Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 13 lutego 2016

Moja ulubiona książka

czyli dlaczego nigdy nie istniała i istnieć prawdopodobnie nie będzie.
No bo co to znaczy ulubiona? Taka, którą najbardziej lubię czy taka, którą najbardziej cenię? Która sprawiła mi przyjemność podczas czytania czy taka, która mnie czegoś nauczyła i faktycznie niosła mądrość, mimo że momentami czytało się opornie? Czy może znowu ulubiona książka powinna być zabawna i zwyczajnie wciągająca? Czy powinna mieć fascynujących bohaterów czy może zawierać odpowiedzi na ważne pytania egzystencjalne?

Czy ulubiona książka w ogóle powinna być dobra? No bo na przykład taki Harry Potter - nie jest to, moim zdaniem, największe dzieło literackie. Owszem, to dobra książka, ale raczej nie arcydzieło. Ale dobrze się czyta, wpłynęła na mnie i niby powinna spełniać wszystkie aspekty bycia ulubioną książką.

No ale nie spełnia, bo na przykład można też podać kryterium, że powinna być wzruszająca - i tu się wszystko sypie, bo choć Harry kilkukrotnie mnie poruszył, to czytałam multum książek o wiele bardziej wzruszających, a także całkiem sporo, przy których ryczałam jak głupia.

Może więc powinnam wybrać Chatę, która poruszyła mnie do łez w autobusie pełnym ludzi, a do tego jest jedną z najmądrzejszych i najpiękniejszych książek, jakie czytałam? No nie do końca, bo męczyłam się z nią strasznie z początku i raczej nie będę szybko do niej wracać, w przeciwieństwie do Harry'ego, którego czytałam trzynaście razy przecież. A zresztą - ile razy zdarzało się tak, że się coś czytało raz jeszcze i już nie było takie fajne?

No to może jednak coś lżejszego? Jaką książkę przeczytałam najszybciej? Hm... wychodzi na to, że w czołówce będą Rywalki, których przecież nie zaliczę nawet do lubianych książek.
Okej, to jeszcze inaczej. Coś, co było mądre i szybko się czytało. Wybacz mi, Leonardzie wpasowuje się w ten przedział, no i to książka, która faktycznie mogłoby aspirować do najbardziej przez mnie lubianych, bo była i zabawna, i mądra, i wciągająca, i niesamowicie wzruszająca, i szybko się czytało, a nawet pewnie kiedyś do niej wrócę! A jednak czuję pewien niedosyt, brakuje mi w niej czegoś elektryzującego, jakiegoś pioruna, który by mnie trafił, by móc z całym przekonaniem powiedzieć To moja ulubiona książka. Nie wiem, nie czuję nic wielkiego, gdy o niej myślę i raczej zostańmy przy To świetna książka i prawdopodobnie najlepsza młodzieżówka, jaką czytałam.

A w ogóle czy ulubiona może być tylko jedna książka czy należy brać pod uwagę całą serię? Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś mówił, że jego ulubioną książką jest, dajmy na to, Klątwa Tytana, ale na przykład w serii Felix, Net i Nika książki są bardzo różne - fantastyczne i słabe, zabawne i przerażające. Wybranie jednej z tak różnorodnej serii nie wydaje się dziwne, a jednak zareagujemy zdziwieniem, kiedy ktoś powie, że jego naulubieńszą ze wszystkich książek jest, na przykład Jutro 5.

No dobra, wróćmy do tych cech. Coś elektryzującego i przeszywającego? Nie no, nie jestem aż taką fanką kryminałów, żeby wybrać któryś za ulubiony.

Dlatego, choć pewnie ciężko niektórym z was to zrozumieć, nie mam ulubionej książki i wątpię, abym miała. Ulubiona, jedna jedyna ulubiona, powinna być dla mnie jak Cios udręki dla Hazel, a taka nie istnieje. Są książki, które cenię lub lubię (albo i lubię, i cenię) z różnych powodów, są takie, które kocham i takie, do których często wracam, takie, przy których płaczę i takie, które wpłynęły na moje życie. Ale nie ma tej jednej jedynej.

Taki lajf.



