Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



wtorek, 19 stycznia 2016

Oceniam książki po okładce

Zaraz się pewnie oburzycie, ale już śpieszę z odpowiedzią, dlaczego tak robię: bo po to są okładki.
Chciałoby się rzec: ot, zagadka rozwiązana. No ale pewnie was to nie zadowala, więc zdradzę wam mały sekret, po co robi się ładne (albo powinno się robić ładne) okładki: żeby nas zachęcały. I nikt mi nie wmówi, że nigdy przenigdy nie patrzy na okładkę. Ja się przyznaję od razu, że okładka często ma wpływ na to, czy zapoznam się z opisem książki, recenzjami i takie tam. Bardzo rzadko kupuję książkę ze względu na samą okładkę, ale zdarzyło mi się kilka razy. I to wcale nie jest złe, no bo dlaczego miałoby być? Nawet jeśli książka okazuje się słaba, to przynajmniej ładnie na półce wygląda (Hopeless, hhe), a i gniota trzeba czasem przeczytać, żeby odpowiednio docenić dobre książki.

No i wspieram rozwój rynku. Ładna okładka to same plusy.

Generalnie nieocanienie książki po okładce w wykonaniu tru czytelników ma moim zdaniem działać raczej w drugą stronę: żeby książki z brzydką okładką nie szufladkować od razu jako słabej. Staram się tego nie robić, ale kto nie pozna harlequina po okładce, ten chyba musi być ślepy. Z drugiej strony zadajmy sobie pytanie: skoro komuś nie chciało się wysilić na ładną okładkę, to z jakiej racji ja mam się silić na kupowanie? I prawda jest taka, że ładną okładkę to i nawet w Paincie można było zrobić, pod warunkiem, że się mierzy siły na zamiary. Brak funduszy? Minimalizm też jest fajny (a nawet dużo fajniejszy), a fortuny na sesje zdjęciowe wydawać nie trzeba. W gruncie rzeczy, żeby książka była ładna, wystarczy tło, nawet jednokolorowe, i odpowiednia czcionka. I to tyle. Totalnie widzę to jako dużo lepszą opcję w niektórych przypadkach (GONE).

A skoro estetyka przerasta wydawnictwo i wciskają mi dzieło z cyklu Grafik płakał jak projektował, to niestety ja się do zakupu nie palę. Kwestia gustu? Często pewnie tak, ale bądźmy szczerzy: jest mnóstwo okładek tak brzydkich, że trzeba mieć zaburzony zmysł estetyczny, żeby nie patrzeć na nie z obrzydzeniem. Z drugiej strony nie wymagam dzieł sztuki: estetyka to wszystko, czego mi do życia potrzeba. Ale często widzę na okładce jeden wielki śmietnik, pomieszanie z poplątaniem i koniec świata i wtedy po prostu nie da się nie załamać. Spójrzmy na śliczne okładki książek Reginy Brett. Czy potrzeba było na nich pięciu osób, siedmiu tekstur, ośmiu innych grafik, trzech cytatów, zdjęcia autorki i wymyślnej czcionki, której się nie da odczytać, żeby były ładne? Nie. A wierzcie mi lub nie, ale zwróciłam na nie uwagę właśnie ze względu na przepiękną okładkę Jesteś cudem. Da się? Da się.

Za Pretty Little Liars też pewnie o wiele ciężej byłoby mi się zabrać, gdyby zostawiono oryginalne okładki. I bardzo chętnie trzymam je ładnie wyeksponowane, mimo że do bardzo dobrych książek nie należą. Moondrive, świetna robota z tymi okładkami.

Mimo że posiadam Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, od wielu miesięcy poluję na inne wydanie (czasem można znaleźć je w boksie), niestety, nie pamiętam wydawnictwa. Jak sobie przypomnę (albo znajdę, tylko musi mi internet pozwolić), to zedytuję. W każdym razie książki są po prostu śliczne i nawet nie zamierzam ich czytać, bo jestem przyzwyczajona do innego tłumaczenia: chcę po prostu postawić je wszystkie na półce. A postawić na półce za pół ceny to już w ogóle.

