Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



środa, 6 stycznia 2016

Kiedy człowiek staje się postacią

Uwielbiamy aktorów, muzyków i inne osoby publiczne. A jeszcze bardziej lubimy oglądać ich szczęśliwych przy boku tej jedynej osoby. Tyle że czasem nasz ulubieniec nie ma szansy na wybranie tej jedynej osoby, bo fani robią to za niego.
Wydaje mi się, że całe zjawisko shipowania prawdziwych ludzi wzięło się z obsesji niektórych dziewczyn, że Kiedyś będziemy razem!, mimo że jej idol mógłby być jej ojcem i mieszka na innym kontynencie. No ale kiedyś będą razem. Chyba właśnie te zachowania wyewoluowały w shipowanie muzyków i aktorów.

Teraz już tak często fanek wierzących w małżeństwo nie widuję, ale wciąż się zdarzają takie osobniki. O wiele więcej jest za to osób, które czerpią przyjemność z łączenia w pary prawdziwych ludzi - najczęściej członków zespołu, z tego, co widzę. Działa to też w drugą stronę - kiedy osoba publiczna znajduje sobie nowego partnera czy też partnerkę, nierzadko możemy zauważyć lincz na nowego wybrańca, bo przecież Osoba B była jedynym słusznym wyborem! No ja tam nie wiem, w domu tym ludziom nie siedzę, a że ładnie na zdjęciach wyglądali raczej nic nie znaczy.

Dość dużo zamieszania wywołuje łączenie dwóch z członków One Direction w parę znaną pod nazwą Larry. Ja w 1D nie siedzę, ale podobny przypadek ma miejsce wśród MCRmy, czyli fanów My Chemical Romance. Tam par jest co najmniej kilka (a najdziwniejsza łączy dwóch braci, serio), ale najpopularniejsza to Frerard (Frank Iero i Gerard Way) - do tego stopnia, że przynajmniej jedno (dwa? nigdy nie byłam zbytnio w temacie) z fan fiction na ten temat zostało wydane (po zmianie imion). W przeciwieństwie do członków 1D (z tego, co mi zostało powiedziane), Frank i Gerard kilkukrotnie wypowiadali się na temat Frerarda i jak Gerard nie ma problemu z ff dopóki nikogo nie obrażają (ostatnio przynajmniej), tak Frank wypowiada się w tym temacie nieco dobitniej:
Uważam, że kreatywność i kreatywne pisanie jest bardzo ważne i powinno być rozwijane. Czy myślę, że powinno to być o prawdziwych ludziach, którzy pieprzą się ze swoimi przyjaciółmi? Nie. To idiotyczne i jest obraźliwe i natrętne kiedy mówisz o prawdziwych ludziach czy związkach. Kiedy ta granica zostaje przekroczona, ta między ludźmi czytającymi opowiadania, a ludźmi, którzy zaczynają w to wierzyć, robi się bardzo dziwnie i nie chcę brać w tym żadnego udziału. Jeśli to co uszczęśliwia innych ludzi nie wchodzi w szczęście innych, to spoko. (…) Mam wrażenie, że wielu fanów nie postrzega już ludzi jako prawdziwych. Jesteś postacią, którą zobaczyli w telewizji albo przeczytali o niej w magazynie. Więc, taka postać nie ma więcej uczuć albo praw, bo nie istnieje, bo nie jest prawdziwa.
- wypowiedź dla Kerrang!; źródło tłumaczenia (polecam poczytać cały ten wpis, bo jest bardzo bardzo fajny)

Powiem wam, że zgadzam się z Frankiem. W pewnym momencie ludzie przestali być ludźmi w oczach fanów. Mam też wrażenie, że aktorów coraz częściej utożsamiamy z graną przez niego postacią. Zaczyna się niewinnie, bo składając im życzenia, używamy imienia bohaterów (Sto lat, Hanna! zamiast Sto lat, Ashley! pisane do Ashley Benson), ale nietrudno zaobserwować sytuacje, kiedy aktor jest oceniany przez pryzmat jego bohatera. Nie od dziś wiadomo, że tylko szmaciarz zagra sukinkota, co nie? Nie. Aktorstwo, przypominam. (Aż chce się cytować High School Musical 3 - Tak zwany teatr.)

Mnie to zjawisko trochę przeraża. W pewnym momencie zabawa się kończy i to nie dość, że idiotyczne i obraźliwe, jak powiedział Frank, to w niektórych przypadkach wręcz chore. Naprawdę. Kiedy fani grożą dziewczynie swojego idola, bo przez nią tenże idol rozstał się z poprzednią ukochaną, to coś jest nie tak. Albo kiedy muzyk pada ofiarą linczu, bo decyduje się na rozwód.