15 komentarzy:

  1. Hmmm... w sumie to cię rozumiem. Według mnie ulubioną książkę wybiera się na podstawie własnych upodobań, jedni kochają Rywalki, drudzy nienawidzą. Myślę, że na pewno istnieje jakaś perełka, którą nazwiesz ulubioną. W sumie, ja też nie jestem pewna, czy mam ulubioną książkę... Jedna jest genialna i wracam do niej milion razy, a druga jest równie boska, a drugi raz przeczytać jej nie potrafię. Wierzmy, że każdy znajdzie w końcu swój Cios Udręki xd A z tego, co piszesz, czytałaś chyba Percy'ego? Co o nim myślisz? Pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rejczel, że czytałam, mam go na avatarze :D.
      Był taki post w marcu - "Za co kochamy Percy'ego Jacksona" :).

      Usuń
  2. Szczerze mówiąc, niespecjalnie o tym myślałam. Każdy gatunek jest przeznaczony do czegoś innego i łatwiej byłoby wybrać po jednej ulubionej pozycji z kryminałów, romansów i tak dalej. Zazwyczaj, gdy przychodzi mi powiedzieć, którą książkę (w gruncie rzeczy to się tyczy także filmów, anime i tak dalej) lubię najbardziej mówię o tej, przy której najlepiej się bawiłam. Oczywiście, biorę pod uwagę fabułę i postacie, ale jeśli te rzeczy się nie sprawdzają to w większości przypadków nie potrafię czerpać takiej przyjemności z czytania jak przy innych tytułach. Zresztą u mnie to się zmienia niemalże co chwilę, więc za każdym razem unikam takich pytań xD

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie mam bardzo podobnie.
    Z jednej strony jest mnóstwo ukochanych przeze mnie książek, z drugiej wpłynęły one na mnie na różne sposoby i niektóre z nich pozostaną w moim sercu jeszcze długo.
    Dlatego kiedy ktoś pyta mnie o ulubioną książkę, łamię przepisy i wymieniam coś w stylu "wszystkie części Harry'ego, Love, Rosie, trylogia Dotyk Julii...", bo po prostu nie potrafię wybrać pomiędzy czymś co kocham, a czymś co kocham.
    Może nie wszystkie moje ulubione książki są bardzo ambitne, ale dużo mnie nauczyły i w jakiś sposób poruszyły. Dlatego chyba odpowiedź w moim wypadku brzmi: "Każda książka, która mi coś dała".
    /Endżi

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się w 100%, jak zwykle i oczywiście nie mam co dodać. A co do FNiN-tak bardzo czekałam na recenzję miałam nadzieję że pojawi się po premierze FNiN oraz (nie)bezpieczne dorastanie :'( wielka szkoda że się nie pojawiła :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pojawiła się, bo nie przeczytałam tej książki. Planowałam napisać, ale jednak jeszcze się nie zabrałam. Czytam FNiN-a, skacząc, więc mam zaległości. No i ani moje recenzje nie są jakieś zawrotnie popularne jak na tego bloga, ani ja nie przepadam za recenzowaniem kolejnej części w serii :).

      Usuń
  5. Idealnie wszystko ujęłaś. Mam wrażenie, że na pewnym etapie człowiek po prostu nie jest w stanie wybrać ulubionej książki, bo przeczytał ich za dużo (nie żeby książek było kiedykolwiek za dużo ;) )

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam dokładnie tak samo. Mogę wybrać ulubione książki z tych fantastycznych, młodzieżowych i tak dalej, ale nigdy chyba nie będę w stanie wybrać jednej z gatunku, a co dopiero jednej jedynej ze wszystkich książek...
    Post idealny ;D Uwielbiam to uczucie, kiedy czytając mam wrażenie jakbyś wzięła moje myśli i ubrała je w ładniejsze słowa i poprawne zdania... Pzdr XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam tak samo.
    Kiedy ktoś mnie pyta, jaka jest moja ulubiona książka:
    - Słuchaj, mam ich kilka. Wymienię ci w kolejności przypadkowej, oki? wszystko co czytałam od Ricka Riordana, Potter, FNiN, Eragon, Moje życie od teraz, Śmieć, Starter, ogólnie większość książek lubię....
    - Ale ja się pytam o ulubione @o@"
    - Aaaa, no to nie mam ^^"

    True story ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój komentarz się nie opublikował O.o
    No to jeszcze raz...

