Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



czwartek, 28 stycznia 2016

Jak wziąć się w garść

No, dobra, jeszcze tak do końca się nie wzięłam, ale jestem na bardzo dobrej drodze.
Ostatnio zawsze mam tak, że wiem, co danego dnia napiszę, ale przez pół dnia nie mogę się zabrać i jak już usiądę, żeby wreszcie coś wrzucić, to nagle zdaję sobie sprawę, że albo pisałam już coś podobnego, albo nie mam ochoty o tym mówić. Tak więc wcale nie miałam w planach dzisiejszego postu, tak jakoś wyszło.

Dobra, nie przynudzam. Wybierzemy się razem na małą wycieczkę w archiwum. To na dole strony, ale żeby nie trzeba było scrollować i wracać, to ja wszystko powiem. W tym miesiącu to już czternasty post i na pewno będzie jeszcze jeden, więc dobiję piętnastu - tak, jak w legendarnym marcu. Jeśli jednak rozwiniemy archiwum poprzedniego roku, zobaczymy, że raptem pięć razy (tak naprawdę sześć, ale jak postu nie ma, to się nie liczy - sorry, styczeń) udało mi się osiągnąć dziesięć postów. Latem i jesienią to już w ogóle wykazałam się niesamowitym zaangażowaniem w bloga (dwa razy po osiem i dwa razy po siedem postów). Logiczne, że tak nie mogło być, więc w listopadzie i grudniu trochę się poprawiłam i wypuściłam po dziesięć tekstów.

Ale wszyscy wiemy, jakie to było wypuszczanie. Regularność? Zero. Ludzka godzina? A gdzie tam. I do tego ostatni post w miesiącu na kilka minut przed północą, żeby sobie oczyścić sumienie, że jest dziesięć. Po prostu załamka.

Może ktoś będzie chciał mnie obronić (łudź się, Ala, łudź) i pomyśli, że pewnie odkułam to sobie na jakiejś innej płaszczyźnie - książki, seriale, nauka chociaż? Pfffffffffffff. Dobrze wiecie z Podsumowania roku, jak to z tym było. Do dupy, że tak powiem.

Dlatego w 2016 rok spróbowałam wejść z pompą i nową energią i jakoś te wszystkie sprawy poukładać. Miesiąc zmierza u zakończeniu i choć nie jest idealnie w żadnym aspekcie, to jest już całkiem dobrze.

Przeczytałam cztery książki, co daje jedną co tydzień (ale tylko w statystykach, w rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej), czyli przyzwoicie, bo nie należę do osób szybkoczytających, obejrzałam And then there were none i pisałam posty mniej więcej co dwa dni. Ucierpiało pisanie, głównie ze względu na mój raczej podły humor w tym miesiącu i takie przyziemne rzeczy. Ale na osiemdziesiąt procent jeszcze w styczniu pojawi się krótki, luźny tekst na zbyt bajkowo, a na Walentynki szykuję speszjal, na który wysypię tonę cukru. I będzie Elvis. Same dobre rzeczy. No i kolejne syrenkowe opko jest na wykończeniu, więc zgodnie z planem D pojawi się w lutym. Przyszedł czas na Szpony głębin i oderwanie się od oklepanego rejonu, jak to mi ktoś powiedział :).

Ale to nie koniec, bo zamierzam powoli wdrażać w życie wszystkie moje postanowienia noworoczne. Tak więc zrobiłam mały kroczek i choć w oczach wielu ludzi dalej jestem leniwa i robię niewiele, to jestem z siebie bardzo dumna, bo mimo że wiem, że dopiero zaczynam, to już widzę efekty. A szukać daleko nie trzeba - rozejrzyjcie się po blogu. Tyle wystarczy.

Czy jest trudno? Trochę. Ale myślę, że to kwestia tylko i wyłącznie chęci. Wszyscy nie mamy czasu, a prawda jest taka, że jak ruszymy dupę, to czas się zawsze znajdzie. Musi nam tylko zależeć. I jasne, są takie dni, kiedy trzeba przysiąść i wykuć, a wtedy faktycznie nie ma czasu na żadne blogaskowe pierdoły, ale jeśli mydlisz sobie oczy, że nie marnujesz czasu, tylko się regenerujesz, to przestań. Przestań się okłamywać, bo Facebook wcale cię nie zrelaksuje. Ja to wiem i ty to gdzieś w głębi też wiesz, tylko z jakiegoś powodu nie potrafisz wyłączyć przeglądarki i zabrać się za coś. Cokolwiek. Czytanie i oglądanie też jest produktywne, jeśli dobrze to spożytkujesz i wyniesiesz naukę.