To jest prywatne życie tych osób. I zaczynając od głupich wpisów na Twitterze, a kończąc na amatorskich komiksach erotycznych z braćmi w rolach głównych - wszystkie te akcje ingerują w ich prywatną przestrzeń, do której mają prawo i która zazwyczaj nie ma jako takiego związku z ich twórczością. To są tylko zwykli ludzie. Utrzymywanie wszystkiego w sekrecie nie jest zbyt mądrym posunięciem, bo fani i dziennikarze prędzej czy później wszystko odkryją, ale tu nie o to w ogóle chodzi. Chodzi o szacunek do innej osoby. Wydaje mi się, że na ślubie znajomego nie podejdziesz do niego i nie powiesz Poprzednia była lepsza, weź do niej wróć, prawda? Trochę to nie na miejscu.

A czy to pod kościołem czy na Facebooku pod zdjęciem kościoła to już naprawdę niewielka różnica.

Mogłabym skończyć już ten post, ale nie będzie kompletny bez youtuberów, którzy również zaczynają padać ofiarą shipowania. Na razie delikatnie, bardziej w fazie żartów, ale myślę, że niedługo żarty i tu się skończą. A najgorsze jest to, że istnieje o wiele większe prawdopodobieństwo, że youtuber przeczyta jednak komentarz pod własnym filmem.

Jak to na Twitterze napisał Gerard - Please, be respectful. Thank you.



25 komentarzy:

  1. Nawet nie wiem, jak to skomentować. Wszystko idealnie ujęłaś.
    Mnie też przeraża to zjawisko. Nie shipowałam prawdziwych ludzi, nie shipuję i nie będę shipować.
    Znowu nie mam nic więcej do napisania, wybacz XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ wybaczam XD. Lubię, jak się ludzie ze mną zgadzają XD

      Usuń
  2. Mnie też to przeraża. I to wręcz obsesyjne zainteresowanie fanów DA tym, czy Lily Collins i ten aktor grający Jace'a są parą. Bo to takie słitaśne i wgl! A Jennifer Lawrence na zdjęciu z Joshem Hutchersonem? NA PEWNO są parą! Są przecież taaaacy słodcy... To za wiele na "rzygam tęczą".
    Jak to przeczytałam na pewnym blogu: paw sam poderżnął sobie gardło i ugotował z siebie rosół.
    Podobnie nie rozumiem fanfiction fanfików np. o Biebebrze czy 1D. Jak można pisać fikcyjne przygody prawdziwych ludzi? Czytam takie rzeczy tylko na blogach analizujących ff. Bo to śmieszne :-)
    Czasem za to szipuję np. koleżankę z kolegą, ale to oczywiście tylko w gronie zaufanych osób i za zgodą zainteresowanej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kurczę, wyleciało mi z głowy, a miałam napisać o tym, że jak są parą na ekranie, to na pewno muszą być parą w życiu. Skleroza nie boli :/.
      Osobiście źle bym się czuła, pisząc o prawdziwych ludziach, ale tak długo, jak faktycznie nikogo nie obraża, to staram się zachować neutralny stosunek.

      Usuń
    2. Ja też oczywiście nie hejtuję tego typu opowiadań, a te zabawne analizy czytam bynajmniej nie ze względu na fakt, że są o prawdziwych ludziach. Chodzi raczej o to, że są to opowiadania tak beznadziejne, zawierające tony Mary Sue, mhrocznych chłoptasiów i gwałcenia kanonu, że czytanie ich z dobrym komentarzem jest lepsze od niejednego kabaretu ♥

      Usuń
  3. Posłużę się moimi ukochanymi serialami dla przykładu, bo jakżeby inaczej.
    Once Upon a Time, Emma Swan & Captain Hook. Shipuję CaptainSwan, uwielbiam ich relację, są moim OTP. Ale cała afera toczy się o to, że W SERIALU. Nie w prawdziwym życiu.
    Podobnie z przykrością ( ;) ) godzę się z tym, że Colin O'Donoghue nie zostanie moim mężem i nie zamieszkamy w cukrowym pałacyku z widokiem na ocean, bo on ma żonę i jest z nią szczęśliwy, a ja sobie poszukam kogoś w prawdziwym świecie i w odpowiednim wieku.
    Niestety jest to problem, który by można snuć w nieskończoność, zwłaszcza dzięki rozbudowanym świecie fanfiction (dzięki, internecie). Ale po co się rozwodzić, skoro Alicja Kaczmarek Zawsze Ma Rację I Już Wszystko Napisała.
    Świetny wpis, jak zwykle. Chociaż oprócz podsumowania Gerarda (wiedziałam, że napiszesz o nich, po prostu wiedziałam <3) mogę dodać swoje: trzeba znać granicę między fikcją a rzeczywistością.

