Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



piątek, 8 stycznia 2016

Wiktoriański "Sherlock"

Mimo że post widnieje w kategorii recenzje, to dzisiaj luźno poopisuję swoje wrażenia po obejrzeniu odcinka specjalnego Sherlocka.
UWAGA, SPOILERY. DUŻE. UPRASZA SIĘ O NIECZYTANIE PRZED OBEJRZENIEM.
Miało być o drugiej, ta. Dzięki, mamo, bo wiem, że to czytasz, za zrozumienie moich ambitnych planów :(.

ALE. Sherlocka oglądałam w kinie, bo zwyczajnie chciałam, ale właśnie seans kinowy jest największą wadą tego odcinka. Serio. Tydzień po premierze odcinka, ten wchodzi do kin? Wszyscy widzieli go przede mną. Dodatkowo dwudziesta w tygodniu to za późno. Trochę mi to wynagrodziły wstawki zza kulis, ale o tym później.

No ale dobra. Ufam, że mimo to wszyscy jesteśmy na świeżo i sobie pogadamy w komciach.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że specjalny Sherlock będzie się dział w wiktoriańskim Londynie, byłam przeszczęśliwa. Sherlock Holmes w naturalnym środowisku! Potem jednak zastanawiałam się, czy to, co tak sprawdziło się w teraźniejszości, będzie pasować do przeszłości. Ale niepotrzebnie.

Rozmyślnie unikałam wszystkiego, co tego speszjala dotyczyło i poza tym zdjęciem na górze, nie widziałam nic, dopóki jakiś od siedmiu boleści dziennikarz nie puścił nam na warsztatach zwiastuna. No myślałam, że go tam zamorduję.

Tak czy siak udało mi się nie wiedzieć bardzo dużo, mimo że czołówka specjalnego odcinka nie należała do dobrze przemyślanych. Pokazanie w niej karteczki od Moriarty'ego było co najmniej dziwne.

No ale zaczęło się. Zobaczyłam te wiktoriańskie uliczki i już wiedziałam, że to będzie mega.

Uwielbiam te nawiązania do opowiadań Watsona - nieodzywanie się pani Hudson, pytania o ilustratora i całą resztę. Uwielbiam czapkę Sherlocka, choć jego fryzura jest co najmniej dziwna, i uwielbiam scenografię, którą scenarzysta zaprezentował przed seansem. A szczególnie inicjały królowej wystrzelane w ścianie. I drzwi. Drzwi były bombowe, choć ja akurat lwa bym z Lwią grzywą nie skojarzyła, bo to mimo wszystko była roślina. Tak, wiem, dziwne.

Mam za to mocno mieszane uczucia w związku z pięcioma pestkami pomarańczy, bo to jedno z moich totalnie ulubionych opowiadań. Miałam nadzieję, że jednak pestki pojawią się gdzieś, gdzie będą faktycznie istotne, a tu wydały mi się nieco wciśnięte na siłę.

Podobał mi się feministyczny wątek, chociaż było w nim nieco za dużo patosu. Z drugiej strony nie podobało mi się, że to Watson sprawiał wrażenie bardziej przeciwko prawom kobiet, bo w opowiadaniach lekceważący stosunek wobec płci przeciwnej okazywał raczej Sherlock. Mimo to Watson wypadł w tym bardzo wiarygodnie, zwłaszcza, gdy pocisnął Mary, że będą głodni.

Louise Brealey (Molly) wydaje mi się bardziej pasować do wiktoriańskiej epoki niż do współczesności. Mimo że miała niewiele czasu ekranowego, to jakoś tak zalśniła w tym odcinku. I wyładniała.

Oczywiście fantastyczny Andrew Scott zrobił mi z mózgu papkę i ja nie wierzę, że z nim jest wszystko w porządku, tak świetnie gra psychopatycznego geniusza zbrodni.

Wreszcie, choć na początku się trochę pogubiłam, bardzo podoba mi się, że ten odcinek tworzy całość z pozostałymi, a nie jest egzotyczną ciekawostką. Ciekawie to wpletli, choć w pewnym momencie już tych wszystkich wizji było za dużo i wizja, w której Sherlock ma wizję o sobie mającym wizję to trochę przesada :D.

Chociaż uważam to za największą skazę tej postaci, Sherlock wreszcie doczekał się narkotyków, co pozwoliło pokazać w ciekawym świetle obu braci Holmes. W książkach narkotyki są traktowane zupełnie inaczej, ale wcale mi to nie przeszkadza.

Mam jednak wrażenie, że pod koniec zrobiło się za dużo zamieszania. Tutaj narkotyki, tutaj Moriarty, tutaj Emelia, a tam jeszcze sufrażystki. Podobnie z wątkami zaczerpniętymi z książki. Uwielbiam je, ale tutaj na koniec to taki trochę jeden wielki miszmasz.