W moim odczuciu, okładka pełni podobną funkcję, co plakat w przypadku filmu: kiedy trafię na jakiś, który mi się wyjątkowo podoba, od razu sama się filmem zainteresuję. Przeczytam opis, może obejrzę zwiastun i pewnie wybiorę do kina. Jeśli przejdę obok plakatu kompletnie obojętnie, to musi mnie zainteresować gdzieś obejrzany przypadkowo zwiastun. A jako że zwiastunów nie lubię, to wolę iść z polecenia. I tak jest z książkami: jeśli nie zainteresuje mnie okładka i nie natknę się gdzieś na opis, musi mi ktoś tę książkę polecić (patrz: Morze Spokoju). Bo ja nie zamierzam dawać szansy każdej napotkanej krzywo wyciętej parze skąpanej w niebieskim świetle pochodzącym z Bóg wie czego. (W ogóle nie lubię zdjęć ludzi na okładkach, bardzo rzadko do mnie trafiają. Też tak macie?).

Szanuję ludzi, dla których okładka nie ma większego znaczenia. Serio, jesteście super, o ile nie jest to właśnie kwestia zaburzenia zmysłu estetycznego, a świadome patrzenie tylko na wnętrze. Ale cóż ja poradzę, że lubię ładne rzeczy? I jak staram się nie piętnować dobrych książek z brzydką okładką, tak będę doceniać książki z ładnymi okładkami. Nawet te słabe. Bo czasem właśnie te najbardziej sztampowe historie z najbardziej papierowymi postaciami mają ten jeden plus - piękną okładkę. A widzenie w każdym (we wszystkim w tym wypadku) jego dobrych cech zostało niepowiemgdziebozadużotegonatymblogu określone jako wyjatkowy dar :).

PS: Chętnie podrzucę wam tu linki do moich postów o ładnych okładkach, ale jutro, bo dzisiaj internet mi się buntuje strasznie. 



13 komentarzy:

  1. "Zwiadowcy" mają moim zdaniem śliczne okładki. I chociaż nie przeczytałam ich ze względu na nie (taka apetycznie długa seria stała w bibliotece, że żal było nie sprawdzić co to...) to uważam, że miło sobie na coś takiego popatrzyć.
    W ogóle mam wrażenie, że tekst "nie oceniaj książki po okładce" powstał kiedy większość ludzi to robiła i przez to cierpiały mniej urodziwe dzieła (taaa, wiem, to przysłowie tak naprawdę ma głębokie przesłanie, blablabla. Ale kupa ludzi traktuje je dosłownie). A teraz z kolei popadamy w drugą skrajność i ocenianie książki po okładce jest niemal zbrodnią. A przecież już Arystoteles twierdził, że kluczem do szczęścia jest znalezienie złotego środka (#Ardillaznawcafilozofii) (tak naprawdę wcale nie jestem pewna czy to był Arystoteles)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja raczej oceniam, jednak nie na zasadzie słabe-mocne, tylko bardziej romans/fantastyka/obyczajówka/whatever. Przecież do tego okładki służą. Gdy widzę okładki typu: ciemne tło z lasem/księżycem/mgłą (inne rzeczy są przecież na mało mroczne!), jakaś wypiękniona dziewoja, to od razu staje mi przed oczami obraz romansidła ze słabym wątkiem "fantastycznym" pokroju wampirów i wilkołaków. Najczęściej moje odczucia są trafne.
    Jest też druga strona medalu (okładki? ;) ) - wydawnictwa chcą nas przyciągającymi wzrok okładkami kupić i często trochę przeciągają. Dla przykładu - Nethergrim. Okładka przyciąga wzrok, moim zdaniem jest śliczna i jakby mówi: "Zobacz! Epicka przygoda fantasy! Mrocznie, bohatersko, epicko! I epicko!" No i ten opis z tyłu jeszcze dokłada do tego wrażenia. A w środku klucha. Musze machnąć kiedyś recenzję.
    Oczywiście, jeśli okładka jest ładnie zapełniona, to też może być przyjemna dla oka. Oryginalne okładki książek Riordana, o albo i polskie i oryginalne wersje okładek wspomnianych przez koleżankę wyżej Zwiadowców ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O słodki boru, ile powtórzeń ;; Proszę o wybaczenie ;; Za późno na pisanie czegoś konstruktywnego ;;

