Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



sobota, 21 listopada 2015

Wrażenia po drugim Kosogłosie

Tak w skrócie to ten... Mam mieszane uczucia.
Na początku dwie mega ważne informacje. Po pierwsze: nie jestem w stanie napisać postu o Kosogłosie bez spoilerów, dlatego przeznaczony jest dla osób, które czytały książkę. Jeśli boisz się jakichkolwiek informacji o filmie, również odpuść sobie czytanie. Czytasz na własną odpowiedzialność, ja ostrzegałam.

Poza tym film zaczęłam oglądać około szóstej, na maratonie, więc musicie wziąć poprawkę na to, że mogłam myśleć już tylko o łóżku. Powinnam obejrzeć ten film jeszcze raz, ale nie wiem, czy się na to zdecyduję.

Mam wrażenie, że Kosogłos jest trochę gorszy od poprzednich części. Może postawiłam mu za duże wymagania, ale finał powinien być z pompą. Tymczasem czuję się rozczarowana końcówką. Film kompletnie nie uchwycił i nie oddał stanu Katniss, która sprawia wrażenie, jakby wydarzenia w Kapitolu nie za bardzo ją obeszły. Brakowało mi jej dochodzenia do siebie, prób prawie-że-samobójczych czy choćby aresztu. Koszmarów. Czegokolwiek. Scena z Jaskrem to jednak trochę mało.
Poza tym brakowało mi Johanny. Mój brat stwierdził, że ich treningi i wspólne mieszkanie nie byłyby zbyt ciekawe na ekranie, ale całkowicie wymazanie faktu, że Katniss jednak chciała się szkolić, nie spodobało mi się za bardzo. A Johanna ma wyjątkowy potencjał jako postać, dlatego należało jej się trochę więcej czasu na ekranie.

Za to inne postacie, dla filmu praktycznie bez znaczenia, jak siostry Leeg, pojawiają się i znikają w mgnieniu oka i generalnie Kosogłos przepakowany jest bohaterami, dla których nie ma nawet miejsca, żeby Katniss z nimi porozmawiała. Osoby, które nie przeczytały książek, pewnie czuły się nieco skonfundowane.

Mówiąc o skonfundowaniu, niektórzy mogli też je odczuć, kiedy z dupy nagle pojawił się na ekranie ślub Annie i Finnicka (których shipuję bardzo, bardzo mocno). Serio, film nagle wrzuca nas w środek ceremonii, która istotnie, jest ładna, ale w książce miała jednak jakąś genezę.
Tu jest większy spoiler
Inna zmiana przypadła mi do gustu, bo lubię, kiedy film akceptuje fajne crack shipy, dla których nie było miejsca w książce, jak na przykład Neville i Luna. Dlatego wprowadzenie Hayffie wywołało we mnie dziwną radość. I ship it. Sorry. Chyba walnę kiedyś ff nawet.
Koniec większego spoilera

Największą siłą tego filmu jest klimat. Absolutnie czuje się to wszystko, podenerwowanie, tragizm wojny i można się poryczeć, choć w pewnym momencie film na siłę próbuje wepchnąć nam do gardła sympatię do postaci, które czeka smutny koniec.

Drugą siłą są sceny, których nie mogło być w książce, bo przedstawiają Snowa czy inne dystrykty i znów wypada to na plus, ponieważ Donald Sutherland daje absolutny popis, ukazując całe zatrucie prezydenta.

Julianne Moore również się sprawdziła, w ostatniej chwili pakując w swoją Coin prawdziwą demoniczność, co robi wrażenie. Nawet nie muszę mówić, że Elizabeth Banks i Woody Harrelson wypadli bardzo, bardzo dobrze (szczególnie ta pierwsza), prawda? No to super. Na wyróżnienie zasługuje również Sam Claflin, który bardzo przekonująco krzyczał w kanałach. Miło zaskoczyli mnie też aktorzy grający Castor i Polluxa. Daję im okejkę.
Tak czy siak, show skradli Jennifer i Josh, co było absolutnie do przewidzenia. Ale gdy ta pierwsza miała już okazję w Igrzyskach pokrzyczeć, popłakać i ukazać swój talent, tak Josh bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bo jako odmieniony Peeta sprawdził się re-we-la-cyjnie. Ujął mnie całkowicie i jeszcze bardziej utwierdził w przekonaniu, że #TeamPeeta to jedyny słuszny wybór. Poza tym epilog... Nawet nie jest mi przykro, Gale.