Ale czy to mi przeszkadza wielbić ten odcinek? Absolutnie nie. Uwielbiam Sherlocka w jego czasie i uważam, że ten odcinek wyszedł świetnie. To wciąż ten sam Sherlock, jak to powiedział bodajże Mark Gatiss, a jednak taki inny. Klimat, humor, świetne postacie i zagadka. No wszytko, czego potrzeba. Jejku, chcę już 2017, no.

No ale jak już mam się do czegoś dowalić, to scena, kiedy Sherlock spada z wodospadu Reichenbach, wygląda trochę śmiesznie. Jakiś słaby efekt czy coś.

A właśnie, jeszcze słówko o tych fragmentach zza kulis. Ten początkowy ze scenografią absolutnie mnie podbił, ten końcowy trochę mniej, bo same wywiady, których najlepsze fragmenty były w zapowiedzi, to trochę niewiele. I brakowało wywiadu z Rupertem Gravesem. No ale cały materiał wykonał ważne zadanie: pogłębił mój podziw dla Andrew Scotta.

Czekam koniecznie na wasze wrażenia, bo inaczej się obrażę i schowam pod kołdrą na miesiąc. O.



25 komentarzy:

  1. Dosłownie w momencie pojawienia się napisów odwróciłam się do koleżanki z pytaniem "Moffat, co ty ćpałeś?". Bo naprawdę odcinek był nieźle odjechany, zaskakiwał niemal na każdym kroku (chyba nigdy nie miałam tak rozdziawionych ust jak wtedy, zobaczyłam ten lądujący samolot!).
    Podobnie do ciebie unikałam spoilerów, oglądałam tylko zwiastuny, a wszystkie posty fanowskie pomijałam. Niestety koleżanka mi to zepsuła: "A ja wiem, co powie MORIARTY w tym odcinku!" i tyle z niespodzianki :D
    Ogółem jestem zachwycona, Moffat i Gatiss odwalili kawał dobrej roboty, aczkolwiek gdzieś tam głęboko nieco żałuję, że to nie był normalny odcinek w epoce wiktoriańskiej... Co nie zmienia faktu, że ten był fantastyczny!
    Rzecz jasna w pewnym momencie seansu zaczęłam żywić złudną nadzieję, że wyjaśnią DOKŁADNIE w jaki sposób Sherlock (bądź Moriarty) przeżyli śmierć. Dostałam jedynie ucięte przez Sherlocka zdanie "Jak to ciało, które Molly dla mnie...", oraz sugestię, że Jim jednak jest martwy. Ale czego można oczekiwać od twórców Sherlocka? :D
    Generalnie - 100/10 ♥ Kochamochamkocham aczkolwiek cieszę się, że w produkcji nie brał udziału Tim Burton, bo nie wiem, czy mogłabym zasnąć po takiej dawce wariactwa... ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam tak zafascynowana, że co chwilę wydawałam jakieś dzikie odgłosy i myślę, ze para, która siedziała obok mnie, chciała mi wyrządzić krzywdę XD.
      Ja jestem zdania, że zwiastuny to największe źródło spoilerów, więc jeśli wiem, że chcę coś obejrzeć, to unikam ich jak mogę.
      100/10, tak :D

      Usuń
  2. moje wrażenie jest jedno
    (bo oprócz tego postu i plakatu też nic nie widziałam)
    DLACZEGO TO MUSIAŁO BYĆ W CZWARTEK?!
    NIE MOGŁO BYĆ W ŚRODĘ?
    ALBO WE WTOREK?
    ALBO W WEEKEND?
    NIE POSZŁAM, MOJE SERCE SIĘ KRAJA
    (ale jest na zalukaj, jutro oglądam ;;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest też w sobotę na BBC Brit :D!

      Usuń
    2. Znalazłam w internecie, alleluja, obejrzałam. Początek mi się nie podobał - był zbyt przesadzony i przerysowany, ale potem strasznie się wciągnęłam. I tak, I missed you, Jim.

      Usuń
  3. Ja oglądałam od razu jak wychodził, ale niestety pół odcinka bez napisów (pozostałe pół z angielskimi), więc zaraz oglądam drugi raz z rodzicami.
    Wielbię ten odcinek moim całym fanowskim serduszkiem, kocham Mary i Molly, sprawa była straszna, bałam się zasnąć i w ogóle aww. I wiem, że Mycroft i Lestrade pojawili się tylko przez 5 sekund razem i nawet się do siebie nie odzywali, ale ja i tak będę twierdzić, że Rupert i Mark mają świetną chemię aktorską i CHCĘ ICH WIĘCEJ WSPÓLNCYCH SCEN W CZWARTYM!
    No, ja jak patrzyłam na Andrew to widział Moriartego, a potem obejrzałam "Pride" i absolutnie nie mogę wytrzymać tego, jak ten aktor potrafi być uroczy! (Nawiasem mówiąc film bardzo polecam, chyba najlepsza komedia jaką widziałam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz Mary i Molly kocham też panią Hudson <3
      A, obejrzę sobie, dzięki za polecenie :D