Kup sobie kalendarz. Zapisuj tam plany i to, co udało ci się zrealizować. Obserwuj postępy. Może ci to pomoże - u mnie zdało egzamin. Może jednak olejesz całe te plany, jak ja w październiku. Bo wiesz, kalendarz nic za ciebie nie zrobi. To ty musisz ruszyć dupę, a zeszyty, aplikacje i listy mogą co najwyżej pomóc w układaniu i organizacji spraw.

Nie ma żadnego magicznego sposobu, jak coś zmienić. I nieważne, czy to dieta, czy trening, czy regularne pisanie postów na blogu - jest tylko jedna recepta.

Zacznij coś robić.

PS: No i jak tam wam wychodzą postanowienia :D?



12 komentarzy:

  1. A ja zrobiłam kalendarz a nie kupiłam. Czy moje życie nigdy nie będzie ogarnięte ?XD
    Fb nie odstresowuje. To racja.
    A ja mimo wszystko spróbuję Cię bronić. Nie wiem co robiłaś kiedy nie pisałaś postów. Mogłaś hodować kaktusy i głaskać jednorożce. Ale wiem, że na Deszczach posty ukazują się najczęściej ze wszystkich blogów jakie znam. I w dodatku są całkiem niezłej jakości. Ale... jeśli chcesz żeby było ich więcej to ja oczywiście nie mam nic przeciwko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uważam że większość postów jest na prawdę dobrej jakości :) Są też takie które powalają na kolana (książka-lek na śmierć mój ulubiony <3 <3 <3) ale pojawiają się również te mniej dopracowane, mi nie przypadł do gustu ten o igrzyskach, wydawał się nie dopieszczony. A jednak twój blog stał się stałą częścią mojego życia, ogólnie kocham mocno <3 <3

      Usuń
    2. I tak już pozostanie - czasem dobrze, czasem beznadziejnie, samo życie :D.
      Ojej, dziękuję <3

      Usuń
    3. Ojej, ale "całkiem niezłej" to w moich ustach komplement (albo przynajmniej znak że jestem szczera). Inni mówią, OMG BOSKIE KOCHAM CIĘ <3<3 a ja stwierdzam "no, nawet spoko". Tak serio to Deszcze są moim najulubieńszym blogiem i wątpię żeby to się miało zmienić.

      Usuń
    4. No to mi ulżyło, haha :D. Cieszę się bardzo, jeśli ci to nie przeszkadza, to "całkiem niezłe" trafia na listę moich najulubieńszych komplementów w życiu :D.
      Dziękuję!

      Usuń
    5. Oczywiście że mi nie przeszkadza :)

      Usuń
  2. A ja ostatnio mam kaca moralnego, że jestem takim leniem :( Ale jednocześnie nie chce mi się nic z tym robić i tak koło się zamyka... Na swoje usprawiedliwienie mam, że od początku roku raz w tygodniu chodzę do swojej pierwszej płatnej pracy :3 Problem zaczyna się wtedy gdy lista potencjalnych wydatków wynosi 5 razy więcej niż kwota którą zarabiam :D A ty Alicjo kochana, moim zdaniem sprawujesz się w tym miesiącu bardzo dobrze, oby było tylko lepiej <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję bardzo, dzięki Tobie zajrzałam do archiwum mojego blogaska i przekonałam się, że w 2016 napisałam, aż trzy posty! Leniwa buła - level hard (albo jak to powiedział PJ level prokrastynacji - Dan Howell).
    Tak sobie właśnie mówią jak oglądam kolejną web series lub film na podstawie powieści Jane Austen - to po prostu nauka angielskiego XD

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie w jakże pięknym roku 2016 pojawiły się aż 3 wpisy na blogu. Brawo ja!
    No wiesz, głaskanie kaktusów może być czasami o wiele ważniejsze niż prowadzenie bloga. I to ani trochę nie jest moja wymówka na to, że nie jak zasiadam to komputera to post jakoś nie chce się napisać. Kaktus sam się nie pogłaszcze, co nie? xD
    Nie przejmuj się, czego byś nie napisała (i jak wielkich głupot ja bym tutaj nie pisała) to i tak będziesz najlepszą blogerką ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak trzymaj, Alu ^^ Dzisiaj ogarnęłam, że jestem dwa posty do tyłu, a postanowiłam, że będę wszystko komentować. Nadrabiam zaległości!
    Mniej więcej trzymam się moich postanowień. Mniej więcej. Ale tego, że będę wszystko komentować na twoim blogu, będę się trzymać do końca ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).