Witam na Deszczach!


To ja!

Pisarka-amatorka, blogerka, mądrala, marzycielka. Jestem Alicja. Może się poznamy?


Czego szukasz?

Więcej mnie

  • zbyt bajkowo
  • Blog z opowiadaniami, gdzie znajdziecie teksty własne oraz fan fiction (Harry Potter, Percy Jackson, Disney i inne). Serdesznie zapraszam :).
  • Chasing Barbie
  • Blog, na którym dzielę się moją nową pasją - lalkami. Nowe, stare, piękne i brzydkie, na chwilę i na całe życie - wszystkie przeżyją tu swoje 5 minut.

Zostańmy w kontakcie!


Subskrybuj, lajkuj, followuj!



poniedziałek, 16 listopada 2015

Książki pod choinkę #1: W śnieżną noc

Do Wigilii jeszcze tylko 38 dni, więc pora zacząć myśleć nad książkami, które wprawią nas w świąteczny nastrój. No to lecimy!
Na książkę składają się trzy opowiadania: Podróż wigilijna Maureen Johnson, Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy Johna Greena i Święta patronka świnek Lauren Myracle, które bardzo zgrabnie, przyjemnie i miło się ze sobą łączą. Serio, totalnie na plus.

Opowiadania ogólnie trzymają równy poziom i żadne się jakoś mocno nie wybija. Każde ma jakieś plusy i minusy, ale fabularnie najbardziej przypadło mi do gustu opowiadanie Greena. Niestety, jak to u Greena bywa, cały tekst jest niejako kalką innych jego książek, no i oczywiście musiało się trafić kilka żartów o genitaliach. Tak czy siak całkiem ładna narracja, typowo młodzieżówkowy styl i ogólnie przyzwoicie. Tak, jak lubię w takich tekstach.

Analizując każde opowiadanie z osobna, no to trochę słabiej. Podróż wigilijna w ogóle wydaje mi się wyrwana z rzeczywistości, no bo umówmy się - jeden dzień jej wystarczył? Co tam jeden dzień. Tam pada dokładna liczba, bodajże dwadzieścia trzy minuty na... no, wiadomo, co zrobiła. Uwaga, dzień wcześniej bohaterka zapewnia o swoim wielkim oddaniu Noahowi. Tak że tak. No ale jeśli wyobrazimy sobie, że akcja jest rozciągnięta na nieco więcej czasu, to jest okej. No, nie powiem, że to jakieś mega fascynujące opko, ale daje radę. To, czego najbardziej mi tam brakowało, to świąteczny klimat. Wiesz, że to święta, ale mimo wszystko jakoś tego nie czuć. W następnych dwóch opowiadaniach nie rzuca się to aż tak w oczy, bo coś innego nas może zająć. Niestety, w Podróży wigilijnej fabuła jest prosta i nawet nie mamy ochoty kibicować tej parze. Wiadomo, jak to się skończy. Nie żeby proste opka były złe, też takie piszę. Ale miałam nadzieję na coś więcej.

Jak mówiłam, Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy podobał mi się najbardziej, mimo że mamy trio bohaterów, które pojawiało się pod innymi imionami w co najmniej dwóch innych książkach Greena, a żarty i dialogi są niepotrzebnie wulgarne. Musze się przyznać, że trochę śmiechłam, kiedy Lauren Myracle w swoim opowiadaniu nazwała tę trójkę "bardzo inteligentną", ale to tak poboczem. To opowiadanie przypadło mi do gustu ze względu na parę, której bardzo mocno kibicowałam. Nie wiem czemu, ale bardzo wzbudzili moja sympatię, dlatego bardzo miło mi się zrobiło, kiedy czytałam Świętą patronkę świnek.

Świnki mają dwie wielkie wady: Addie i Dorrie i Tegan. Te dwie liczą się jako jedna wada. Po pierwsze, Addie. Ja rozumiem jej rozpacz i ogólne rozchwianie i pewnie gdybym była na jej miejscu, zachowywałabym się podobnie. Ale to nie zmienia faktu, że mnie irytowała. I to tak porządnie.
Z drugiej strony są jej najlepsze przyjaciółki, które rozróżniam głównie ze względu na rzeczy, na punkcie których mają świra: Dorrie i jej żydowskie pochodzenia oraz Tegan i świnki. Charakterem nie różnią się niemal w ogóle i przez pół opowiadania miałam problem, żeby je od siebie odróżnić. Serio. Nawet Christina jest bardziej wyrazista. 
Ale ale ale! Opko bardzo u mnie zapunktowało*, kiedy pojawiło się tam Hallelujah w wersji Rufusa Wainwrighta i w dodatku Addie uświadamia nieświadomym, że ta piosenka nie mówi o Bogu.

Kocham tę piosenkę bardzo mocno.
Bardzo.
Będziecie się musieli przyzwyczaić.