    Też nie mam jednej jedynej ulubionej książki. Nie potrafię wskazać palcem na konkretny tytuł, kiedy ktoś się pyta "jaka jest twoja ulubiona książka?".
    "Nie mam takiej, okay? Czekam na mój Cios Udręki"

    Może przeczytam "Wybacz mi, Leonardzie" i "Chatę", bo jeszcze tego nie zrobiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hejka, Ala. Może powiem na początku, że śledzę Twój blog już od dłuższego czasu (nie wiem, od jakiego dokładnie, ale przypuszczam, że grubo ponad dwa miesiące) i jako głupia, nieśmiała istota nie zostawiłam do tej pory nawet krótkiego komentarza (możesz mnie udusić, poćwiartować czy co tam chcesz). Na szczęście postanowiłam w końcu zmienić moje karygodne zachowanie, no i oto jestem.
    Sama piszę, aktualnie tylko do szuflady. Kiedyś prowadziłam blog, ale dziś nie do końca się do niego przyznaję. I chciałam Ci bardzo podziękować, bo dzięki Twoim postom chcę zacząć od początku. Wiem, że pisanie to coś, co kocham, ale zawsze wstydziłam pokazać innym moją twórczość, dlatego poprzedni blog uciekł w zapomnienie. Wiosenne deszcze zmotywowały mnie do pisania i już niedługo wracam do blogosfery. Jestem Ci za to wdzięczna. Twój blog jest naprawdę ciekawy, piszesz świetne wpisy, lubię tu wchodzić i wracać do starych postów. 10 sposobów na znalezienie inspiracji jest w zakładkach, a Twój blog na samej górze listy tych ulubionych, razem ze Zbyt bajkowo. Dzięki, że jesteś i mam nadzieję, że nigdy nie przestaniesz pisać, bo wychodzi Ci to cudownie. Serio.
    Co do posta: też tak mam, nigdy nie potrafię wymienić tylko jednej ulubionej książki, każda z tych, które mi się podobały, jest na swój sposób inna i lubię inne jej elementy. Do niektórych mam sentyment od dziecka, niektóre wciągnęły mnie tak, że czytałam do trzeciej nad ranem, inne wzruszyły, jeszcze inne zmieniły mój sposób myślenia o 360 stopni. Każda była świetna, ale tej jednej jedynej nie da rady wybrać.
    Uroczyście przysięgam, że od tej pory będę zostawiać komentarz pod każdym postem. I mam nadzieję, że nie umarłaś z nudów, czytając moje wypociny.
    Buziaki,
    L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło się czyta takie komentarze! Dziękuję, naprawdę! I trzymam kciuki za ciebie i twojego bloga, no i liczę, że kiedyś podzielisz się linkiem :).

      Usuń
  10. Alicjo, post jak zwykle świetny, naprawdę. Każdy Twój post ma w sobie coś takiego, że można się z nim utożsamić, poważnie.Zwracam się do ciebie z pewnym problemem. Wiem, może powinnam napisać o tym w poście "Folow4follow" , ale nie wiedziałam czy zauważysz nowy komentarz, więc piszę tu. Posiadam bloga, którego prowadzę od roku. Ma 17 rozdziałów, może nie są z najwyższej półki, ale myślę, że naprawdę nie jest źle. Może zabrzmi to trochę jakbym się żaliła czy coś, ale powiedz czy jest sens pisać dalej skoro nie ma na nim żadnej żywej duszy? Komentarzy włącznie z moimi odpowiedziami( nawet z tymi, które na końcu mają link do bloga autora) jest 42, wychodzi 2,48 komentarzy na rozdział. No, niestety, nie mam nawet tyle. Co zrobić, żeby zdobyć choć kilku prawdziwych czytelników? Nie chcę od razu rzeszy zagorzałych fanów, bo wiem, że to tak nie działa. Żaden reklamy nie działają, na blogach innych reklamować się nie będę, nie chcę zostać spamiarzem.
    Więc, powiesz mi, Alu, czy jest jeszcze sens brnąć w to dalej? Moim jedyny czytelnikiem jest moja przyjaciółka, ale ona nie komentuje na blogu tylko wyraża swoją opinię o rozdziale, od razu gdy przeczyta, piszę mi na facebooku.
    Pewnie wyszedł mi tasiemiec, kurde.
    Życzę weny i pomysłów na nowe posty i opowiadania na Zbyt Bajkowo. Tak, btw, Potterowy wysyp jest genialny! Możesz mieć częściej takie wysypy, bo twoje opowiadania o HP mają tyle samo magii co te Rowling! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Co do twojego pytania - zawsze jest sens :). Odezwij się na maila, proszę :).

      Usuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).