    Jest tylko jeden aspekt, który mi się podoba w takich "ustawianych" przez fanów związkach - analizy ich rzekomych romansów. Co jak co, ale (jak już wiesz po moim Dziele Życia 2.0) zbieranie informacji to niezła zabawa, a układanie tego w całość jest nie lada wyczynem. Respect dla osób, które starają się to udowodnić w kulturalny sposób, bez obrażania i ze zdrowym rozsądkiem.

    Kiedy czytelnik kupił autora, kiedy człowiek staje się postacią, kiedy... Alicja napisze kolejne "kiedy"? :)

    Jak zwykle przesyłam mnóstwo uścisków do Twojej metropolii i masę pomysłów na następne wpisy. Ja nie wiem jak to się dzieje, że one ci się nie kończą.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O granicy między fikcją a rzeczywistością już było B).
      O tak, te teorie to jedyna ciekawa rzecz w tym wszystkim :D.
      Wcześniej wszystko się zaczynało od "dlaczego", więc jest mały postęp.
      A dziękuję, dziękuję :D. Czasem się kończą, ale wystarczy polatać po internecie i zaraz na coś wpadnę.
      Kisses
      A.

      Usuń
  4. To prawda. Idealnie to ujęłaś! Rozumiem posiadanie idola, bo to chyba normalne, że chcemy iść w kogoś ślady i w ogóle, ale czasami shipowanie zachodzi zbyt daleko. Na szczęście, wokalista mojego ulubionego zespołu ma już żonę. A fani raczej są zadowoleni, bo jest nią gitarzystka i gra razem z nim. Ale nawet mimo to zdarzają się komentarze, że powinien być z perkusistką :/
    Btw. My Chemical Romance, awaww *^* ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Gerard i Frank też mają żony i dzieci, ale dalej natrafia się na opinie, że w ukryciu są razem. Pewnie.
      Notabene Frank i Jamia są razem od początku świata, no ale FRERARD IS REAL :D.

      Usuń
  5. Ok, też się zgadzam z Frankiem. Najbardziej chore jest moim zdaniem to, że fanki doszukują się podtekstów w niektórych wypowiedziach muzyków z zespołu lub w ich zachowaniach, jakby wcale nie zachowywały się tak samo albo jeszcze "dobitniej" (? nie wiem, czy to dobre określenie, noale mój zasób słownictwa aktualnie jest mały ;;). Ostatnio mam fazę na Muse i nauka do kuratorów znudziła mnie tak bardzo, że zaczęłam grzebać pod tym tagiem na tumblrze. Ogarnęłam, że bardzo popularny jest wśród faneczek parring wokalisty z perkusistą. "Omfg Matt klepnął Doma po tyłku podczas koncertu awww jacy oni są słodką parą". Bo przecież Ty wcale nie robisz tak czasem koleżanką. Bo muzycy wcale nie są wyluzowani. Wcale.
    Cóż, niestety nie mogę wrzucać w komentarzu zdjęć, więc pozwolę sobie zacytować tweeta Matta: "omfg belldom isn't real ok shut up"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak btw, to planuję sobie założyć po fazie kuratorów bloga, szykuję sobie listę tematów postów, żeby nie zapomnieć i właśnie mi jeden zabrałaś, chociaż opisałaś to zapewne o niebo lepiej niż ja bym to zrobiła xDDD

      Usuń
    2. Również ubolewam nad niemożnością wstawiania zdjęć w komentarzach :(

      Usuń
  6. [...] wzięło się z obsesji niektórych dziewczyn, że Kiedyś będziemy razem!, mimo że jej idol mógłby być jej ojcem i mieszka na innym kontynencie. No ale kiedyś będą razem.
    ...ale jak to? Nie zostanę żoną Davida Tennanta? :(
    Dobrze to wszystko ujęłaś, ale mnie w tym shipowaniu śmieszy jeszcze jedna sprawa. Kiedyś, daaawno, daaawno temu, kiedy jeszcze Zayn był w zespole, a chłopcy byli przed dwudziestką, należałam do fandomu 1D (już nie należę, gusta mi się zmieniły) i aktywnie uczestniczyłam w życiu Twittera, śledziłam serwisy plotkarskie, by wyłapywać najnowsze ploteczki o życiu zespołu i tak dalej. Pod artykułami z członkami One Direction często pojawiali się hejterzy. Pewna zagorzała fanka wizji związku Harry'ego z Louisem najpierw pisała po kilka razy pod jednym postem: "LARRY JEST PRAWDZIWE", "LARRY JEST PRAWDZIWE", "LARRY JEST PRAWDZIWE, A KTO NIE WIERZY JEST OGRANICZONY!!!!!1111ONEONE!!! HOMOFOB!", a następnie, gdy pojawiały się głosy: "wszyscy z 1D to geje", ta sama osoba zażarcie broniła zespołu, mówiąc, że nikt tam gejem nie jest, co to, to nie. :')
    Ech, znowu nic nie wniosłam do dyskusji. Co ja zrobię, że perfekcyjnie wyrażasz moje myśli. :p