A jak już lecę z tymi wadami, to nie podoba mi się podział opowiadań na rozdziały. Nie mam nic przeciwko dzieleniu, broń Boże, ale tutaj były stawianie chyba losowo. Serio. W momencie, kiedy nie ma żadnych przeskoków w czasie, rozdziały nie rozdzielają też poszczególnych wydarzeń od siebie, to jest to trochę niepotrzebne. Jak już chcieli rozdziały (praktyczna sprawa dla nocnych czytaczy!), to przynajmniej mniej ich mogło być. Rozdział na trzy strony? Serio?

Ale trzeba oddać, że opowiadania są w istocie romantyczne. Lekkie, przyjemne, rozrywkowe, miejscami nawet zabawne. Co do nastrojowości, to brakowało mi świątecznego klimatu, w sumie można by Boże Narodzenie wyrzucić z tej książki i niewiele by się zmieniło. Gdzie zapach pierników, światło lampek i kolędy?

Nie jestem w stanie powiedzieć, czy polecam czy nie. Skwitowałabym tę książkę prostym ok. Tyle. Na pewno jest przyjemna i miła, ale czy to wystarczy, żeby ją polecić? Oceńcie sami.

Do zobaczenia przy okazji następnej książki! Jeśli chcecie mi jakąś polecić albo chcielibyście o jakiejś przeczytać kilka słów, to bardzo proszę o komentarze. Jedyny warunek to Święta! Byle tylko nie w jednym rozdziale, od razu mówię, że Harry Potter się nie liczy ;).

*Facebookowi mają lepiej i wiedzą z wyprzedzeniem :D.

PS: Mini choinki to moja miłość. Autentycznie.



8 komentarzy:

  1. Coś jest nie tak, znowu mam to samo zdanie co ty ;-;
    "W śnieżną noc" ma kilka wad, oczywiście (te rozdziały też mnie denerwowały - z tego powodu rownież "Więzień Labiryntu" ma u mnie spory minus), a akcja gna jak szalona, ale to w końcu opowiadania. W sumie lubiłabym je tak samo, gdyby ktoś je wstawił na blogaska. Nawet wyglądają mi tak trochę... Blogaskowato. Odejmując to, że świetnie się ze sobą łączą i faktycznie dzieje się magia. Może nie w 100% magia świąt Bożego Narodzenia, ale jednak :)
    Bardzo ładne zdjęcia. Jak zwykle.
    Weź coś kiedyś skop, bo nie mogę Cię nawet przyzwoicie shejtować :///
    Twój mąż

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta blogaskowość to w sumie może być zaleta, takie się swojskie te opka wydają :D.
      No, te 23 minuty to faktycznie MAGIA :D.
      A no dzienki dzienki B|. Tyle że mam masę skopanych postów :v.
      Twoja żona

      Usuń
  2. Ooo chyba sobie kupię
    Może takie proste opowiadania wprawią mnie w łapaniu klimatu świąt?
    W każdym razie dzięki za streszczenie czego mogę się spodziewać ^^
    Endżi

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie bardzo się podobało, głównie dlatego, że wcześniej przeczytałam tylko jedną powieść Greena, więc nie widziałam "kalkowania", no i autentycznie polubiłam bohaterów pierwszego opowiadania, chociaż masz rację, że fabuła była trochę z dupy. W sensie, tyle czasu, serio?
    Ale Stuart jest taki uroczy, że wszystko wybaczam <3
    Trzecie opowiadanie było najgorsze z względów, które wymieniłaś. A Addie była niemożliwie irytująca, przez swój egoizm, egotyzm i w ogóle ego wyższe niż Mount Everest.
    Niemniej ja odczułam mega klimat "W śnieżną noc". W sensie jakoś na mnie oddziałują śnieżyce itd. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam ostatnio parę książek Greena i ta "schematyczność" też mi się rzuciła w oczy. Niemniej zamierzam sięgnąć po "W śnieżną noc", chociażby żeby zobaczyć czy masz rację :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "W śnieżną noc" już od sierpnia czeka na moim czytniku, ale zacznę je czytać dopiero w Święta :-) Spodziewam się, że będzie schematycznie (według mnie Green powinien dostać nagrodę za schematyczność), ale przynajmniej miło spędzę czas ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nagroda za schematyczność dla Greena do świetny pomysł :) jak będziesz robić petycję o coś takiego to masz mój podpis.

      Usuń

Proszę o zachowanie kultury słowa i nieprzeklinanie w komentarzach, a także szanowanie innego człowieka i mojej pracy - każdy przejaw hejtu czy opryskliwości będzie usuwany.
Proszę również, żebyś nie spamował i nie podpisywał się linkiem do swojego bloga. I tak nie zajrzę, chyba że odczuję potrzebę dowiedzenia się czegoś o Tobie. Ale wtedy sama znajdę link ;).
Z góry dziękuję :).