      Usuń
  4. Powiem jedno: zabójczy adres e-mail :).
    A odcinek kocham, kocham, kocham, choć sama nie umiem zebrać myśli, żeby coś sensownego napisać. Sądzę, że Sherlock to ten typ, który trzeba przetrawić. Dobrze, że chociaż jedna z nas to umie zrobić szybko!
    Materiały zza kulis fajne, chociaż przy seansie o 20:00 na tygodniu trochę późno się zaczęły. Uważam też za nie za miłą sprawę, że już wszyscy, którzy chcieli, mogli sobie obejrzeć ten odcinek już przed seansem. Zdecydowanie za długo trzeba było czekać na ten "przedpremierowy" pokaz.
    Miss me?
    M.
    (i teraz zastanawiaj się, czy to Merr czy Moriarty)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak on go powiedział, Boże :').
      Szybko? O, kobieto, jak ja to chciałam napisać wczoraj, tylko mi geografia weszła w paradę :(
      Żeby to był dzień po brytyjskiej premierze, dwa góra, ale tydzień? Ugh.
      Stawiam, że Mycroft :D

      Usuń
  5. Obejrzałam odcinek zanim poszłam do kina. To było silniejsze ode mnie XD
    Po tym pierwszym razie długo się zastanawiałam i cieszyłam się, że zobaczę jeszcze raz w kinie. Ale teraz nadal nie potrafię wszystkiego ogarnąć i w kółko myślę o Sherlocku.
    Odcinek świetny. Chociaż tak namieszali z tymi wizjami XD Genialny.
    Jeju, już chcę czwarty sezon.

    Początek - te wszystkie detale w mieszkaniu Sherlocka - był świetny. Te wywiady zza kulis też, ale za późno. I tak super.
    "Jim@world.com" XD

    Co tu dużo mówić, dużo namieszali, pogubiłam się, ale odcinek super. Bo to SHerlock, no to jakżeby inaczej :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze w tych wywiadach były skarpetki Marka Gatissa, seksiak :')