Jeśli mam się do czegoś przyczepić, to do makijażu Jennifer, w którym wygląda na trzydziestolatkę i jest kompletnie nienaturalna.

Fabuły komentować nie będę, bo film raczej trzyma się oryginału, a Igrzyska już dawno stoją na moim ołtarzu, jako najlepsza młodzieżowa dystopia ever. Gdyby tylko ten trójkącik wywalić...
Muzyka generalnie stoi na tym samym spoko poziomie, co wcześniej, ale raczej nie mogło być inaczej, skoro ta sama piosenka powtarza się w każdym filmie ;).

Tak więc mam mieszane uczucia ze względu na brak rozpaczy Katniss, ale film mimo wszystko jest bardzo, bardzo dobrą ekranizacją. Nie będę polecać. Kto ma obejrzeć i tak obejrzy, prawda?

Jeśli pójdę na ten film jeszcze raz, napiszę wnikliwą analizę, ale nie wiem, czy znajdę na to fundusz, bo teraz trwa gorący okres premierowy. A poza tym, to nie za bardzo się do tego palę, bo jest mi zwyczajnie smutno. Jak to już koniec?

- Will you stay with me?
- Always. 



6 komentarzy:

  1. No nie wiem czy z tym "kto ma obejrzeć.." to tak do końca prawda. Z jednej strony chcę to zobaczyć, chociaż poprzednich części nie widziałam, ale z drugiej... po pierwsze boję się że to mnie totalnie rozwali psychicznie, a po drugie... ekhem... doskwiera mi poważny brak hajsów. Tak czy siak dzięki za recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po filmie wyszłam z niedosytem, dość znaczącym. Spodziewałam się wodospadu łez przy śmierci Finnicka, a ta nawet nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia. Sama Claflina kocham, Finnicka kocham, ale... czegoś mi brakowało.
    HAFFIE! Byłam zachwycona taką ingerencją w relacje pomiędzy tymi bohaterami. Do tego przeznakomita scena ze spadochronami, przez którą doświadczyłam dość mocnego szoku. Było to tak okrutne, że chodź wiedziałam że nieprawdziwe, to strasznie mną to wstrząsnęło. No i scena na której płakałam na filmie jak i w książce - próba zamachu na życie Jaskra przez Katniss.
    Ogólnie film bardzo dobry, jednak czegoś brakowało. Na pewno jako ekranizacja mocne 9,8/10.
    Ale polecam wszystkim fanom IŚ, zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście serię kocham, ale w filmie stanęłam na 2 części (bo nikt nie chciał iść ze mną do kina, a na kinomanie było tylko po ang xD)
    Ale Twoja recenzja mi o tym przypomniała i nadrobię trochę Katniss&Peeta. (Gale.... zostań gejem czy coś xD)
    Tylko pamiętam, że biłam książkę przez te idiotyczne zachowanie Peety. Serio, ja biłam książkę. JAK JA MOGŁAM?! xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie widziałam, ale na pewno zobaczę.
    "Chyba walnę kiedyś ff nawet." - jestem bardzo na tak i bardzo proszę <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam na premierze.
    Bardzo mi się podobało, chociaż brakowało mi treningów Katniss i Johanny. W filmie Katniss taki rebel, po promut wsiadła sobie do poduszkowca. Zabrakło mi też tego tortu, co Peeta zrobił na ślub Annie i Finnicka ;_; No i oczywiście aresztu Katniss i jej prób prawie samobójczych.
    FINNICK :'(
    Jasne, że #teamPeeta
    Krótko mówiąc, zgadzam się z tobą XD

    Moi zdaniem przebranie Katniss i Gale'a, żeby wmieszać się w ten kapitoliński tłum był taki sobie. Za łatwo można było ich rozpoznać. W książce było lepiej :/

    Film fajny, ale książka lepsza. Jakby było inaczej, to naprawdę byłabym zdziwiona :P

    Czekam na ff o Hayffie XD <3

    OdpowiedzUsuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).