    OdpowiedzUsuń
  7. Po raz pierwszy dostrzegłam w twoim poście siebie upss ._. W prawdzie w bierny sposób, tylko oglądając fanowskie przeróbki zdjęć (patrz tablica I ship it na moim pinterescie, ale zawsze :/ cóż to raczej jeszcze nie jest obsesja, a sprawia mi przyjemność, więc przy tym pozostanę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + jak to Thomas Sangster nie zostanie moim mężem?!

      Usuń
  8. O małżeństwie z idolami kiedyś marzyłam (miałam ze siedem lat i byłam totalnie zadurzona w aktorze grającym Edmunda z Narni :P aczkolwiek była to trochę kwestia postaci), dalej mi się to czasami zdarza, chociaż coraz bardziej na zasadzie "poznam go i wcale nie będę będę dla niego kolejną randomową fanką i zostaniemy bff" taaa... Ale do rzeczy. Shipowanie realnych ludzi jest dla mnie po prostu obrzydliwe. Tyle. Tym bardziej jeśli parujemy ze sobą dwóch wyraźnie heteroseksualnych mężczyzn. Mam w klasie dwie dziewczyny, których wiara w Larry podchodzi już pod obsesję. To jest lekko przerażające. Także jak rzadko kiedy się z Tobą zgadzam, tak dzisiaj napisałaś prawie dokładnie to co ja myślę, tylko że bardziej logicznie i lepiej stylistycznie :D Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle jestem zakochana w aktorze grającym Edmunda z Narni! I ciągle wierzę w nasze szczęśliwe zakończenie <3 (tak naprawdę to nie - człowiek beton)

      Usuń
    2. Tak, ja też, ale wtedy to był totalny odpał, na tej zasadzie, że przez kilka miesięcy jedyne co rysowałam to były sceny z naszego ślubu i późniejszego szczęśliwego życia :P

      Usuń
  9. Shipowanie jest dobre, ale postaci fikcyjnych. Co innego dobierać w parę takiego Harry'ego i Hermionę, a co innego dajmy na to Jennifer Lawrence i Josha Hutchersona. Ludzie to ludzie, a to, że widzimy ich tylko na ekranie i nie mamy z nimi żadnego realnego kontaktu nie znaczy, że są postaciami. To, że nie wiemy jak wygląda ich życie prywatne to nie znaczy, że możemy je sami kreować. Osobiście nigdy nie lubiłam finfików o realnych ludziach, ponieważ wydawały mi się dosyć nie na miejscu. Zwłaszcza takie, w którym shipem padała jakaś sława i autorka. Nigdy nie spotkałam się z zachowaniem gdzie był hejt na osobę za to, że wybrał innego partnera niż chciano, jednak wydaje mi się to chore. Po prostu chore.
    Fakt, że aktorzy coraz częściej są postrzegani przez pryzmat swojej roli jest przerażający. Wracając tu do Lawrence. Wystąpiła w wielu filmach, ale to jest Katniss. Katniss i tyle. A taka Emma Watson, Rupert Grint? Hermiona i Ron. To nie jest Jennifer, Emma, Rupert tylko Katniss, Hermiona i Ron. To jest naprawdę przerażające kiedy odgrywana postać zajmuję miejsce odgrywanego. Ale co ja się rozpisuję jak wszystko idealnie ujęłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja lubię shippować, ale głównie postaci z książek. No ewentualnie z seriali, ale jednak odróżniam aktorów od granych przez nich bohaterów.
    W każdym razie #Johnlock4ever i zdania nie zmienię. Ale post jak zwykle fajny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, postacie fikcyjne to jedno, ale żeby Benedicta i Martina od razy uważać za parę to już fanowska przesada xD

      Usuń
    2. Ooo, a ja jestem tak bardzo anty Johnlock w sensie romantycznym :(

      Usuń
  11. Wiem, że napisałam to już pod innym twoim postem, ale każdemu, kto chociaż trochę utożsamia Andrew Scotta z Moriartym polecam obejrzenie "Pride" - z tego co czytałam bohater z tej komedii ma z nim znacznie więcej wspólnego niż geniusz zbrodni z Sherlocka.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z tobą również :D Płyt zazdroszczę bardzo <3

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).