      Usuń
  6. Skopiowane z grupy SHERLOCK POLSKA, bo nie chce mi się drugi raz pisać.
    To może i ja się wypowiem. Oglądałam wszystko z fanami "na żywo" i choć ledwo co ogarniałam, to było cudownie. Ten szok z innymi, kiedy nagle Molly pojawiła sie w stroju faceta, czy Mycroft jako beczka. No, ale co do fabuły. Przede wszystkim jak zawsze podziwiam geniusz Mofftiss. Oni są cholernymi geniuszami, to co robią jest tak idealne, tak nasycone podtekstami, symbolami, zmuszają do myślenia, powstaje miliony teorii, a oni się śmieją z fanów. Co najlepsze my to mamy gdzieś, bo tak kochamy ich dzieło. Minęło sześć dni, a ja dalej jestem podjarana, więc... no.
    Totalna incepcja. Pomysł wykorzystania specjalnego odcinka jako odcinka wprowadzającego do czwartego sezonu rewelacyjny. Niby 90 minut szok, a teorii mamy na rok, kolejne pisanie ff przynajmniej na trzy lata. Pałac Pamięci Sherlocka jest piękny, jest cudowny i niewiarygodnie ludzki. Niezły w nim bajzel, ale co jest najlepsze: John odgrywa w nim główną rolę. Mimo wszystko Watson jest właśnie tą postacią, która jest narratorem (jak sam powiedział). Ach, jestem rozczulona... Ciągle widzę ten uśmiech Sherlocka... On się takim widzi, a może przedstawili nam obraz jak John postrzega Sherlocka (i to by była prawda). Ten uśmiech, kiedy się poznali (a wszystko się dzieje w głowie Sherlocka, więc to pokazuje, jak bardzo ważne jest to wspomnienie). To jak interesuje się blogiem Johna, potem to w samolocie, gdy mówi o tym, że w oczach Johna jest o wiele mądrzejszy. Wszystko jest baaardzo uczuciowe. Jim to kolejny geniusz (za dużo tego przymiotnika). Znowu widać to cholerne zainteresowanie Jamesa Sherlockiem... To z kurzem... Przeszedł mnie dreszcz. Jak mogę nie znosić tak tej postaci, a jednocześnie się nią jarać i chcieć jej w czwartym sezonie? W każdym razie gra aktorka WOWOW (w sumie wszyscy WOWOOW). Czy Jim żyje? Nie wiem, ale wydaje mi się, ze tak. I nie. Cholera, za dużo tego. Wolałabym, żeby był to brat Jima. Gdyby Richard Brook okazał się naprawdę aktorem i on właśnie zginął na dachu? Why not? To prawdopodobne. Ale kochana koleżanka z bloga o Sherlocku (http://sherlock-polska.blogspot.com/) kiedyś ładnie zauważyła, że w pierwszym odcinku geniusz-taksówkarz mówi o Moriartym jak nie o jedne osobie. Ja tego nie zauważyłam, więc dziękuje! I tu by pasowało z koncepcją TAB, szczególnie że nie-Mary jest zbyt podejrzana. Gdy tylko zobaczyłam plakat TAB panna młoda skojarzyła mi sie z Mary, gdy strzelała w sukni ślubnej do Sherlocka (świat jest zbyt leniwy na przypadki). Mycroft może jest chory... pewnie jest, oby nie. Za bardzo go uwielbiam, aby go stracić... ;; Tak troszczy się o Sherlocka, Chryste... Uwielbiam go. Rozpisałam się, a nawet nie napisałam połowy >< Pełno luster było w Sherlocku. Panna młoda Jim. Mary to Eustace, jego żona to John... w ogóle ciekawe, że była też w samolocie (lądowanie, a o czym mówił Jim?). Molly... wow, w końcu nie byłą denerwująca, szok. Nie lubię jej więc, się nie zastawiam nad nią. Janine! Jakie miłe zaskoczenie. Niedoszła panna młoda, ach. Nadal biorę ją za siostrę Jima. Nie, za dużo do pisania. No nic i tak GENIUSZ! Jest tyle tematów, które można poruszyć, ale pewnie sie o tym jeszcze nagadamy c;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, no i nie wiem czy w tej wypowiedzi wspomniałam o genialnym przedstawieniu Sherlock i Johna. Sherlock był niesamowicie uroczy, a John wojskowy, inny niż na co dzień. Wydaje mi się, że chodziło o to, iż skoro John jest narratorem MP Holmesa to właśnie tak widzi Sherlocka: ironicznego, ale przepięknego (ten uśmiech). Za to Sherlock skoro to jego MP widzi Watsona jako wspaniałego przyjaciela-żołnierza, który zrobi dla niego wszystko. To wspaniałe.
      Przy okazji polecam film "Prywatne życie Sherlocka Holmesa" Mofftiss kochają ten film i bardzo się na nim wzorują.

      Usuń
  7. Kiedy nie jesteś w temacie ale i tak czytasz post i komentarze-mindfuck level max :v

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam :v.
      W takim razie polecam cały serial, bo warto :D

      Usuń
    2. Ja ja próbuję napisać tu coś sensownego, ale jestem między 6 z 7 odcinkiem, więc raczej nie wyjdzie...
      Po pierwsze to kocham Cię i moją przyjaciółkę, imienniczkę-Julkę za pokazanie Sherlocka. Serio. Kocham mocno. <3 Po drugie to aaaaaaaaaaaaaaaalhadhdlighflhiefihfihf *emocje po obejrzeniu Sherlocka*
      Tak się cieszę że mnie przekonałyście!
      Mam nadzieję że przeczytasz ten komentarz :v
      Jak zawsze twoja, ale teraz jeszcze bardziej, J.
      Miłego dnia!

      Usuń
    3. Czytam każdy komentarz :D.
      <3

      Usuń
    4. Nawet te przy 'starych' postach?? :o Cóż moje oczy widzą, na deszczach tyle komentarzy od nowego roku się porobiło! <3

      Usuń
    5. O każdym nowym komentarzu dostaję powiadomienie na maila, więc nic mi nie umyka :D.
      Prawda :D? Cieszy mnie to strasznie :D

      Usuń
    6. No patrzcie państwo, premiera 4 sezonu za pasem, jak to zleciało :3.

      Usuń
  8. Jeszcze się nie zabrałam za Sherlocka (to chyba lenistwo i uraz do Moffata po tym, jak skrzywdził inkarnację Capaldiego w DW...), ale mam zamiar to zrobić kiedyś... niedługo... w przyszłości, więc nie czytam. Wyłapałam tylko coś o Mycrofcie jako beczce. Chyba nie chcę wiedzieć, co się tam wyprawia. o:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie Mycroft w książkach też nie był modelką z tego, co pamiętam :)

      Usuń
    2. Och, chodziło o jego wagę! Miałam wizję Mycrofta w takiej drewnianej beczce, pomykającego po ulicach wiktoriańskiego Londynu...

      Pssst. Wybacz, że ci puste komcie nabijam, konta pomyliłam. Chyba nawet zrymowałam!

      Usuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).