy okazji ominął ją fajny post (napisałam długi komentarz w którym mówię mniej więcej to samo, tylko ładniejszymi słowami ale mi się usunął, więc z lenistwa pochwalę Cię teraz - świetny post!)

      Usuń
  6. Ja tylko chciałam napisać, że kiedyś przeczytałam najlepszą ripostę ever. Otóż ktoś napisał pewnemu rysownikowi na tumblrze "Nie jesteś artystą, bo rysujesz fanarty" (w wolnym tłumaczeniu), na co dostał odpowiedź "shit, ktoś musi powiedzieć Michałowi Aniołowi".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, hahahahaha, genialne :D. Dzięki za poprawę humoru :D.

      Usuń
  7. Czytając początek już myślałam, co ci wygarnę w komentarzu, więc gdy doszłam do połowy pomyślałam sobie:
    No i zrobiła mnie w konia xd
    Totalnie się zgadzam! ♡♡

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się w stu procentach. W swoim życiu napisałam mało fanfików, ale dzięki nim w ogóle zaczęłam pisać i zrozumiałam, że uwielbiam to robić. Jest wiele świetnie napisanych i ciekawych fanfiction, naprawdę. Nie powinno się krytykować ich twórców, bo niektórzy są bardzo zdolnymi bestiami, i z wyobraźnią, i z warsztatem.
    Czekam na następny post!
    Buziaki,
    L.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale się przestraszyłam, kiedy zobaczyłam początek D:
    A raczej... połowę początku, bo na początku myślałam, że to tylko ten twój słynny sarkazm, ale potem przeraziłam się nie na żarty D:
    O nie, dajcie mi koronę. Oficjalnie zostałam Królową Powtórzeń.
    Co ja mam tu napisać? Chyba tylko to, że się zgadzam. Jeszcze jakiś czas temu uważałam, że fanfiki to takie pójście na łatwiznę, ale zmieniłam zdanie, kiedy zaczęłam, hm - myśleć (fajne uczucie, polecam). To znaczy, jasne, jest może łatwiej, bo nie trzeba wymyślać własnego świata, a bazuje się już na powstałym, ale nadal pozostaje to inną historią. (Myśli trudno jest ubrać ładnie w słowa, gahw).
    Co ja mam tu napisać, no?
    Dobra. Całkowicie się zgadzam.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).