      Usuń
    2. Lol, przestańcie się przejmować powtórzeniami :D. Wolę nie liczyć, ile ich jest w poście wyżej XD.

      Usuń
  3. Ach Alicja nam odżyła <3 Ja, mimo że posiadam Złodziejkę książek (którą bardzo gorąco polecam) to i tak mam w planach wydanie 50 zł (tak, 50 </3) na zakup wydania w twardej, minimalistycznej okładce, w dużym formacie, z pięknym wnętrzem, zarówno pod względem estetycznym jak i literackim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze żyję przecież :D.
      Również rozpaczam nad moją Złodziejką, jak widzę w sklepie tę drugą okładkę, to mi serce pęka :/

      Usuń
    2. NADAL NIE KUPIŁAM ZŁODZIEJKI W TYM DRUGIM, LEPSZYM WYDANIU :(((.

      Usuń
  4. Też oceniam po okładce. Odrzucają mnie zdjęcia ludzi, przyciąga minimalizm (jakiś mały symbol i tytuł to najpiękniejsze, co może istnieć). Trudno mi przeczytać coś, co ma (za przeproszeniem) obsraną absolutnie wszystkim okładkę. Ehh, ciężkie życie typowego wzrokowca. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam wczoraj twój wpis, skomentowałam. Ale jako że byłam na telefonie, kochany blogger połknął te parę zdań. Przepadły bezpowrotnie ;_;
    Okay, napiszę jeszcze raz. Może inaczej, ale już dokładnie nie pamiętam, co tam wczoraj pisałam ;)
    Czas na prawdziwe skomentowanie oceniania książek po okładce XD
    Staram się nie oceniać po okładce, ale one przyciągają wzrok. Jak widzę jakąś ładną i ciekawą, to chętniej sięgnę po tę książkę. Nic nie poradzę, siła wyższa XD
    Na okładce jest też tytuł. Jeżeli jest ciekawy, to raczej sama chcę ogarnąć, o czym jest książka.
    Nie ukrywam tego, że zwracam uwagę na okładki. Próbuję jednak nie odrzucać tych brzydkich. Ale z tym to różnie bywa XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł to w ogóle inna para kaloszy i całkiem inny mechanizm za tym stoi, ale też jest ważny :D

      Usuń
  6. o nie jestem sama :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie rozumiem problemu, jakim jest dla innych ocenianie po okładce!
    Serio, zaczęłam czytać "Zwiadowców" w te wakacje, a kupiłam ich dlatego, ponieważ podobała mi się ich okładka i pomyślałam: "O! Jeśli terść będzie tak samo przykuwała, to nie ma opcji, kupujemy!"
    I trafiłam, tematyka taka, jaką lubię, a na okładki mogę się lampić godzinami :')

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam z lekka zaburzony zmysł estetyczny, nie przeszkadza mi dziwny kontrast czy specyficzna czcionka. Jednakże wolę minimalizm :D. Nie mam problemu z"brzydką" okładką, bo mnie nie odrzuca, ale jak już dziewczyny napisały - ciemne tło + las + skrzydła/piękna dziewka/para, która się li... tfu - przytula lub całuje = paranormal romance na stówę, więc ostatnio omijam takie tworki szerokim łukiem. Nie można oceniać książki po okładce, ale zazwyczaj przekazuje część treści i może niekoniecznie wartość tekstu, ale wydawnictwa na pewno :').
    ~ Tost

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).